Platforma na Okolu



Na Okolu (718 m n.p.m.) w Górach Kaczawskich byłem kiedyś przy okazji Przejścia Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej. Wtedy nie na widokach się skupiałem, ale zapamiętałem, że z tego szczytu można fajnie popatrzeć na Karkonosze. Gdy w 2018 roku postawiono na Okolu platformę widokową wraz z wiatą, od razu wpadł mi do głowy pomysł noclegu tam i zobaczenia przy okazji zachodzącego słońca. Pomysł musiał trochę poczekać na realizację, ale się udało ;)

Czwartek, 25 czerwca 2020

Janowice Wielkie, , Płonina, Kaczorów, Podgórki, , Okole

Podczas tego wyjazdu również sprawdzałem różne pomysły na wyjazd rowerowy. Bo o ile na wędrówkę potrafię się spakować szybko i zabierając tylko rzeczy niezbędne, tak z wyjazdem rowerowym jeszcze nie opracowałem dla siebie idealnego zestawu. Brakuje mi jeszcze doświadczenia w tym względzie, by wiedzieć, co jest naprawdę potrzebne, a bez czego można się obyć. Jako kolejną nowość, mam zamiar przetestować sakwę podsiodłową, którą podpatrzyłem u Skadi przy okazji ostatniego wypadu na Szlak Wygasłych Wulkanów.

Gdzie będę zaczynać wycieczkę, jeszcze nie wiedziałem wsiadając do pociągu KD we Wrocławiu. Bilet zakupiłem do Jeleniej Góry i już siedząc w środku zacząłem analizować mapę zastanawiając się nad kilkoma wariantami. Pewność miałem co do punktu noclegowego, czyli wiaty na Okolu. Ostatecznie wybrałem wariant z początkiem w Janowicach Wielkich, skąd miałem w planie przez Baraniec i Skopiec dostać się na Widok (Kapela) i dalej na Okole.

Klasyczny widok na Sokoliki i Karkonosze znad Janowic Wielkich.


Z mojego idealnego planu niewiele wyszło, bo zamiast odbić z Różanki na czarny szlak, pojechałem dalej zielonym do Płoniny ;) Gdy się zorientowałem, że jestem nie tam gdzie chciałem być, postanawiam nie wracać, tylko zmienić plany. Może to i dobrze wyszło, bo przez ostatni tydzień, albo i więcej, cały czas mocno padało. W wielu miejscach szlak jest strasznie błotnisty, ciężko się jedzie, a na podjazdach trzeba uważać, bo błoto próbuje przyssać opony, zresztą na zjazdach muszę uważać na śliskie korzenie i kamienie...

Kwintesencją obecnych warunków jest polny odcinek między drogą 328 a Płoniną. Jadę tu przez łąkę, gdzie przez pewien czas zrobiło się po prostu jezioro. Woda sięgała mi w najgłębszym miejscu do suportu roweru, ale szlak był twardy, więc przejechałem lekko tylko mocząc buty.
Po przejechaniu wodnego odcinka.


Zamek Niesytno w Płoninie.


I tu już zmieniam nawierzchnię na asfalt, którym przez najbliższy czas będę się przemieszczać.


W Kaczorowie zatrzymuję się w sklepie na uzupełnienie płynów i jadę dolej do Wojcieszowa. Po drodze mijam Jezioro Kaczorowskie, jest tam spora zapora, jednak wody obecnie mało. Wygląda jakby jakieś prace były tam obecnie wykonywane.


Podjazd w Podgórkach, w końcowej części jest naprawdę stromy i bardzo męczący. Z dwoma postojami udało mi się wjechać, ale czuję, że było stromo ;) Stąd mam ładny zjazd do odbicia szlaku z asfaltu na Okole. Tu znajduje się parking oraz tablice informacyjne z mapami i wiadomościami o rejonie. Dowiedziałem się, że na szczyt da się wejść dwoma szlakami, żółtym i niebieskim. Zresztą to samo widnieje na mojej mapie. Jak się później okazało, nie do końca jest to prawdą, a i sam przebieg szlaku jest trochę dziwny, bo np. żółty jak dobrze pamiętam, skręcał 2 razy, a w dalszym ciągu szedł prosto... Trochę pokręcony jest przebieg tych szlaków w terenie. Dla ułatwienia co kilkanaście metrów na drzewach przyczepione są kartki ze strzałką, w którą stronę trzeba iść do szczytu, więc zgubić się nie da ;)


Koło wiaty znaleźć można nieoficjalne miejsce ogniskowe, z którego korzystam rozpalając małe ognisko do kolacji. Długo przy nim nie siedzę, bo drewno mokre, a do tego blisko do okolicznych drzew, więc nie chcę palić niczego dużego. Więcej czasu spędzam za to na platformie, bo wiatr jest słaby, ale jest ciepło i widoki na Karkonosze, Rudawy Janowickie i Góry Izerskie ładne.


Łysa Góra i Śnieżne Kotły.


Góry Izerskie


Rzut oka na platformę ze skałek szczytowych.


