Craigieburn Range - Red Hill 1641 m, czyli Alpy Południowe czas poznać



Jako, że jest zima, a po kilku nowozelandzkich wycieczkach nadal mam deficyt związany z ilością widzianego śniegu, to tym razem jako pasmo do odwiedzenia wybieram Craigieburn Range. Jest częścią Alp Południowych, a swoim charakterem przypomina nasze Tatry Zachodnie. Ponieważ leży dosyć mocno na południe od głównego łańcucha Alp, zapewnia piękne widoki. No i na nie właśnie liczę.

Sobota, 16 lipca 2016

Kolejną wycieczkę z CTC - Christchurch Tramping Club - zaczynam na parkingu przy jakiejś chacie/schronisku nad Lake Lyndon. Tam zostają samochody, a my ruszamy w głąb doliny. Początkowo nie różni się to od tych naszych szlaków, jednak po niedługim czasie robi się już zupełnie inaczej niż u nas.


Jak widać główna różnica to to, że doliny są szerokie o zupełnie płaskim dnie. No i bez roślin generalnie, za to pełne kamieni, gdyż większość jego powierzchni to wyschnięte dno strumienia. Obecnie jest to wąski pasek wody, ale pewnie na wiosnę wali tędy wielka masa wody.


A tą granią będziemy iść, a wchodzić na nią dobrze widocznym tutaj zboczem.


O ile dno doliny porośnięte jest głównie zwykłą niską trawą, to zbocze, którym podchodzimy porosłe jest małymi krzaczkami i kępami trawy wysokości ok. 50cm. Ale nie to jest problemem w tej trawie. Nie można tak po prostu przez nie przejść, bo strasznie kłują. Jej źdźbła są sztywne, ostre i wbijają się nawet przez membranowe spodnie. Dlatego też trzeba lawirować podczas podejścia obchodząc większe skupiska tej trawy.

Po wejściu na grań pojawiają nam się pierwsze widoki w stronę ośnieżonych szczytów Alp Południowych.


Na razie widok dosyć ograniczony, bo jestem na wysokości 1249m, a przed sobą mam południową grań Red Hilla, która zasłania częściowo krajobraz.


Na ostatnim obniżeniu grani, przed stromą częścią wyprowadzającą na "ostatnią prostą", robimy przerwę, by cała grupa się spotkała. W tym czasie pstrykam całą masę zdjęć, bo w końcu rejon dla mnie zupełnie nowy, więc i karta pamięci chętnie przyjmuje kolejne cyknięcia. Ale nie będę zanudzał tutaj fotkami z tego postoju, za to później ze szczytu zanudzę chyba skutecznie :P
A tutaj już idziemy. Widać niskie krzaczki, ale kłującej trawy już nie ma :) Była praktycznie tylko na tym pierwszym, stromym zboczu.


Na grań idziemy zaśnieżonym, stromym żlebem. Żleb jest kruchy, ale na inny sposób niż nasze w Tatrach Wysokich. Tutaj pełen jest takich drobnych, niezwiązanych z podłożem kamyków, które przy każdym kroku trochę się osuwają. Ale nie spadają daleko, bo szybko zatrzymują się na kamieniach poniżej.


Ale po wyjściu na wypłaszczenie grani widoki wnagradzają trud wędrówki.


A przecież nie jest to jeszcze szczyt. Widać również Lake Coleridge i Cottons Sheep Range - to ta charakterystyczna, płaska góra na prawo od jeziora.


Boczna grań Red Hilla, którą częściowo bedziemy później schodzić.


Na razie jednak pokonujemy ostatnie metry przewyższenia, żeby stanąć na wietrznym szczycie.


Tutaj zakładam puchówkę, membranowe rękawice i można zacząć fotografować okolicę. Najpierw zdjęcie szczytu:


A teraz Lake Coleridge w całej okazałości wraz z okolicą.


A panorama w całej okazałości robi wrażenie.

pełne 2847

Jest i zbliżenie ;)


Komuś brakuje śniegu?


Te sterczące samotne szczyty robią na mnie duże wrażenie. Bardzo ciekawie wyglądają.


Jest i zdjęcie szczytowe.


Bliższe spojrzenie na niższe szczyty i dolinę pod nimi.


No, ale starczy siedzenia na szczycie. Puchówka ląduje w plecaku, membrana wpada na jej miejsce, bo wieje konkretnie i zaczynamy schodzenie.


A teraz czas na ciekawą obserwację sposobu chodzenia miejscowych. Spora część z nich narzeka na bolące kolana podczas schodzenia, ale z kijkami generalnie nie chodzą. A nawet jak je mają, to są albo całą wycieczkę przytroczone do plecaka, albo rozłożone są minimalnie i ziemi sięgają ledwo-ledwo i to gdy są trzymane od góry. Chociaż kilka razy widziałem również kijki trzymane poziomo przez dużą część czasu. Obserwacja kijkowa przeprowadzona na kilku wycieczkach. Za to użycie czekana na razie widziałem raz, więc takie spostrzeżenie na podstawie tego, co widziałem. Zdecydowana większość z nich to czekany proste, o najdłuższych dostępnych długościach. Takie laski po prostu i część osób używa ich analogicznie jak kijka. Jeden gość szedł z czekanem nawet doliną, od momentu wyjścia z auta. Ja całą wycieczkę przeszedłem z kijkami, bo czekan szkoda było nawet odpinać od plecaka, taki był śnieg.

No, ale wracając do wycieczki, to kilka zdjęć z zejścia:
W stronę Red Hill


Krótki trawers:


Wypłaszczenie kawałek dalej


Boczny, niższy grzbiet i dolina, do której schodzimy.


A tędy to przyszliśmy. Fajny grzbiet, chociaż mocno wiało.


I jeszcze jeden widoczek z Alpami i jeziorem.


Ten masyw obfociłem chyba z każdego kierunku, jakiego mogłem ;)


Schodzenie, jak to schodzenie zboczem, było nudne. Ciekawostką był lód, jakiego w Polsce nie widziałem. Wygląda jak lodowe igiełki, ale powstaje pod powierzchnią ziemi/piasku. Dany kawałek terenu nie różni się niczym od reszty, lecz gdy się na niego stanie jest takie uczucie pękającej ziemi i cienka warstwa piasku kruszy się wraz z lodowymi igiełkami, które są pod nią. I lód wygląda na nie uszkodzony. Gdy później przejedzie się po tym butem, igły nadal nie pękają, jedynie się przesuwają, więc muszą być dosyć wytrzymałe.


Przy autach jesteśmy w okolicach zachodu słońca, które oświetla okoliczne szczyty swoimi ostatnimi promieniami.


Na koniec mapka pokazująca naszą dzisiejszą trasę.


Na koniec wypadało by napisać kilka słów o wycieczce. No, ale co tu pisać, bo to, że mi się podobało, chyba widać w relacji :P Jak już pisałem, pasmo Craigieburn Range bardzo przypomina nasze Tatry Zachodnie ze swojego wyglądu. Różnice są, to oczywiste, ale jakiś punkt odniesienia trzeba mieć. Jest inna skała, inny charakter dolin i części zboczy, ale właśnie takie było moje pierwsze skojarzenie, gdy je zobaczyłem. Wiadomo, śnieg na trasie, to jest to, po co przyjechałem do Nowej Zelandii ;) Bo przecież szukałem zimy. No i znalazłem :) To teraz czekać do następnej okazji, kiedy pogoda pozwoli wybrać się w tutejsze Alpy.

Więcej zdjęć: https://goo.gl/photos/agJ4f9z4JrAuGVFi9

Komentarze

  1. Oglądanie takich zdjęć, gdy u nas duchota na zmianę z deszczem i burzami, to perwersyjna przyjemność:) Trochę z zazdroscią, że juz nie dla mnie, ale cieszę się, że Wam tam dobrze, a ja tu mogę przynajmniej popatrzec i powzdychać:)
    Czekam na ciag dalszy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się właśnie cieszę, że omijają mnie te duże upały. Tutaj co prawda dużych mrozów nie ma, ale lekko na minusie w górach, lub koło 10 stopni w mieście i tak jest temperaturą bardzo miłą i przyjemną :)

      Usuń
  2. Brakuje słów, by opisać wrażenia po obejrzeniu zdjęć. Krajobrazy troszkę jak w Tatrach Zachodnich, tylko ta przestrzeń i rozległość szczytów bez porównania. Świetne zdjęcia.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie się zgadzam, że to jak nasze Tatry Zachodnie. Tylko właśnie te przestrzenie... U nas tego nie ma.

      Usuń
  3. Dla takich widoków to warto wszędzie iść, mnie by musieli siłą ściągać z góry, bo nie mogłabym się napatrzeć na cudne widoki.
    Jak tam zajadę to już śniegu nie będzie, za to w Polsce będzie. Jednak przynajmniej Alpy Południowe zobaczę. Wybieram się końcem stycznia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zimny wiatr by Cię przegonił, zawsze tak jest :P
      No to będę mógł poczytać o Nowej Zelandii i może porównam jakieś znane miejsce i zobaczę jak wygląda w wersji letniej.

      Usuń
  4. "Żleb jest kruchy, ale na inny sposób niż nasze w tatrach Wysokich."
    Dbajmy o poprawny język polski. "Tatrach" ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Red Hill, Red Angel... no ładnie się tam bawisz ;) A tak na poważnie, ciekawe okolice, chociaż myślałam po wcześniejszych Twoich zapowiedziach, że zima to tam będzie ostrzejsza, no chyba że kolejne Twoje relacje pokażą prawdziwą zimę i ostre mrozy :) Pozdrowienia dla Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostrych mrozów jeszcze nie znalazłem, ale prawdziwa zima już się pojawiła... w zeszłym tygodniu ;) Generalnie ponoć zimy tutaj też "już nie takie jak kiedyś". Czyli niczym u nas.

      Usuń
  6. Pięknie widać granice śniegu! :) Mega przestrzeń i góry, aż po horyzont, cudnie. A jaka temperatura wtedy była?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bym powiedział, że lekko na minusie. Na pewno nie niżej niż -5 stopni, chociaż bardziej bym określił temp jako jakieś -2. Więc w słońcu całkiem przyjemnie. Tylko wiatr mocno przeszkadzał.

      Usuń
  7. Trochę Bieszczady, trochę Beskidy, może też odrobina Tatr Zachodnich... genralnie macie bajkowo :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Red Angel na Red Hillu :) No fajnie sobie to wymyśliłeś ;) Okolica, no cóż powiedzieć - tajemnicza i przepiękna. Zaraz poczytam co dalej, bo nadrabiam zaległości blogowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiś klucz w odwiedzaniu nieznanych gór trzeba mieć ;) A szukanie ciekawych nazw też może być ciekawe ;)

      Ja zaległości będę nadrabiał za miesiąc, jakoś tutaj nie ogarniam tych blogowych wpisów ;)

      Usuń
  9. No mniamuśne krajobrazy, mniamuśne. Dawkujesz te widoki po mistrzowsku. :) A te góry to faktycznie taka trochę kombinacja z naszych Tatr, do których przykleiło się trochę beskidzkich pagórów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dużo lepsze widoki jeszcze czekają na wrzucenie. A sprawcą tego "mistrzowskiego dawkowania" jest brak czasu lub chęci na napisanie nowego wpisu. A zdjęcia już czekają przygotowane. Ale właśnie wróciłem po 2 tygodniach w trasie po trochę innych terenach niż zazwyczaj, więc czas coś stworzyć z ośnieżonych Alp Południowych :)

      Usuń

Publikowanie komentarza