Chmury pod Jizerą


Weekend niepodległościowy zapowiadał się ładnie pogodowo, więc postanowiliśmy pojechać w Góry Izerskie. Istotne, żeby można było podziwiać zachodzące i wschodzące słońce, więc podczas szukania noclegu brane były pod uwagę miejsca widokowe. Tak oto padło na Jizerę, na której są skały z punktem widokowym oraz chatka z ładnym tarasem.

Niedziela, 10 listopada 2019

Jakuszyce, , Orle, , , Jizerka, Smědava, , Pod Jizerou, , Jizera

Zaczynamy w Jakuszycach, dokąd przyjeżdżamy porannym pociągiem. Tu rozejrzenie się po okolicy i idziemy do Orla przez Samolot. Zasiadamy w wiacie i coś tam na szybko jemy.
Podczas wędrówki towarzyszy nam dużo wody, bo ostatnimi czasy sporo padało. Co prawda na głównych szlakach to za bardzo nie przeszkadza, bo one są szerokie i utwardzone, ale na bocznych ścieżkach ma to już większe znaczenie. Przekonamy się o tym następnego dnia podczas powrotu.

Przechodzimy przez Orle, ale nie zachodzimy do schroniska i mijając Granicznik idziemy do Czech. Tu warto napisać kilka słów o moście, po którym przechodzimy nad Izerą, czyli rzeką graniczną. Dawniej był tu most drewniany, później w 1901 roku zbudowano konstrukcję żelbetową, która została wysadzona w drugiej połowie XX wieku. Późniejszą konstrukcję oddano do użytku w 2005 r. Mogłoby się wydawać, że to kończy historię tej przeprawy, ale nie jest to jeszcze koniec zawirowań wokół niej. Gdy przechodzimy przez nią podczas tej wycieczki zauważamy, że nie jest w najlepszym stanie i nawet stwierdzam głośno, że pewnie za jakiś czas będą go remontować. Cóż, wiele się nie pomyliłem, bo już w lipcu 2020 r. została podjęta decyzja o zamknięciu i wyburzeniu mostu ze względu na jego fatalny stan oraz budowie nowej przeprawy w tym miejscu. Tym oto sposobem jest to moje ostatnie zdjęcie tego, historycznego już, mostu.
Niedługo potem jesteśmy w Jizerce, położonej na wysokości 862 m n.p.m., co czyni ją jedną z najwyżej położonych czeskich wsi. W tle charakterystyczny Bukovec.
Prosta droga wiedzie nas do Smědavy. Przechodzimy przez most na Jizerce, pod którym jest wydeptane zejście nad wodę, gdzie przy ładnej pogodzie pewnie przyjemnie jest odpocząć
Do Smědavy zachodzimy na kofolę. Chwilę siedzimy i ruszamy dalej. Nie mamy już daleko do naszego celu wędrówki, więc idziemy nieśpiesznie. Mamy czas.

 Jizera to góra o wysokości 1122 m n.p.m. co czyni ją trzecią pod względem wysokości w Górach Izerskich. Już od wysokości ok. 950m zaczynają pojawiać się pierwsze ślady niedawnego opadu śniegu, ale widoczne są one jedynie w zacienionych miejscach oraz w niewielkiej ilości. Zmienia się to na górze, gdzie śniegu jest już wyraźna, ciągła warstwa. Czuć jednocześnie, że zrobiło się chłodniej. Można powiedzieć, że to takie pierwsze oznaki nadchodzącej zimy.
Wchodzę na punkt widokowy zorientować się w sytuacji. Rzut oka na ośnieżony Smrk.
Białe skałki i Ještěd.
Schodzę na dół i na werandzie rozkładamy namiot. Miejsce jest mi już znane z takiego przeznaczenia, bo w lutym zeszłego roku polowałem tutaj na wschód, z którego jednak nic nie wyszło - W poszukiwaniu śniegu w Izerach. Sama miejscówka nadaje się także na noclegi bez namiotu, bo od wiatru trochę chroni, od deszczu również.
Zbliża się czas zachodu słońca, więc wracamy na skałki, by zobaczyć co dzisiaj natura oferuje.
Sąsiednie grzbiety, a w dolinie ktoś pali w piecu.
Ještěd
Zachodzące słońce a poniżej spiczasty Ještěd i Ralsko oraz kopulasty Vlhošť.
Słońce zaszło, więc my też schodzimy do namiotu. Czas na kolację, coś ciepłego do picia i można iść spać.

Poniedziałek, 11 listopada 2019

Jizera, , Pod Jizerou, , Smědava, , Předěl, , Jizerka, , , Orle, , Jakuszyce

Budzę się przed wschodem, wyglądam z namiotu i wydaje się, że będzie powtórka z poprzedniej wycieczki na wschód na Jizerze. Wszystko schowane jest w chmurach, ale i tak idę na skały z nadzieją, że jednak coś się jeszcze zmieni. I rzeczywiście, chmury powoli opadają, ukazując okolicę. Karkonosze skryte w chmurach.
Wejście na górę po oblodzonych skałach nie jest łatwe. Na szczęście barierki bardzo pomogają, bo inaczej nie byłoby szans tutaj wejść. 
Pojawia się słońce nad zachmurzonymi Karkonoszami.
Chmury cały czas się obniżają ukazując coraz więcej drzew.


W stronę Ještědu.
W dole nadal królują chmury i mgły.
Chmury nie dają jednak za wygraną i w późniejszym czasie nadal kryją słońce.


Wschód był bardzo ładny. Na coś takiego właśnie liczyłem i nie zawiodłem się tym razem :) Teraz wracamy do namiotu ogrzać się w śpiworach, bo jednak jest zimno. W międzyczasie jemy śniadanie i schodzimy w dół. Przez noc pojawiło się więcej szronu na okolicznych trawach i kosodrzewinie, a błoto zamarzło.
Mijamy Smědavę i na chwilę zatrzymujemy się nad bajorkiem Černá Smědá, czyli małym zbiorniku na strumieniu Černá Smědá. Obecnie cała powierzchnia jeziora pokryta jest cienką warstwą przezroczystego lodu. Na pewno jeszcze jest go za mało, by móc na niego wejść, ale przypomina mi to moją wycieczkę nad Czarny Staw Gąsienicowy pewnego grudnia, gdy nie było śniegu, ale lód skuł jeziora już grubą warstwą lodu. Przejście po takim lodzie to ciekawe doświadczenie ;)
Dłuższy postój robimy w wiacie na Předělu. Coś tam jemy i ruszamy dalej w stronę Jizerki.
Idziemy czerwonym szlakiem przez Pytlácké kameny i Jelení stráň. Są to łagodne szczyty, jednak znajduje się na nich dużo kamieni i skał. Szlak wiedzie częściowo po drewnianych podestach wśród torfowisk, które obecnie przybrały rude, jesienne barwy.


Spojrzenie na Karkonosze z jednego z kamieni widokowych na trasie.
Patrząc na mapę, widzimy że czerwony szlak po przejściu części grzbietu dochodzi do wyraźnej drogi i skręca o 90 stopni w prawo prowadząc do Jizerki. Jednak można zobaczyć, że jest też inna dróżka prowadząca prosto w rejon mostu na Izerze. Chcemy z tego skorzystać, więc ruszamy przed siebie. Prawie nam wyszło, bo dochodzimy na drugą stronę ostatniego wzniesienia w Średnim Grzbiecie, ale gdy spojrzeliśmy w jakim stanie jest ścieżka prowadząca w dół, to postanawiamy wracać. Po prostu ścieżka przypomina bardziej bagno niż drogę. Tak więc robimy ładną pętelkę i wracamy na drogę, z której odbijaliśmy. Tym oto sposobem dorabiamy kawałek drogi, a ostatecznie i tak wracamy do Polski szlakiem, którym wczoraj przyszliśmy. Następnie powrót do Jakuszyc, gdzie zachodzimy na obiad do Biathlonu. Potem idziemy na szynobus i z przesiadką w Szklarskiej Porębie wracamy do Wrocławia.

Dwudniowa wycieczka w czeskie Izery. Trasa w większości znana już nam wcześniej, jednak widoki o wschodzie słońca warte były wysiłku. Niskie chmury zapewniły piękny spektakl, a odrobina śniegu sprawiła, że wycieczka miała już taki późnojesienny klimat. Dawało to nadzieję na ładną zimę...

Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/NjSGZXizpEvPUvP58

Komentarze

  1. Izery zawsze na propsie, bardzo lubię to pasmo. Śnieg i lód mnie zdziwił, kręciliśmy się tam z Michunem tydzień po Was i w ciągu tego czasu wszystko już stopniało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzę ten Wasz wypad, Michun nawet mi o nim pisał, ale było mi nie po drodze w Izery wtedy.

      Śniegu dużo nie było, ale było to fajne urozmaicenie :)

      Usuń
  2. Widoczki bajka. Miejscówkę zapamiętam, może się przyda :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Izery zrobiły na mnie mega wrażenie. Ty masz daleko w Bieszczady, ja w zachodnią część Sudetów... Kto ma gorzej? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawno mnie nie było w Górach Izerskich. Z przyjemnością czytam o miejscu gdzie spaliście. Weranda na Jizerze, rozbicie namiotu to niezły pomysł. Tam potrafi wiać nieprzyjemnie.

      Usuń

Publikowanie komentarza