Powoli szykuję się do spania, więc zastanawiam się nad wyborem miejsca na nocleg. Początkowo myślałem nad noclegiem w wiacie, jednak nie jest to najlepsze rozwiązanie. Stół jest krótki, nie mieści się na nim cała mata, przez co stopy będą wisiały mi w powietrzu. Dlatego też przez chwilę rozważałem nocleg na platformie, jednak rzut oka na prognozę na ICM'ie pozbawia mnie złudzeń nad celowością tego rozwiązania - w nocy ma padać. I rzeczywiście tak jest. O 1:30 budzi mnie ulewny deszcz, więc pozostanie pod wiatą, mimo niewygód, było dobrą decyzją. Wydaje mi się, że jest też możliwe rozłożenie karimat na ziemi pod stołem, jednak nie przekonała mnie ta opcja. Dlatego też, planując nocleg w tym miejscu warto wziąć ze sobą namiot, nastawiać się na nocleg na platformie pod chmurką, albo niewygodę w wiacie.


Jeszcze z ciekawostek, można spotkać tam myszy, bo jedna mnie odwiedziła podczas kolacji w poszukiwaniu posiłku.

Piątek, 26 czerwca 2020

Okole, , Płoszczyna, , Jelenia Góra

Budzę się w okolicach wschodu słońca. Jem śniadanie i zachodzę na platformę rzucić okiem na oświetlane porannym słońcem Karkonosze.




Rozpoczynam powrót do cywilizacji. Po stromym zejściu z Okola mogę wsiąść na rower i jechać dalej. Przed Czarcią Amboną natrafiam na dużą wiatę Koła Łowieckiego Muflon.


Łąki powyżej Chrośnicy.


Na odcinku niebieskiego szlaku, schodzącym do Płoszczyny, dwukrotnie musiałem przenosić rower nad elektrycznym pastuchem, który zagradza ścieżkę. Takie tutejsze atrakcje.

Za Przełęczą Chrośnicką mijam tablice informujące o znajdującym się w pobliżu grodzisku z okresu średniowiecza. Można się z nich dowiedzieć o historii tego obszaru jak i samego grodu.


W Płoszczynie odbijam na szlak rowerowy, którym zjadę już do Jeleniej Góry. Przy szlaku natrafiam na drzewo pełne dojrzałych czereśni, które zmuszają do krótkiej przerwy ;)


Dojeżdżam do Jeżowa Sudeckiego, jeszcze ostatni rzut oka na grzbiet Karkonoszy i po chwili jestem już na asfalcie, dzięki któremu szybko pojawiam się na dworcu w Jeleniej.


O godzinie 10tej siedzę już w pociągu do Wrocławia, a chwilę później zaczyna konkretnie lać. Udało mi się wrócić jeszcze suchym, jedynie miałem przemoczone buty od jazdy przez trawy.
Pomimo, że nie udało mi się zrealizować pierwotnego planu z pierwszego dnia, to i tak jestem zadowolony. Myślę, że na Okolu pojawię się jeszcze na zachodzie słońca w opcji rowerowej, najpewniej w wariancie takim, jaki planowałem pierwotnie. Może wtedy będę miał trochę więcej czasu do dyspozycji, bo teraz musiałem być po południu we Wrocławiu, stąd taki szybki powrót.

Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/rjbaF81vgPqV8WxA9

Komentarze

  1. Na Okole szliśmy/09.2017/ z Satanem tym samym wariantem. Też mieliśmy zagwózdkę z dojściem na szczyt. Platformy widokowej nie było wówczas. Nocleg zarządziliśmy w wiacie KŁ "Muflon". Fajna impreza, nocleg na platformie widokowej "zaznaczony".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od siebie powiem, że miejscówka może nie jest z tych najlepszych, także pod względem widokowym, ale chętnie bym tam jeszcze wrócił, bo ma ciekawy klimat.

      I właśnie przy kolejnej tam wizycie chętnie bym się bliżej przyjrzał jak te szlaki tam biegną.

      Usuń
  2. Bardzo sympatyczna wycieczka z widokowymi terenami. Muszę sobie to Okole zapisać w kajeciku, ale chyba tak jak piszesz, bez namiotu może być krucho.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja następnym razem, gdy pogoda nie będzie pewna, na pewno bym brał namiot, bo wiata nie da pełnego komfortu.

      Usuń
  3. Wsiąkłeś w rower:) Fajna wycieczka, widzę, że wszędzie jest wysyp platform i wież.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak jakoś wychodzi, że ostatnio to wycieczki rowerowe królują, ale ciesze się, że nie oznaczało to dla mnie braku biwaków w terenie, bo to ma dla mnie duża wartość :)

      Usuń
    2. Może u mnie też zacznie się regularnie pojawiać namiot. Najmłodszemu kierownikowi wypraw się spodobało:)

      Usuń
  4. Dla mnie Okole to dawne czasy "odorowe", o żadnej platformie mowy nie było a i sam szczyt jakoś niknął w krzaczorach i ciężko się na niego wydostawałem :-) Potem ciąg dalszy Kaczawskich i zmokłem jak kaczka ;-) Jak tyś ten rower tam wtośtał?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też pamiętam ten szczyt z czasów przedwiatowych, wtedy jakoś szału nie robił, ale widać było, że miał "potencjał".

      Nie było aż tak źle, obyło się bez noszenia, aczkolwiek końcówkę musiałem popchać, bo już było ciężko jechać.

      Usuń

Publikowanie komentarza