Tatry zimą: Starorobociański Wierch i Giewont


Po trzech dniach wędrowania z Roncem po Tatrach Wysokich, kiedy to odwiedziliśmy Rusinową Polanę, Kościelec oraz Mnicha, nadszedł czas na zmianę rejonu działania i jednocześnie towarzystwa, bo następny dzień spędzę z Damianem i Skadi z bloga Skadi na Grani, którzy spędzają urlop pod Tatrami.

Poniedziałek, 1 marca 2021

Siwa Polana, , Polana trzydniówka, , Trzydniowiański Wiech, , Kończysty Wierch, , Starorobociański Wierch, , Siwy Zwornik, , Siwa Przełęcz, , Dolina Chochołowska, , Siwa Polana

Jako cel obieramy najwyższy polski zachodniotatrzański szczyt, jakim jest Starorobociański Wierch (2176 m n.p.m.). Szczyt bardzo widokowy, ale wędrówka na niego ma kilka mankamentów. Najpierw trzeba przejść przez sporą część Doliny Chochołowskiej, która jak zawsze się dłuży. Chociaż najbardziej dopiero podczas powrotu ;) Dodatkowo trzeba zrobić sporo przewyższenia, bo w końcu to jeden z najwyższych szczytów w okolicy.

Chochołowski potok płynie przy szlaku i od razu robi się zimniej od wilgoci unoszącej się w powietrzu.

Początek podejście na Trzydniowiański Wierch.

Gdy tędy idę, moja uwagę zawsze przykuwają zbocza Ornaku, które robią stąd wrażenie potężnych i ogromnych.

Po wejściu do lasu robi się dużo stromiej. Gdy doda się do tego zmrożoną ziemię oraz lód, wychodzi na to, że musimy założyć raki, by bezpiecznie wejść na grań.

Po wyjściu z lasu muszę ubrać kurtkę, bo mocno wieje. Mimo świecącego słońca, wiatr mocno wychładza. Po prawej ukazuje się Wołowiec z Rohaczami.

Dookoła kłębią się chmury. Na chwilę pochłania nas ta biała masa. Na szczęście dosyć szybko chmury się przewiewają, a my ponownie możemy cieszyć się błękitnym niebem.

Na Trzydniowiańskim Wierchu chmury, a wyżej czyste niebo. Długo tu nie siedzimy i ruszamy wyżej. Nasz cel to ten na środku.

W górę!

W dole cały czas kłębią się chmury. Widoki z takimi niższymi chmurami prezentują się najlepiej. Widać wtedy, że jest się wysoko.

Na Starorobociańskim siadamy na dłużej. Trzeba odpocząć po podejściu, a także nacieszyć się widokami, bo warunki dzisiaj trafiły nam się wyśmienite. Widok na najwyższą w Tatrach Zachodnich Bystrą.

W stronę Tatr Wysokich.

Babia Góra widoczna jest dzisiaj idealnie.

Zadnia Kopa i Niżne Tatry w tle.

Schodzimy na Siwy Zwornik. Zejście jest strome, do tego już w cieniu, więc śnieg zdążył zamarznąć. Dlatego też na tym odcinku wyciągamy czekany, które do tej pory grzecznie wędrowały na plecakach.
Na chwilę zatrzymujemy się na Siwym Zworniku, a towarzyszą nam kręcące się w okolicy kozice.

W drodze na Siwą Przełęcz. Grań Ornaku czeka na inną okazję.

Na zejściu świetnie widać Bobrowiec z Babią Górą w tle.

Zejście doliną standardowo nam się dłuży. Jedyna atrakcją na zejściu jest kulig, który mijamy gdzieś w połowie doliny. Mają tam punkt zawracania sań, a zanim zaczną powrót, uczestnicy mają chwilę na zabawę przy dźwiękach muzyki (było troje sań, a w każdych grał inny gatunek piosenek). Po pewnym czasie sanie nas doganiają i z pochodniami jadą ku wylotowi doliny. W tym momencie zazdroszczę im, że nie muszą drałować tych dodatkowych kilometrów, tylko sobie siedzą z rozgrzewającym napojem w rękach.

Jednak i nam udaje się w końcu dotrzeć do Siwej Polany, gdzie czeka na nas zaparkowane rano auto. Wracamy do Kościeliska na nocleg.

Wtorek, 2 marca 2021

Kuźnice, , Giewont, , Kuźnice

To mój ostatni dzień pobytu pod Tatrami, więc trasę muszę wybrać jakąś krótszą. Miałem kilka pomysłów, ale ostatecznie wybieram Giewont, na którym dawno nie byłem. Do tego jest to góra wszystkim znana, więc można się pochwalić w pracy, gdzie się było ;)
Najpierw jadę autobusem na dworzec kolejowy, zostawić zbędne bagaże w przechowalni, później podjeżdżam do Kuźnic. Tu kupuję bilet wstępu do TPN'u i ruszam na szlak. Droga mija mi szybko i niedługo od ruszenia zasiadam pod schroniskiem na herbatę.

Robię kilka zdjęć i idę dalej. Niestety źle zakładam dekielek od obiektywu, w efekcie czego gdzieś mi spadł, a zorientowałem się dopiero będąc dużo wyżej, przy kolejnym zdjęciu.

Śnieg powoli robi się miękki, jednak na razie nie jest taki zły. Na Wyżniej Kondrackiej Przełęczy ładnie widać Tatry Wysokie.

Ostatnia prosta do szczytu.

Śnieg częściowo się już wytopił, jednak w górnej części łańcuchów jeszcze leży spora jego ilość.

Widok na Kopę Kondracką i Małołączniak z Giewontu.

Ładna przejrzystość powietrza. Wyraźnie widać zabudowę Zakopanego, leżące na północy Gorce, a nawet Beskid Wyspowy.



Tatry Bielskie

Jest i krzyż. Jeszcze nie ukradli.
Charakterystyczny Krywań i inne szczyty Tatr Wysokich.

Na szczycie spędzam dłuższą chwilę i zaczynam zejście. Gdy podchodziłem, na szlaku było parę osób, teraz mijam już dużo większą liczbę turystów, a od schroniska spotykam sporo grup skiturowców. W tym trochę jakiegoś rodzaju kursów. Widać, że rejon mocno popularny wśród narciarzy pozaszlakowych.

Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/63hTBEuiSnj4Hs637

W ten sposób kończę swój tegoroczny urlop zimowy. Udało mi się na nim odwiedzić cztery pasma górskie o różnym charakterze. Najpierw było rakietowanie w Beskidzie Niskim, później jakby wiosenny Beskid Śląski, a na koniec Tatry Wysokie, no i dwie wycieczki po Tatrach Zachodnich. Patrząc na możliwości jakie były w tym roku, mogę powiedzieć, że z zimowego urlopu jestem zadowolony. Co prawda zima trochę odpuściła podczas jego trwania, ale nie mam co narzekać, bo wycieczki były bardzo przyjemne. Liczę jednak, że przyszłoroczna zima będzie się wiązać jednak z otwartymi granicami, bo zagraniczne wycieczki czekają :)

Komentarze