Pustynia Kozłowska i Krucze Skały - majówka na spontanie


Tegoroczną majówkę miałem podzieloną na dwie części po dwa dni. Z tego też powodu nie planowałem nic dłuższego, a jedynie dwa krótsze wypady w okolicy. Co najlepsze, oba plany także nie wypaliły, a zmiana nastąpiła praktycznie w ostatniej chwili w ciągu 5 minut ;)

Piątek, 29 kwietnia 2022

Legnica, Miłogostowice, Raszówka, Zimna Woda

Początkowo chcieliśmy jechać z rowerami w Góry Stołowe. Był plan, były spakowane plecaki, były nawet kupione bilety na pociąg KD do Szczytnej, jednak nie udało się. Przyczyna była prosta - zaczął się długi weekend, więc we wszystkich pociągach był tłum, a KD do Kudowy puszczają krótki szynobus, do którego nie było szans wejść z rowerami. Dlatego też rozejrzałem się po sąsiednich peronach i gdy zobaczyłem inny pociąg KD, jadący przez Legnicę i odjeżdżający za kilkanaście minut, zdecydowaliśmy się nim jechać. Dokładnego planu oczywiście nie mamy, ale od czego są mapy w telefonie ;) Jakiś pomysł na trasę oczywiście się znalazł, bo Pustynię Kozłowską miałem na swojej liście już jakiś czas.

Tym oto sposobem wysiadamy w Legnicy około godz. 19 i ruszamy w stronę Zimnej Wody. Cel nie jest przypadkowy, bo znajduje się tam wiata, więc będziemy mieć dobre miejsce na nocleg.
Po drodze przejeżdżamy przez tory kolejowe w Raszówce, która słynie z przerw w ruchu kolejowym ;) Biegnie tam linia jednotorowa przez las, więc pociągi stoją albo przez zerwaną siec, albo jakiś samobój spotyka się z pociągiem. Zdarza się to jakoś nadzwyczaj często, co powoduje duże problemy.

Sama wiata jest spora, jednak umiejscowienie stołów i ław wewnątrz sprawia, że nie ma za dużo dogodnego miejsca na nocleg. My ostatecznie rozkładamy się pod stołem. Zanim jednak położymy się spać, rozpalam ognisko i szykuję kolację. Dzisiaj serwuję domową białą kiełbasę, udko z kurczaka, bakłażana i serek halloumi. Na koniec wpada jeszcze parę pieczonych ziemniaczków.




Dystans 31 km

Sobota, 30 kwietnia 2022

Zimna Woda, Żabice, Chocianów, Rez. Czarne Stawy, Wierzbowa, Pustynia Kozłowska, Kozłów, Bolesławiec

Właściwą część wycieczki szykujemy na dzisiaj. Po szybkim śniadaniu ruszamy.

Najpierw jedziemy pod pobliską obserwacyjną wieżę przeciwpożarową. Niestety nie ma szans na wejście na górę, a szkoda, bo widoki byłyby pewnie oryginalne.
Następnie jedziemy na północ, w stronę stawu koło Chróstnika. Dookoła stawu poprowadzona jest długa na 1,8km przyrodnicza ścieżka edukacyjna "Chróstnik".
Robimy chwilę przerwy nad niewielkim stawem, a naszym kolejnym celem jest wieś Żabice.

Ciekawostką we wsi są wszędzie widoczne figurki żab, które nawiązują do nazwy miejscowości. Dodatkowo przez wieś biegnie ścieżka dydaktyczna "Płazy" z kilkoma tablicami z ciekawymi informacjami o płazach.

Krótka jazda asfaltem i lądujemy w miejscowości Chocianowiec. Tu odwiedzamy Dino i po drugim śniadaniu jedziemy do Chocianowa.

Tuż za miejscowością podjeżdżamy pod wiatrak typu koźlak. Widać po nim upływ czasu, jednak częściowo został odnowiony, więc jest jeszcze dla niego jakaś nadzieja na przyszłość.

