Utopieni w śniegu


Początek roku obfituje w opady śniegu. Przez większość czasu temperatura nie spada za bardzo, jednak jest wystarczająco poniżej zera, by śnieg się gromadził. Do tego minęły ponad 3 lata od wspólnej wycieczki z Michunem (Moja ścieżka w góry), a ponad 2 lata od spotkania na szlaku, więc wypadałoby się gdzieś wspólnie wybrać. Tym razem właśnie udało nam się zgadać na wspólny wyjazd w Sudety Wschodnie. W weekend zapowiadają spore opady śniegu, więc bierzemy rakiety i mamy pewność, że nie będą za dużo noszone przy plecakach.

Piątek, 15 stycznia 2021

Stronie Śląskie, Młynowiec, Suszyca

Biorę jeden dzień wolnego w pracy, by móc sobie dłużej powędrować. Z Michunem i Kasią pochodzę w górach do niedzieli, a potem będę miał jeszcze dwa dni na samotne wędrowanie. Michun zgarnia nas we Wro i jedziemy do Stronia Śląskiego. Nie śpieszymy się, bo początek i tak będzie przy czołówkach, więc nie ma różnicy, o której dokładnie zaczniemy.

Koło 19tej ruszamy w kierunku wsi Młynowiec. Po drodze zaczyna sypać śnieg. Tu zasiadamy na herbatę w wiacie, w której straszą nas wścieklizną. My się jednak nie boimy i ruszamy dalej w ciemny las.

Gdy tylko wychodzimy powyżej zabudowań, zakładamy rakiety, bo śniegu jest wystarczająco. Biorąc pod uwagę, że nasza dzisiejsza trasa nie wiedzie znakowanymi szlakami, to nie ma co się dziwić, że było co przecierać. Naszym celem była Suszyca (1047 m n.p.m.), jednak w momencie gdy nasz wariant skończył się litą ścianą choinek, odpuściliśmy i namioty rozbiliśmy trochę poniżej szczytu. Pozostało nam jakieś kilkanaście metrów w pionie do wierzchołka, jednak nie było sensu męczyć się po nocy.
Pozostało nam przygotowanie platform pod namioty, ugotowanie kolacji i można iść spać.

Sobota, 16 stycznia 2021

Suszyca, Wielkie Rozdroże, , pod Śnieżnikiem, Pramen Franciska

W nocy było -10°C i cały czas sypało. Rano pojawiło się jakieś 20-25 cm świeżej warstwy puchu. Szybkie śniadanie i ruszamy.

Na wierzchołek Suszycy nie wchodzimy, tylko leśnymi ścieżkami podążamy w kierunku szerokiej Suchej Drogi, a potem na Wielkie Rozdroże. Tu zaczyna się ratrakowany odcinek, którym podążamy do wiaty na Suchej Przełęczy.

Czas na konkretne śniadanie. Jako że można usiąść, a śniegu wokół nie brakuje, lecą dwie menażki czegoś na ciepło. Podczas gdy jemy, zaczynają pojawiać się narciarze.

Po jedzeniu idziemy w dół niebieskim szlakiem. Kończy się przeratrakowany odcinek, więc ponownie zakładamy rakiety i zaczynamy przecieranie. Po jakimś czasie mijamy grupę podchodzącą od dołu z buta. Szlak dzięki temu jest lekko przechodzony, zawsze to trochę łatwiej nam będzie, bo mimo rakiet trochę się zapadamy, gdyż śnieg jest świeży.



Przy asfalcie ściągamy rakiety. Przechodzimy na druga stronę drogi i idziemy dalej szlakiem. Od początku był przejeżdżony przez samochody, jednak w pewnej chwili minęły nas trzy pojazdy drwali, w tym jeden z pługiem. Co przez pewien czas dało nam komfortowe warunki marszu. Na polanie, na której drwale ogarniali drewno, pali się jeszcze pozostawione przez nich ognisko. My jednak nie mamy na wyposażeniu kiełbasy, więc mijamy je bez postoju.

Przez sporą część droga jest teraz przetarta lub przejeżdżona, jednak pewien odcinek musimy przetorować.

Widać było, że to tylko kilkaset metrów, więc rakiet nie zakładaliśmy. 

Przerwę robimy w wiacie, na "ostatniej prostej". Stąd już czeka nas ostatni odcinek podejścia do Chatki pod Śnieżnikiem. W wiacie turystów dużo, bo wieje, a to jedyne w okolicy schronienie przed wiatrem. Szybka przekąska, herbata i ruszamy. Początkowo w planie mieliśmy nocleg na szczycie, jednak przez silny wiatr oraz ogólny brak widoków i perspektyw na poprawę tego stanu rano, odpuszczamy. Rozważamy chatkę, jednak zdecydujemy w środku przy herbacie.
Idziemy skrótem, którym ktoś zaczął iść, ale widać zrezygnował. Więc przywilej przetorowania do znanego dojścia pozostał nam. Po drodze mijamy idącego bez niczego chłopaka. Pytamy, ile osób jest w domku, a odpowiedź nas z lekka zadziwiła: "Jest moja grupa, 15 osób, oraz ze dwie inne po kilka osób". Będzie tłok, ale chociaż herbaty wypijemy i pójdziemy dalej. Tia... W okolicach chaty wita nas spadające, właśnie ścięte drzewo, które omal nie walnęło innego gościa z tej grupy, który ciął leżące drzewo niżej. Ogólnie okolica chaty wyglądała jak mały tartak ;) Z wejściem do środka mamy mały problem, bo na środku izby, tuż pod drzwiami, śpią lub leżą w śpiworach jakieś trzy zmęczone życiem osobniki. A zaraz obok drzwi, siedzi inny gościu, który blokuje tym samym możliwość pełnego otwarcia drzwi. Idziemy na chwilę do drugiego pomieszczenia, by przedyskutować opcje. Z gotowania musimy zrezygnować, bo nie ma warunków. Wody w pobliżu brak, więc trzeba by topić śnieg. A ciężko znaleźć spokojne miejsce na zewnątrz, czy też gdzieś przykucnąć w środku, bo wszystko pozajmowane. Nawet stół jest tak szczelnie zajęty alkoholem, że nie zmieści się już na nim nawet dodatkowa butelka.
Ja wiele mogę zrozumieć, widziałem już różne ekipy w takich miejscach, ale do tej pory to były to grupy po kilka osób. Nawet gdy tylko zachodziło się na chwilę, można było wymienić kilka zdań czy chociaż usłyszeć pytanie skąd się przyszło. Tym razem było inaczej. Nie wydaje mi się, by traktowanie tego typu chat jako masowe miejsce imprezowe na duży zlot czy inny tego typu zorganizowany wypad z dużą ekipa było najlepszym rozwiązaniem.

Wychodzimy i idziemy na nocleg do czeskiego źródła Franciszka. Przejście po ciemku i w rakietach do granicy zajęło nam więcej czasu niż normalnie, ale się udało. Przygotowaliśmy platformy pod namiot, przebraliśmy się w suche rzeczy i rozpoczęliśmy naszą wieczorną imprezę siedząc (tudzież stojąc…) pod zadaszeniem źródła. Rozmowy trochę trwały, a degustacja porterówki i rumu umilały czas. Dopiero po 23ciej chowamy się do namiotów i szybko zasypiamy.

Niedziela, 17 stycznia 2021

Pramen Franciska, , Śnieżnik, , Hala pod Śnieżnikiem, , Stronie Śląskie
Lądek-Zdrój, , Przełęcz Lądecka, , Borówkowa

Rano wita nas -12°C oraz 30 cm świeżego śniegu. Całą noc sypało ostro.

Jemy śniadanie, pakujemy plecaki i ruszamy na Śnieżnik.

Po wyjściu z lasu wita nas silny wiatr i niesiona przez niego oblepiająca wszystko szadź. Widoczność również nie rozpieszcza i sporą część trasy idziemy widząc jedynie 3 tyczki wokół siebie. W pewnym momencie natrafiamy na zawianą zaspę, w której zapadamy się po pas, mimo posiadania ze sobą rakiet. Na szczycie nawet się nie zatrzymuję, tylko od razu rozpoczynam zejście. Szkoda wyciągać aparat, bo tu już byłem nie raz, a jak oszroni mi obiektyw, to potem będzie problem. Gdy schodzimy ze szczytu, mijają nas dwa skutery śnieżne GOPR z ratownikami. Zastanawiam się, co tam się stało, bo na szczycie nie widziałem nikogo, kto by oczekiwał na pomoc, ale w sumie jeśli ktoś taki był, to pewnie by gdzieś się przed wiatrem chował. Dopiero po powrocie do domu, dowiedziałem się, że była to wyprawa po zwłoki jednego z nocujących w Chatce pod Śnieżnikiem, dla którego impreza zakończyła się tragicznie.

Chwilę przerwy robimy w lesie, bo tu tak nie wieje. Przez chwilę obserwujemy zmagania dwóch osób z pulkami i schodzimy do schroniska.


Już planujemy co zjemy na obiad, gdy to wita nas kartka z informacją, że do końca lutego schronisko jest zamknięte. No to tyle by było z naszego obiadu. Zadowalamy się zjedzonymi w pobliskiej wiacie batonikami i herbatą.


Schodzimy do Kletna. Czym niżej, tym robi się przyjemniej.

Gdy byliśmy już na dole nawet wyszło słońce! Czeka nas jeszcze kawałek po płaskim do Stronia Śląskiego. Powoli zbliżamy się do końca naszej wspólnej wycieczki. Tu zachodzę do sklepu po kaszankę i kiełbasę, a Michun zajmuje się odśnieżeniem auta. Podrzucił mnie jeszcze do Lądka-Zdrój, skąd będę kontynuował samotnie swoją dalszą wędrówkę.

Najpierw czeka mnie niecała godzinka podejścia do granicy, na Przełęcz Lądecką. Towarzyszy mi piękne słońce, dające nadzieję na ładne pozostałe dwa dni.

Przy granicy jest wiata, parking i sporo ludzi, bo trwają ferie, więc dzieciaki jeżdżą na sankach po okolicy, a jako atrakcję mają ognisko i kiełbaski. Zagaduję grupkę siedzącą przy ogniu, czy mogę się dołączyć. Nie widzą problemu, więc mogę zjeść swoją kiełbasę na ciepło :)

Siedzi się przyjemnie, jednak w międzyczasie słońce zaszło i zrobiło się zdecydowanie zimniej. Dziękuję za możliwość skorzystania z ognia i ruszam na szczyt. Mimo, że szlak wiedzie lasem, świecący księżyc sprawia, że aż do szczytu doszedłem nie używając czołówki. Trasa była ładnie przedeptana, więc szło się przyjemnie.

Na górze zastanawiam się nad opcjami na nocleg, ale wybieram namiot. Temperatura już wyraźnie spadła. Wystarczy powiedzieć, że czas, jaki zajęło mi wejście na szczyt od Przełęczy Lądeckiej i znalezienie najlepszego miejsca na namiot wystarczył, by reszta kiełbasy, jaką miałem, zamarzła. Tak samo jak kaszanka, która pokryła się warstwą szronu. Na szczęście kaszanka jest dosyć miękka, więc nie mam problemu z jej pokrojeniem, do tego leci cebulka i pyszna kolacja gotowa :) Później jeszcze 1,5 litra herbaty i idę spać z nadzieją na wschód.
Poniedziałek, 18 stycznia 2021

Borówkowa, , Rozdroże Zamkowe, Stary Gierałtów, , Czernica, Chata pod Czernicą

Rano budzę się, a na zewnątrz chmury. Nic nie widać. Ehh, nocą było widać gwiazdy, a nad ranem się zachmurzyło? Lipa. Na szczęście przed wchodem chmury trochę się rozwiały, więc idę na wieżę. Po drodze zerkam na termometr: -18°C mówi, że zima przyszła :)

Na górze powoli się przewiewa. Najpierw zaczynam widzieć pobliskie drzewa, potem zarysy Jeseników.

Pradziad też się pojawił.

Jest i słońce. Z każdą chwilą chmur coraz mniej, a widoki coraz ładniejsze.

Jawornik Wielki

Masyw Śnieżnika. 

Masyw Śnieżnika w wersji pocztówkowej.

W stronę Jesioników.

Schodzę na dół, by złożyć namiot i ugotować śniadanie. Gdy siedzę nad owsianką, na szczycie pojawia się biegacz. Zachodzi na wieże i po chwili wraca. Ja też powoli się zbieram, ale jeszcze zachodzę na wieżę zobaczyć świat w pełnym świetle.
W stronę Jawornika Wielkiego.

Masyw Śnieżnika i ośnieżone choinki.

Wracam na Przełęcz Lądecką, potem kawałek drogą pod kopalnię bazaltu Lutynia i odbijam na polną drogę. Kawałek idę z buta, jednak nieprzetarty śnieg powoduje, że zakładam rakiety.

Szlak jest nieprzetarty, na niektórych odcinkach widać jedynie stary ślad narciarski. W wiacie przy Kościele pw. Matki Bożej od Zagubionych zasiadam na drugie śniadanie. Chwilę siedzę i ruszam dalej.

Na Rozdrożu Zamkowym pojawia się ślad po aucie. Idzie mi się dzięki temu dużo wygodniej, jednak nadal w rakietach jest lepiej, bo śnieg nie jest całkiem ubity. Omijam Zamek Karpień i do Starego Gierałtowa idę bez szlaku. Kręcę się różną plątaniną leśnych dróg i dróżek. I tak bym musiał iść w rakietach, a przynajmniej będzie trochę krócej.
Widok na Stary Gierałtów.

Przy asfalcie ściągam rakiety. Czeka mnie kawałek drogą do czerwonego szlaku. Nim wychodzę ponad wieś. W czasie mojej wędrówki naszły chmury. Coraz mniej wierzę w zachód słońca, a dosłownie dwie minuty po zrobieniu tego zdjęcia tak zaczęło sypać, że z trudem widziałem okoliczne drzewa. Chowam aparat, zakładam rakiety i ruszam przed siebie.

Już stosunkowo niedaleko, ale trochę podejścia mnie czeka.

W partiach szczytowych Czernicy (1083 m n.p.m.) cieszę się, że widać ślady prowadzące na szczyt, bo inaczej byłoby ciężko trafić na wieżę bez błądzenia między drzewami.

Wszystko jest pokryte świeżym śniegiem, wieża ładnie oszroniona. Na górę nie zachodzę, bo nic nie widać. Zatrzymuję się tylko na zdjęcie i idę na nocleg.


Wieczór mija na gotowaniu, czytaniu i piciu herbaty. Późno w nocy zasypiam, bez nadziei na widoki rano.


Wtorek, 19 stycznia 2021

Chata pod Czernicą, , Przełęcz Dział, , Stronie Śląskie

Cały czas się ociepla. Nad ranem było już tylko -3°C. Gdzie się podziały te wczorajsze mrozy? Krótki był ten zimowy epizod, miałem nadzieję, że zima zagościła na dłużej.

Po śniadaniu zwijam rzeczy i schodzę do Stronia Śląskiego przez Przełęcz Dział.

Ładnie oszronione drzewo na Przełęczy Dział.
W Stroniu godzinę czekam na autobus do Kłodzka, potem parę minut na pociąg i wracam do Wrocławia.

Te pięć dni na zimowym szlaku na pewno zapamiętam na długo. Będzie to wycieczka, którą będę wspominać przy różnych okazjach, nie tylko ze względu na ilość śniegu, którą napotkałem. Większość trasy szliśmy w rakietach, cały czas była ładna temperatura. Było przyjemnie :) Do pełni szczęścia zabrakło tylko większej ilości słońca, bo w sumie pojawiło się dosłownie na parę godzin.

Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/V8CNhR6kJH4yUwMX7

Komentarze

  1. Część Waszego wypadu widziałem już u Michuna. Fajna trasa. Pogoda też nie najgorsza, choć na Borówkowej i w okolicy było chyba najpiękniej. Zdjęcia mówią same za siebie. Szkoda że w Bialskich aura znów walnęła focha. Ogólnie bardzo miło popatrzeć na tak ośnieżone Sudety. Ja się zastanawiam, jak długo takie warunki tam potrwają. Być może w połowie marca uda mi się wyskoczyć w Bardzkie lub Sowie. Na tak obfite śniegi nie liczę, ale szczerze mówiąc wolałbym jeszcze "zahaczyć" trochę zimy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W połowie marca może być już ze śniegiem gorzej, ale może w tym roku coś się z zimy utrzyma na szczytach Sowich. Bo na razie śniegu trochę leży.

      Szkoda, że tak krótko było słońce, ale cóż zrobić. Przynajmniej mróz trzymał ;)

      Usuń
  2. Piękna zima, trasa również godna "zazdrości". Chwilowe "załamanie" pogody wykorzystane w 100% :)). W Chatce pod Czernicą byłeś sam, czy może byli chętni na nocleg?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam, bo to był poniedziałek, więc szansa na towarzystwo mniejsza. Mogłem więc cieszyć się spokojem :)

      Usuń
  3. Exxtra! Pozdrawiam współ-rakietomistrza! Zazdroszczę tych widoczków z Borówkowej...ps1 Wszystko zmienia się na naszych oczach i nie wszystko są to zmiany na lepsze (budowa na Śnieżniku, sytuacja z chatkami). ps2 Zrobiłem u mnie bezpośredni wywiad w sprawie propanu i wychodzi na to, że w moim rejonie to jest niemożliwe :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że na naszej wspólnej części wycieczki słońce nie chciało się pokazać. Ale przynajmniej świeżego śniegu nam nie brakowało ;)

      Z tego co wiem, w rejonie Poznania jest gdzieś do dostania, bo czytałem, że ktoś uzupełnia w tym rejonie. Ale szczegółów nie znam.

      Usuń
  4. Jak przeczytałem na fB Grupy Sudeckiej o wypadku w Chatce, moje skojarzenia były dwa: zaczadzenie i skutki imprezy. Wygląda na to, że to raczej ten drugi przypadek.
    Swoją drogą fascynuje mnie ta ludzka determinacja w pokonaniu dystansu, podejścia, mozołu związanego z transportem "heavy fuell" po to by się nastukać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie raz podziwiałem ludzi, że im się chciało tyle chodzić i nieść tyle rzeczy, tylko po to, by poimprezować ;) Mi by się nie chciało.

      Usuń
  5. Masowe spędy w chatce to w sporej części pokłosie pandemii - wszystko pozamykane, a ludzie i tak chcą jeździć grupowo i imprezować w górach, to zostają im takie miejsca. A jak tam warunki zimowe w chatce pod Czernicą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnej części pewnie masz rację. Bo obecnie nawet do knajpy czy do schroniska na imprezę pójść nie można.

      A w chacie spoko. W trakcie siedzenia zrobiło się nawet kilka stopni na plusie, bo początkowo woda w wiadrze była zamarznięta ;) Ogólnie bardzo przyjemnie było.

      Usuń
    2. A pieca tam dalej nie ma? Bo słyszałem jakieś plotki, że ponownie mają go wstawić...

      Usuń
    3. Jest, chociaż oficjalnie go nie ma ;) Nawet z czystym sumieniem z niego skorzystałem, bo podczas swojej poprzedniej wizyty tam, w listopadzie, trochę drewna ogarnąłem ;)

      Usuń
  6. W schroniskach "gleba" przestała istnieć. Dziś nie da się koczować w schronisku tygodniami jak kiedyś. Więc "budżetowa" baza noclegowa uległa skurczeniu. Stąd moim zdaniem też obecny renesans chatek. Pandemia też swoje dorzuciła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Schroniska to moim zdaniem osobny temat. W części gleba nie funkcjonuje, w części regulamin PTTK też jest tylko sugestią. Jak dla mnie brakuje jednego, przewidywalnego podejścia do turysty we wszystkich obiektach PTTK. Bo teraz, nigdy nie wiadomo, czy gleba będzie, czy trzeba rezerwować z wyprzedzeniem itp.

      Jest też kwestia, że niektóre schroniska z okazji świąt czy "świąt" staja się zamkniętymi lokalami dla wybranych imprezowiczów - prywatna impreza. To też jest moim zdaniem patologia biorąc pod uwagę obecny, niby obowiązujący, regulamin.

      Usuń
  7. No w końcu się wyszaleliście rakietowo! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały czas mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec w tym roku ;)

      Usuń
  8. Druga część wycieczki zdecydowanie bardziej pogodowo dopisała:)
    Też kiedyś trafiłem z rodziną do takiej pijackiej chatki podczas zdobywania Łoska - kiepska sprawa jak planujesz coś zjeść i się zagrzać, a od progu leżą zwłoki i coś bełkoczą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie uroki ogólnodostępnych, otwartych lokali... Warto mieć jakiś plan awaryjny przygotowany na brak możliwości noclegu.

      Tak, udało się chwilę słońca zobaczyć, z czego bardzo się cieszę :)

      Usuń

Publikowanie komentarza