Granicą przez Beskid Żywiecki



Przejście szlakiem granicznym przez Beskid Żywiecki miałem na oku już od dłuższego czasu. Jak do tej pory brakowało odpowiedniej okazji na realizację tego planu, bo tam trochę kilometrów do pokonania jest, potrzeba więcej niż dwudniowego weekendu, a i dojazd trochę zajmuje. Dlatego też, gdy trafiło się kilka dni wolnych, a pogoda nie zapowiadała się źle, postanowiłem wybrać się na ten szlak.

Sobota, 25 stycznia 2020

Zwardoń, , Przełęcz pod Orłem

Wybieram się z Kasią, która będzie mi towarzyszyć przez pierwsze dwa dni wędrówki. Z Wrocławia jedziemy porannym pociągiem do Zwardonia. Jak się okazało, obecnie dojazd koleją w Beskid Żywiecki nie jest taki zły i na miejscu jesteśmy już o 10:39. Ze stacji kolejowej ruszamy w stronę granicy. Przechodzimy obok budynku dawnego schroniska PTTK Dworzec Beskidzki, które zostało zamknięte w 2010 roku. Teraz straszy tylko duży, opuszczony budynek.

Śnieg leży już od Zwardonia. Nie ma go dużo, ale jest ciągła warstwa. Rakiet nie braliśmy, bo nie wydawało nam się, żeby były potrzebne. Zobaczymy później czy nie był to błąd. Na razie idzie się łatwo. Droga jest przejeżdżona, ubita, potem szlak wyraźnie przetarty i nie ma problemów ze śniegiem.




Tego dnia pogoda jest rewelacyjna, widać nawet wyraźnie Tatry.


Przez większość czasu idziemy lasem. Co pewien czas wychodząc na polany czy leśne przecinki, które umożliwiają pooglądanie okolicy.


W rejonie Przysłopów fajnie widać sąsiednie wzniesienia Beskidu Żywieckiego.


Tatry


Zachód słońca spędzamy na Wielkiej Raczy (1236 m.), która jest najwyższym szczytem w okolicy. Tuż pod szczytem jest schronisko PTTK, w którym później zjemy kolację, jednak najpierw trzeba podziwiać widoki, bo słońce zajdzie i nie będzie tak ładnie ;) W oglądaniu okolicy pomaga platforma widokowa. Nie jest bardzo wysoka, ale widoki z niej są dużo lepsze niż z dołu.

Veľký Rozsutec, Stoh, w tle Niżne Tatry.


Mała Fatra


Słowackie szczyty tonące we mgle.


W tle chyba Beskid Śląski.


Małą Fatra


Platforma widokowa z Tatrami w tle.


Jak już wcześniej wspominałem, na kolację zachodzimy do schroniska. Mają dobrą kuchnię :) Trochę tam siedzimy, po czym ruszamy dalej, by poszukać jakiegoś dobrego miejsca na nocleg. Rozkładamy się w rejonie Przełęczy pod Orłem, która jest szeroka i płaska.

Niedziela, 26 stycznia 2020

Przełęcz pod Orłem, , Wielka Rycerzowa, , Bukowina

Widok z "okna" jest całkiem spoko ;)


Po śniadaniu zwijamy namiot i ruszamy dalej. Wymieniliśmy się plecakami, bo w moim popruł się w połowie pas biodrowy i wolałem nie ryzykować, że w trakcie wędrówki rozedrze się do końca utrudniając wędrówkę. Kasia do końca ma mniej do przejścia, więc większa szansa, że nic się z nim więcej nie stanie.


Razem idziemy do schroniska PTTK na Przełęczy Przegibek. Tam się rozdzielamy, Kasia idzie do Soli przez Rycerkę Dolną, a ja wracam do granicy i idę nią dalej. Tu niestety zgubiłem czerwony szlak i do Bacówki na Rycerzowej dochodzę niebieskim.
Po drodze mam jednak całkiem ładne widoki:


Mała Fatra


Przy Bacówce robię dłuższą przerwę, bo bardzo ładnie widać stąd Tatry i Babią Górę.






Widać już jednak lekkie przymglenie, którego wczoraj nie było.
Wchodzę na Wielką Rycerzową, gdzie tylko szybka fotka szczytowa i idę dalej.


Do Przełęczy Przysłop szlak jest przedeptany. Tu jednak kończy się wygodna ścieżka i muszę iść bez śladów. Na szczęście śnieg nie jest głęboki, ale i tak chodzenie trochę męczy. A bardziej spowalnia, bo nie jest już takie sprawne jak wcześniej. Teraz czeka mnie ostre podejście na Świtkową. Na szczycie mała przecinka i mogę oglądać okoliczne szczyty.




Moje tempo mocno spadło, ale cały czas powoli idę do przodu. W rejonie Bukowiny rozkładam namiot na nocleg. Jest w okolicach zachodu słońca, jednak chmury mocno się obniżyły zasłaniając całą okolicę.

Gdy leżę już w śpiworze gotując wodę na herbatę, z przeciwnej strony przychodzi turysta idący od Krawców Wierchu. Chwilę ze sobą rozmawiamy zanim poszedł dalej. On spał poprzedniej nocy przed Krawców Wierchem (od mojej strony), ale nie ma namiotu i miał ognisko do ogrzania się. Dzisiaj chce jeszcze kawałek przejść, bo jutro musi już wracać do domu. Dowiaduję się od niego, że kawałek dalej szlak jest częściowo przetarty przez skuter śnieżny. Zawsze to jakieś ułatwienie, chyba...

Poniedziałek, 27 stycznia 2020

Bukowina, , Pilsko



Na początek czeka mnie podejście na Beskid, potem na Krkoškula. Tutaj znajduje się Pański Kamień, stary kamień graniczny.


Czeka mnie przejście przez Równy Beskid. Jest to niemal płaski grzbiet o długości ok. 1,3km. Towarzyszą mi ślady skuterów, które nie niestety nie ułatwiają wędrówki. Śnieg jest spulchniony przez gąsienicę, więc zapadam się w nim nawet bardziej niż gdy nie ma śladu skuterów.

Podejście na Oszus jest bardzo strome. Za strome dla skuterów, więc ten fragment idę bez widocznych wcześniejszych śladów. Nie ma nawet wczorajszych śladów wędrowca, bo zostały zawiane. Nie jest łatwo, ale po jakimś czasie udaje się wyjść na grzbiet. Tu ponownie pojawiają się ślady skuterów i będą mi towarzyszyć niemal do Przełęczy Glinka.

Na Jaworzynie krótki postój, potem przy jakiejś przecince mogłem zobaczyć zamglone Tatry.


Od Przełęczy Glinka szlak robi się dużo przyjemniejszy do wędrówki. Jest ubity, początkowo jest to droga jezdna, potem mocno przedeptany szlak. Dla wygody nakładam raczki, bo miejscami jest ślisko.

Pogoda jest ładna, zaczynam zastanawiać się nad miejscem na nocleg. Ostatecznie pada na Pilsko z nadzieją na ładny wschód kolejnego dnia. Co prawda jeszcze kawałek mam do przejścia, ale to nie problem.


Schronisko na Krawcowym Wierchu mijam nie zachodząc do niego, nie mam po co. Na jednej ze szczytowych polanek oglądam zachodzące słońce.




Na Trzech Kopcach chwila postoju. Widzę w oddali grupę idącą w stronę Pilska, później ją przegonię. Szlak tutaj jest szeroki, dobrze wydeptany. Niebo bezchmurne, więc długo idę bez czołówki, jedynie przy blasku księżyca i gwiazd. Z ciekawostek, to dostrzegłem przelatujące satelity Starlink. Była to grupa 60 satelitów lecących jeden za drugim, bardzo dobrze widoczna z Ziemi. Jeżeli ktoś nie wie co to za ustrojstwo, bez problemu można znaleźć informacje w Internecie. Tutaj tylko zalinkuję do filmu na YT, który pokazuje jak wygląda taki przelot - https://youtu.be/pDyW4Z2eA8U

W planie miałem iść niebieskim szlakiem granicznym na Pilsko, jednak na Hali Cudzichowej przez przypadek odbijam na szlak czerwony, którym dochodzę w rejon schroniska na Hali Miziowej. No nic, daleko już nie mam, więc idę na czarny szlak i nim wchodzę na Pilsko. A ten szlak bardzo dobrze kojarzę, bo przed kilkoma dniami już nim wchodziłem.
To teraz mała zmiana w konwencji relacji i zapraszam na krótką relację w relacji :D


<------------------------------>

Środa, 22 stycznia 2020

Przełęcz Glinne, , Hala Miziowa

Na parking na Przełęczy Glinne przyjeżdżam ze Skadi z bloga Skadi na Grani już po ciemku. Nasz plan na dzisiaj to dojście do schroniska na Hali Miziowej, a jutro wyjście na wschód słońca. Daleko nie ma, śniegu za wiele też nie, więc idzie się sprawnie. Trochę trudności mamy z odnalezieniem schroniska, po od wyjścia z lasu towarzyszą nam gęste chmury. Na szczęście dostrzegłem w pewnym momencie światła w oknach, przez co łatwo było trafić do budynku. Gdyby nie one, to moglibyśmy kręcić się po kilkadziesiąt metrów obok, nawet nie widząc budynku.

Po godzinie 21 meldujemy się w recepcji, dostajemy pokój wieloosobowy i zniżki na Alpenverein. Ogarniamy się w pokoju, potem kolacja i można iść spać. I tak się wyśpimy, bo wschód jeszcze jest późno ;)

Czwartek, 23 stycznia 2020

Hala Miziowa, , Pilsko, , Hala Miziowa, , Przełęcz Glinne

Wychodzimy. Widać chmury, ale nadzieję jeszcze mamy. Niestety, czym wyżej tym nadzieja mniejsza. Chociaż na polskim wierzchołku przez chwilę widziałem nawet Tatry! Niestety, tylko przez chwilę, a potem znów wszystko zniknęło. Na Słowackim szczycie ubieramy puchówki i czekamy. Chodzimy w kółko i czekamy. Towarzyszy nam silny wiatr i przewalające się chmury. Nagle, całkiem niespodziewanie przejaśnia się i pojawiają się Tatry! Niestety, zanim przygotowałem swój aparat, to uchwyciłem jedynie kawałek Bielskich. Skadi miała aparat gotowy do działania, to i ma całe pasmo.


Potem byłem już przygotowany, ale chmury nie odpuszczały.


Mimo zachmurzenia, pojawiły się całkiem przyjemne, ciepłe, poranne kolory.


Tu jest słońce, więc wiemy, że wstało i dzisiaj.


Skadi zmarznięta, ale zacieszona ;)


Nie ma sensu tu dłużej stać, wiec wracamy na śniadanie do schroniska. Niżej, też są chmury.




Po śniadaniu wracamy tą samą drogą, którą wczoraj przyszliśmy. Idzie nawet szybciej, pewnie dlatego, bo w dół ;)
Trochę śnieżnego otoczenia, którego brakuje w tym roku...

Na koniec podziękowania dla Skadi za towarzystwo. Może następny wschód się uda :)

Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/KxvHw5ayeA9z7J469

<------------------------------>


Dzisiaj na szczycie wita mnie lekki wiaterek i bezchmurne niebo. Pięknie widać gwiazdy, doliny, a nawet oddalone Tatry. Z nadzieją na piękny poranek chowam się w namiocie i gotuję kolację.

Wtorek, 28 stycznia 2020

Pilsko, , Hala Miziowa, , Korbielów

Na termometrze jest lekko na minusie, ale za to wiatr bardzo się wzmógł. Jest chwilę po 6, gdy budzi mnie opadający na mnie tropik. Czuję, że wiatr jest naprawdę mocny, a słabo przymocowany namiot nie jest dla niego wielkim problemem. Śniegu jest mało, a w zmrożoną ziemię ciężko jest cokolwiek wbić, więc trzyma się jedynie na dwóch zakopanych w śniegu kijkach. Wychodzę ze śpiwora i opierając się o stelaż ubieram się, a następnie pakuję plecak. Na dworze zero widoków, bo jestem w środku chmury, jeszcze bardziej gęstej niż ta sprzed kilku dni. Przy obecnym wietrze nie mam szans na złożenie namiotu do pokrowca, więc ląduje zwinięty w plecaku, później go jakoś ogarnę. Biorę rzeczy i schodzę, bo nie ma sensu czekanie na wschód, którego nie będzie.

W lesie ogarniam namiot i kieruję się do schroniska na śniadanie. Trochę tu siedzę i po przejrzeniu prognoz pogody rezygnuję z dalszego marszu na Babią Górę. Ma mocno wiać, do tego sypać śniegiem, więc przyjemność mała. A ja rakiet nie mam, więc jak przysypie świeżą warstwę śniegu, to nie będzie łatwo iść. No nic, skrócę wyjazd o 2 dni, ale czasem tak bywa.

Schodzę do Korbielowa. Przy zejściu raczki mocno się przydały. W Korbielowie nie muszę czekać na busa, w sumie to łapię go kawałek za przystankiem, ale zatrzymuje się bez problemu i mogę jechać do Krakowa, skąd pociągiem wracam do Wrocławia.

Wypad krótszy niż miał być, ale jestem zadowolony. Niestety temperatury mało zimowe, bo nawet nad ranem było ledwo 2-3 stopnie na minusie, a w dzień na plusie, ale biwaki zimowe zaliczone :) A to zawsze cieszy. Przy okazji mogłem posprawdzać swój nowy zimowy materac dmuchany Therm-a-rest NeoAir XTherm MAX. Co prawda warunki teraz były dalekie od tych, na jakie jest on przeznaczony, ale jakieś spostrzeżenia mogłem sobie wyrobić :)

Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/HpKvSakdAGWbYfGx7

Komentarze

  1. Ja niestety nawet na taką zimę się nie załapałem. Tegoroczna zima dla mnie poszła... jak krew w piach. Beskid Żywiecki uwielbiam, schronisko na Krawców Wierchu muszę odwiedzić włączając w to nocleg. Przyjemna impreza, relacja w relacji super :))

    ps. Red, co to ma znaczyć? Hotele, zniżki AV, ki diabeł? ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka odskocznia od standardowych wycieczek ;)

      Można jedynie powiedzieć z nadzieją, że następna zima będzie normalna. Nie tylko pod względem śniegu...

      Usuń
  2. Do pewnego momentu pogoda-marzenie. Biwaczki w takich okolicznościach to truskawka na torcie. Od dłuższego czasu też mi chodzi po głowie ta trasa, może w tym roku się wreszcie uda. Jak tam nowy materacyk się sprawdził?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od tego czasu używałem go trochę więcej już i jak na razie bardzo z niego jestem zadowolony. Wygoda snu nieporównywalna ze zwykłymi karimatami. Myślę, że przy niższych temperaturach również się sprawdzi i się nie zawiodę.

      Usuń
  3. Niedobre to Pilsko! Liczyłam, że uda mu się zrewanżować jeszcze tej "zimy". No nic... może wiosną/latem ugości lepiej. Dzięki za wypad! I do następnego! Może wybierzemy się na podbój Pilska z rowerami? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja liczę, że Pilsko ugości godnie następnej zimy :)

      Z rowerami? Aż tak źle mi życzysz? ;)

      Usuń
    2. Czemu? To może być świetna przygoda! :D

      Usuń
    3. Taka niezapomniana. Oby tylko nie moja ostatnia w życiu ;)

      Usuń
  4. Piękne zimowe widoki, zdjęcia wyszły rewelacyjnie, pogoda jak na zimowe warunki to była bardzo łaskawa i daleko było widać, co dla mnie jest zawsze bardzo ważne.
    Z chęcią oglądam zdjęcia, bo sama na razie jestem uziemiona przez uszkodzone kolano i wypady w góry odpadają całkowicie, no chyba że wyciągiem. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Pogoda faktycznie nie była taka zła, a nawet ten nieudany wschód ze Skadi miał swój klimat.

      To zdrowiej, chociaż patrząc na obecną sytuację i zamknięte lasy i Parki Narodowe, to trochę łatwiej pewnie znieść to uziemienie w domu. Zdrowia życzę!

      Usuń
  5. Widzę, że zrealizowałeś mój plan do którego od kilku lat się przymierzam:) Przebiłeś mnie wariantem zimowym i namiotem... no i tym, że już to przeszedłeś. Może w tym roku się uda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać nie tylko do mnie przemówił ten kawałek mapy ;) Mam jeszcze kilka takich pomysłów do zrobienia, ale czekają na swój czas ;) Zawsze coś innego się znajdzie do realizacji.

      Ja pierwotnie też myślałem o wersji letniej, ale jak trafiła się opcja zimowa, to nie marudziłem ;) Jedynie faktem jest, że latem byłoby szybciej i pewnie przeszedłbym jednak całość tego, co chciałem. Ale z wypadu jestem i tak zadowolony :)

      No to może ten wpis da Ci więcej motywacji do realizacji? ;)

      Usuń
    2. Motywacja jest, czasu brakuje:)

      Usuń
    3. Hehe, a teraz to jeszcze nam lasy zamknęli ;)

      Usuń

Publikowanie komentarza