Mój pierwszy raz w Bieszczadach


O wyjeździe w Bieszczady Kasia wspominała mi już od dawna. Ja jeszcze tam nie byłem, ona jeździła tam już wielokrotnie. Jest to rejon, który wszyscy kojarzą, ale do tej pory jakoś mnie do niego nie ciągnęło. Wiadomo, kiedyś wypadałoby odwiedzić, chociażby po to, by wyrobić sobie własne zdanie o tych słynnych górach. Jako że lubię zimę, wybieramy zimowy tydzień na poznanie tego najdalszego dla mnie pasma górskiego w Polsce.

Poniedziałek, 24 lutego 2020

Ustrzyki Górne, , Przełęcz pod Tarnicą, , Tarnica, , Przełęcz pod Tarnicą, , Ustrzyki Górne

Przejazd w Bieszczady chcemy uskutecznić nocą, by jak najmniej czasu stracić na miejscu. Autobus mam 2 godziny po pracy, więc niby wystarczająco czasu, by na spokojnie zdążyć. No właśnie, ale zima w tym roku jest jakaś dziwna i gdy wracam do Wrocławia, to od Głogowa goni mnie burza i to nie jakaś tam mała, ale konkretna ulewa i pioruny. Do Wrocławia udaje mi się nawet przed nią uciec, ale Wrocław Leśnica przywitał nas celnym uderzeniem pioruna w słup trakcyjny przed nami i nastała ciemność w całej okolicy ;) Mając doświadczenie, ile to może potrwać, zanim ruszymy, zaczynam liczyć ile dokładnie mogę tu stać, by zdążyć na autobus... Na szczęście prąd nadspodziewanie szybko wraca, więc mam jeszcze godzinę na wyszykowanie się po pracy.

Jedziemy z Wrocławia autobusem do Sanoka, gdzie mamy koło dwóch godzin na przesiadkę do Ustrzyk Górnych. Wysiadamy z autobusu i zaczynami przyzwyczajać się do lekko zimowej aury. Generalnie tegoroczna zima jest bardzo słaba, śniegu dużo nie ma nawet w górach, więc mieliśmy dylemat czy brać ze sobą rakiety śnieżne. Bo wiadomo, jak nie będzie śniegu, to trzeba będzie je nosić, ale gdy będzie więcej śniegu, to je docenimy. Ostatecznie decydujemy się wziąć ze sobą po te dodatkowe 2 kilogramy z nadzieją, że się przydadzą.

Ruszamy w stronę Szerokiego Wierchu. Początkowo asfaltową drogą, by po jakimś czasie zacząć podchodzić już zwykłym szlakiem. Po drodze mijamy przysypaną śniegiem wiatę.
Śniegu nie ma jakoś wiele, jednak zakładamy rakiety, bo idzie się stabilniej, a w miejscach gdzie jest nawiane dużo wygodniej. Towarzyszą nam niskie chmury oraz silny wiatr, który wzmaga się wraz z nabieraniem wysokości. Na grzbiecie już bardzo przeszkadza w wędrówce.
W rejonie Szerokiego Wierchu dostrzegam tabliczkę informacyjną ścieżki przyrodniczej mówiącą: "Z Szerokiego Wierchu rozciąga się rozległy widok na najwyższe szczyty Bieszczadów." No w sumie racja, trudno się nie zgodzić ;)
Gdy jesteśmy na Przełęczy pod Tarnicą szukamy drogi na ten najwyższy szczyt. Widoczność jest tak słaba, że ciężko powiedzieć którędy musimy iść, więc początkowo ruszamy na wprost. Jednak robi się trochę za stromo, więc szukamy, którędy poprowadzono ten szlak. Po chwili chmury się podnoszą i łatwiej nam trafić do celu.
Na szczycie cały czas wieje, jednak coś widać! Chwilę spędzamy na oglądaniu okolicy.
Rejon Halicza i Rozsypańca cały czas jednak skrywa się w chmurach.
Wracamy na Przełęcz pod Tarnicą. W planach rozważaliśmy przejść grzbietem przez Halicz i Rozsypaniec lub przez Bukowe Berdo, jednak wiatr skutecznie nas od tego odwiódł. Strasznie wieje, mocno wychładza i ciężko się idzie. Postanawiamy zejść do Wołosatego niebieskim szlakiem. Czym niżej, tym wiatr powinien być słabszy.
Ten grzbiet poczeka na kolejną wizytę.
Rzeczywiście, czym bardziej schodzimy, tym lepiej się idzie. Wiatr już tak nie przeszkadza. Ładne widoki, ale to już Ukraina.
Póki pamiętam, ustawiamy się do tradycyjnego zdjęcia na wycieczkach rakietowych ;)
Schodząc do Wołosatego mijamy wiatę, w której ktoś spał. Patrząc jak wygląda pozostałość obozowiska, to chyba wiatr go pokonał...
My dzisiaj jeszcze asfaltem wracamy do Ustrzyk Górnych. Po drodze wstępujemy do Pizzerii "W górach". Nastawiam się, że pizza będzie średnia, bo konkurencji tu brak, a sama okolica lokalu mało zachęcająca, jednak bardzo pozytywnie się zdziwiłem. Była bardzo dobra!

Nocleg wypadł nam dzisiaj w namiocie w Ustrzykach Górnych.


Wtorek, 25 lutego 2020

Ustrzyki Górne, , Połonina Caryńska, , Mała Rawka, , Wielka Rawka, , Mała Rawka, , Bacówka PTTK Pod Małą Rawką

W planie na dzisiejszy dzień mamy przejście Połoniny Caryńskiej. Ruszamy w górę i powoli podchodzimy. Na razie nie jest źle, ale widać, że wyżej w dalszym ciągu mocno wieje.
Rakiety na podejściu się przydają, bo nie ma widocznego śladu, a miejscami jakaś zaspa się trafi. Połonina coraz bliżej, a tu pojawiają się chmury i wiatr, jeszcze silniejszy niż wczoraj na Tarnicy. Ale nie chcemy rezygnować tak od razu, więc idziemy w górę. Za nami podąża jakiś samotny turysta. Widać, że jemu również nie idzie się łatwo w wietrze.
W pewnym momencie momencie idący za nami turysta zawraca i już sami przemierzamy Połoninę. Wygląda to bardziej na czekanie na chwilę słabszego wiatru, przejście kilkunastu metrów i znów zapieranie się kijkami, by przeczekać silniejsze podmuchy.
Dzisiaj też nie ma sensu kontynuować naszego początkowego planu, więc gdy dochodzimy do odbicia zielonego szlaku w stronę Małej Rawki, od razu tam schodzimy. Przy przejściu nawianych przed linią drzew zasp, rakiety były bardzo przydatne. Nie chciałbym się przez nie przedzierać bez nich.
Wielka Rawka przed nami.
Z Połoniną Caryńską w tle. Tutaj już nie wieje, a na górze z trudem idzie ustać.
Przechodzimy przez Przełęcz Wyżniańską i zaczynamy podejście do Bacówki pod Małą Rawką. Tu spędzimy dzisiejsza noc, więc meldujemy się w pokoju, zostawiamy rzeczy i na lekko idziemy na Małą Rawkę, bo szkoda dnia. Na lekko to nawet szybko się idzie do góry, więc dosyć szybko pojawiamy się na Małej Rawce i możemy zobaczyć Połoninę Wetlińską.
Dalej widać Wielką Rawkę z charakterystycznym słupem.
Połonina Caryńska.
W dalszym ciągu mocno wieje, jednak coś widać, więc postanawiam wejść jeszcze na Wielką Rawkę. Kasia rezygnuje z podejścia wyżej, więc rozpoczyna powrót do Bacówki. Wbrew pozorom najwyższe miejsce nie znajduje się przy widocznym słupie, tylko na końcu długiego wypłaszczenia.
Autoportret, by nie było, że nie byłem ;)
Kilka zdjęć na okolicę i wracam, bo wiatr wychładza.
W stronę Tarnicy.
To chyba przysypane śniegiem ławeczki.
W Bacówce długo siedzimy wieczorem w jadalni. Towarzyszą nam tam trzy koty, w tym jeden ładny, rudy Maine Coon. Niestety, mimo że bardzo przyciągał uwagę, to jakoś nie uwiecznił się na zdjęciu :( Spędzanie czasu umila spora ilość książek i czasopism, w których można znaleźć sporo ciekawych artykułów, a i w kuchni można co nieco zamówić ;)

Środa, 26 lutego 2020

Bacówka PTTK Pod Małą Rawką, , DW897, Wetlina

Prognoza na dzień dzisiejszy jest kiepska, a nawet bardzo kiepska, bo cały dzień ma padać deszcz. Liczymy jednak, że uda się go uniknąć chociaż trochę, więc z Bacówki wychodzimy późno. Co prawda gdy schodzimy na Przełęcz Wyżniańską, to pada lekko, jednak później się to zmienia. Sprawdzam jeszcze czy jest szansa na jakiś autobus tutaj, jednak nie ma na co liczyć, więc do Wetliny udajemy się drogą. Przez większą część trasy pada, jednak gdy dochodzimy do Wetliny, to już konkretnie leje. Szukamy jakiegoś noclegu i ostatecznie lądujemy w PTSM Wetlina. Można powiedzieć, że mieliśmy szczęście, bo babka, która tym się zajmowała za 30 minut szła do domu. Największą zaletą noclegu tutaj jest kuchnia, którą mamy do dyspozycji oraz możliwość wysuszenia rzeczy.

Czwartek, 27 lutego 2020

Wetlina, , Przełęcz Orłowicza, , Połonina Wetlińska, Połonina Caryńska, , Schronisko Koliba

Dzisiaj ma być dzień z ładną pogodą, więc w planie mamy przejście dwóch Połonin. Jednak ranek jest dosyć ponury, całe niebo skrywają szare chmury, ale z nadzieją ruszamy w kierunku Przełęczy Orłowicza. Powoli zdobywamy wysokość, a przy wyjściu z lasu zakładamy rakiety, bo jest trochę nawianego śniegu. Po drodze mijamy wycieczkę skiturowców z przewodnikiem.
Na grzbiecie śniegu nie ma jakoś wiele, ale zdarzają się odcinki z jego większa ilością, więc w rakietach idzie się wygodniej.
Na Smerek nie chce mi się odbijać, bo i tak chmury kryją okolicę, więc idziemy w stronę Połoniny Wetlińskiej. Wiatr nie jest już silny, ale chmury w dużym stopniu ograniczają widoczność, chociaż w prognozach pokazywało, że miało ich nie być tyle. Cóż, przynajmniej nie wieje i nie pada, a to już duży plus. W tle Wysoka (czy jak kto woli, Smerek).
Czeka nas przejście wąskim bezleśnym grzbietem Szarego Berda na Połoninę Wetlińską.
Gdy jesteśmy w rejonie Osadzkiego Wierchu, pojawiają się pierwsze przebłyski słońca oświetlające Przełęcz Orłowicza.
Przejście przez Połoninę Wetlińską jest przyjemne, jednak brakuje słońca i dalszych widoków na okolicę.


Szlak jest dobrze widoczny dzięki tyczkom znaczącym drogę.
Dochodzimy do Chatki Puchatka, do której chcemy zajść coś zjeść. Wita nas przez okno lokalny futrzasty mieszkaniec.
Spojrzenie na historyczną już Chatkę Puchatka, bo obecnie trwa tam budowa jej nowej wersji.
Widok na Połoninę Caryńską sprzed Chatki.
Po obiedzie idziemy dalej schodząc do Berehów Górnych. Stąd czeka nas ponowne podejście na Połoninę, tym razem Caryńską. W międzyczasie się rozpogodziło, chmury się rozwiały, jednak niebo nie było całkiem czyste. Ukazały się za to oświetlone okolice Tarnicy.
Przechodzimy przez Kruhły Wierch i dosyć szybko jesteśmy na znanej z drugiego dnia wycieczki części Połoniny Caryńskiej. Idzie się dużo przyjemniej niż poprzednio. Słaby wiatr, słońce i widoki sprawiają, że aż chce się iść.


Z tyłu Połonina Wetlińska, którą przeszliśmy w pierwszej części dzisiejszej wycieczki.


