Pompeje i Wezuwiusz 1281 m

Po pobycie w Abruzji zmieniamy rejon na bardziej ciepłe i słoneczne południe Włoch. Ten wpis jest bezpośrednią kontynuacją naszej wakacyjnej wizyty w Apeninach. Tam pogoda się pogorszyła, ale na południu ma być ładnie.

Czwartek, 8 września 2022

Stolica Kampanii - Neapol wita nas upałem i tradycyjnym tamtejszym bałaganem. Pierwsze dłuższe problemy mamy z odnalezieniem odpowiedniego dworca/przystanku, z którego ma jechać pociąg podmiejski w stronę naszego noclegu, zarezerwowanego przez znany i sprawdzony wielokrotnie Booking. My wysiadamy na dworcu Napoli Centrale z pociągu pośpiesznego, dalekobieżnego, a teraz mamy przesiąść się do regionalnego, by dojechać na San Giorgio a Cremano. Trzeba tylko odnaleźć odpowiedni kierunek i kasę z właściwymi biletami ;) Sprawę utrudnia trochę fakt, że jest tu dworzec dalekobieżny, regionalny i metro. Wejścia są po dwa, bo przecież można jechać w dwie strony, a opisy niejednoznaczne (by nie powiedzieć wprowadzające w błąd) dla osób przyjezdnych i nie mówiących po włosku. Do tego aplikacje mające ułatwić podróżowanie komunikacją miejską, wprowadzają tylko jeszcze większy chaos - wybiegnę w przyszłość, później proponowało nam odjazd ze stacji metra, która była w remoncie, albo przejażdżkę kolejką już po jej zamknięciu ;)
Ale jakoś udało nam się dostać na właściwy peron i wsiąść do pociągu "byle jakiego". To jest nie tylko opis stanu tego cuda techniki (osoby narzekające na nasze tradycyjne "kible", czyli EN57, chyba umarłyby z niedowierzania, co tam jeździ regularnie i wozi pasażerów), ale pociąg dosłownie nie miał żadnych oznaczeń kierunku i linii, jako która jedzie. Dlatego też odpaliłem mapę, gps i śledziłem przesuwającą się kropkę po torach. Wszystko było dobrze do stacji Barra, gdzie okazało się, że pociąg pojedzie prosto, a my musimy skręcić (układ torowy jest jednoznaczny i nie daje pola do pomyłki ;) ). Szybko opuszczamy skład, przechodzimy na sąsiedni peron i po kilku minutach wsiadamy już we właściwy skład. Ten już posiadał oznaczenia linii.
Zadowoleni wysiadamy na San Giorgio a Cremano i idziemy na nasz zarezerwowany nocleg... Jednak to nie koniec włoskich przygód, ten dzień był ciekawy ;) W skrócie można powiedzieć, że nocleg z Bookingu był po prostu oszustwem i w rzeczywistości o jego istnieniu nikt nie słyszał. Nawet zdjęcia nie zgadzały się z rzeczywistością, a pod budynkiem spotkaliśmy się z jakąś włoską rodzinką, która miała ten sam problem. By nie tracić już do reszty dnia, na szybko robimy nową rezerwację w pobliżu i idziemy do dzielnicy Portici, do Villi Preziosa, gdzie robimy niemałe zamieszanie wśród zajmujących się prowadzeniem noclegów sióstr zakonnych. Nie ma nas na liście gości (lista drukowana przed 8 rano, a z obecnych sióstr żadna nie obsługuje komputera), nie mogą też dodzwonić się do kogoś, kto może sprawdzić naszą zrobioną kilkanaście minut temu rezerwację, a nasza komunikacja jest dosyć ograniczona z powodów językowych. Jednak po jakimś czasie wszystko się wyjaśnia i zaczyna się pośpieszne szykowanie dla nas pokoju. W końcu możemy rzucić rzeczy i odpocząć po podróży i przygodach związanych z szukaniem noclegu. Nie mamy jednak na to aż tak dużo czasu, bo chcieliśmy dzisiejsze popołudnie i wieczór spędzić na wędrówce po mieście.

Zwiedzanie będzie takie trochę bez planu, zależnie od tego, co nas zaciekawi. Miasto już mieliśmy okazję kiedyś na szybko zwiedzać przy okazji wyjazdu, na którym weszliśmy na Etnę, więc ścisłe centrum odpuszczamy i kręcimy się po jego obrzeżach. Dalej było to centrum, ale wyraźnie było widać masę walających się śmieci, gnijące na chodnikach sterty skoszonej trawy (ciekawe od kiedy tam leży), zaniedbane budynki, bezdomnych imigrantów, a do tego włoski styl jazdy i "punktualna" komunikacja miejska ;) Jednym słowem było wszystko, z czym kojarzą się południowe Włochy ;)

Relacji z samego zwiedzania Neapolu nie będzie i przejdę do kolejnego dnia, podczas którego plan był jakby konkretniejszy i ciekawszy.
Na koniec wspomnę jedynie, że pieniądze za pierwszą rezerwację na Bookingu odzyskałem bez problemów, po napisaniu reklamacji kilka dni później. Chyba 2 dni czekałem na zwrot pieniędzy, więc poszło szybko. Jedynie szkoda czasu i nerwów, który straciłem na dojazd i dojście do nieistniejącego noclegu.

Piątek, 9 września 2022

Dzisiaj w programie zwiedzania mamy antyczne miasto Pompeje i Wezuwiusz. Chyba każdy słyszał o tych dwóch miejscach. Ich sława wzięła się od wydarzenia z roku 79, gdy wulkan wybuchł, a wydobywający się z niego popiół wulkaniczny pokrył grubą warstwą miasto zachowując je w dosyć dobrym stanie. Później miasto zostało zapomniane na wiele wieków i dopiero pod koniec XVI wieku zostało ponownie przez przypadek odkryte. Od XVIII wieku prowadzone są prace archeologiczne, które odkrywają coraz większy obszar miasta. Wiele budynków zostało częściowo odbudowanych i przygotowanych do zwiedzania. Niestety, nie można łatwo rozpoznać co jest oryginalną ich częścią, a co zostało "dosztukowane". Obszar miasta jest duży, jego zwiedzanie spokojnie może zająć wiele godzin i rzeczywiście jest na co patrzeć. Oprócz ogólnodostępnych ulic, są też udostępnione wystawy/ekspozycje w budynkach czy też ich ogrodach. Jednak nie wszystko jest otwarte przez cały dzień (różne godziny otwarcia) i albo trzeba tak zaplanować zwiedzanie, by trafić tam o odpowiedniej porze, albo po prostu z części rzeczy zrezygnować.
Podczas zwiedzania na pewno warto zadbać o nakrycie głowy, bo cienia tam za dużo nie ma, a słońce praży...

Nasze poranne wyjście z kwatery zostało przesunięte przez poranną burzę, którą postanowiliśmy przeczekać. Dzięki temu, przynajmniej początkowo, powietrze jest przyjemne, zanim słońce wszystko podgrzeje i będziemy czuć się jak w piekarniku chodząc po kamiennych ulicach.

Z Neapolu do Pompejów można dojechać pociągiem Circumvesuviana, który rusza ze stacji Napoli Porta Nolana i jedzie do Sorrento. My wysiadamy na Pompei Scavi - Villa dei Misteri, skąd krótki spacer dzieli nas od bramy parku archeologicznego. Godziny pociągów można znaleźć między innymi na stronie - Rozkład jazdy, ale nie ma tam wszystkich przystanków, więc lepiej sprawdzać np. w aplikacji Train Timetable Italy. Bilety do parku archeologicznego można kupić na miejscu, ale bez sensu stać w kolejce, więc wygodniej zakupić wejściówki z wyprzedzeniem na stronie www.ticketone.it. Koszt to 19 €. Przy wejściu warto wziąć mapę kompleksu, bo inaczej można wiele rzeczy przegapić.

Poniżej kilka kadrów z wędrówki przez starożytne miasto.

Wszyscy szukają cienia.

Miasto było rozległe.
Z jednej strony krajobraz ograniczają szczyty Monti Lattari.
Wezuwiusz jest doskonale widoczny podczas zwiedzania ruin miasta.
Przyczyna takiej rozpoznawalności miasta przed nami.
Gipsowe odlewy ciał osób, które zostały zasypane przez popiół. Ciała z biegiem czasu zniknęły, jednak wolna przestrzeń po nich została. Po wypełnieniu gipsem wyglądają jak ciała.



Po kilku godzinach kończymy zwiedzanie, chociaż wszystkiego nie zobaczyliśmy. Mamy jednak jeszcze jeden plan na dzisiaj, czyli odwiedzenie Wezuwiusza. Wcześniej jednak trzeba coś zjeść, co nie jest tutaj trudne, bo na głównej ulicy jest mnóstwo knajp. Później idziemy na autobus.

Udajemy się na ulicę przed parkiem archeologicznym, gdzie przystanek ma EAV bus, którym można dojechać pod wejście na szlak szczytowy na Wezuwiuszu. Bilet kosztuje 3,10 € i można go kupić u kierowcy. Rozkład można sprawdzić na stronie www.visitpompeiivesuvius.com.
Nie jest to jednak koniec wydatków, bo aby wejść na górną część krateru trzeba kupić bilet i tu koniecznie trzeba to zrobić z wyprzedzeniem przez Internet, gdyż na miejscu nie ma takiej możliwości (chociaż patrząc po tamtejszej rzeczywistości, to niejeden z tamtejszych pracowników umożliwi zwiedzanie po wpłacie na jego prywatny fundusz ;) ). Bilet kupuje się na konkretną godzinę (co 10 minut) i umożliwia wejście 30 minut przed i 30 minut po godzinie wskazanej na bilecie. Kosztuje 18 €.

Patrząc na mapę można zauważyć, że od podnóża do szczytu wiedzie kilka szlaków, ale kto by chciał łazić w takim upale ;) Inna sprawa, że te szlaki w rzeczywistości nie dają pewności wejścia na górę - w terenie są zamknięte/zagrodzone i to bez wcześniejszego ostrzeżenie - widziałem to z okien autobusu i potem już na szczycie. Więc w rzeczywistości jest chyba jedynie opcja wejścia tak, jak prowadzi szlak z parkingów.
Autobus podjeżdża tuż pod bramkę biletową, a jeśli ktoś chciałby jechać własnym samochodem, to czeka go dłuższe podejście, bo parkingi zlokalizowane są niżej i później trzeba podejść wzdłuż drogi ok. 2 km i 175 m w górę. My do najwyższego dostępnego miejsca mamy 1,7 km oraz 170 m przewyższenia. Krótki spacer, po bardzo dobrze przygotowanej drodze.

W dole zastygłe pole lawowe, nad nią pozostałości starego krateru.
Droga bardzo wygodna.
Jest nawet dostosowana do jazdy samochodów. Przed zamknięciem pracownik jedzie autem po szlaku i wygania ociągających się turystów - sprawdzone ;)
Ta buda, to sklepik/stragan. Jeden z trzech, które mijamy na szlaku. Są tak ustawione, że musimy przejść dosłownie przez niego, wśród powystawianych towarów. To się nazywa aktywna reklama.
Sam krater to taka duża dziura, o stromej północnej ścianie.
Panorama ze szlaku na całość krateru.
Jak to w terenie wulkanicznym kolory skał robią duże wrażenie.
Niestety dosłownie po chwili przychodzą chmury i zakrywają wszystko. Krótkie przebłyski widoczności wykorzystuję na parę zdjęć.

W stronę Monti Lattari.
Szlak kończy się w straganie. Dosłownie. Kiedyś prowadził dalej, ale obecnie dalsza droga jest zamknięta i trzeba się wrócić. My kupujemy jeszcze coś do picia i dłuższą chwilę spędzamy na szczycie. Schodzimy już po zamknięciu wejścia, ale tak by zdążyć na autobus powrotny do Pompejów. Z Pompejów do Neapolu wracamy pociągiem, jednak podróż sporo się wydłuża, gdyż nasz pociąg po przejechaniu kilkudziesięciu metrów się zepsuł i musieliśmy czekać na kolejny. Takie uroki Włoch.

Na koniec parę słów czy warto poświęcić dzień na zwiedzanie tych miejsc. Jak widać cena zwiedzania Parku Archeologicznego Pompejów i samo wejście na Wezuwiusza to taki sam koszt. Patrząc na to, co dostajemy w zamian, to na Pompeje naprawdę warto. Jest to bardzo rozległy teren, zadbany, ciągle trwają tam wykopaliska i tworzone są kolejne wystawy. Za to Wezuwiusz to czysta komercha, a cena za wejście nie jest niczym uzasadniona. Na pewno ten kilkudziesięciominutowy spacer nie jest wart tych 18 €. Do tego to nachalne naciąganie na zakupy pamiątek po drodze - nasi przysłowiowi górale mogą się jeszcze wiele nauczyć, jeśli pojadą tam na praktyki ;) Mimo wszystko chętnych na wejście tam nie brakuje, bo to jednak Wezuwiusz, który jest znany jako symbol Neapolu. Zresztą widać to po mnie, w końcu na szczycie też byłem :D

Komentarze

  1. Zgadzam się z Tobą , że Pompeje naprawdę warto zwiedzić. Sporo jest publikacji dotyczących tego miejsca ale osobiste doznania są niesamowite. W zeszłym roku spacerowaliśmy tam i zachwycaliśmy się tym co park archeologiczny oferuje. Na Wezuwiuszu też byliśmy i może nie powalił nas na kolana, ale w końcu to wulkan ciągle czynny i jeden z najbardziej rozpoznawalnych. Pogoda nam dopisywała i widok na Zatokę Neapolitańską był przepiękny. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz :) Czyli byliśmy tam w tym samym roku.

      Usuń
  2. Ach, Pompeje :) Chętnie bym tam wrócił, choć też się czasem wkurzałem na te rekonstrukcje, najlepiej je widać zwłaszcza przy willach, które wydają się w podejrzanie dobrym stanie ;) Włoskie pociągi to już klasyka, jak wracaliśmy z Pompejów do Neapolu to kompletnie nie było wiadomo o której jadą, dopiero jakiś dziadek powiadomił nas o tym krzykiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, wrócić zawsze fajnie. Ja bym jeszcze wrócił do Neapolu, bo kilka ciekawych miejsc do zobaczenia jeszcze tam mam - ale zawsze brakuje czasu i nie da się zobaczyć wszystkiego przy jednej wizycie.

      Ja byłem niedawno w Grecji. Tamtejsza komunikacja publiczna to dopiero jest specyficzna. Pod pewnymi względami można powiedzieć, że włoska jest uporządkowana przy greckiej ;) Chociaż generalnie nie jest zła i nie można powiedzieć, że nie da się na niej oprzeć wyjazdu, ale wymaga to dużej dozy improwizacji.

      Usuń
  3. Nie byłam na południu Włoch. Ten kraj tylko kojarzę z Lombardii (północ) o której raczej złego słowa nie powiem, ale po tej opowieści trochę się przestraszyłam, bo myślalałam o tym czy np nie zabrać Mamę na przedłużony weekend do takiego Neaopolu i czy nawet nie zaciągnąć jej na takiego Wezuwiusza. No nie wiem, nie wiem... Zwłaszcza, że w razie komplikacji/nieprzewidzianych wydarzeń to ja sama będę musiała wszystko ogarniać i wymyślać wyjścia awaryjne... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Południe Włoch to zupełnie inny świat niż północ ;) Chyba każdy kto tam był się z tym zgodzi. Ale wybrać się tam warto, by zobaczyć, że Europa to nie tylko porządek ;)
      Warto sobie wcześniej sporo poczytać i zaplanować pobyt w Neapolu, zostawić trochę marginesu czasowego, a potem... być przygotowanym na improwizację na miejscu ;) Taki już tamtejszy urok.

      Usuń
  4. Oj tak, bardzo ciekawy post. Bardzo chętnie zwiedził bym tamte strony, ale realnie patrząc, chyba nie ma szans w najbliższym czasie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz