Inntaler Höhenweg


Inntaler Höhenweg to jeden z ciekawszych szlaków w austriackim Tyrolu. Jego długość to 71 km, a do zdobycia jest prawie 4000 metrów przewyższenia. Prowadzi przez Tuxer Alpen, pasmo w Alpach Centralnych, które nie należy do najwyższych alpejskich rejonów - jego szczyty nie przekraczają 2900 m. Za to jego umiejscowienie sprawia, że widać z niego kilka okolicznych pasm, a z niektórych miejsc nawet kilkaset alpejskich szczytów.

Poniedziałek, 12 lipca 2021

Innsbruck, Igls, 13, 33, 31, Patscherkofel

Przed wyjazdem, w celu zdobycia kilku przydatnych informacji, kontaktuję się ze Skadi, która niedawno była na szlaku Inntaler Höhenweg. Dopytuję o ogólne zasady panujące w austriackich schroniskach oraz o obecne zasady covidowe. Będzie to pierwszy taki wyjazd do Austrii, podczas którego planujemy z Kasią odwiedzić schroniska Alpenverein, a jak wiadomo lepiej wiedzieć, czego można się spodziewać.

My jednak nie będziemy wędrować zupełnie na lekko, czego można by się spodziewać przy wycieczce z noclegami w schroniskach. Będziemy mieli ze sobą śpiwory, maty, tarpa, małą kuchenkę i pozostały sprzęt biwakowy, gdyż planujemy wykorzystać go w drugiej części urlopu.

Dojazd do Innsbrucka opieramy o pociąg. Wybieramy połączenie Wrocław (6:14) - Katowice (9:05) - Wiedeń (14:20) - Innsbruck. Na miejscu jesteśmy o 18:44. Tu mamy czas na zakupy, po czym idziemy na autobus miejski linii J, który jedzie pod kolejkę Patscherkofelbahn w miejscowości Igls. Bilety można kupić w biletomatach, albo wygodniej, poprzez aplikację VVT Ticket.

Kolejka czynna jest w godzinach 9-17, co w oczywisty sposób sprawia, że nie za bardzo nam pasuje. Początkowo zastanawialiśmy się nawet, żeby przespać się gdzieś na dole i wyjechać nią pierwszym kursem. Jednak rzut oka na jutrzejsze prognozy oraz perspektywa zmarnowania kilku porannych godzin sprawiają, że od razu ruszamy do góry. Co prawda sami musimy przejść 1047 m, które byśmy wjechali, ale jesteśmy wyspani po podróży, więc nie ma problemu. Z tyłu mamy widok na pasmo Karwendel i Innsbruck.

Wędrówka mija nam w lesie, przez większość czasu idziemy szeroką, wygodną drogą. Czym jesteśmy wyżej, tym mocniej wieje. W końcu wieje na zmianę pogody, bo od jutra ma się pogorszyć i codziennie padać przez najbliższy tydzień. Na razie jest jeszcze ładnie, więc gdy znajdujemy osłonięte przed wiatrem miejsce na nocleg, możemy oglądać gwiaździste niebo.

Wtorek, 13 lipca 2021

Patscherkofel, 31, 46, Glungezerhütte

Wczesna pobudka w takim otoczeniu jest nawet przyjemna ;)

Pakujemy się i na początek idziemy w górę na Patscherkofel. Dużo przewyższenia nam nie zostało, bo byliśmy gdzieś pomiędzy schroniskiem Hochmahdalm, a górną stacją kolejki.

Szczyt jest rozległy, ze sporym zagłębieniem terenu, w którym można schować się przed wiatrem. Na górze znajduje się nadajnik radiowo-telewizyjny, oraz jakiś radar, chyba pogodowy.

Tu jemy śniadanie i ruszamy na nasz właściwy szlak Inntaler Höhenweg.

Przez krótki fragment będziemy iść wspólnie ze szlakiem Zirbenweg. Jest to szlak poprowadzony wśród obszarów naturalnie występującej sosny limby. W wielu rejonach została już wycięta w przeszłości i obecnie jej większe skupiska spotkać można tylko w rejonach trudniej dostępnych, skąd ciężko było pozyskiwać drewno. Obecnie jej szyszki są wykorzystywane do produkcji likieru Zirbenlikör lub "wódki" Zirbengeist.

Ładnie wygląda ten limbowy zagajnik.

Spojrzenie na Karwendel. Widoczność nie jest najlepsza, ale jeszcze nie jest źle.

Ścieżka prowadzi w stronę serca Tuxer Alpen.

Na tym etapie nie ma za dużo przewyższeń, ale mimo tego idzie mi się bardzo kiepsko. Czuję jakieś osłabienie, czy zmęczenie, chociaż poprzedniego wieczora dystans nie był duży. Na szczęście nasza dzisiejsza meta również nie jest daleko - przewidywany czas pierwszego etapu to 3 godziny od górnej stacji kolejki.

Patscherkofel w tle, a z przodu wystawia głowę z nory świstak. Można ich tu spotkać całkiem sporo.

Glungezerhütte, schronisko położone na wysokości 2610 m n.p.m. Tu mamy zarezerwowany pierwszy nocleg. Meldujemy się, zostawiamy rzeczy i rozpoczynamy poznawanie zwyczajów jakie panują w schroniskach austriackich. W kolejnych będzie już łatwiej, ale na razie część rzeczy jest nowa. Zdziwił mnie na przykład sposób rozliczania się za noclegi oraz zamawiane posiłki i napoje. Działa to na zasadzie otwartego rachunku i płaci się na koniec pobytu za całość.

Na tym szlaku dzienne dystanse są krótkie, ale spowodowane jest to faktem, że idąc szlakiem jest dużo miejsc, do których możemy odbić, by zdobyć okoliczne szczyty. Wtedy wydłuży się czas wędrówki, dając normalnej długości trasę. A przy gorszych warunkach, można przejść podstawowy wariant minimum, albo po prostu mieć czas na dużą ilość postojów na widoki ;)

My jeszcze przed obiadokolacją, która jest serwowana o konkretnej godzinie, idziemy jeszcze na nieodległy Glungezer (2677 m n.p.m.) oraz Sonnenspitze (2639 m n.p.m.).

Około godziny 13 zaczęło padać, więc nasz pomysł z wczesnym wejściem się opłacił. Później przyszła burza z takimi opadami, jakich dawno nie widziałem. Lało przez dobrych kilka godzin, aż do późnego wieczora.

Środa, 14 lipca 2021

Glungezerhütte, 27, Lizumer Hütte

W austriackich schroniskach jest możliwość wzięcia pełnego wyżywienia (zupa + drugie danie + deser, śniadanie), my jednak wybieraliśmy opcję jedynie z głównym daniem. Generalnie jest na tyle spore, że można się najeść, a gdy weźmie się wcześniej jakieś ciasto (np. słynny Apfelstrudel - chociaż mi za bardzo nie smakowało), to głodnym się nie będzie. Dodatkowym minusem w opcji ze śniadaniem jest fakt, że serwują je zazwyczaj koło 8:30-9:00, co dla mnie jest trochę późną porą na wyjście. Zwłaszcza przy obecnych prognozach, które dawały szansę na opady koło południa. Poza tym, cena za śniadanie dla mnie jest trochę za wysoka i wolę sam przynieść sobie przysłowiowy chleb, ser i parówki ;)

Ruszamy po wschodzie słońca. Na zewnątrz, jak to często bywa po opadach, utworzyło się piękne morze chmur. Wystające wierzchołki Karwendel po drugiej stronie Innsbrucka.

Serles w Stubaier Alpen.

Patscherkofel

Glungezer

W tle Alpy Zillertalskie.

W takim otoczeniu to można wędrować.



Patscherkofel w dole.

Góry z lodowcami także doskonale widać. Niestety, jak można się było spodziewać od początku, chmury się podnoszą. Do tego od południowego-zachodu idzie burza. Na razie jest daleko, ale słychać ją od czasu do czasu.

Za chwilę Patscherkofel zatonie.

Ładnie widać kolejne alpejskie granie.

Gdzieś za Gamslahnerspitze natrafiamy na krótki odcinek z liną ułatwiającą przejście.

Rozległy Josenjoch z łagodną granią wyprowadzającą na wierzchołek.



Jeszcze coś widać.

Kreuzspitze (2746 m n.p.m.)

Rosenjoch (2796 m n.p.m.)

Na Grünbergspitze (2790 m n.p.m.) jesteśmy już w całkowitej mgle. Nic nie widać, ale nie pada.

Z Grünbergspitze jest niedaleko do Grafmartspitze (2720 m n.p.m.). Z niego już będziemy generalnie schodzić w dół. Ostatni szczyt z serii „seven Tuxer summits”, Naviser Sonnenspitze, odpuszczamy - do szczytu trzeba kawałek odbić, a pogoda jest niepewna.

Szlakiem trawersującym zbocze przechodzimy z przełęczy Naviser Jöchl na przełęcz Mölsjoch.

Po drodze mijamy kwitnące różaneczniki alpejskie.

Oraz kolejne świstaki.

Gdy dochodzimy do łatwego terenu, czyli szerokiej drogi, którą w większości dzisiaj już będzie prowadził szlak, przychodzi burza. Początkowo pada umiarkowanie, później jednak leje konkretnie, a pod koniec spada grad.
Przechodzimy przez obszar poligonu wojskowego, gdzie mijamy sporo żołnierzy na jakichś ćwiczeniach. Na szczęście szlaku nie zamykali, więc nie musieliśmy szukać obejścia do schroniska.

W Lizumer Hütte (2019 m n.p.m.) jesteśmy o 13. Gdy powiedzieliśmy, że przyszliśmy z Glungezerhütte, usłyszeliśmy pytanie, czy przyjechaliśmy taksówką ;) Gdyż istnieje możliwość obejścia dzisiejszej trasy poprzez zejście w dolinę, skąd można podjechać taksówką do wioski, już niedaleko Lizumer Hütte, by nie musieć iść kolejnych kilometrów.

Gospodarz schroniska czujnie pilnuje jadalni.

5 godzin później nawet przestało padać i się rozjaśniło ;)

Jednak mój pomysł, by przy okazji odwiedzić jeszcze Lizumer Reckner, najwyższy szczyt pasma, musiał zostać porzucony. Gdzieś od wysokości około 2400 metrów pojawił się śnieg...

Biało...

Wieczorne słońce daje jednak nadzieję, na jutrzejszy dzień. Do tego prognozy mówią, że powinniśmy zdążyć przejść kolejny etap na sucho, ale to zobaczymy jutro.


Czwartek, 15 lipca 2021

Lizumer Hütte, 319, Krovenzjoch, 319, Weidener Hütte

Dzisiejszy etap jest łatwy, bo do przejścia jest jedna przełęcz Krovenzjoch (2450 m n.p.m.). By do niej dojść, musimy przejść łagodnie wznoszącymi się zboczami wzdłuż doliny, a później zejść doliną strumienia Weerbach.
Przy wyjściu żegna nas drugi ze schroniskowych gospodarzy.

Kapliczka, w tle świeżo ośnieżone szczyty.

Niestety prognozy się nie sprawdziły i ledwo wyszliśmy, to zaczęło padać. Dla uzupełnienia deszczowego klimatu, szlak początkowo wiedzie przez bagniste pastwisko. Później łagodnie zdobywamy wysokość idąc po wschodniej części doliny.



Widok na Grafennsspitze z Krovenzjoch. Tu nawet na chwilę przestaje padać, jednak nie chce nam się wchodzić na te pobliskie szczyty, bo i tak nic z nich nie widać. Korzystając z tego, że na chwilę pojawiło się słońce, poniżej przełęczy zatrzymujemy się na drugie śniadanie.

Gdy tylko zjedliśmy, ponownie zaczęło padać.

Początkowo tylko kropi, jednak później nastaje czas zlewy, a szlak prowadzi wąską, zarośniętą trawą i rododendronem alpejskim ścieżką. W wielu miejscach ścieżką płynie strumień.

Na dnie doliny przechodzimy na utwardzoną drogę, którą idzie się już przyjemnie, w porównaniu do wcześniejszego odcinka wśród traw. Niestety za pewien czas musimy z niej odbić w prawo i zacząć podejście do schroniska. Szlak ponownie prowadzi przez pastwiska, w niektórych momentach ciężko powiedzieć czy pod krowią kupą jest trawa, czy kamienie, tak szczelnie wszystko jest nią pokryte.

Pod schroniskiem ponownie mamy krótki odcinek bagna, którym prowadzi szlak.
Meldujemy się w schronisku Weidener Hütte (1799 m n.p.m.), rzeczy zanosimy do suszarni, a sami zajmujemy miejsce w Matratzenlager. Jest to najtańszy typ noclegu w alpejskich schroniskach - taka sala wieloosobowa. Dzisiaj mamy całą dla siebie, widać nie ma za dużo chętnych do chodzenia w taką pogodę.


Piątek, 16 lipca 2021

Weidener Hütte, 2, Rastkogel, 2, Sidanjoch, 24, Pfundsalm-Niederlegen 23, Lamarkalm-Niederlegen, 316, Loassatel, 311, Kellerjochhütte

Prognoza na dzisiaj jest w miarę dobra, za to jutro ma od południa lać i to całkiem konkretnie.

Ruszamy tradycyjnie rano. Na początek czeka nas podejście doliną, by w jej górnej części odbić na Rastkogel. Przez dłuższy czas towarzyszą nam idące szlakiem krowy.

Widoki do przodu są średnie, jednak do tyłu ładnie widać pasmo Karwendel.





Gdy wyszliśmy na grań w rejonie Nafingjoch (2440 m n.p.m.), pojawiły się chmury. więc i widoki nam się skończyły.



Grań prowadząca na Rastkogel jest ciekawa, szkoda że mamy tak ograniczoną widoczność.

Na szczycie Rastkogel (2762 m n.p.m.) robimy krótką przerwę. Nie siedzimy jednak długo, bo wieje.

Niżej wychodzimy z chmur i robi się trochę przyjemniej. Szlak jest łatwy, więc da się szybko iść. W rejonie Sidanjoch (2127 m n.p.m.) podejmujemy decyzję, że na nocleg idziemy do Kellerjochhütte, gdyż Rastkogelhütte, które było planową metą dzisiejszego etapu, jest tuż obok. Jest jeszcze dosyć wcześnie, a szkoda tracić dzień, kiedy nie pada. Prognozy na sobotę i niedzielę zapowiadają ulewy, więc nie uśmiecha mi się wędrowanie w ścianie deszczu. Dzwonimy do schroniska Kellerjochhütte z zapytaniem czy mają wolne miejsce, rezerwujemy je, a sms'em informuję Rastkogelhütte, że nie przyjdziemy. Nawet jakoś nie żałuję straty zaliczki, gdy pomyślę, co by nas czekało w kolejnym dniu, gdybyśmy trzymali się planu.

Czeka nas teraz zejście do doliny rzeki Finsingbach, wzdłuż której idziemy do miejscowości Hochfügen. Na zejściu mam atrakcję w formie całkiem ładnego ślizgu, w efekcie którego rozciąłem sobie palca. Jednak plasterek wystarczył, by nie wybrudzić wszystkiego krwią.

Przez nieoczywiste oznakowanie (na tabliczce kierowało nas na Hochfügen), omijamy samą miejscowość i szlakiem powyżej miejscowości dochodzimy do Lamarkalm-Niederlegen. Z Inntalera nie zeszliśmy za bardzo, jedynie oszczędziliśmy sobie dodatkowego podchodzenia, które by nas czekało gdybyśmy zeszli do wioski.

Ścieżka wśród rododendronów i małych iglaków.

Gdzieś tam z tyłu byliśmy, wędrując granią.

W rejonie Loassattel zasiadamy, by coś zjeść. Okazja jest dobra, bo nawet pojawiły się jakieś przebłyski słońca, a obok szlaku jest ławka. Karwendel niestety cały czas się chowają w chmurach.

Gdy zaczynamy podchodzić ostatni dziś odcinek, zaczyna kropić. W połączeniu z konkretnym wiatrem, który wieje nie jest najprzyjemniej. Dlatego też zmieniamy wariant szlaku, którym dojdziemy do schroniska, na ten prowadzący niżej. Mamy nadzieję, że dzięki temu będzie trochę lepiej, niż na idącym przez dłuższy czas wyżej, oryginalnym wariancie.

Mijamy duże skupisko kwitnącego rododendronu.



Kellerjochhütte (2237 m n.p.m.). Wydaje się bardzo fajnie położonym schroniskiem, jednak nam widoków zabrakło, więc pozostają przypuszczenia.

Później, gdy siedzimy przy piwie, na dworze zaczyna lać. Można powiedzieć, że wczesne wyjście po raz kolejny sprawiło, że nie zmokliśmy aż tak bardzo...

Sobota, 17 lipca 2021

Kellerjochhütte, 312, Grafenast, Schwaz

Wychodzimy wcześnie rano. Dzisiaj czeka nas jedynie zejście do dolnej stacji kolejki Grafenast na wysokości 1312 m n.p.m. Prawie udało nam się zejść na sucho, jednak ostatnie 15 minut idziemy w deszczu. Wycieczkę kończymy przy pętli autobusu miejskiego, na który musimy poczekać około 20 minut. Bilet kupujemy we wspomnianej wcześniej aplikacji VVT i jedziemy do Schwaz, gdzie możemy powiedzieć, że skończyliśmy Inntaler Höhenweg.




Prognozy na weekend sprawiają, że nie uśmiecha nam się siedzieć w Austrii, więc wsiadamy w pociąg i jedziemy szukać słońca w słonecznej Italii. Jednak nie będzie to weekend górski, ale typowo turystyczny, podczas którego zwiedziliśmy Bolonię i Florencję. O ile Bolonia jest po prostu takim zwykłym włoskim miastem, to Florencja zrobiła na mnie duże wrażenie. Warto się tam wybrać, bo jest na prawdę ładnie, a chyba największe wrażenie robi kopuła Katedry Santa Maria del Fiore.


Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/hSqNkaU64yxPw1W16

Co mogę powiedzieć o Inntaler Höhenweg jako całości? Jest to szlak wart rozważenia przez niemal każdego. Nie jest trudny, a dzienne odcinki są stosunkowo krótkie (rozpiskę można znaleźć na stronie www.tyrol.pl/). Jednak jeżeli ktoś chciałby więcej pochodzić, to na każdym etapie są miejsca, gdzie można zboczyć ze szlaku, by wejść na okoliczne szczyty. Do tego myślę, że przy ładnej pogodzie miejsc widokowych nie zabraknie, bo pasmo Tuxer Alpen położone jest bardzo korzystnie pod tym względem. Gorzej, gdy trafi się na taką pogodę jak my, bo wtedy dużo się straci z przyjemności na szlaku. W końcu oglądać chmury to można od biedy w naszych Tatrach, a nie w środku Alp ;)

Miejsca w schroniskach można łatwo zarezerwować, bo wszystko odbywa się online, poprzez specjalną platformę rezerwacyjną. Nie ma więc problemu z ogarnięciem terminów. Jedynie trzeba zwrócić uwagę, czy w jakiś dzień na szlaku nie będzie pełnego schroniska, bo wtedy trzeba będzie poszukać alternatywnego noclegu, a te nie należące do AV są drogie. Zresztą jak wiadomo, w Austrii ratownictwo jest płatne, więc warto mieć jakieś ubezpieczenie na wypadek akcji ratunkowej. I tu bardzo dobrą opcją jest członkostwo w austriackim Alpenverein, które prócz ubezpieczenia, oferuje dla członków także konkretne zniżki w schroniskach górskich. Można powiedzieć, że przeciętnie jest to 50% ceny noclegu bez rabatu.

Jeszcze powiem, że o ile pod pewnymi względami schroniska przypominają trochę hotele - obsługa kelnerska, otwarty rachunek, stałe godziny kolacji i śniadania - to pod względem dostępu do prysznica czy prądu, już nie jest to standard hotelowy ;) Jeśli chodzi o dostęp do gniazdek jest i tak o niebo lepiej niż w polskich schroniskach, ale już pryszniców nie znajdziemy w każdym schronisku. Do tego najczęściej są dodatkowo płatne 2-3€ za 3 minuty.

Komentarze

  1. Już się "bałem", że będą tylko skały :)) Fajne pasmo obraliście. Red, jak sytuacja z wodą po drodze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był nawet nadmiar, bo cały czas padało ;) Z wodą na trasę problemu nie było, bo braliśmy ze schronisk.

      Usuń
  2. Ładna trasa, bardzo widokowa, najładniejsze zdjęcia to te na graniach ponad chmurami!, tylko szkoda, że mieliście tyle deszczu... :/
    Czytając, miałem właśnie pytać o warunki w schroniskach, ceny i podejście, ale na końcu trochę napisałeś, że takie restauracyjne, we wszystkich w których spałeś było podobnie? Ceny posiłków i noclegów wysokie?
    Tak tylko pytam na może jakąś daleką przyszłość, bo Alp na razie nie planuję :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to pokrywa się też z moimi wcześniejszymi obserwacjami, gdy schroniska tylko mijałem. Tam jest po prostu taki styl prowadzenia schronisk. Sam nocleg, ze zniżką AV, to ok. 12-13€, więc nie jest źle. Taniej niż na Słowacji ;) Za główne danie trzeba liczyć 10-12€. Do tego ciasto, czy piwo jakieś 3-4€.

      Ogólnie powiem, że schroniska ze zniżką, to jedna z tańszych opcji noclegowych w Austrii, bo noclegi w miejscowościach wychodziły zdecydowanie drożej.

      Usuń
  3. Wielka szkoda, że natrafiliście na to wielkie załamanie pogodowe. Widoków z Inntalera jest mnóstwo, właśnie ze względu na centralne położenie Alp Tuxertalskich. Fajny portret świstaka! Mi te tłuściochy sprytnie uciekały z przed obiektywu. Inntaler jest świetnym szlakiem długodystansowym dla osób, które chciałyby pierwszy raz powędrować po Alpach, z zapleczem schroniskowym. Poznać jak to się tam to wszystko odbywa. Ja Inntalera przeszłam solo. Był to mój pierwszy samotny wypad zagraniczny w góry. Przeżyłam tam świetną przygodę i nabrałam bardzo fajnego doświadczenia i zyskałam pewności siebie w radzeniu sobie w różnych sytuacjach. :) Lokalizacja schroniska Kellerjochhutte jest rewelacyjna! Też tam "spędziłam" burzę. Niesamowite, że budynek wciąż stoi! Będąc w Lagerze, czułam jak wiatr próbuje zdmuchnąć budynek, ściany się trochę "telepały". No i ten widok! Jedno z ciekawiej położonych schronisk w jakim dotychczas byłam/spałam. :) Czekam na relację z Adlerweg!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W trakcie wędrówki mocno na pogodę narzekałem, jednak teraz mogę powiedzieć, że fajnie było się przejść tym szlakiem mimo to.

      U nas świstaki były mocno fotogeniczne, ładnie pozowały.

      Zgodzę się, że szlak jest dobry na początek, właśnie ze względu na duże zaplecze schroniskowe i krótkie dzienne odcinki. No i trudności nie są duże, więc dla większości będzie to odpowiedni szlak.

      Kasia mi niemal codziennie marudzi o relację z Adlerweg, więc w końcu będę musiał się za nią zabrać. Chociażby dla świętego spokoju ;)

      Usuń
    2. Tam już było super pod względem pogodowym, chociaż Kasię mocno wymęczyłem swoim wariantem przejścia ;) Ale dała radę, chociaż na końcu było ciężko.

      Usuń
    3. No widzisz, czasem trzeba zapewnić żonie dobry warun noclegowy, co by była zadowolniona ;)

      Usuń
    4. Noclegi były rzeczywiście jedne z najlepszych, jakie można trafić, ale szczegóły będą kiedyś w relacji :)

      Usuń
  4. Fajnie znów zobaczyć coś nowego. Może uda się zmontować i mi jakąś mini ekipkę, żeby udać się w takie czy sąsiednie pasemko alpejskie. Noclegi rezerwowane mailowo, czy dzwoniłeś? Od razu rezerwowane na całą trasę, czy sukcesywnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noclegi mieliśmy zarezerwowane na całość z wyprzedzeniem. Jednak podczas wędrówki postanowiliśmy zmienić plany i do Kellerjochhütte dzwoniliśmy, by się spytać o nocleg. Generalnie do chyba wszystkich schronisk z sieci AV jest strona rezerwacyjna, gdzie można zobaczyć wolne terminy i zarezerwować nocleg. Najłatwiej trafić na nią przez link z konkretnego schroniska.

      Dla poszczególnych schronisk jest jednak różna procedura potwierdzania rezerwacji. Do części trzeba zrobić przelew zaliczki, część wymaga podania karty kredytowej, czy też jedynie potwierdzenia mailowego. Wszystko jest opisane w automatycznym mailu potwierdzającym rejestrację.

      Usuń

Prześlij komentarz