Zimowe spojrzenie na Wielki Rozsutec



Z Pedrem umawiamy się na wspólny wyjazd i pozostaje tylko ustalenie celu. Pada na Małą Fatrę, bo to ciekawe pasmo po słowackiej stronie. Niestety prognoza pogody jest mocno średnia, zagrożenie lawinowe spore, więc do tych warunków musimy dopasować nasze plany. Mamy oczywiście plan maksimum, który byłby najlepszym wykorzystaniem wolnego, ale jak się nie uda, to są też krótsze warianty. Co będzie, to zobaczymy, jedno jest pewne - śniegu nie zabraknie.

Sobota, 26 stycznia 2019

Párnica, , Medziholie

Spotykamy się w Krakowie w piątek. Stamtąd samochodem ruszamy do naszych południowych sąsiadów. Piątkowy nocleg mamy zarezerwowany w hotelu w Párnicy, skąd jutro chcemy zacząć wycieczkę. Wieczorem przygotowanie plecaków na wyjście, kolacja i wieczorne rozmowy przy piwie.

Rano jemy śniadanie, pakujemy potrzebne rzeczy do plecaków, a resztę zostawiamy w aucie na parkingu. Od razu też włączamy detektory lawinowe, by później nie zapomnieć.

Początkowo idziemy zaśnieżonymi ulicami Párnicy, jednak dosyć szybko odbijamy z drogi i po pokonaniu wysokiej zaspy wchodzimy na szlak.


Szlak od razu idzie wyraźnie w górę, ale początkowo daliśmy radę bez rakiet. Jednak, gdy tylko wychodzimy z lasu, to rakiety od razu lądują na naszych nogach. Śniegu jest dużo.
Wschód słońca zastał nas na szlaku.


Przechodzimy przez dużą polanę. Widoków rewelacyjnych brak, ale chmur nie ma aż tak dużo. Daje to pewne nadzieje, choć prognozy pogody nie napawają optymizmem. No nic, trzeba iść i później się zobaczy jaka pogoda nam się trafi.

fot. Pedro

W rejonie Magurki mijamy trasy narciarskie i dużą ilość narciarzy. Jest to krótki odcinek, ale gwarny. Potem ponownie idziemy lasem. Śniegu leży dużo, rozłożone kijki dało się wcisnąć w śnieg, aż znikły całkowicie. Przejście tej trasy bez rakiet byłoby wręcz niemożliwe.


Utrudnienia na szlaku ;)

fot. Pedro

Strungový prislop i Osnica


Gdy tylko weszliśmy w wyższy, odsłonięty teren uderzył w nas mocny wiatr. Do tego byliśmy już w chmurach, więc zima pokazała swoją mniej przyjemną stronę.

fot. Pedro

Na Ośnicę prowadzi wąska grań/grzbiet. Z obu stron zbocza opadają stromo w doliny, a śnieg nie jest najlepiej związany, co widać zwłaszcza na północno-wschodnim zboczu. Widać na nim linię obrywu lawiny deskowej, która zabrała śnieg aż po samą grań. Z drugiej strony zbocza śnieg był, ale my szliśmy jak najbardziej górą.

fot. Pedro

Na sedle Medziholie jesteśmy dosyć wcześnie. Początkowo chcieliśmy dojść dalej, ale silny wiatr wiejący na górze, skutecznie nas zniechęca do takich pomysłów i zostajemy tutaj. Przynajmniej w nocy nie będzie nam rzucać namiotem, więc lepiej się wyśpimy.


Niedziela, 27 stycznia 2019

Medziholie, , Stoh, , Kraľovany

Wstajemy rano, chmur na niebie nadal dużo, ale trochę się miejscami przejaśnia. Daje to małe nadzieje, że coś będzie dzisiaj widać. Chociaż nie mamy na to za dużych nadziei, bo prognozy pogody na dzisiaj są dużo gorsze niż sobotnie. Przed godziną ósmą ruszamy do góry, rozpoczynając podejście na Stoh. Przez jakiś czas było widać nawet Veľký Rozsutec.


Jednak niedługo później nadchodzą chmury, które będą nam towarzyszyć do końca wycieczki.


Wejście na Stoh to walka z wiatrem i przenoszonym przez niego śniegiem. Na szczycie tylko szybkie zdjęcie i podejmujemy decyzję, że schodzimy. Nie ma sensu iść dalej granią w tych warunkach.

fot. Pedro

Staramy się schodzić mniej więcej tak jak idzie szlak, kilkukrotnie sprawdzamy przebieg szlaku na GPS'ie i udaje nam się dojść do lasu. Tutaj wiatr ponownie zanika, a wędrówka robi się przyjemna, chociaż śniegu dużo i rakiety są mocno przydatne. Ale w końcu jest zima, to śnieg musi być ;)


Tradycyjne zdjęcie rakietowe ;)


Idziemy mniej więcej szlakiem, jednak Suchý vrch obchodzimy od drugiej strony niż wiedzie szlak. Mamy przez to trochę zabawy, trawersowania stromego zbocza w lesie, a potem szukania obejścia pionowego urwiska, ale wracamy na szlak i już nim schodzimy na Kraľovany.




Na stacji jesteśmy kilka minut przed odjazdem pociągu, którym wracamy do Párnicy. Tam przebieramy się w normalne rzeczy, jemy obiad i rozpoczynamy powrót do Krakowa. W Krakowie udaje mi się złapać pociąg do Wrocławia, więc wygodnie wracam do domu.

Mogłoby się wydawać, że wycieczka była niezbyt udana, bo pogoda nie pozwoliła na realizację planu, a i widoków nie było. Ale dla mnie wyjazd był bardzo udany i jestem z niego zadowolony. W końcu to jakieś słowackie pasmo, do tego w prawdziwie zimowym klimacie. Rakiety cały czas miałem na nogach, a to pokazuje, że jest porządna zima :)
Na koniec podziękowania dla Pedra za wspólną wędrówkę i do następnego spotkania. Oby przy lepszej pogodzie :)

Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/ufNeobHBaoA65CzUA

Komentarze

  1. W ten upalny dzień ochłody kapkę się przyda. A biwaczek pod namiotem przedni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj nocą było dosyć ciepło, bo chmur sporo. Ale na kolejną fale upałów czeka relacja z Karkonoszy, gdzie nocą już było konkretniej, więc kolejna porcja wirtualnej ochłody nadejdzie ;)

      Usuń
  2. Srogi warun, milordzie. Ale co sobie pochodziliście i pobiwakowaliście, to wasze. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szału może nie było, ale fajnie w MF jest zawsze.
    ps czy mnie oczy nie mylą czy kolega miał ze sobą dziabę i to nie turystyczną tylko wspinaczkową?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że fajnie jest zawsze w górach, do których mamy trochę dalej i nie można tam wyskoczyć w każdy weekend ;)

      Tak, kolega miał czekan, ale zwykły turystyczny CT Hound.

      Usuń

Publikowanie komentarza