Godley Head - wycieczka po klifach



Kolejnym naszym celem miało być zobaczenie latarni na końcu świata na półwyspie Godley Head. Chcieliśmy tam dość z dzielnicy Sumner przez Scarborough Track, Scarborough Walk oraz Godley Head Walkway. Swoje plany musieliśmy mocno zmodyfikować. Trochę zabawy zepsuło trzęsienie ziemi, które w lutym tego roku zniszczyło część nabrzeża, a wraz z nim nadbrzeżne ścieżki.

Czwartek, 14 lipca 2016

Wycieczkę zaczynamy w Sumner, przy Scarborough Park, dokąd dojeżdżamy autobusem miejskim. Jest tam plaża, a w okolicy można znaleźć dolinę z jaskiniami, z których część jest udostępniona do zwiedzania.


Nabrzeże, z wąską, kamienistą plażą z góry prezentuje się w ten sposób:


Chcieliśmy jak najszybciej zejść na szlak wiodący wzdłuż oceanu po klifach, jednak nie jest to możliwe. Napotkaliśmy na kilka tabliczek 'no access' i 'danger'. Do oceanu udało nam się dostać dopiero na plaży Taylors Mistake. Wcześniej był klasyczny asfalting ;) Chociaż jakieś widoczki na dalszą trasę także można było zobaczyć.


Zejście ze szlaku na plażę, nie było takie łatwe. Pomimo, że jest tam zwykła ścieżka spacerowa, my trafiliśmy akurat na przypływ. Skutkiem czego końcowy odcinek, wiodący po skałach, był podtopiony i co chwilę zalewany falami. Musieliśmy poszukać obejścia, co się udało i mogliśmy podziwiać plażę i klify z bliska.






Jak widać na ostatnim zdjęciu, w wodzie pływali surferzy. Było ich kilku, ale ich głównym zajęciem było siedzenie w wodzie, a nie na desce.


Trochę siedzimy na plaży, trochę czasu spędzamy czekając, aż surferzy zaczną pływać na desce. Nie doczekujemy się i ruszamy dalej na nasze klify. A wyglądają one całkiem ciekawie.


Doskonale widać również skutki trzęsienia ziemi z lutego. Te kawałki w wodzie robią wrażenie.


Ogólnie wędrujemy sobie w klimacie łagodnych, zielonych wzgórz. A wszystko to w otoczeniu błękitnego oceanu i pasących się owiec. Trochę przeszkadza nam tylko silny wiatr, ale i tak jest super.


Na końcu przylądka natrafiamy na platformy, na których podczas wojny znajdowały się stanowiska dział. Jest to jedno z dwóch pozostałości wojskowych w rejonie. Drugie znajduje się obok latarni morskiej.


Nie są to bardzo odległe od siebie miejsca, jednak dojście do niego zajmuje nam chwilę. Bo nie szliśmy najprostszą dorgą, tylko zrobiliśmy mały łuk idąc na miejscowy parking i oglądając po drodze owce. A tak prezentuje się plan tego drugiego miejsca.


Wejście na były teren wojskowy - kiedyś otwarty dla wszystkich - obecnie, po trzęsieniu ziemi, nie jest łatwe i bezpieczne, a dla niektórych kończy się tragicznie. Trzeba uważać.


A widok na klify i nadmorskie wzgórza jest super.


Czasem można zobaczyć również statki wypływające z portu. W końcu jest tutaj największy port na Wyspie Południowej Nowej Zelandii.


A wracając do latarni morskiej, którą można zobaczyć na wcześniejszym planie. Na nim jest zaznaczone, że nie ma do niej dostępu, jednak obecnie jest jeszcze gorzej. Zakaz wstępu jest już na ścieżkę prowadzącą wzdłuż terenu wojskowego, a sama betonowa droga kończy się tak jakoś dziwnie ;)

Zresztą samej latarni też już ponoć nie ma, bo po trzęsieniu ziemi znajdowała się tuż nad urwiskiem, więc została rozebrana i gdzieś przeniesiona. Obecnie próbują zebrać pieniądze na jej naprawę i postawienie w innym miejscu.

Do Sumner wracamy częściowo Summit Road, czyli po prostu asfaltówką z widokami.


Jednak na po pewnym czasie zdradzamy asfalt i schodzimy na plażę zobaczyć ocean w innym świetle.




W Sumner czekamy na autobus i oglądamy surferów, tym razem bardziej ogarniętych ;)




I tak minął nam kolejny dzień na szlaku. Było bardzo widokowo i spokojnie. Przybrzeżne klify wyglądały bardzo ciekawie :)

Na koniec jeszcze mała mapka z zaznaczoną naszą dzisiejszą trasą. Zawsze to lepiej, dla zupełnie nieznanych rejonów.


Więcej zdjęć: https://goo.gl/photos/NMd9UXwUdvxdsUVLA

Komentarze

  1. W pierwszej chwili myślałam, że te spienione fale to śnieg- chyba kwestia przyzwyczajenia do zimowych widoków na Twoim blogu. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, nie tym razem ;) Ale już niedługo będzie i śnieg :)

      Usuń
  2. Bardzo lubię klify. Pokazane dodatkowo kuszą pięknym morzem. Widok surferów niezwykły.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klify zawsze wyglądają super. Są dużo ciekawsze niż zwykłe, płaskie plaże.

      Surferzy wyglądają tak nienaturalnie stojąc na powierzchni wody. Ale właśnie w tym ich urok :)

      Usuń
  3. Klify takie uspokajające w porównaniu do wzburzonego oceanu. Duże fale mnie przerażają, może dlatego, że nie umiem pływać i raz pod taką falą o mały włos, a straciłabym życie. Na szczęście fala wyrzuciła mnie na brzeg jak zdechłą rybę. Od tego czasu unikam dużych zbiorników wodnych. Fajna, spokojna wycieczka, relaks od górskiego wysiłku, ale wciąż na szlaku. Pozdrawiam z iście upalnej stolicy ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Krajobrazy - bajka. Niektóre zdjęcia wyglądają, jakby malowane akwarelami. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to przede wszystkim zasługa światła, które zimą nie jest tak ostre jak latem. Chociaż jest też minus, bo są jednak krótkie.

      Usuń

Publikowanie komentarza