Rzepakowe Wzgórza Włodzickie


fot. Skadi / Skadi na Grani

Co jest najpiękniejsze podczas późnej wiosny? Wg mnie czymś takim jest kwitnący rzepak. Wystarczy, że gdzieś na horyzoncie mignie ta żółta plama, a od razu przyciąga wzrok i chciałoby się jej przyjrzeć z bliska. Ale równie interesująco wygląda, gdy spojrzy się z pewnej wysokości, np. jakiejś góry czy wieży widokowej. Wtedy widać tę mozaikę kolorów na polach. Właśnie na ten spektakl liczymy jadąc na Wzgórza Włodzickie.

Wtorek, 1 czerwca 2021

Nowa Ruda, Bożków, Gorzuchów, , Ścinawka Średnia, , Góra Wszystkich Świętych, , Góra Św. Anny

Ten wyjazd ze Skadi z bloga Skadi na Grani wyszedł spontanicznie. Dzień wcześniej zdzwaniamy się w innej sprawie, a przy okazji wyszło, że następny dzień mamy wolny, chociaż po nocce. Stwierdzamy, że mimo tego, damy radę coś lekkiego zdziałać w górach. Łączymy nasze pomysły i ostatecznie rodzi się rowerowy wyjazd na wieże Wzgórz Włodzickich.

Umówieni byliśmy na 11:40 w Nowej Rudzie. Jednak już w momencie, gdy pojawiłem się na dworcu kolejowym we Wrocławiu, jasne stało się, że jest to nierealne. Wystarczył rzut oka na tablicę przyjazdów/odjazdów, by wiedzieć, że coś się popsuło. Awaria na Grabiszynie unieruchomiła pociągi, więc szansa na przesiadkę w Wałbrzychu stała się nierealna. Zresztą konkretne stwierdzenie kiedy pojadę również. W sumie dobrze się złożyło, bo Skadi dała mi znać, że fajnie by było przesunąć rozpoczęcie wycieczki na później, bo musi chwilę się przespać. By nie komplikować bardziej dojazdu, umawiamy się w Świebodzicach, skąd do Nowej Rudy pojedziemy już autem.

Wycieczkę zaczynamy pod Miejskim Ośrodkiem Kultury w Nowej Rudzie. Na początek musimy dojechać do Gorzuchowa, gdzie przebiega zielony szlak, którym chcemy podążać. Po drodze zatrzymujemy się pod Pałacem w Bożkowie, który w obecnym kształcie powstał w latach 1787-1791 z przebudowanego pałacu z 1570 roku. Wznosi się w stylu barokowo-klasycystycznym.
Za Bożkowem mijamy pierwsze pole żółtego rzepaku. Nie możemy minąć go bez chwili przerwy na kilka zdjęć. Niestety brakuje trochę słońca, które zawsze podkreśla kolor kwiatów.


fot. Skadi / Skadi na Grani

Stąd mamy już niedaleko do Gorzuchowa, a z niego jest blisko na pierwsze wzniesienie tego dnia, czyli Grodziszcze (396 m n.p.m.). Na jego szczycie znajdują się ruiny wieży widokowej z 1813 roku.
Na szczycie spędzamy chwilę robiąc zdjęcia i wyjeżdżamy z lasu. Tu trafiamy na drogę prowadzącą wśród kwitnącego rzepaku :)



fot. Skadi / Skadi na Grani

Wycinka trwa.

Na dłużej zatrzymujemy się na moście ponad stacją w Ścinawce Średniej.

Posileni ruszamy. Czeka nas teraz podjazd na Górę Wszystkich Świętych (648 m n.p.m.). Tutaj na szczycie również znajduje się wieża widokowa z 1913 roku, jednak ta jest wyremontowana i udostępniona turystom.
Z wieży bardzo dobrze widać okolicę.
Kopalnia Gabra

Góry Orlickie

Góra Św. Anny z widoczną kolejną wieżą widokową.

Liczymy, że odcinek do Góry Św. Anny minie nam szybko, jednak trochę się rozczarowaliśmy, bo droga jest zniszczona przez ciężki sprzęt do wycinki drzew. Na szczęście nie jest mokro, więc nie toniemy w czerwonym błocie. Jednak po deszczu byłby to bardzo wciągający i brudzący odcinek.

Na podejściu na szczyt zadziwił mnie nowy przebieg zielonego szlaku. Obecnie nie wchodzi on na szczyt, tylko omija go poniżej. Pod samą wieżę można podejść nieznakowaną, szeroką drogą. Pod wieżą zaczynamy myśleć nad noclegiem. Wg pierwotnego planu miał być trochę dalej, jednak poranna obsuwa trochę nam zmodyfikowała plany i postanawiamy, że będziemy spać w tym miejscu.
Miejscówka jest średnia wg mnie, ale kilka zalet ma. Obok jest wieża widokowa, krąg ogniskowy i sporo opału niedaleko.

Na tę wycieczkę wziąłem ze sobą dwie nowe rzeczy do przetestowania. Jedną z nich była kratka grillowa. Mogę powiedzieć, że ten pomysł się sprawdził, bo karkówka z ogniska smakuje rewelacyjnie :)

Obok rozstawiamy tarpa, a przy ognisku spędzamy sporo czasu. Pomimo nieprzespanej poprzedniej nocy, do śpiworów wygania nas dopiero późnowieczorny deszcz.

Środa, 2 czerwca 2021
Góra Św. Anny, , Włodzicka Góra, , Rozdroże pod Świerkami, , Świerki
Na wschód nawet nie próbujemy wstawać, bo prognozy nie dają najmniejszych szans na widoki.

Pakujemy rzeczy, jemy szybkie śniadanie i zjeżdżamy do Nowej Rudy na zakupy, bo nie mamy już nic do picia.
A oto druga rzecz, którą testuję na wycieczkach rowerowych. Mały zestaw do gotowania: kartusz 100g, minimalistyczna kuchenka tytanowa BRS-3000T oraz tytanowy kubek o średnicy pozwalającej idealnie włożyć do środka kartusz. Pomimo swoich ograniczeń, ten zestaw całkiem nieźle się sprawdza do gotowania wody i przygotowania herbaty. Wcześniej był ze mną w Tatrach, gdzie jego waga również była wielką zaletą.
Odcinek od Nowej Rudy do Świerków jest wprost idealny na rower. Nie ma dużych stromizn, dzięki czemu jedzie się przyjemnie.

Odpoczynek wśród traw.

W pewnym momencie natrafiamy na pasącą się na szlaku krowę. Można powiedzieć, że to pewnego rodzaju przeszkoda terenowa ;)

fot. Skadi / Skadi na Grani


fot. Skadi / Skadi na Grani

Jesteśmy coraz bliżej naszego dzisiejszego celu - Włodzickiej Góry (757 m n.p.m.). To ta niepozorna hopka po prawej stronie.

Zanim wjedziemy na szczyt, zachodzimy jeszcze na podszczytowy punkt odpoczynkowy, w miejscu dawnego wydobycia kamienia. To tu pierwotnie planowaliśmy spędzić noc.

Na szczycie znajduje się odnowiona w 2018 roku wieża widokowa.
Widok z wieży na góry Kamienne.

Wielka Sowa.

Rozpalamy jeszcze małe ognisko, by upiec resztę kiełbasy, która nam została z poprzedniego dnia.

Zjeżdżamy do przystanku kolejowego w Świerkach. Tu chwilę czekamy na pociąg. Skadi podjeżdża nim do Nowej Rudy do auta, a ja przez Kłodzko od razu wracam do Wrocławia.

Wyjazd wyszedł spontanicznie, nie był długi, bo byliśmy po nockach w pracy, a i kolejnego dnia na noc/w nocy szliśmy do pracy ponownie. Jednym słowem czas wolny wykorzystany całkowicie :) Mimo początkowego zmęczenia było warto wyrwać się na chwilę na szlak.

Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/o2BmpKiEe1pLxCN1A

Komentarze

  1. Wzgórza Włodzickie zachwycają jak zawsze. Kratka do grilla wydaje się być strzałem w dyszkie? Gdzie "to ukradłeś"? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ten pomysł wpadłem podczas zeszłorocznej wizyty na Hali Baraniej, gdy miałem okazję zrobić sobie jedzenie na tamtejszej kratce. W tym roku poczekałem na wiosenne promocje na majówkę i za około 10zł zakupiłem kratkę do ryb na grilla. Ona jest podwójna, więc tylko połowę ze sobą wziąłem. Jak dla mnie jest to rewelacyjny pomysł :)

      Usuń
    2. Miło by było upiec karczek na wyjeździe :)

      Usuń
  2. Praktycznie cała wasza trasa jest mi już znana, oczywiście z wędrówek ;) W okolicy Ścinawki Średniej kręciłem się w zeszłą niedzielę bo poszedłem przez Wzgórza Śninawskie, Wambierzyce do Szczytnej. Rzepak jest piękny, trochę udało mi się natrzaskać zdjęć z nim w okolicy, ale coś ostatnio zaniedbuję się w siedzeniu nad zdjęciami i relacjami bo do napisania mam jeszcze z początku maja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie ta trasa również była wcześniej znana z kilku wędrówek.

      Kolejka relacji do napisania, chyba każdy, kto częściej jeździ ma taką listę ;)

      Usuń
  3. Hehehe skąd ja to znam! Właśnie takie klimaty na wiosnę są fajowe. A ta kratka z góry widziałem, że ma kształt ryby :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kratka dosyć charakterystyczna :)
      A na wersję wycieczkową jest chyba najlepsza, bo standardowe okrągłe czy kwadratowe kratki, są zbyt duże by wygodnie je nosić w plecaku.

      Usuń
  4. Pięknie! zwłaszcza te rzepaki. To rejony w zasadzie mi nieznane, a bardzo malownicze, jak widzę. "Przeszkoda" ustąpiła miejsca bezbolesnie? 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciała ustąpić miejsca na drodze, ale nie przeszkadzała podczas omijania bokiem ;)

      Usuń
  5. Fajna wiosenna wycieczka , żółte rzepaki dodają optymizmu i energii. Widoki z wieży fantastyczne. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Imponująca wycieczka. Takie spontaniczne wypady dodają mnóstwa pozytywnej energii, nawet pomimo zmęczenia fizycznego.
    Żółty rzepak fajnie prezentuje się na zdjęciach, ale ja osobiście nie lubię jego zapachu, więc cieszę się, że go nie czuć podziwiając fotografie :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często największym minusem krótkich wypadów jest męczący dojazd, który zajmuje czas, a nieraz mocno męczy. Na szczęście w Sudety mam dosyć blisko, więc nie jest źle. Chociaż tu również niektóre rejony nie są takie szybkie do dotarcia.

      Ja kolor też bardzo lubię. A zapach mi za bardzo nie przeszkadza, bo mam permanentny "katar", więc i zapachy mi nie przeszkadzają ;)

      Usuń
  7. Ależ nam ten wypad się udał! Świetne doładowanie akumulatorów między nocnymi zmianami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I do tego bardzo przypadkiem zaplanowany :) Takie krótkie wypady między pracą, często się fajnie sprawdzają. Przyjemniej się później do pracy idzie.

      Usuń

Prześlij komentarz