W Chocianowie trwa remont linii kolejowej od Dunidowa. Jest to kolejny krótki odcinek przejęty przez Dolnośląską Służbę Dróg i Kolei od PKP SA. Odtwarzany fragment ma tylko 4 km długości, ale zawsze to coś i da połączenie z kolejną miejscowością.

Centrum wygląda ładnie. Odnowione kamieniczki robią dobre wrażenie.

Dużą atrakcją jest też park pałacowy/Chocianowski Park Piastowski wraz z pałacem z pierwszej połowy XVIII wieku.
Stąd mieliśmy dwa pomysły na dotarcie na Pustynie Kozłowską, jednak wybraliśmy przejazd przez Rezerwat Czarne Stawy.

Na terenie rezerwatu chroni się bory bagienne oraz roślinność torfowiskową. Wyraźnie widać ślady bytności w tym miejscu bobrów.



Z asfaltu odbijamy w Wierzbowej, by przejechać przez linię kolejową (akurat musieliśmy poczekać, bo jechał pociąg specjalny DB z Niemiec do Przemyśla po uchodźców) i zacząć jechać coraz bardziej piaszczystymi drogami.

Jako że nie miałem wcześniej dokładnie opracowanej trasy, to nie wiem która część Pustyni Kozłowskiej jest najbardziej atrakcyjna. O tym rejonie czytałem wcześniej kilka razy, ale nic konkretnego nie przeszukiwałem jeszcze. Zawsze było to coś rodzaju: "jak kiedyś będzie okazja, to odwiedzę". Dlatego też przedostanie się w północny rejon pustyni trochę nam zajęło, ale chociaż przeszliśmy przez wzgórze Martwica (165 m). Jednak przeprawa z rowerami była ciężka, bo piaszczysty teren nie sprzyja nawet pchaniu roweru. Teraz już bym inaczej zaplanował dostanie się do samej pustyni, ale to kolejnym razem ;)

Powstanie Pustyni Kozłowskiej związane jest z działalnością poligonu wojskowego i kiedyś jej obszar zajmował ponoć nawet 160 ha. Dzisiaj jest to jedynie 20 ha, więc widać, że ten obszar zmniejsza się.

Część terenu pokryta jest porostami, mchami czy jakimiś tego typu niskimi roślinami. Widać też już większe wrzosy czy sosny.

Mimo widocznych oznak zarastania, spory teren zajmuje jeszcze piasek.

Taka duża plaża ;)

Gdy już zatrzymaliśmy się na początku pustyni, widzimy grupę idących z drugiej strony czterech rowerzystów. Jeden z nich podszedł do nas i pyta: "Macie może pożyczyć zapalniczkę? Ale tak raczej na wieczne nieoddanie, bo mieliśmy, ale zgubiliśmy trzy. A jedziemy jeszcze na bunkry. Mogę dać piwo w zamian." No co było robić, jesteśmy na pustyni, a jak to na każdej pustyni cywilizacja opiera się o handel wymienny, więc wzbogaciłem się o piwo ;)



Wracamy już szybszym wariantem, czyli drogą lepszą niż ta, którą przybyliśmy. Jedziemy do Kozłowa drogą gruntową, a stąd do Bolesławca mamy ścieżkę rowerową, która kończy się nagle w miejscowości Trzebień. Dalej jedziemy już drogami. Najpierw drogą wojewódzką, która niespodziewanie się kończy z powodu remontu mostu nad autostradą. Objazd prowadzi przez... rondo na autostradzie A18. Tym oto sposobem mogę powiedzieć, że jechałem rowerem po rondzie na autostradzie. Do tego jeszcze w obstawie Żandarmerii Wojskowej, bo wbiłem się między dwa radiowozy, które akurat przejeżdżały przez rondo ;)

Z Bolesławca wracamy do Wrocławia pociągiem, a później zostaje już tylko tradycyjne 10 km do domu.

Pustynia jest bardzo fajna, więc pewnie kiedyś się tu jeszcze pojawię. Myślę, że najpewniej na przełomie sierpnia i września, kiedy będą kwitnąć wrzosy, których w tym rejonie nie brakuje. Taki fioletowy dywan musi nieźle wyglądać. Teraz już nawet wiem, jak łatwiej można dojechać w ten rejon, więc nie będę musiał tyle pchać roweru przez piach.

Dystans 91 km

Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/ttPBn7Tyq3n832fZA


<------------------------------>

Poniedziałek - wtorek, 2-3 maja 2022

Na kolejne dwa dni majówki początkowo również planowaliśmy wycieczki rowerowe, ale ostatecznie spędzamy je w Kruczych Skałach w Karpaczu. Jest to grupa wychodni skalnych wyrastających ze zbocza Płomnicy, zbudowanych z granitognejsów o wysokości do 25 metrów.

Pierwszego dnia przegonił nas deszcz, ale drugiego już powspinaliśmy się więcej. Mieliśmy też trochę czasu poćwiczyć operacje linowe. We wtorek zabraliśmy ze sobą siostrzenice Kasi, by też się trochę powspinały.

Przeszliśmy trochę łatwiejszych propozycji. Padło (kolejność wg trudności): >Tylko dla orłów III, Karkonoska rysa III+. Na zdrowie IV, Fotel Karkonosza IV, Kur i Sowa IV, Kursowa light IV, Ryski V, Karkonoska boska V, Nauka Kanta V, Na kaca V, Żwirek i Muchomorek V, Filozofia Kanta V+, Szóstka oszustka VI.

Była to moja pierwsza wizyta w skałach od dłuższego czasu i powiem, że muszę jednak w nie częściej jeździć ;) Jednak jakoś inaczej się w nich wspina niż w Tatrach czy na panelu, a już zapomniałem o tym ;)

Mała Ściana


Ćwiczenia linowe.
Śnieżka widziana z punktu widokowego na szczycie skał.

Główna i Mała Ściana.

Komentarze

  1. Ja tu widzę zdradę trekingu dla cyklowania i łojanctwa ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba jakoś dzielić czas między różne aktywności :)

      Usuń
  2. Pustynia Kozłowska to fajny teren, nigdy o niej nie słyszałem. Jak się zdaje, okolica idealna na rower.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A masz ją prawie pod domem ;) Sama pystynia na rower słaba, ale okolica na rower już idealna. Jesienią tam wrócę, bo mnóstwo wrzosów tam rośnie. Powinno być ładnie fioletowo.

      Usuń
  3. Fajne, nieoczywiste tereny. Podobnie jak menel, nawet nie miałem świadomości, że takie miejsce istnieje. Dolny Śląsk na północ od Wrocka to dla mnie terra incognita, a na Bory Dolnośląskie miałbym chętkę. Tę pustynię to chyba byłoby najlepiej na fat bike'u przejechać. Dzięki za inspirację, zakoduję sobie na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywa to zaskoczeniem, że w Polsce mamy więcej pustyń niż tylko tą najbardziej znaną Błędowską. Zresztą w Borach Dolnośląskich jest też druga pustynia - Pustynia Strachowska, ale niedostępna turystycznie, bo leży na terenie poligonu.

      Ja postawiłem na dojazd rowerem na jej obrzeże - da się to zrobić wygodnymi drogami - a zwiedzanie głębi pustyni już pieszo.

      Usuń
  4. Pamiętam, jak na Pustynie Błędowską wjechaliśmy z ojcem syreną...dobrze, że udało się wycofać...to tak odnośnie jeżdżenia po niej. Błędowska dopiero jest "odzyskiwana" po tym jak ją zalesiano i obecnie nie ma tak czystego piachu. Z Błędowską mam podobne plany jak Ty z tą, ciągle odkładane...a o tej Kozłowskiej coś tam kiedyś czytałem, ale dla mnie to strasznie daleko...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz