A Ty, rzucałeś już plecakiem z Zawratu?



Relacja z nieudanego wyjazdu w Tatry na długi weekend listopadowy. Pogoda wydawała się być dobra i plany były ambitne, ale halny wiejący akurat w tym czasie spowodował, że chodzenie po szlakach graniowych było niezbyt bezpieczne i przyjemne.

Niedziela, 9 listopada 2014

Kuźnice, , Dolina Gąsienicowa

Do Zakopanego, a dokładniej pod Rondo Kuźnickie przyjeżdżamy wieczorem, a właściwie już nocą, bo jest ciemno. Żeby nie tracić czasu ruszamy asfaltem w stronę Kuźnic, skąd już szlakiem udajemy się w stronę Murowańca. Nie zachodzimy jednak do niego, tylko w świetle czołówek podchodzimy w stronę Zawratu. Jest późno, na szlaku pustka. Na wysokości Stawu Gąsienicowego mijamy tylko jedną schodzącą osobę i dalej znów jesteśmy tylko ja z Kasią.
Nad nami bezchmurne niebo, jednak czym jesteśmy bliżej Stawu, tym bardziej odczuwamy uderzenia silnego wiatru, a nad granią dostrzegamy przewalające się chmury. Hmm, nie tak miało być…
Z tego też powodu znajdujemy jakieś wygodne kamienie, na których rozkładamy śpiwory i idziemy na chwilę spać.

Poniedziałek, 10 listopada 2014

Dolina Gąsienicowa, , Zawrat, , Murowaniec, , Psia Trawka, , , Polana Kopieniec

Wstajemy wcześnie, zwijamy rzeczy i ruszamy w górę.


Niebo ogólnie nadal bezchmurne, tylko nad granią wiszą ciemne chmury i wieje silny, porywisty wiatr. Widać to zresztą na powierzchni stawu.


Wejście na Zawrat mija powoli, lecz z przygodami ;-) W pewnym momencie nie wiedzieć czemu schodzę ze szlaku. Chcąc do niego wrócić muszę przetrawersować kawałek skał. Gdy dochodzę ponownie do szlaku ściągam plecak i chcę go odłożyć kawałek pode mną. Niestety, nie zatrzymał się w miejscu, w którym bym tego chciał i tylko widzę jak zaczyna nabierać prędkości turlając się bocznym żlebem (nie tym głównym opadającym z Zawratu). Mogę jedynie stać i oglądać jak plecak spada, obracając się i odbijając od wystających skał. Gdy się w końcu zatrzymał, zaczynam do niego schodzić. Zatrzymał się na takim wypłaszczeniu, obok kupki innych śmieci – butelek, czapki. Widać nie był pierwszym przedmiotem, który tędy poleciał. Myślę, że zleciał jakieś 50 metrów w pionie. A co najlepsze, z plecakiem, ani z jego zawartością prawie nic się nie stało. Jedynymi stratami były dwie dziurki w pokrowcu na linę oraz połamana szczotka do włosów. Nie dużo jak na taki lot :-)
Wychodzę z nim na górę i na przełęcz dochodzimy już bez innych przygód. Ale długo tam nie siedzimy, bo gdy tylko wyszliśmy zza skał, miałem wrażenie, że halny chciał nas powrotem zrzucić do Doliny Gąsienicowej. Robię tylko kilka zdjęć i chowamy się za kamieniem by zjeść śniadanie.




Podczas posiłku myślimy i ustalamy co by tu jednak porobić w tych Tatrach, bo przy tym wietrze nie mamy ochoty chodzić graniowym szlakiem i zastanawiać się, czy nas czasem nie zwieje. Dochodzimy do wniosku, że nie warto i lepiej posiedzieć w schronisku, co oczywiście czynimy :-D
Po zejściu jeszcze chwila postoju nad Czarnym Stawem Gąsienicowym i chowamy się w schronisku.




A tam jedzenie, dużo jedzenia i picia ;-) Skoro nie ma ambitnych planów turystycznych, to przynajmniej nie będziemy siedzieć głodni :-P
Jednak ile można tak siedzieć? Przeglądamy mapę i dochodzimy do wniosku, że można by wejść na Nosala, taką honorną górą, na którą dotąd nie było nam po drodze. Zawijamy się i drogą dojazdową do schroniska schodzimy na Psią Trawkę, gdzie odbijamy w lewo i wśród wiatrołomów dochodzimy do Polany Kopieniec.
Na polanie jesteśmy już po ciemku, więc znajdujemy kawałek wygodnej podłogi i rozwijamy śpiwory.


Wtorek, 11 listopada 2014

Polana Kopieniec, , Polana Olczyska, , Nosalowa Przełęcz, , Zakopane

Rano budzimy się, a na dworze bez zmian. Błękitne niebo, tylko nad granią wał chmur oznaczający wiejący halny.


No to ruszamy przed siebie. Rzut oka na Giewont:

Wielki Kopieniec z Polany Olczyska.


Człapiemy sobie przez tatrzańskie regle, a las powoli, acz systematycznie się kładzie ;-)


Czas na kulminacyjny moment wyprawy - zdobycie Nosala (1206 m n.p.m.)!
A na Nosalu dłuższa przerwa na siedzenie i oglądanie widoków. A widać stąd sporą część Tatr Wysokich, głównie polskich, chociaż jakieś słowackie szczyty również się pokazują.




W stronę Tatr Zachodnich.




Później zejście do Zakopca, które nie musi być proste, trzeba uważać by nie wleźć na wyciąg ;) i by odnaleźć drogę do centrum. Potem obiad na Krupówkach i powrót do Wrocławia.


I tak oto minął nam długi weekend listopadowy. W tym roku był niezbyt udany, ale cóż zrobić, prognozy nie przewidziały aż tak silnego wiatru. Może w przyszłym roku uda się zrealizować plany z tego wyjazdu? Oby tylko pogoda pozwoliła :-)

Więcej zdjęć: https://picasaweb.google.com/100322683368167953190/TatryWysokieNosal1206M0911112014?noredirect=1

Komentarze

  1. Nam niestety też w listopadzie halny dał nieco popalić. Cóż, mogło być lepiej, ale przynajmniej nie przesiedzieliście całego wyjazdu w schronie i coś tam udało się Wam w tych Tatrach przedreptać. Nosal wcale nie taki zły, pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze to jakiś szczyt, na którym wcześniej nie miałem okazji być. Muszę sobie kiedyś wziąć mapę konturową tatrzańskich szlaków i pozaznaczać gdzie udało mi się już wejść.Bo wydaje mi się, że na większości już miałęm okazję być z tych dostępnych szlakami :-)

      Usuń
  2. Góry jak góry, ale generalnie widzę, że zuch dziewczyna ta Katarzyna :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę się powłóczyliście w pięknych miejscach.
    A tak swoją drogą to chyba musimy opracować jakąś mapę z miejscówkami do spania. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nie udało się powłóczyć trochę wyżej ;-)
      Miejscówki do spania każdy znajdzie sam ;-)

      Usuń
  4. Nie rozumiem, czemu w pierwszym zdaniu relacji jest mowa o "nieudanym wyjeździe". Wejście na Zawrat i Nosal to za mało? Pewnie co czwarty turysta odwiedzający Zakopane Zawrat widział najwyżej przez lornetkę z Gubałówki, a na Nosalu nie był, bo z Kuźnic kolejka jeździ tylko na Kasprowy :D

    Co do plecaków spadających z Zawratu to sam byłem kiedyś świadkiem, jak na samej przełęczy ktoś z przebywających tam turystów stracił kontrolę nad swoim plecakiem i ten zaczął się staczać po stoku na stronę Doliny Pięciu Stawów, ale podchodzący z tamtej strony turyści zatrzymali go, zanim wpadł do najbliższego stawu ;)

    Podsumowując wyprawę - to jeden z tych nielicznych przypadków, gdy ICM Cię zawiódł? ;)

    Dziumał - taką mapę na pewno mają już strażnicy TPN-u :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nieudany", bo plany były zupełnie inne i się nie udało ich zrealizować.

      Latające plecaki się zdarzają, sam czytałem już kilka relacji gdzie występowały spadające plecaki, co często psuło wycieczkę, gdy popsuło się coś z górskiego wyposażenia.

      Tak, ICM trochę mnie zawiódł, ale pocieszam się tym, że on liczył średnią dla pewnego obszaru, a chmury były tylko nad granią - wszędzie indziej było czyste niebo :] Co nie zmienia faktu, że siła wiatru mnie zaskoczyła wtedy.

      Usuń
  5. Widoki z Nosala też piękne. Nie ma co narzekać, w tych warunkach i tak sporo obejrzeliście. Góry pokazały swoją naturę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, po raz kolejny halny pokazał, że on tu rozdaje karty :-)

      Usuń
  6. Bardzo mi się podoba Wasz styl spacerowania po Tatrach!:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak ładnie można opisać wyprawę, która nie do końca się udała zgodnie z planem. Wystarczy dołożyć rewelacyjne zdjęcia i wszyscy zazdroszczą ;-)

    A kładący się las przypomina trochę Izery za starych, złych czasów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, można i tak ;-) Jak wiadomo liczą się zdjęcia, bo relacji i tak nikt nie czyta? :-D

      Starych, dla ekologów i części osób na pewno złe czasy. Chociaż dla mnie ten zniszczony izerski las - w niektórych miejscach nadal widoczny - ma swój urok. Jest taki charakterystyczny dla tych okolic. No i zapewnia widoki ;-) Ale teraz już się odradza.

      Usuń
    2. Jak bywasz od czasu do czasu w Izerach to może i ma urok... Ale jak się tam wychowałeś i ciągle wgapiałeś w ten biedny chory las to z ulgą i radością przyjmujesz fakt, że się odradzają drzewka :-) Ale swoją drogą, fakt... Od razu na zdjęciach widać, że to z tamtych okolic :-)

      O, przepraszam, ja czytam relacje :-)

      Usuń
    3. Czyli jednak ktoś czyta :-D

      Pewnie tak to jest, gdy widzi się ten las na co dzień, jednak gdy ja jadę w góry, to bardziej mi zalezy na widokach, niż na lesie jednak... Cóż, ekologiem to nie zostanę :-P

      Usuń

Publikowanie komentarza