Na północy leje. Mam nadzieję, że nie dojdzie dzisiaj do nas ten deszcz i uda się przyjemnie dokończyć wędrówkę.
Bieszczady ukraińskie z Pikujem
Tarnica, Rozsypaniec, Halicz
Powoli słońce zachodzi oświetlając wszystko ciepłym światłem.


Słońce znikło za chmurami nad horyzontem, więc my też schodzimy z grzbietu. Zejście do linii drzew odbywa się na czuja, bo oznaczeń nie widać, a całe zbocze pokryte jest sporą warstwą śniegu. Miejscami idzie się kiepsko pomimo rakiet, bo zapadają się i zaczepiają o krzaki. Ale i tak nie wyobrażam sobie schodzić tędy bez nich. W lesie już oznaczenia widać, więc pomimo ciemności i wędrówki z czołówkami nie ma problemu z odnalezieniem szlaku. W schronisku studenckim Koliba meldujemy się i schodzimy na ciepłą kolację. Samo schronisko budzi we mnie mieszane uczucia. Jako, że jest to obiekt należący do Politechniki Warszawskiej, nie można nabyć na jego terenie alkoholu. Kuchnia jest smaczna, ale serwuje jedynie dania barowe, czyli podgrzewane ze słoików jak bigos, flaczki, żurek itp. Plusem jest dostęp do czajnika, a w jadalni stoi na półce kilka gier planszowych i książek. Jest jednak mały problem, który utrudniał skorzystanie z nich. Po prostu było zimno i to zarówno w jadalni, jak i w pokojach, więc po zjedzeniu ciepłej kolacji wróciliśmy od razu na górę, by po prysznicu schować się w śpiworach. Poza tym trzeba przyznać, że w schronisku jest całkiem ładnie, bo jest to stosunkowo nowy budynek, otwarty 1 października 2010 roku.

Piątek, 28 lutego 2020

Schronisko Koliba, , Pod Magurą Stuposiańską, , Dwernik

W nocy sypie śniegiem, którego świeża warstwa miała kilka-kilkanaście centymetrów. Niby niedużo, ale wędrówka w rakietach miała przyjemniejszy charakter, chociaż bardziej męczyła. Po wczorajszym wieczornym słońcu nic już nie pozostało i dzisiaj będą towarzyszyć nam chmury,śnieg i deszcz.

Najpierw idziemy na Magurę Stuposiańską, a towarzyszy nam prószący śnieg.
Na Magurze. Szlak zasypany, przez noc wszelkie wcześniejsze ślady zostały przysypane, więc torujemy.
Czuć zimowy klimat :)


Ładnie obsypane przez nocne opady drzewa.
Widać ile było świeżego opadu.
Gdzieś na wysokości 800 metrów ściągamy rakiety, bo droga którą wiedzie szlak, przechodzi ze stanu zaśnieżenia do błota. Do tego prószący śnieg zmienia się w deszcz. Przy rozstaju dróg nie zauważamy znaków, w którą stronę skręca szlak (możliwe że miała na to wpływ ścinka drzew, która odbywała się w tym rejonie) i do Dwernika schodzimy drogą prowadzącą do Leśniczówki. Koło niej wychodzimy na asfalt, którym idziemy do przystanku autobusowego za Sanem. W planie mieliśmy przejść jeszcze kawałek bieszczadzkiego szlaku, jednak niezbyt przyjemna pogoda z opadem deszczu spowodowała odpuszczenie dalszej wędrówki. Przy użyciu współczesnej technologii ogarniamy możliwy transport do domu, ale robimy jeszcze przystanek w Rzeszowie u Pedra. Dzięki niemu mamy okazję w sobotę zwiedzić miasto, które pewnie inaczej byłoby nam nie po drodze.

Tak oto minęło moje pierwsze spotkanie z Bieszczadami. Myślę, że z powodu zimy i średniej pogody ludzi na szlakach było mało, co na pewno można uznać za plus. Nie udało nam się zrealizować pełnego planu wyjazdu, ale mimo tego jestem zadowolony. Zobaczyłem słynne Połoniny, z kultową Chatką Puchatka, udało się co nieco porakietować, a przy okazji odwiedziłem kolejny szczyt do KGP ;) Czy Bieszczady mnie urzekły? Cóż, na pewno te góry mają w sobie to coś i są warte odwiedzenia :)

Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/5ccB2epLgg9G8DCt6

Komentarze

  1. Pogodę faktycznie trafiłeś średnią, ale takie wyjazdy długo się pamięta. "Zimowe wicherki" na Połoninach uczą pokory :)). To co, pierwsze koty za płoty. Fajna impreza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej doceniam ten czwartek z przejściem Połonin ze słońcem, które się pojawiło popołudniu :)

      Usuń
  2. W Bieszczadach zawsze gdzieś wieje, zwłaszcza na połoninach :) A najpiekniej jest jesienią, tylko trzeba jeszcze trafić z kolorami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak, bo są dosyć wystającymi szczytami, ale tym razem wiało jednak konkretniej ;)

      Usuń
  3. Wypad solidny, pogoda mniej. Zresztą w Bieszczadach z pogodą bywa różnie w każdą porę roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś jeszcze sprawdzę bieszczadzką pogodę, tym razem inną porą roku ;)

      Usuń
  4. Żeby wyrobić sobie zdanie na temat Bieszczadów musisz jeszcze odwiedzić je jesienią. 👍😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, spotkałem się z opinią, że w Bieszczadach najładniej jest jesienią.

      Usuń
    2. Pozwolę sobie wrzucić link do relacji pod którą się wpisałeś
      https://dasieda.blogspot.com/2017/10/szukajac-jesieni.html

      Wtedy wyglądało że tamta jesień zrobiła na tobie wrażenie. 😀

      Usuń
  5. Hardcorowcy jesteście! Zima i namiot to już jest zboczenie:D Bieszczady zdecydowanie do powtórki, fajnie, że przynajmniej kilka razy coś przewiało, zdążyliście zobaczyć starą Chatkę Puchatka i zaliczyć Tarnicę do KGP. Po przeczytaniu Twojej relacji i zobaczeniu zdjęć dochodzę do wniosku, że wcale tak źle nie miałem w tym roku w Bieszczadach bo wędrując po paśmie Otrytu i następnego dnia Wielkiej Rawce i Caryńskiej miałem słoneczną pogodę z dalekimi widokami... kolejne dni to jak u Ciebie - deszcz, wiatr, zimno, chmury.
    Ale żeby alkoholu nie mieli w studenckiej Kolibie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początkowo był plan by noclegów w namiocie było trochę więcej, ale cóż, pogoda zweryfikowała zamiary.

      No niestety, tak sobie wymyślili w tej Politechnice Warszawskiej i umieścili w regulaminie zakaz alkoholu... Myślę, że zajmujący się tą chatką nie są do końca tym zachwyceni, bo w końcu w każdym schronisku piwo to spora część zarobku ;)

      Usuń
    2. W Kolibie dla w tajemniczonych jest piwko.
      Tylko trza Tomka znać

      Usuń
  6. Fajny tydzień na złapanie klimatu. A gdzie ten namiot w Ustrzykach stał?

    OdpowiedzUsuń
  7. Byłam w Bieszczadach dwa razy, latem i wczesną jesienią i nadal nie jestem do nich przekonana. Jest ładnie, cicho, spokojnie, szlaki nie są przepełnione, widoki też niczego sobie, ale to chyba jednak nie moje góry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jak tak pomyślę, to Bieszczady mogą mieć jeden, ale duży minus... Są po prostu za daleko ode mnie :D Bo prawdę mówiąc, gdybym miał tam bliżej, to na pewno często bym je odwiedzał.

      Usuń
  8. Nigdy nie byłem w Bieszczadach zimą, mimo iż bardzo podobała mi się Twoja relacja, to chyba się o tej porze roku nie wybiorę. Natomiast jesienią jak najbardziej. Pozdrawiam i podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pogoda mocno średnia, ale wycieczka i tak godna uwagi. Grunt, że nocleg w namiocie zaliczony. ;) Podobno w budynku postawionym na miejsce Chatki noclegów ma nie być.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza