Kurs lawinowy - warto było?



Czego najbardziej obawiamy się jeżdżąc zimą w góry? Nie mrozu, nie samego śniegu, ale lawin. I ma to swoje uzasadnienie, bo lawiny nie da się do końca przewidzieć. A wszelkie metody, które poznajemy mają na celu przeważnie unikanie miejsc potencjalnie ryzykownych oraz decydowanie czy jesteśmy w stanie podjąć ryzyko przejścia danym terenem. Wiadomo, zawsze można przeczekać zimę w domu lub chodząc tylko w piętrze lasu, ale czy nie szkoda wtedy nam będzie widoków ośnieżonych szczytów, które możemy zobaczyć wychodząc trochę wyżej? Mnie byłoby szkoda.

Po górach chodzę cały rok już ładnych kilka lat. Temat lawin zawsze gdzieś tam z tyłu głowy pojawiał się, zwłaszcza, gdy jechałem zimą w stromy teren. Nie znaczy to, że automatycznie rezygnowałem z wyjazdu. Co to, to nie. Nie było też tak, że pchałem się w każdy teren bez znaczenia jakie panują warunki. Internet i książki są na tyle bogatym źródłem wiedzy, że można samodzielnie poznać temat. Nie powiem, że zastąpią praktykę i rozmowę z osobami doświadczonymi, ale czegoś się dowiemy. A lepiej wiedzieć, niż nie wiedzieć i być zupełnie nieświadomym zagrożeń.

Ten rok nie był pierwszym sezonem, gdy zastanawiałem się nad wzięciem udziału w kursie lawinowym. Ale jak wiadomo, człowiek różne wymówki znajduje, albo nie ma do końca przekonania do takiego szkolenia. W tym roku moje zdecydowanie co do takiego kursu było już jednak stuprocentowe. I tak siedzę sobie pewnego listopadowego wieczoru oglądając swój grudniowy grafik i listę wolnych terminów kursów... Stwierdzam, że idealnie się wszystko dla mnie zgrało i kurs 21-23 grudnia będzie odpowiedni. Szybka decyzja, przelew z rezerwacją i już z Kasią możemy planować wyjazd na zajęcia organizowane przez http://kursylawinowe.pl/

Pracę kończę w piątek przed 6, po 9 jest pociąg do Krakowa. Z Krakowa autobus do Zakopanego i... Tutaj powinien być już opis tego jak zaczęliśmy wędrówkę w stronę Murowańca, jednak nasz autobus na Zakopiance wjechał w tył jakiegoś dostawczaka. Musieliśmy czekać na autobus zastępczy, a w konsekwencji nasz plan zdążenia na początek zajęć nie wypalił i spóźniliśmy się około godziny.


A czego można dowiedzieć się na tym kursie i jak przebiega?
Ten w Murowańcu trwa przez 3 dni. Nasz prowadził Jan Krzysztof - naczelnik TOPR oraz dwóch innych toprowców. Najpierw jest wykład. Słyszymy o rodzajach śniegu, czynnikach zwiększających zagrożenie lawinowe, zachowaniach w terenie lawinowym, co robić podczas zejścia lawiny (także jako obserwator), co to jest lawinowe ABC i dlaczego jest takie ważne. Dostajemy komplet potrzebnego sprzętu, bawimy się nim i oglądamy filmiki, na których widzimy lawiny, także z perspektywy osób zasypanych.

W sobotę są zajęcia w terenie. Włączanie detektorów i testowanie ich sprawności. Później dzielimy się na trzy grupy i zaczynamy zajęcia praktyczne. Na początek praca z detektorem. Szukanie sygnału i ustalanie, gdzie ten zasypany może być, gdy jesteśmy już blisko. Drugie stanowisko to dalsza praca z detektorem, ale obszar poszukiwań większy i zasypanych jest kilka urządzeń emitujących sygnały. Ostatnim punktem jest samo odkopywanie i jak to robić najefektywniej i najszybciej.
Po południu ponownie mamy część teoretyczną. Tym razem poznajemy sposoby na rozpoznawanie potencjalnie niebezpiecznych miejsc w terenie oraz czynników wpływających na zwiększenie, bądź zmniejszenie ryzyka. Słyszymy również o metodach redukcji, które pozwalają dostosować planowaną trasę do zastanych warunków.
A wieczorem część już mniej oficjalna, kiedy możemy zagrać w grę karcianą - Snow Safety Game - która ma nam utrwalić zdobytą wiedzę, czy też porozmawiać z prowadzącymi kurs. Wiadomo, pytania można zadawać zawsze, ale taka rozmowa może rozwiać jakieś wątpliwości lub niepewności.


Niedziela to czas na zajęcia w terenie. Chociaż to trochę zbyt szumne określenie, bo to po prostu wyjście nad Zmarzły Staw pod Zawratem. Po drodze słyszymy trochę o zimowym obieraniu trasy, ocenianiu aktualnych warunków w terenie itp. Pogoda nie sprzyja, widoczność nie jest najlepsza, wieje silny wiatr, ale chociaż nie pada jak dnia poprzedniego. Bo sobotnie zajęcia odbywaliśmy przy padającym topniejącym śniegu/deszczu.


Następnie wróciliśmy do schroniska, oddaliśmy sprzęt. Tak oto kurs się zakończył, a my zaczęliśmy wracać w stronę Wrocławia.



Ale właśnie, kurs się skończył, ale czy było warto poświęcić czas i pieniądze na uczestnictwo w nim? Będę opisywał oczywiście swoje wrażenia.

Prowadzący zajęcia to osoby mające naprawdę dużą wiedzę i doświadczenie. Do tego umieją przekazać ją w sposób przystępny i bez problemów odpowiadają na najróżniejsze pytania. Dla mnie jest to bardzo istotne.
Zakres materiału, jaki jest poruszany, jest raczej ok. Co prawda o wielu rzeczach już wcześniej wiedziałem, ale wyjaśnienie niektórych zagadnień na pewno mi się przydało.
Cena kursu, to 400zł. W tej kwocie zawierają się również noclegi w Murowańcu. Czy to dużo, czy mało? Każdy może mieć inne spojrzenie na to, ale jak dla mnie kwota jest akceptowalna i warto tyle zapłacić za ten kurs.

Czy jednak po tym kursie staniemy się nagle stuprocentowo pewni tego, kiedy lawina zejdzie, a kiedy nie? Oczywiście nie. Jak pisałem już na wstępie, całe unikanie lawin opiera się na ograniczaniu ryzykownych zachowań i obieraniu bezpieczniejszych wariantów. Dlatego też, całkowicie bezpieczni od lawin będziemy tylko wtedy, gdy jako cel wyjazdu obierzemy pobliskie termy - kto zagra w sobotnią grę, ten zrozumie o co chodzi ;)

Czy gdybym teraz miał decydować, czy iść na ten kurs, czy jednak szkoda czasu/pieniędzy? Oczywiście, że poszedłbym, bo z kursu jestem zadowolony i uważam, że jest przydatny.

Komentarze

  1. Osobiście uważam, że każda osoba wybierająca się zimą w góry powinna mieć jakieś pojęcie o lawinach. Z żywiołem człowiek nie wygra, ale zawsze warto wiedzieć co robić, żeby zmniejszyć ryzyko spotkania się z taką lawiną. Choć góry bardzo lubię, zimowych wędrówek unikam. Ośnieżone szczyty wolę oglądać na zdjęciach bez ryzyka. Ale wierzę, że na pewno jest to niesamowite doświadczenie, być tam i zobaczyć te przepiękne pejzaże na własne oczy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz