Croda da Lago



Croda da Lago to grupa górska leżąca na południe od Cortiny d’Ampezzo. Jej najbardziej znanym rejonem jest jezioro Lago Federa położone u stóp grani Crado da Lago. Rejon charakteryzuje się łatwymi trasami, rozległymi widokami i wysokogórskimi łąkami, po których poprowadzone są tutejsze szlaki.

Wtorek, 16 lipca 2019

Cortina d’Ampezzo, 431, Lago de Federa, 434, Forcella Ambrizzola, 436, Passo Giau, 443, 438, Nuvolau,, Averau 439

Z campingu w Cortina d’Ampezzo wychodzimy wcześnie. W planie mamy dłuższą wycieczkę, ale zapowiadającą się całkiem ciekawie. Początek jednak jest mało zachęcający, bo najpierw idziemy asfaltem, by po pewnym czasie wejść w stromy las, którym dosyć szybko zdobywamy wysokość. Dopiero w rejonie Beco d'Aial pojawiają się widoki, a najbardziej z tego miejsca zwraca moją uwagę oczywiście Tre Cime.


Widać również zabudowania Cortiny d’Ampezzo i górujący nad nią masyw Cristallo.


Ale powoli kończy się nudny etap dzisiejszej wędrówki i będzie już tylko ciekawie i widokowo. Pierwsze spojrzenie na Beco de Mezodi.


Na przerwę zasiadamy na ławce przy Lago de Federa. Obok znajduje się również Rifugio Crada da Lago, ale tam nie wchodzimy. Początkowo towarzyszy nam cisza i świecące słońce, jednak po jakimś czasie słyszymy charakterystyczne dźwięki dzwonków, które mają na szyjach miejscowe krowy. Same krowy również się pojawiają i zaczynają rządzić nad jeziorem. Wyobrażacie sobie taką atrakcję w naszych górach? ;)


Od jeziora do przełęczy Ambrizzola dzieli nas jeszcze 230 metrów w pionie, jednak wysokość zdobywa się na dłuższym dystansie, przez co osiąga się ją łagodnie. A na prawdę warto, bo jest ona rewelacyjnym punktem widokowym. Jednym z lepszych jakie mieliśmy okazję odwiedzić podczas wyjazdu.




Marmolada


Masyw Croda da Lago i Lago de Federa u jego podnóży.


Ruszamy w dalszą drogę wyraźnym szlakiem, przez większość czasu łagodnym terenem. Po prawej stronie mijamy wysokie ściany oraz mniejsze formacje skalne.




Kolejna przełęcz i kolejny postój. Forcella Giau także gwarantuje piękne widoki na okolicę, ukazując jeszcze to, co kryło się wcześniej za ścianami Croda da Lago.

Po lewej Beco de Mezodi, pod którą leży odwiedzona wcześniej Forcella Ambrizzola.




Strzeliste szczyty Monte Pelmo na tle łagodnych pagórków.


Od lewej Nuvolau, Tofana de Rozes, Tofana di Mezzo


Pionowe ściany Croda da Lago.


Żeby nie było, że nie byłem.


Głębokie doliny.


Nuvolau, na który idziemy. Albo raczej jego trochę wyższy sąsiad Ra Gusela.


Zanim jednak pojawimy się na jego wierzchołku, czeka nas przejście przez Passo Giau. Na szerokiej przełęczy, na którą wiedzie droga, mieści się hotel i kręci się dużo ludzi. Ogólnie, na tej naszej dzisiejszej trasie ludzi było sporo, ale w końcu jest bardzo widokowa i łatwa, więc popularna.

Nie zatrzymujemy się tu na długo, za to lokalne krowy mogą sobie pozwolić na długie leniuchowanie. I to z jakimi widokami!


Tu się z Kasią rozdzielamy, ona idzie od lewej, ja od prawej strony. Ma być tu jakaś ferrata, to zobaczę co to jest. Ostatecznie większość trasy wygląda jak zwykła ścieżka.


Jedynie końcowy odcinek, wyprowadzający na szczytowe wypłaszczenie jest bardziej stromy i ma jakieś 40-50 metrów ukośnej rynny. Ubezpieczona jest stalową liną, jednak nie jest trudno i szkoda mi było ubierać cały zestaw sprzętu.


Szczytowe wypłaszczenie z bliska. Jest mocno poprzecinane szczelinami, niektóre z nich są nawet całkiem głębokie, więc lepiej nie próbować spadać w dół ;) Szlak jest jednak widoczny, chociaż słabo oznakowany - należy zwracać uwagę na kolor skał, te "chodzone" są jaśniejsze.


Stąd już całkiem niedaleko na Nuvolau 2574 m.
Widok z Nuvolau w stronę Ra Gusela i wcześniej mijanego popękanego wypłaszczenia.


Marmolada


Averau 2649 m, na który za chwilę będziemy zmierzać.


Taka ciekawa figurka szczytowa.

Poniżej szczytu jest schronisko i tablice opisujące najważniejsze wydarzenia podczas pierwszej Wojny Światowej, które miały tutaj miejsce. Można poczytać m.in. o trudzie budowy kolejki linowej dla transportu zaopatrzenia oraz jej późniejszego utrzymania pod ostrzałem, a także historię podtrzymywania morale u żołnierzy przez przyniesienie przez jednego z nich z wioski instrumentu i koszyka z kotami. Co prawda nie wiem, o co dokładnie z tymi kotami chodziło, ale chyba jest to jakaś lokalna tradycja, bo w sklepach można kupić dużo maskotek i figurek mruczków.

Na Averau prowadzi ferrata. Bym powiedział średniej trudności, ale tu warto mieć już lonżę, bo było tłoczno. Trudności to kilkadziesiąt metrów pionowej ściany, za którą robi się łagodnie i już tylko mniejsze sypkie prożki mamy do pokonania.

Widoki bardzo podobne do tych z Nuvolau.


Potężna ściana Tofana di Rozes.


Nuvolau to ta góra z budynkiem.


Przyjemny klimat łagodnych pagórków.




Schodząc przechodzimy u stóp Cinque Torri. Grupy skał, których charakterystyczne kształty skalnych wież przyciągają wzrok wszystkich w okolicy.


Schodzimy do drogi prowadzącej z Passo Falzarego do Cortiny d'Ampezzo. Tam chwilę czekamy i już autobusem wracamy do miasta, skąd kawałek schodzimy na camping. Jak już wspominałem we wcześniejszych wpisach, transport publiczny w Dolomitach jest bardzo dobry. Da się zaplanować wycieczki opierając się na lokalnych busach czy nawet autobusach dalekobieżnych, które mają postoje w co istotniejszych miejscach.

Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/fS1jtnis4BqQKygdA

Komentarze

  1. Piękna, malownicza trasa. Fajnie się ogląda te zdjęcia siedząc wygodnie w fotelu. Opis i zdjęcia zachęcają do wycieczek w to pasmo górskie. Już dolinki oferują wspaniałe panoramy, a wyżej jest to wszystko za co kochamy góry.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Red, zapodałeś pasmo, które najbardziej odpowiada "mojej religii". "Trawka" na wyrypie być musi. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jednak skusisz się na alpejski kierunek na jakiś urlopik? ;) Widzisz, znajdziesz tam coś dla siebie.

      Usuń
  3. "Żeby nie było, że nie byłem."
    Dokleiłeś się w Photoshopie, od razu widać :D

    "Poniżej szczytu jest schronisko i tablice opisujące najważniejsze wydarzenia podczas pierwszej Wojny Światowej, które miały tutaj miejsce. Można poczytać m.in. o trudzie budowy kolejki linowej dla transportu zaopatrzenia oraz jej późniejszego utrzymania pod ostrzałem, a także historię podtrzymywania morale u żołnierzy przez przyniesienie przez jednego z nich z wioski instrumentu i koszyka z kotami. Co prawda nie wiem, o co dokładnie z tymi kotami chodziło, ale chyba jest to jakaś lokalna tradycja, bo w sklepach można kupić dużo maskotek i figurek mruczków."
    Jest akcent pierwszowojenny - plus w ocenie relacji :-)
    Też nie wiem, o co chodziło z tymi kotami, ale jak wiadomo, koty mają działanie odstresowujące (a na wojnie to stresu nie brakuje), a poza tym mogły być dla tych żołnierzy jakąś namiastką domu (bo kot to zwierzę domowe). Także wszystko może podnieść morale wojaków, nawet koty w koszyku :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A myślałem, że dobrze ten Photoshop zadziałał ;)

      Myślę, że tu chodziło o jakąś lokalną historię, bo na tablicy było coś o tym napisane, ale w taki sposób, że nie zrozumieliśmy o co chodzi. I w każdym sklepie i straganie w tym rejonie, jako jedna z wielu dostępnych pamiątek, to własnie maskotki i figurki kotów. Więc dalej będę szukał wyjaśnienia dla tych kotów :)

      Usuń
  4. To zestawienie łagodnych, zielonych pagórków z surowymi, strzelistymi szczytami jest kapitalne.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza