Biwakowanie zimą pod namiotem



Rok mija, odbywamy kolejne górskie wycieczki, śpimy w namiocie, przemierzamy rejony mniej turystyczne, a tu nadchodzi zima. Czy to oznacza, że jesteśmy skazani tylko na utarte szlaki, noclegi w schroniskach i brak możliwości przemierzania rejonów nieturystycznych? Oczywiście, że nie, ale trzeba się do tego odpowiednio przygotować. Bo nocleg zimą to już poważne wyzwanie, które może być niebezpieczne dla zdrowia, a czasem nawet życia!

Zakładam, że skoro interesujesz się tematem biwaku zimowego, masz za sobą już doświadczenie biwaków letnich czy też wiosenno-jesiennych. To oczywiście podstawa, bo właśnie w trakcie noclegów w tych cieplejszych porach roku wyrabiamy w sobie nawyki, które ułatwiają nocleg i organizację sprzętową podczas noclegu. Bo przecież podstawa jest taka sama, namiot i nocleg w nim. Więc jeżeli jednak tego doświadczenia brakuje, to proponuję zapoznać się z moim wpisem Biwakowanie w górach pod namiotem, przespać sezon w terenie i wrócić tutaj przynajmniej za rok. Wiadomo, można swoje pierwsze biwakowe kroki robić zimą, ale ja tego nie polecam.


Nadeszła zima, pojawił się śnieg, temperatura spadła poniżej zera. W górach robi się bajkowo, a my chcemy jechać w góry w podobnym stylu jak robimy to latem. Z własnym domkiem na plecach, jedzeniem w plecaku i możliwością szybkiego wyjścia na szlak rano. Da się, bo wiele osób tak robi, ale co będzie nam potrzebne i jak się do tego przygotować? Wiele osób uważa, że to jest niewyobrażalne i wymaga bajecznego sprzętu. I faktycznie, dobry sprzęt warto mieć, bo od tego może zależeć nawet nasze życie, ale bez przesady. W tym wpisie przedstawię swoje doświadczenie w tym temacie wraz z jakimiś wskazówkami.

Jako, że jest to wpis teoretyczny, zakładam, że mamy zimę modelową - leży śnieg, na termometrze konkretny minus. A nie warunki przejściowe (temperatura w okolicy zera), które są dużo gorsze.


Namiot
Zimowy namiot powinien mieć kilka charakterystycznych cech. I nie chodzi tutaj o to, że będzie jakoś cieplejszy, bo on nie grzeje, ale o wygodę i bezpieczeństwo.

Konstrukcja namiotu. Powinien być to namiot typu igloo, który jest samonośny i nie musi być idealnie naciągnięty by stał normalnie. Na śniegu bardzo trudno prawidłowo naciągnąć namiot tunelowy, więc nie polecam takiego rozwiązania. Idealnie gdy namiot ma fartuchy śnieżne, ale nie są one wymagane. Za to musi być to namiot wytrzymały na wiatr. Jakoś tak bywa, że zimą wieje mocniej niż latem, a warto by nasz dom to przeżył. Najlepiej, gdy do stabilnego rozstawienia namiotu wystarczą 4 punkty mocowania. Bo standardowe śledzie spokojnie można zostawić w domu, nie przydadzą się. Stelaż powinien być aluminiowy. Tańsze stelaże z włókna szklanego mogą łatwo pęknąć na mrozie.
Powinien dać się łatwo rozłożyć nawet przy wietrze i w rękawiczkach! To drugie jest bardzo ważne, bo nawet chwilowe ściągnięcie rękawiczek przy wietrze i temperaturze -10°C spowoduje bardzo szybkie zmarznięcie dłoni, co bardzo utrudni dalsze czynności obozowe. A ocieplenie palców zajmuje czas i nie jest przyjemne. Co chyba każdy z nas wie z własnego doświadczenia.


Wodoodporność. Tu bardzo ważna jest odporność podłogi. Bo ona styka się cały czas z wodą (najczęściej zamarzniętą, ale wodą). Przyjmuje się, że takie minimum to 7000 mm słupa wody dla podłogi, chociaż najlepiej jak jest to 10000. Tropik nie musi być aż tak wytrzymały, bo nie spodziewamy się całonocnej zlewy ;)

Śpiwór
Zimowy śpiwór powinien mieć temperaturę komfortu minimum -10°C. Wiadomo, czym niższa, tym lepsza. Ja polecam śpiwory puchowe - lżejsze niż syntetyczne i szybciej się nagrzewają, co jest sporym plusem. Koniecznie musi być to śpiwór z kapturem, listwą termiczną osłaniającą zamek oraz kołnierzem termicznym pozwalającym ograniczyć dostęp zimnego powietrza do środka śpiwora.

Mata
Zimą polecam zimową matę samopompującą. Dobrze izoluje od śniegu i jest stosunkowo mała po spakowaniu. Można także użyć karimaty, ale trzeba mieć na uwadze, żeby była to karimata zimowa o odpowiedniej grubości i izolacji. Zwykła, letnia zupełnie się nie sprawdzi. Bardzo dobre są materace dmuchane. Taki zimowy materac napompowany daje rewelacyjną izolację od podłoża, ale jego cena też jest odpowiednio wysoka, więc ja zostałem przy macie/karimacie.

Miejsce pod namiot
Najlepiej, gdy mamy do dyspozycji płaski kawałek terenu. Nie musi być idealnie płaskie, bo i tak najpierw będziemy musieli wykopać lub ugnieść platformę pod namiot. Po co cokolwiek kopać? Bo namiotu nie można tak po prostu wziąć i rozłożyć na śniegu. Dlaczego? Bo śnieg jest z reguły miękki, więc po wejściu do namiotu od razu pod naszym ciężarem się zapadnie, i będzie nam niewygodnie. Jeżeli dla odmiany jest mocno zmrożony, to namiot będzie się ślizgał, i trudno będzie go stabilnie umocować. Dlatego też najlepiej wykopać dziurę, nazywaną platformą i dopiero w niej go rozłożyć. Potem brzegi tropiku można jeszcze przysypać śniegiem lub zbudować osłony chroniące przed wiatrem. Bez platformy trudniej to zrobić. Zresztą kto nie słyszał o kopaniu platformy pod namiot przez himalaistów? Możecie mi wierzyć, nie robią tego dla przyjemności, bo takie machanie łopatą potrafi porządnie rozgrzać. No i mamy kolejny plus kopania ;) Dodatkowo namiot położony częściowo poniżej poziomu okolicznego śniegu jest bardziej odporny na wiatr.
Do zrobienia platformy najlepsza jest łopata lawinowa, ale da się to zrobić butami lub chodząc po śniegu w rakietach.



Rozkładanie namiotu
Pierwszą czynnością jest przygotowanie platformy pod namiot, o której pisałem powyżej. Tak samo jak latem, rozkładając namiot, warto mieć na uwadze, by nie stawiać go wejściem w stronę, z której wieje wiatr, bo to nic przyjemnego po rozpięciu wejście oberwać od razu wiatrem i niesionym przez niego śniegiem. Warto zwrócić również uwagę, że namioty są najczęściej w opływowych kształtach i właśnie tę stronę skierować w stronę wiatru. Czyli to samo, co znamy już z lata.

Jak jednak przymocować namiot do podłoża, skoro szpilki zostawiliśmy w domu? Do tego celu musimy użyć sprzętu, który mamy ze sobą na wycieczce. I tak najlepsze do tego celu są kijki trekingowe, czekan, rakiety śnieżne czy narty. Dlaczego właśnie one? Bo i tak zimą mamy je ze sobą, a da się je łatwo wbić/zakopać w śniegu co da stabilny punkt zaczepienia. To jest właśnie powód dlaczego namiot powinien być w stanie stać stabilnie po użyciu tylko 4 punktów. Jeszcze w domu trzeba zwrócić uwagę, czy przy namiocie są odpowiednio duże pętelki na mocowanie śledzi. Bo jeżeli będą tylko małe dziurki, to wsadzenie w nie rakiet czy nawet kijków może być niewykonalne. Wtedy musimy jeszcze przed wycieczką zamocować większe pętelki, które pozwolą nam przełożyć przez nie sprzęt zimowy.



Porady biwakowicza
Powyżej napisałem już to co najważniejsze, czyli o namiocie, macie i śpiworze, ale czy to wszystko co musimy wiedzieć by jechać zimą pod namiot? Na pewno nie! Więc poniżej jeszcze trochę informacji bardziej praktycznych o przebywaniu w namiocie, by ten nocleg był przyjemny i komfortowy. Na początek powtórzę już to, co pisałem przy okazji biwakowania latem, ale przecież zimą to nadal jest istotne.

Kondensacja pary wodnej podczas spania. Człowiek jak śpi, to oddycha. A jak oddycha, to prócz dwutlenku węgla wydycha również wilgoć. Śpiąc w zamkniętym namiocie, wilgoć osadzi się na ściankach tropiku, która przy mrozie zamarznie tworząc na ściankach sypialni śnieżną warstwę. Dlatego też obowiązkowo(!) wieczorem trzeba otworzyć wywietrzniki. Z tego samego powodu nie można szczelnie zamykać się w śpiworze. Po zaciągnięciu kaptura zawsze trzeba zostawić odsłoniętą przestrzeń wokół nosa/ust, by wydychane powietrze nie było wtłaczane do środka śpiwora.

fot. Michun

Gotowanie
Jest to bardzo ważna sprawa. Bo zimą, wiadomo, jest zimno, a wypicie gorącej herbaty i zjedzenie czegoś ciepłego to największa przyjemność podczas biwaku. Zaraz, po wejściu do puchowego śpiworka ;) Na wstępie powiem, że będę pisał tylko o używaniu kuchenki gazowej, bo z innymi nie mam doświadczenia. Kuchenki gazowe mają swoje zalety, ale zimą mają również jedną wadę - gaz przy minusowej temperaturze bardzo traci na wydajności. Przez co gotuje się wolniej, a to trwa czasem bardzo długo. Przydatne tutaj są wszelkie garnki z radiatorami, czy osłonami płomienia, co wydatnie skraca czas gotowania i jednocześnie oszczędza gaz. Dla uświadomienia jaka to może być różnica, powiem, że gdy kupiłem garnek Primus Eta Pot 1.0 L i porównałem czas zagotowania w nim wody ze standardową menażką aluminiową, to czas był o połowę krótszy! Pomiar zrobiłem w warunkach domowych, ale to na prawdę przekłada się na czas gotowania w terenie. A są przecież konstrukcje jeszcze bardziej wydajne niż ten garnek.

Ze względu na czas gotowania jak i wygodę, najlepiej gdy będziemy mieli do dyspozycji wodę w postaci płynnej. Niestety zimą bardzo często jedyną wodą jaką będziemy dysponowali, jest ta otaczająca nas w formie śniegu. Ma to swoją zaletę, że na jej brak nie będziemy narzekać, ale by coś z niej ugotować, trzeba najpierw stopić śnieg. Trwa to długo i jest bardzo energochłonne. Tu radzę najpierw przetopić małą ilość śniegu na dnie menażki i dopiero do tej już płynnej wody dorzucić większą ilość śniegu lub lodu. Nie chodzi o to by ta pierwsza część się zagotowała, po prostu ma być już wodą. Jest to rozwiązanie ekonomiczniejsze niż topić wypełniony od początku po brzegi garnek śniegu. Tutaj warto wspomnieć, że śnieg ma większą objętość niż woda, przez co w trakcie topienia, będziemy musieli kilkukrotnie dokładać śniegu do garnka by mieć go pełnego wody. Bo o tym, że garnek musi mieć pokrywkę, to chyba wspominać już nie muszę?

Gotujemy w przedsionku, przy uchylonym tropiku, by jak najwięcej wilgoci uciekało na zewnątrz. Zresztą bardzo szybko zauważysz, że ilość wilgoci, która paruje nawet z takiego kubka herbaty, jest bardzo duża i samemu zaczniesz zwracać uwagę na wilgoć pochodzącą z tego źródła ;)

Warto również wieczorem przygotować sobie pełen termos herbaty. Będzie akurat, gdy w nocy zachce nam się pić, ale częściej przyda się rano do śniadania. Mniej czasu będziemy musieli poświęcić na poranne gotowanie.

Spanie
Gdy idziesz spać, nie kładź się w tym, w czym szedłeś w ciągu dnia. Najlepszym rozwiązaniem jest posiadanie zestawu bielizny termicznej (wełna jest najlepsza) tylko do celów noclegowych. A to w czym szliśmy w dzień, wrzucić do śpiwora. Polar można położyć pod plecy/tyłek. Buty zawsze wkładam do reklamówki i wstawiam do namiotu, by nie zbierała się w nich dodatkowa wilgoć poza tą, która w nich i tak jest po dniu wędrówki.
A teraz najważniejsza zasada zimy pod namiotem - nigdy nie śpisz tylko Ty w śpiworze! I nie chodzi tu by wchodzić do środka wraz z kolegą, czy tez koleżanką ;) Po prostu trzeba wyrobić w sobie nawyk wrzucania do środka kartusza z gazem, baterii, telefonu i akumulatorów. Wychłodzony gaz bardzo traci na wydajności, a baterie nie lubią mrozu i szybko tracą na wydajności przy minusowej temperaturze.
Do tego trzeba wrzucić ubrania, które chcemy jutro założyć. Wiadomo, nie trzeba wszystkich, ale te, które mogą być wilgotne koniecznie. Po co? Po pierwsze jest to jedyny sposób na podsuszenie wilgotnej koszulki czy skarpetek, ale również zabezpieczenie, bo gdy zostawimy wilgotne skarpetki na zewnątrz, to do rana mogą zamarznąć i wtedy już ich nie założymy. Ja do śpiwora nie wkładam jedynie membranowej kurtki i spodni, bo one nie zamarzają ;)


Różne przydatne dodatki
Cienkie rękawiczki biwakowe. Bo nawet gdy leżymy w śpiworze, to dłonie są na zewnątrz, a przecież musimy gotować, porządkować rzeczy itp. Koniecznie muszą być cienkie i wygodne, by dało się w nich jeść czy szykować jedzenie.

Kominiarka. Lepsze rozwiązanie niż czapka na biwaku, bo chroni przed zimnem również szyję i policzki.

Kurtka puchowa. Albo primaloft lub dodatkowy gruby polar. Gdy się nie ruszamy, szybko się wychładzamy. By temu zapobiec, najlepsza jest puchówka, ale sprawdzi się do tego celu także zwykły dodatkowy polar. Tylko musi być odpowiednio grubszy.

Botki puchowe. Potrafią fajnie rozgrzać stopy. Czasem bardzo przydatne ;)

Biorąc ze sobą jedzenie, warto pomyśleć, czy nie zamarznie. Bo gdy najdzie nas ochota na zabranie ze sobą np. konserwy rybnej, to możemy się niemiło rozczarować, że staliśmy się posiadaczem lodów o smaku szproty ;)



Gdy już wiesz to wszystko, masz odpowiedni sprzęt, to i tak proponuję pierwsze biwaki przeprowadzić w znanej okolicy, w miejscu skąd łatwo można wycofać się do schroniska gdyby coś jednak poszło nie tak. I dopiero gdy okaże się, że sprzęt jest wystarczający, a my nie boimy się noclegu przy dużym minusie, można wybrać się na bardziej wymagające wędrówki. Tak więc powodzenia i spokojnych nocy!

Oczywiście nie zawarłem w tym wpisie wszystkiego. Pewnie o czymś zapomniałem, albo nawet nie pomyślałem, że może być przydatne dla kogoś. Tak więc, w razie jakichś pytań, piszcie śmiało w komentarzach. Na pewno odpowiem :)

Komentarze

  1. O nawet ja się załapałam na zdjęciu! Biwaki w zimie można pokochać pod warunkiem, że ma się dobry sprzęt. Zimowe wschody słońca w górach wynagradzają wszystkie bolączki okołobiwakowe. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak jakoś wyszło ;) I tak nastawienie jest najważniejsze!
      Ale masz rację, że wschody wynagradzają nawet najtrudniejsze noce :)

      Usuń
  2. Moja fotka też się załapała ;-) miło, doceniam

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie opisane. Aż kipi od praktyki :) Z mojej strony mógłbym jeszcze dodać, że zabieram jednak buty do śpiwora, bo już kiedyś rano próbowałem się przy -15 wbić w skórzane Boreale i nie jest to łatwe, ani przez następne kilka godzin przyjemne :) Stare męskie wygi używają też butelek, ale osobiście nie mam śmiałości, chociaż próbowałem. Dlatego zabieram neoprenowe skarpety. Da się w nich wyjść na śnieg i po minucie nie odmrozić stóp nawet przy -20. Nie trzeba wtedy zakładać tych nieszczęsnych butów :) Zaliczyłem też pęknięcie stelaża z włókna, fajnie, że o tym wspomniałeś.
    Nie mogę się zebrać aby kupić samopompę, więc używam podwójnej karimaty. Lepsze to niż pojedyncza.
    Oprócz uwzględnienia kierunku wiatru, gdy nie stoi to w sprzeczności, ustawiam wyjście namiotu w kierunku widoku. Nie ma to jak dostać na powitanie dnia dobrą panoramą prosto między oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za dobre słowa, bo Twoje doświadczenie także jest bogate ;)

      Ja jakoś nie mogę się przekonać do chowania butów do śpiwora. Ta myśl, że miałbym schować, nawet w worku, buty oblepione śniegiem, który się potem stopi... Nie przekonuje mnie to. Pewnym rozwiązaniem byłyby buty podwójne, ale na nasze warunki nie ma takiej konieczności. Ja z zakładaniem zamarzniętych butów miałem problemy, gdy miałem ze sobą zwykłe skórzane buty(3 sezonowe) . One w dzień namokły, w nocy zamarzły, a rano były bryłą lodu, który ciężko było przekonać do tego, że trzeba do środka jeszcze stopy włożyć. Jednak jak zacząłem chodzić w zimowych, grubych butach, tego problemu nie mam.

      Ja o pękających stelażach z włókna szklanego słyszałem i raz miałem okazję zobaczyć takie pęknięcie. Dlatego też moje namioty mają stelaż aluminiowy. Tak na wszelki wypadek.

      Owszem, lepsze to niż pojedyncza, ale więcej miejsca przy plecaku zajmuje ;) Ja przeważnie sypiam na karimacie 4 sezonowej, ale gdy prześpię się na samopompie typowo zimowej, to jest to zupełnie inny komfort ;)

      Z ostatnim zdaniem jak najbardziej się zgadzam!
      Dzięki za ten konkretnie komentarz :)

      Usuń
  4. Jeśli namiot to od wiosny do jesieni. Zimą, wolę robić kilkudziesięcio kilometrowe podejście i torować po ciemku, niż skostniałymi rękami składać i rozkładać namiot, a w międzyczasie marznąć w środku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biwak zimowy nie oznacza jednocześnie braku możliwości robienia długiej trasy ;) Hehe, czasem bywa i tak, ale przy marznięciu puch jest naszym sprzymierzeńcem :)

      Ale wiadomo, nie każdemu tego typu spędzanie nocy będzie odpowiadać.

      Usuń
  5. Wspaniałe zdjęcie. Jak dla mnie to w ogóle przeciekawy blog. Kocham góry bo tam czuje się dobrze. Oddycham spokojnie. Góry są super.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz