Grań Soliska



Grań Soliska, to długi grzbiet ciągnący się od Bystrego Przechodu w kierunku Szczyrbskiego Jeziora, z najwyższym w grani Wielkim Soliskiem (2412 m n.p.m.). Od dawna chciałem je odwiedzić, ale szkoda mi było iść tylko na jeden szczyt, skoro wchodzi w skład takiej fajnej grani ;) W końcu nadarzyła się okazja na wspólny wyjazd z Aro, który również chciał odwiedzić ten rejon.

Piątek, 14 czerwca 2019

Przyjeżdżam do Zakopanego FlixBusem, gdzie przesiadam się na autobus Stramy, który dzisiaj ma mieć pierwszy kurs w tym sezonie do Popradu. Idę do kasy, proszę o bilet do Starego Smokowca, a pani w kasie dziwnie się na mnie patrzy i mówi, że taki autobus nie jedzie i mam jechać do Łysej Polany, a tam się przesiąść na słowacki autobus. Cóż, bardziej wierzę w informacje na stronie przewoźnika, więc idę na zakupy i jedzenie na miasto. Wracam na godzinę odjazdu autobusu i autobus oczywiście się pojawia. Prócz mnie wsiada również starsze małżeństwo, które również zostało poinformowane przez kasjerkę, że nie ma tego autobusu i siedzieli już w busie na Łysą Polanę. W Starym Smokowcu przechodzę na przystanek elektriczki, która dowozi mnie do Szczyrbskiego Jeziora, skąd zaczynam wycieczkę.


Nie mam ambitnych planów na dzisiaj, więc głównie kręcę się po okolicy oglądając widoki i ciesząc się ładną pogodą. Najbardziej mój wzrok przykuwa Wysoka ze swoim ośnieżonym żlebem.


Na nocleg idę do Chaty pod Soliskiem. Tanio nie jest, ale mają dobre, regionalne piwo i laną kofolę. Dzisiaj degustuję piwo, ale jutro poleci kofola. I to nie jedna. Jestem sam na sali wieloosobowej, jest również ktoś w pokoju dwuosobowym, ale widziałem ich tylko przez chwilę, bo szybko zniknęli z tarasu.

Wieczorne spojrzenie na inne słowackie pasma.




Siedziałem wieczorem na tarasie i podziwiałem formujące się chmury burzowe. Z niemal czystego niebo, do naprawdę dużego i rozbudowanego, charakterystycznego "kowadła" potrzeba było niecałe 30 minut. Co prawda ostatecznie nie padało w nocy, ale patrząc po chmurach, byłem pewien, że lunie.

Sobota, 15 czerwca 2019

Rano przyjeżdża Aro. Podchodzi do schroniska, gdzie robi przerwę na śniadanie i ruszamy do góry, na Skrajne Solisko, gdzie zaczyna się nasza grań.


Dlaczego w ogóle ta grań nosi nazwę Soliska? Pierwotnie nazwa ta oznaczała miejsce, gdzie wykładano bryły soli do lizania przez krowy i owce. Początkowo odnosiła się do jednego miejsca u podnóża grzbietu, jednak później na skutek błędów kartografów, przesunęła się na grań i poszczególne jej szczyty. Na łatwiej dostępne szczyty szczyty wchodzono zapewne już dawno, przy okazji polowań na kozice. Przejścia całej grani dokonali jako pierwsi Günter Oskar Dyhrenfurth i Hermann Rumpelt, w dniach 3 i 10 czerwca 1906 roku.

Widok na Grań Baszt, którą również jako pierwsi przeszli wspomniani wyżej Günter Oskar Dyhrenfurth i Hermann Rumpelt - na odcinku od Szataniej Przełęczy do Hlińskiej Turni. Ja również miałem już przyjemność przejść ten fragment grani - LINK


Na Skrajnym Solisku mamy chwilę przerwy. Kilka zdjęć i ścieżką schodzimy na Smrekowicką Przełęcz.

Lubię takie widoki, grani za granią.


Górna część Doliny Młynickiej z górującą nad nią Szczyrbskim Szczytem.


Wchodzimy na Młynickie Solisko. Nadal jest łatwo, jedynie kawałek trzeba podejść zboczem.


Podchodząc zauważam, że przed nami idzie grupa 15 osób. Dopiero na szczycie orientujemy się, że jest to jedna wycieczka, jakiegoś słowackiego klubu z "przewodnikami". Dwie osoby mają krótkofalówki i gdy my dochodzimy na szczyt, one szukają drogi zejścia z Młynickiego Soliska na Szarą Ławkę i montują linę na sztywno dla ułatwienia zejścia uczestnikom wycieczki.


Stąd już ładnie widać Wielkie Solisko. Wydaje się, że już jest blisko, niestety tylko wydaje, bo Małe Solisko zasłania spory odcinek grani.


Schodzimy na Niską Ławkę, po czym wchodzimy na Szczyrbskie Solisko. Gdzieś na Niskiej Ławce wiążemy się liną.



fot. Aro

Coraz ładniej widać Wielkie Solisko i Soliskowe Turnie.


Na grani

fot. Aro

Grań Baszt w niemal całej okazałości.


Stanowisko na Małym Solisku jak dobrze pamiętam. Stąd zjechaliśmy 30 metrów, kawałek przeszliśmy i byliśmy na Soliskowej Przełęczy.


Tu niestety odpuszczamy przejście kawałka grani. Dokładniej trawersujemy Skrajną Soliskową Turnię, Zadnią Soliskową Turnię i na grań wychodzimy w rejonie Soliskowych Czub. Znajdujemy kawałek przyjemnego terenu i robimy przerwę na drugie śniadanie. Po odpoczynku ruszamy dalej.
W rejonie Soliskowej Przełęczy.


Idziemy granią na Pośrednie Solisko. Jest łatwo i idzie się szybko i przyjemnie.

fot. Aro

Zbliżenie na Wielkie Solisko. Szczyt już tuż, tuż. Myślimy, że za chwilę będziemy już na górze, bo te płyty nie wyglądają na trudne... Taa, wyglądają ;) Co prawda może nie są jakoś bardzo trudne, ale są niezbyt przyjemne. Pierwsza, na którą próbowałem wejść zaczęła przechodzić w nieprzyjemne przewieszone zacięcie. Druga była pochyła, ale z małą ilością chwytów. Ale po dłuższej chwili zabawy, udało mi się ją pokonać i już po chwili byłem pod szczytowym blokiem skalnym.

fot. Aro

Dochodzi do mnie Aro, zrzucamy plecaki i czas na sesję zdjęciową i jakiegoś batona.

Niżnie Rysy i Rysy


Mięgusze w komplecie


M.in. Rysy, Wysoka, Gerlach, Kończysta. Na pierwszym planie Grań Baszt.


Ostra, Krótka, Krywań. W dole Wyżni Wielki Staw Furkotny.


Dalsza część Grani Soliska do Bystrego Przechodu.


Zdjęcia porobione, ale wypadałoby również wejść na ten najwyższy punkt szczytu, czyli blok skalny, czasami nazywany kowadłem. Nie jest to trudne, mam nawet wrażenie, że jest łatwiej niż przy wejściu na kowadło na Kończystej.


Początkowo zastanawialiśmy się czy uda się przejść całość grani, jednak parząc na czas, wiemy, że nie ma na to zbyt wielkich szans. Więc bez żalu, bo i tak niezły kawał drogi zrobiliśmy, schodzimy w dół do Doliny Furkotnej. Najpierw na przełączkę poniżej szczytu, a potem żlebem i zboczem nad Wyżni Wielki Staw Furkotny.

Nad stawem ściągamy szpej, chowamy do plecaków, a towarzyszy nam przy tym świstak.




Pięknie prezentujące się pionowe ściany ograniczające Dolinę Furkotną.


Z doliny Grań Soliska nie robi już takiego wrażenia. Takie łagodne zbocza ;)


Schodząc zachodzimy jeszcze na kofolę do Chaty pod Soliskiem, a potem szybkie zejście na parking przy Szczyrbskim Jeziorze. Aro odwozi mnie na PKS w Zakopanem, skąd wracam do Wrocławia.

Grań Soliska to bardzo fajna trasa. Nie zawiedliśmy się i miło spędziliśmy dzień na tatrzańskiej grani. Idąc nią, można dobrze przyjrzeć się okolicy. Najbardziej przykuwa uwagę Krywań i Grań Baszt. Co w końcu jest naturalne, bo leżą najbliżej. I nie ukrywam, że wycieczka podsunęła mi parę nowych pomysłów na wyjazdy ;)

Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/YhRL9wUCL85JPuN66

Komentarze

Prześlij komentarz