Wschodni Szczyt Żelaznych Wrót 2340 m n.p.m. - Drogą Grosza



Głód ośnieżonych Tatr był duży. Przecież już wiosna, śnieg zaczyna topnieć, a ja w Tatrach go praktycznie nie widziałem. Dlatego, gdy tylko zobaczyłem ładne prognozy na weekend, zagadałem do Aro z pytaniem, co tam z Tatrami. W ten sposób umawiamy się na niedzielę na Wschodni Szczyt Żelaznych Wrót. Mało znana góra o długiej nazwie. Nie należy do tych najwyższych, ale w końcu nie samym WKTem człowiek żyje ;)

Niedziela, 3 kwietnia 2016

Dzień wcześniej byłem z Kaśką na Karbie. Taka lekka wycieczka na rozruszanie przed główną częścią weekendu, czyli dzisiejszym odwiedzeniem słowackiej Doliny Złomisk. No, ale jak już wspomniałem wyżej, to nie sama dolina była naszym celem, ale szczyt leżący w jej otoczeniu – Wschodni Szczyt Żelaznych Wrót. Nie jest to szczyt popularny i często odwiedzany, ale nie jest też całkiem anonimowy. W końcu słynie ze swojego 80-cio metrowego uskoku, którym opada na Wschodnie Żelazne Wrota.

Z Aro i Patrykiem spotykamy się jeszcze po ciemku na Łysej Polanie. Stąd ruszamy i przy coraz jaśniejszym niebie mijamy Tatry Bielskie, a później charakterystyczny szczyt Łomnicy. W tym miejscu leci z głośników jakże pasująca do chwili piosenka, a u mnie i Aro budzą się wspomnienia, bo kiedyś żeglowaliśmy:

Hej me Bałtyckie morze,
Wdzięczny ci jestem bardzo.
Toś ty mnie wychowało,
Toś ty mnie wychowało
Szkołeś mi dało twardą.
Morze moje morze

Na parkingu Popradské pleso jesteśmy chwilę przed 6. Zaczynamy się ogarniać, ale zanim jesteśmy gotowi do wyjścia pojawiają się parkingowi i kasują nas 7E za parking. Zdzierstwo. Ale co zrobić, płacimy i idziemy. Już pierwsze kroki nie są dla mnie szczęśliwe, bo gdy wkraczam na most i próbuję zapiąć pas biodrowy plecaka, to łamie mi się klamra. Jest trochę śmiechu i Aro proponuje zatytułować relację „Historia pękniętej klamry”. No cóż, nazwa jest trochę inna, ale jego propozycja została zapamiętana ;) Od tej chwili przedni pas jest po prostu profesjonalnie związany węzłem.

Nie uchodzimy jednak jakoś daleko, gdy mija nas samochód jadący do hotelu, macham ręką i po chwili wrzucamy plecaki na pakę obok świeżego chleba. W ten oto sposób po kilku minutach jesteśmy już nad stawem rozmyślając jak to fajnie tak sobie podjechać. Nie zatrzymujemy się tu jednak i po chwili odbijamy ze szlaku na przedeptaną ścieżkę prowadzącą w głąb Doliny Złomisk.


Śnieg ładnie zmrożony, ślad założony, więc idzie się wygodnie. Przechodzimy przez most nad potokiem i coraz szybciej zdobywamy wysokość klucząc to z prawej, to środkiem doliny. Jak to zimą, jest wygodniej niż latem – nie ma kamieni. A w dalszej części doliny jest to ogromna zaleta. Jesienią te kamulce mocno nam dawały w kość, tym razem nawet ich nie zauważyliśmy ;)
Zauważyliśmy za to Żłobisty Szczyt, czyżby cel na kolejny raz? To ten największy.


Naszym celem jest jednak coś innego, a mianowicie Wschodni Szczyt Żelaznych Wrót – to ten o trapezowatym kształcie – drogą Grosza.


Wygląda na już niedaleki, ale jeszcze trochę do przejścia mamy. Całe szczęście próg doliny już za nami – cały zaśnieżony, fajnie się szło. Tuż za takim drugim progiem robimy przerwę na śniadanie na kamieniach. Jemy i fotografujemy. Widać m.in. początek Grani Baszt ze Skrajną i Małą Basztą.


W tym miejscu już wszyscy mamy raki i uprzęże, bo wiadomo, potem będzie trudno je nałożyć. Podejście pod ścianę jest strome, a miejsce, które wypatrzyliśmy jako idealne do wyciągnięcia liny i reszty sprzętu wcale takie idealne nie jest. Jest nawet mocno niewygodne, bo strome, ale jakoś wiążemy się liną i wyciągamy czekany. Od teraz zaczyna się zabawa. Nasz cel jest generalnie na wprost, my jednak idziemy pod skałami w lewo i w górę.


Prócz naszej drogi widać stąd również Szarpane Turnie, Smoczy Szczyt i Wysoką.


Tąpą wraz z Tatrami Niżnymi w tle.


Ruszamy. Pierwsze metry, to śnieżny trawers z odbiciem w lewo. Pierwszy przelot zakładamy przy skale i od tej chwili do końca będziemy iść z asekuracją: lotną lub sztywną zależnie od okoliczności.

fot. Aro

W tle coraz szersze widoki na Grań Baszt i Niżne Tatry.


Powoli robi się coraz stromiej, ale na razie jest wygodnie.

Zmienia się to, gdy dochodzimy do kominka. Teraz jest zalany cienkim, twardym lodem, więc ostatecznie omijamy go skałami po lewej stronie. Trudności techniczne pewnie takie same, jednak na skale nie ma lodu, jest za to trochę kruszyzny.

Okolice tego kominka to też najbardziej strome miejsce naszej drogi. Powyżej niego zakładamy stanowisko i końcowe pole śnieżne pokonujemy na asekuracji sztywnej. Przynajmniej jak ktoś zjedzie, to nie polecimy wszyscy ;)

Na stanowisku:
fot Aro

Nie jest to długi odcinek i już po chwili możemy cieszyć się widokiem z podszczytowego wypłaszczenia.


Lodowy, Durny, Łomnica. A na pierwszym planie Litworowy Szczyt.


Litworowy Szczyt, Lawinowy Szczyt, Zadni Gerlach, Gerlach.


Zdjęcie „szczytowe” z Wysoką, Żłobistym, Rumanowym i Gankiem w tle.


Pisze „szczytowe”, bo jako szczyt uznaliśmy śnieżną kopkę. Ale pod warstwami śniegu ciężko ustalić, gdzie jest najwyższy punkt. Jak widać nasze stanowisko do pancernych nie należy, ale nic lepszego tutaj nie było.


No i nasza fota szczytowa w komplecie. Od lewej Ja, Patryk i Aro. Grań Zmarzłego Szczytu w tle.

fot. Aro

W słoneczku siedzi się fajnie, ale wiejący wiatr wychładza. Więc zachęcony tym Aro rusza zerknąć jak wygląda grań na Rumiską Przełęcz. Nie wygląda to za fajnie w obecnych warunkach, więc wraca cykając nam po drodze fotę na stanowisku.

fot. Aro

Powrót odbywa się tą samą drogą, którą przyszliśmy. Będzie ciekawie. Do stanu powyżej kominka dochodzimy bez problemu, ale w tym miejscu zaczynają się przygody, nie może być przecież za łatwo ;)


Zastanawiamy się, czy kominkiem schodzić, czy zjechać. Ustalamy, że zrobimy zjazd. W teorii wygląda wszystko fajnie, bo zastany stan do zjazdu jest, lina też. No właśnie, lina. Mamy 30m, bo tyle na tę drogę starczy. Ale do tego zjazdu fajnie by było mieć jej 60m. Bo mając 15m zjazdu trochę się pojedzie, ale ląduje się potem w środku niczego, znaczy, nie ma szans na konkretny stan. I koniec końców tak też robimy.

W trakcie przygotowania do zjazdu Aro traci rękawiczkę, więc dostaje ode mnie moją cienką polarową. Szybko przemaka, ale zawsze to coś na dłoni. Po zjeździe zakłada pętlę na małym kamyku, skąd i tak musimy przejść część kominka samodzielnie. Ale zanim zaczniemy schodzić, w momencie gdy ja zaczynam zjeżdżać słyszę pytanie: „Widzisz tam gdzieś moją rękawiczkę?” Szybkie zerknięcie w dół i mówię: „Tak, właśnie spada” –„Nie, to nie moja, to Patryka”. I tym właśnie sposobem Patryk również stracił jedną rękawiczkę.

Idę pierwszy. Słońce mocno już operuje na naszej ścianie, co chwilę jakiś kawałek śniegu spada z góry, do tego po skałach leje się woda. Wbijam czekan w cienki, kruchy lód i widzę jak jego kawałek zjeżdża w dół i zostaje tylko goła skała w tym miejscu. Po którejś próbie z rzędu udaje mi się wbić ostrze. Siedzi, teraz drugie wchodzi już bez problemu i powoli zaczynam zejście.

Po pewnym czasie udaje mi się zobaczyć obiecujące miejsce na stanowisko, więc dochodzę tam, a tu nie do końca jest tak ładnie jak się wydawało. Leży trochę kamieni, więc zaczynam sprawdzać jeden po drugim jak z ich stabilnością. Aro na górze powoli się niecierpliwi, więc pyta Patryka „Co on tam robi?”. Odpowiedź nas rozbraja i podnosi na duchu: „Układa kamienie na stanowisko” :D
Tak więc po ułożeniu kupki kamieni robię stan. Oczywiście nie z tej kupki :P

A czy rejon tego kominka jest stromy? Niech odpowiedzią będzie to zdjęcie. Wyżej jest odrobinę stromiej.

Później to już łatwe zejście polem śnieżnym do miejsca, gdzie się wiązaliśmy, ale teraz z liną schodzimy do łagodnego terenu w dole. Nie chce nam się bawić w ekwilibrystykę z liną i sprzętem w tym miejscu.


Śnieg nie jest już tak fajny jak rano. Generalnie na całym zejściu był już rozmięknięty i zapadający. Cóż zrobić, takie uroki wiosny. Za to nasz dzisiejszy cel w promieniach popołudniowego słońca prezentuje się pięknie. Do tego błękitne niebo w tle.


Zachodnie Żelazne Wrota, Śnieżne Kopy, Wschodnie Żelazne Wrota, Wschodni Szczyt Żelaznych Wrót.


Schodząc mamy okazję podziwiać zasnute niebo. Tym razem nie są to jednak chmury, tylko piasek znad Sahary, który przygnały do nas wiatry. Widać go patrząc zwłaszcza pod słońce, bo na północy nie jest już tak widoczny, chociaż przejrzystość powietrza jest już mniejsza niż dzień wcześniej.


Wszystkie rękawiczki ostatecznie się odnalazły, leżały pod ścianą, niedaleko miejsca, gdzie rozwiązaliśmy się od liny. Samą wycieczkę, mimo pękniętej klamry ;), uznaję za bardzo udaną. Świetna pogoda, ciekawa droga, fajne towarzystwo. W połączeniu z wczorajszą wycieczką na Karb był to świetnie spędzony wiosenny weekend :)

Więcej zdjęć: https://goo.gl/photos/MKbhixzucmbA6PPj9

Komentarze

  1. Rewelacja :) Pięknie spędzony czas i szczyty super ośnieżone. Teraz to już będzie można poczuć granit pod ręką... Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy teraz będzie już wycieczka z granitem pod rękami? to się zobaczy, bo nigdy nie wiadomo, co przyniesie kolejny weekend :P

      Usuń
  2. No i fajnie, nie ma co być zakładnikiem WKT :P Fajny ten szczyt, mimo że nie popularny to charakterystycznie wygląda. Sama chętnie bym na niego kiedyś wlazła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczyty z WKT też są fajne, ale inne również warto odwiedzać. A wiele z tych niższych jest nawet ciekawsza niż te najwyższe tatrzańskie kolosy - zarówno widokowo, jak z wyglądu.

      Proponuję wybrać się tam latem, fajną wycieczkę można zrobić łącząc ten szczyt z jakąś graniówką.

      Usuń
  3. Jaka jest trudność tej drogi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest trudna, bo to I-ka. Większość to był śnieg, trudności to jedynie ten kominek, który był zalany cienkim, kruchym lodem - który można też ominąć skalną ścianką, o mniej więcej takich samych trudnościach.
      Więcej info o przebiegu w zalinkowanych wyżej topo: http://www.goryponadchmurami.pl/2000/01/topo-wschodni-szczyt-zelaznych-wrot.html

      Usuń
  4. Patrzę i podziwiam. I góry i Was w akcji. Świetne foty.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś zrozumiesz, że WKT to tylko WKT i nic więcej, a mniej znane większości, mniej popularne, najczęściej nie najwyższe szczyty to często znacznie ciekawsze cele ;) Zresztą "Celem jest droga, nie szczyt" :P Bardzo fajna akcja górska.

    Ja tam się zasadzam na letnią Motykę (nr 5), zobaczymy jak wyjdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem gdzie w tym wpisie zobaczyłeś, że WKT dla mnie jest najważniejszy? Gdyby tak było, to bym wchodził na kolejne szczyty z listy, zamiast po kilka razy być na tych samych, ale inną drogą, czy porą roku.

      Co by jednak nie mówić, WKT jest fajny, bo jest to jakiś tam spis najwyższych, a co za tym idzie, najpopularniejszych szczytów. A wiadomo, korony są interesujące w kolekcjonowaniu, bo to coś naj ;)

      Powodzenia :) Tak sądziłem, że Cię ta droga zainteresuje.

      Usuń
  6. Spokojnie, mój komentarz był mocno z przymrużeniem oka ;) Tak czy inaczej w tym roku chyba Twoja WKT pęknie bo już tylko parę pozycji zostało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczę jak to z tym będzie, ale faktycznie, za dużo szczytów do WKT już mi nie zostało - dokładnie to jeszcze 3. Więc na spokojnie to i by dwa weekendy wystarczyły ;)

      W każdym razie mam kilka planów na ten rok, więc zależnie od warunków i towarzystwa, coś tam porobię :) Co to nie będzie, na pewno będzie ciekawe - przynajmniej dla mnie :P A to najważniejsze, jak zresztą sam wiesz :)

      Usuń
  7. Taka koncepcja też gdzieś się przejawiała w myślach tylko zanim ogarniemy to co już mamy zaplanowane to miną pewnie ze 3 lata ;) W każdym razie gdzieś w tych okolicach w porze bezśniegowej też chcielibyśmy się znaleźć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, skąd to znam. Planów na wycieczki jest tak dużo, że nie wie się nawet za co się zabrać ;) Powodzenia i życzę dobrej pogody i wolnego czasu :)

      Usuń
  8. Świetna fotorelacja! :) Zima w tym roku szybko minęła u mnie można powiedzieć że nawet bardzo szybko. Zapraszam także do mnie, ostatnimi czasy przeniosłem się z bloggera na własny serwer w związku z czym funkcjonuję już tylko pod adresem: www.swiat-gor.pl. U mnie tymczasem poza górskimi relacjami trwa konkurs z okazji przenosin (http://www.swiat-gor.pl/konkurs-swiat-gor/). Zachęcam gorąco do udziału i pozdrawiam. Adrian - Świat Gór- Czyli blog o górach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Zima minęła szybko, ale dało się znaleźć trochę śnieżnych epizodów nie tylko w Tatrach.

      Zapisałem już nowy adres, więc będę na bieżąco z nowymi wpisami :)

      Usuń

Publikowanie komentarza