Zielony szlak Wałbrzych - Szklarska Poręba rowerem


Szukając dłuższej trasy do pokonania w Sudetach, moją uwagę przykuł zielony szlak biegnący z Wałbrzycha do Szklarskiej Poręby. Mierzy 111 km, więc przekracza tą magiczną barierę setki, co powoduje większe nim zainteresowanie. Jest to szlak pieszy, jednak znając jego większą część z wcześniejszych wycieczek, postanawiam pokonać go na rowerze. Liczę się z kilkoma trudniejszymi, dla osoby z jednośladem, miejscami, jednak nie powinny być one niemożliwe do przebycia. Jedynie końcowe fragmenty trasy będę musiał pokonać inaczej, ponieważ szlak biegnie po terenie Karkonoskiego Parku Narodowego, gdzie jazda rowerem jest zabroniona.

Poniedziałek, 24 maja 2021

Wałbrzych, , kamieniołom pod Trójgarbem

Wycieczkę zaczynam w Wałbrzychu, przy stacji Wałbrzych Główny, kilka minut przed godziną 13tą. Nad tym, czy lepiej jechać od Szklarskiej, czy od Wałbrzycha się nie zastanawiałem. Po prostu w Wałbrzychu miałem drugą dawkę szczepionki, a później wpadły mi jeszcze dwa dni wolnego w pracy, więc szkoda było tracić dodatkowo czas na zmianę miejsca startu. Zatem odnajduję kropkę startową na przydworcowej tablicy i ruszam przed siebie.

Na początek, podnóżami Zamkowej Góry oraz Borowej jadę do Rybnicy Leśnej. Po drodze mam bardzo przyjemny zjazd. Na podjeździe od Kopalni Melafiru do Andrzejówki odczuwam, że jest to mój pierwszy konkretniejszy wypad rowerowy w tym roku. W zeszłym sezonie ten podjazd jakoś dużo łatwiej mi poszedł ;) Ale mam nadzieję, że będzie lepiej pod koniec lata :D

Pod Andrzejówką czas na przerwę. Zasiadam na ławce pod schroniskiem i kupuję coś do picia. Do tego baton z plecaka i ruszam dalej.

Zjazd do Sokołowska również jest przyjemny, jednak od niego znów ponownie nabieram wysokości. Szlak wiedzie asfaltem, a za sobą zostawiam widok na szczyty Gór Kamiennych ponad żółtymi od mniszków łąkami.

Podczas wjazdu na Dzikowiec trzeba mocno patrzeć na znaki. Zielony szlak od Polanki omija szczyt Sokółki i później niespodziewanie skręca w prawo z szerokiej drogi. Łatwo to miejsce przegapić. Mój szlak nie przebiega koło wieży widokowej, a też nie mam dużej motywacji, by do niej specjalnie odbijać. Niebo mocno się zachmurzyło, do tego konkretnie wieje, a tę wieżę odwiedzałem już przy dobrych warunkach. Zjeżdżając do Boguszowa-Gorców cieszę się, że szlak zielony prowadzi łagodnym wariantem, a nie stromym zboczem jak niebieski.

W Boguszowie-Gorcach odwiedzam sklep w celu zakupienia zapasów na kolację. Nie będę miał już po drodze dzisiaj sklepu, a moje zapasy za duże nie są. Do góry prowadzi mnie szeroka droga dojazdowa. Jest przyjemna, a jej nachylenie wcale nie zabija.

Na szczycie Chełmca wita mnie stosunkowo nowa wiata, w której zatrzymuję się na dłuższą przerwę. Bardzo fajnie obecnie wygląda zagospodarowanie turystyczne szczytu.


Teraz czeka mnie jeden z dwóch fragmentów, których obawiałem się jadąc na ten szlak. Zejściowy wariant zielonego szlaku poprowadzony jest wprost w dół stromym zboczem, przez co trzeba mocno uważać, by tylne koło nie wyprzedziło przedniego podczas sprowadzania roweru :D Na szczęście później jest już przyjemnie, przynajmniej do dolnej części podejścia na Trójgarb, gdzie szlak prowadzi przez bukowy las, a ścieżka poprzecinana jest dużą ilością korzeni. O jeździe nie ma co myśleć, a i prowadzenie jest problematyczne, gdyż co chwilę trzeba podnosić koło.

W końcu melduję się na szczycie Trójgarbu i zachodzę na wieżę widokową. Została ona zbudowana w 2018 roku i od tego czasu umożliwia oglądanie jednej z ciekawszych panoram w Sudetach.

Niebo dalej jest zachmurzone, wieje jeszcze mocniej niż wcześniej, ale nie mogę się oprzeć, by nie spojrzeć z góry na okolicę. Króluje oczywiście kwitnący rzepak.

W tle widać również ośnieżone szczyty Karkonoszy.

A w oddali niebo jest czyste i zaczyna nabierać pomarańczowych barw.

Masyw Ślęży.

Chełmiec, jeszcze niedawno tam byłem.

Pierwotnie zastanawiałem się nad noclegiem na Trójgarbie, jednak brak szans na wschód słońca, silny wiatr oraz zapowiadane na noc opady deszczu, odwodzą mnie od tego pomysłu. Zamiast tego prześpię się w wiacie przy starym kamieniołomie pseudojaspisu pod Trójgarbem.

To miejsce mijałem kilkukrotnie podczas swoich wycieczek, jednak zawsze było nie po drodze na nocleg. Tym razem okazało się, że będzie to najlepsza opcja w okolicy. Wiata jest osłonięta przed wiatrem przez gęsty las, wokół leży mnóstwo opału, a miejsce ogniskowe pozwoli w spokoju posiedzieć i upiec kiełbaski. Jedynym minusem jest przeciekający dach, przez który w nocy musiałem zmienić miejsce spania. Nie kapie jedynie na dwie mniejsze ławki.


Wtorek, 25 maja 2021

Kamieniołom pod Trójgarbem, , Czarna Góra

Budzę się rano, jem śniadanie, pakuję rzeczy i gdy mam ruszać zaczyna padać. Nie ma sensu moknąć już na samym początku dnia, więc wracam do wiaty i przysypiając czekam na koniec opadu. Pada z różną intensywnością do 9:30. Wtedy dopiero zwijam rzeczy i jadę w dalszą drogę.

Spojrzenie na Trójgarb z wyraźnie widoczną wieżą znad Gostkowa.

Śnieżka i budowana S3. Ciekawe jak będzie wyglądać ten rejon po otwarciu drogi.

Wiatrak holenderski w Gostkowie.

Przez plac budowy drogi, który obecnie znajduje się w Gostkowie, mam mały problem z odnalezieniem prawidłowego przebiegu szlaku. Później znaki prowadzą mnie przez Masyw Krąglaka do Marciszowa. Na chwilę zatrzymuję się przy kościele Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny, jednak to kościół św. Katarzyny jest ładniejszy. Jadąc przez miasto zachodzę do Dino po rzeczy na późniejsze śniadanie. Na razie go nie jem, gdyż otoczenie mi się nie podoba.

Z Marciszowa czeka mnie asfalt przez Wieściszowice, do Kolorowych Jeziorek. Na tym etapie bardzo doceniam posiadanie roweru, bo szybko mija mi droga. Na dłużej zasiadam pod jedną z wiat przy Purpurowym Jeziorku.

Widok na jeziorko jest ładny, mam kilka tablic z historią tego miejsca do poczytania, więc warto posiedzieć. Do tego jest okazja na zjedzenie śniadania w dobrych warunkach.

Pierwszym jeziorkiem, przy którym się znajduję, jest Purpurowe Jeziorko. Za jego kolor odpowiadają związki żelaza, a sama woda to w rzeczywistości roztwór kwasu siarkowego.

Jest to największe z tutejszych jeziorek.

Zaraz obok jest Żółte Jeziorko. Za jego barwę odpowiadają związki wapnia i siarki.

Chwilę jeszcze kręcę się dookoła Purpurowego Jeziorka zanim ruszę dalej.

Nie jest to takie łatwe, bo szlak staje się w tym miejscu stromy, początkowo prowadzi schodkami, a później cała szerokość ścieżki pokryta jest korzeniami utrudniającymi nawet prowadzenie roweru. Trud wynagradza za to Błękitne Jeziorko.

Za barwę odpowiadają związki miedzi.

Wg mnie jest to najładniejsze ze wszystkich jeziorek, a jego barwa sprawia, że ma się ochotę przy nim dłużej posiedzieć.

Dalsza droga jest już wygodniejsza, bo niedługo zielony szlak łączy się z szeroką drogą, którą wiedzie również szlak rowerowy. On wyprowadza do Zielonego Stawku. Byłem tu wcześniej kilkukrotnie, ale dopiero teraz zobaczyłem to miejsce wypełnione wodą. Do tej pory była to, w najlepszym przypadku, mała kałuża. Jednak tegoroczna śnieżna zima oraz wiosenne opady, sprawiły, że wody w nim nie brakuje.

Kolejnym punktem na mojej trasie jest Wielka Kopa (871 m n.p.m.). Szczyt bez większej historii, kiedyś były z niego widoki z podszczytowych skałek, jednak obecnie jest całkowicie zarośnięty. Zjazd do Rędziny jest miejscami bardzo stromy, a czasami utrudniony przez powalone drzewa.
Można dostrzec nieodległą już Śnieżkę.

Podjazd na wzniesienia po drugiej stronie doliny Rędzińskiego Potoku mocno mnie męczy. Nawet nie ze względu na przewyższenie, a podłoże.

Jednak jestem coraz bliżej Ostrej Małej, z rewelacyjnym punktem widokowym na tamtejszych skałach. Jest to jedno z lepszych miejsc na biwak w Rudawach Janowickich.

Widok w stronę Gór Kaczawskich.

Ciągle ośnieżone Karkonosze. Widać, że się powoli chmurzy. Prognozy na wieczór przewidują opady, mam jednak nadzieję, że uda mi się przed nimi wyrobić.

Zjeżdżam do Kowar i zaczynam podjazd, a następnie bardzo przyjemny odcinek do Karpacza, prowadzący pokrytym lasem skrajem zboczy Karkonoszy. W Karpaczu zachodzę do restauracji na obiad. Muszę odpocząć, a przy okazji warto zjeść burgera. Niestety, nie mają wyboru piw i muszę zadowolić się jakimś koncerniakiem 0%.

Gdy po dłuższej przerwie ruszam, najpierw muszę pojechać w dół w rejon dawnej stacji kolejowej, spod której czeka mnie dużo wysokości do odzyskania. Było męcząco, a pod koniec na niemal godzinę chowam się pod dachem zamkniętej wypożyczalni nart przed burzą.

Gdy już jedynie kropi, ruszam dalej. Mogę podziwiać piękną tęczą nad Rudawami Janowickimi.

Powoli robi się ciemno, a ja zaczynam rozglądać się za noclegiem. Najlepsze miejsce znajduję na zboczu Czarnej Góry przed Borowicami.

Środa, 26 maja 2021

Czarna Góra, , Szklarska Poręba

Przy rozkładaniu tarpa chwilę się motałem, ale ostatecznie jestem zadowolony z efektu. Ta dłuższa zabawa z jego rozkładaniem spowodowana była faktem, że to moja pierwsza wycieczka z moim własnym tarpem, więc i doświadczenia mi na razie brakuje ;) Mogę jednak powiedzieć, że model Lesovik GROZA Crocodile, to bardzo udana konstrukcja.

Pierwszą atrakcją dzisiejszego dnia są Kaskady Myi. Jest to ciąg kilku wodospadów na potoku Myi.



Warto w tym miejscu odbić z zielonego szlaku, by móc przejść się wzdłuż potoku.

Kolejnym wartym uwagi punktem dzisiejszego dnia jest Wodospad Podgórnej. Woda w nim spada z 10-metrowego progu, między dwoma pionowymi skałami. Robi on ogromne wrażenie. Niestety nie mogłem dłużej go fotografować w spokoju, bo po zrobieniu pierwszego zdjęcia, do jeziorka weszła spora grupa morsów.
Widok z Przesieki na zachmurzony grzbiet Karkonoszy.

Jadąc dalej dojeżdżam do Żelaznego Mostku, przy którym szlak prowadzi w stronę Chojnika. Niestety jest to teren Karkonoskiego Parku Narodowego, więc nie można tam jechać rowerem. Omijam ten odcinek szlaku jadąc drogą wzdłuż granicy Parku, a następnie oznakowanym szlakiem rowerowym. Tym oto sposobem mogę sobie przyjemnie zjechać przez Jagniątków do miejsca, w którym przecina go zielony szlak. Teraz czeka mnie mało przyjemny odcinek podejścia, gdzie szlak jest wąski, często zarośnięty i bardzo niewygodnie jest nawet prowadzić rower. Po pewnym czasie droga się poprawia i mogę ponownie wsiąść na rower. Niestety po minięciu potoku o nazwie Czarna Płóczka, ponownie trafiam na teren KPN i muszę ominąć go jadąc DK3. Dalej mam na mapie zaznaczony szlak rowerowy wzdłuż Kamiennej, jednak obecnie chyba nie ma go tam w terenie, bo znaki rowerowe są zamalowane, a teren również należy do KPN'u. Jego teren kończy się kawałek przed Szklarską Porębą, więc tu też mogę wrócić na zielony szlak.
Niestety na końcu szlaku nie ma żadnej kropki końcowej. Nie można więc zrobić sobie pamiątkowego zdjęcia na końcu trasy :(

Zachodzę do sklepu, a później na odnowiony dworzec kolejowy. Mam tu trochę czasu oczekiwania na pociąg. Gdy tak siedzę, zaczyna lać deszcz. Mogę się więc cieszyć, że udało mi się dokończyć wyjazd bez zmoknięcia :)


Na koniec kilka moich spostrzeżeń o tym szlaku, dla osób chcących przejechać go rowerem.
Na początek najważniejsze, czyli że się da, co sam sprawdziłem ;) Najgorszym fragmentem jest ten wiodący między Szklarską Porębą a Jagniątkowem. Dodatkowo trzeba się liczyć z koniecznością ominięcia terenu Karkonoskiego Parku Narodowego, więc odwiedzenie Zamku Chojnik wymaga zostawienia roweru i podejście szlakiem w jego stronę, a następnie powrót do granicy parku.

Dla zwiększenia przyjemności z jazdy, warto rozważyć również kilka modyfikacji szlaku względem tego znakowanego wariantu. Jednym z takich odcinków jest zielony schodzący prosto ze szczytu Chełmca. Tu warto zjechać drogą dojazdową (prowadzi nią zielony szlak), a następnie odbić na czarny i dojechać do dalszej części zielonego w stronę Trójgarbu.
W rejonie Kolorowych Jeziorek warto wybrać szlak rowerowy, zamiast zielonego pieszego. Również doprowadzi w okolicę każdego z jeziorek, a nie trzeba będzie męczyć się na stromym podejściu z korzeniami.
Podobnie może być też na podejściu na Trójgarb. Tu można rozważyć wybranie żółtego szlaku z Lubomina na Lubomirskie Siodło. Prowadzi on tuż obok zielonego, a gorszy raczej nie będzie ;) Chociaż co do tego pomysłu nie mam pewności, gdyż nie tego odcinka zbytnio nie znam.
Jeżeli ktoś chce przejechać zielony szlak rowerem, warto wybrać się poza weekendem, a także szczytem sezonu wakacyjnego. Niektóre odcinki szlaku są bardzo popularne i w takim okresie może być trudno przejechać je na rowerze, a nawet prowadzenie roweru po wąskiej ścieżce może być utrudnione i mało komfortowe.

Można powiedzieć, że nie przebyłem całego zielonego szlaku, bo ominąłem dwa jego fragmenty prowadzące Parkiem Narodowym. Owszem, jest to prawda. Ja jednak wolałem zmodyfikować trasę dla swoich potrzeb, niż łamać przepisy parkowe. Dla dociekliwych powiem jedynie, że żadne z tych dwóch obejść, nie skraca długości szlaku, a wręcz go wydłuża ;)

Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/q7xK12AQpZxaNx5X7

Komentarze

  1. Nad Kolorowymi Jeziorkami nie było mnie wieki. Parę miejsc znanych z m.in. wspólnych imprez. Widoki na Karkonosze zapodane w relacji bardzo apetyczne. Red, kimając pod tarpem bokami nie "ciągło"? Czarna Góra będzie tematem obowiązkowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tam dawno nie byłem. Nawet się zdziwiłem, gdy zobaczyłem tę knajpę nad jeziorkiem - poprzednio jej nie było ;)

      Tarpa cały czas się uczę, ale po ostatnim alpejskim wypadzie z tarpem, mocno się zastanowię jak będę brał namiot poza okresem zimy. Tarp ma swoje minusy, ale wielkością i wagą wygrywa. Bym powiedział, że z wiatrem nie ma problemu - nie więcej niż podczas spania w wiacie. A gdy jest problem z wiatrem, to można go rozłożyć uwzględniając jego kierunek, by osłonić się przed podmuchami.

      Usuń
  2. Miałam w planie ten szlak na te wakacje, ale w wersji pieszej, więc relacja bardzo cenna. Czy się wybiorę, nie wiem, ale miło było poczytać. Bagażu to masz minimum, ja się nigdy tak nie umiem spakować na rower.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz