Wiosenna wycieczka na Karb



Wiosna przyszła pełną gębą. Na dole już zielono. W Chochołowskiej ludzie stoją ponad godzinę w kolejce do wejścia, rozdeptują krokusy i siebie nawzajem. My wybraliśmy się w wyższe partie Tatr, by nacieszyć się tymi pozostałościami zimy, które jeszcze są. I chociaż wiosnę czuć nawet na ośnieżonych szczytach, to ta biel daje trochę namiastki minionej zimy, która w Tatrach nie rozpieszczała. A to nie było dobrych warunków, a to pogody, gdy był weekend. Więc chociaż teraz taka namiastka.

Sobota, 2 kwietnia 2016

Kuźnice, , Murowaniec, , , Karb, , , Murowaniec, , Kuźnice

Z nocnego autobusu wysiadamy z Kasią przed 6. Początkowo zastanawialiśmy się, czy zostawić zbędne rzeczy w przechowalni, ale ostatecznie idziemy z nimi. Z tego co pamiętam, przechowalnia była jeszcze zamknięta. Nie uchodzimy daleko, bo zaczepia nas taksówkarz z pytaniem „Czy Wy do Kuźnic?”. Krótka odpowiedź „Generalnie. Po ile?” – „6zł od osoby.”. Zgadzamy się i po chwili wraz z jeszcze jednym chłopakiem jedziemy do Kuźnic. Tam przepakowanie plecaków i o 6.15 wychodzimy na szlak.

Początkowo w lesie śniegu zero, później pojawiły się jego śladowe ilości, by ostatecznie pokryć całą trasę. Na szczęście idzie się dobrze i raki nie są nam potrzebne, więc leżakują w plecaku. Pierwsze widoki mieliśmy okazję zobaczy w okolicach Boczania (nie liczę przecinki na Giewont na jednym z zakrętów szlaku). Babia Góra i Gubałówka prezentują się interesująco.


W dolinach widać jeszcze poranne mgły.


Na Boczaniu powyżej lasu miejscami śnieg całkowicie zniknął, jednak to był tylko fragment. Od Przełęczy między Kopami idzie się wygodnie po śniegu. Idę i cały czas zastanawiam się jak będzie się prezentował widok na otoczenie Hali z tego charakterystycznego zejścia. Widziałem już Halę w śnieżnej odsłonie, ale to takie miejsce, w którym jakoś zaczynam czuć, że jestem w Tatrach. Czy jest ktoś, kto nie lubi tego ujęcia?


Zanim jednak ruszymy w głąb doliny, zachodzimy do Murowańca na śniadanie. Gdy my do niego wchodzimy, większość ludzi właśnie wychodzi. Turyści ruszają na szlak, kursanci dostają sprzęt i też znikają. A my siedzimy nad kanapkami, nieśmiertelnym Vifonem i herbatą w termosie. Automat z wrzątkiem nie działa, ale w okienku bez problemu dają wodę, więc ze świeżą herbatą problemów nie ma.

Miło się siedzi obmyślając plan wycieczki, ale trzeba ruszać. Wchodzimy w Zieloną Dolinę Gąsienicową i mamy okazję zobaczyć grań od Kościelca po Świnicę.


Zbliżenie na Świnicę.


I Kościelec z Karbu.


Grań Fajek.

Fajki, Granaty i okolice.


Na Kościelca dzisiaj nie wchodzimy, zachodzimy jedynie na wypłaszczenie obok Czuby nad Karbem, gdzie zasiadamy na herbatkę i widoki. W końcu ma być to krótka, lajtowa wycieczka ;)


Kasprowy Wierch i zamarznięte stawy w dolinie. Takie tatrzańskie pojezierze.


Mały Kościelec i wszędobylska Babia Góra.


Po przerwie schodzimy. Żeby nie utrudniać, mniej więcej tą samą trasą, którą przyszliśmy. Miło jest wędrować zaśnieżoną jeszcze doliną. Świnica ciągle przyciąga uwagę. Ładny kawał góry z niej.


Śnieg robi się coraz bardziej rozmiękły, ale nadal jest znośnie. W końcu nie ma jeszcze nawet godziny 13, więc słońce nie zrobiło brei totalnej. Do schroniska nie zachodzimy, zamiast tego rozkładamy się na ławce przy rozdrożu szlaków. Słońce świeci, wiatru nie ma, szkoda siedzieć w dusznej i zatłoczonej jadalni. Jest czas na drugie śniadanie i jakieś słodycze. Herbata jednak się kończy, więc na lekko idę do schroniska. Moim jedynym bagażem jest termos w ręce :P

Ruszamy jednak w dół, bo musimy jeszcze dzisiaj dostać się na Łysą Polanę.
Po drodze łapię ładny kadr na Żółtą Turnię i Kościelec.


Zejście do Kuźnic mija szybko i sprawnie. Niestety, cienka warstwa śniegu na szlaku w wielu miejscach zamieniła się całkowicie w wodę i błoto, co sprawiło, że jest ślisko, a buty brudne. Na szczęście na dole płynie potok, więc da się je opłukać :P

Z Kuźnic bus do dworca i genialny plan na tortillę. Niestety, okazuje się, że do busa mamy nieco ponad 10 minut, więc z tego planu nic nie wychodzi. Zamiast tego ruszam na szybkie zakupy obiadowe do Tesco. A tam jak na złość utykam w kolejce, bo przede mną gość próbuje kupić nocnik, który nie chce nabić się na kasę. Stoję dłuższa chwilę, aż otwierają druga kasę. Płacę, ruszam i zanim jeszcze wyszedłem ze sklepu zbieram zakupy z podłogi. Foliówka pękła… Ale na busa zdążyłem, Kaśka by zagadała kierowcę jakby co :P

Na Łysej Polanie płacimy za nocleg i przepakowujemy rzeczy, gdyż jutro się rozdzielamy. Ja ruszam na Słowację, Kaśka zostaje po polskiej stronie. Więc trzeba mieć to, co każdemu potrzebne. Nie może być tak, że zostanie w drugim plecaku ;) Po kolacji szybko zasypiam. Jest wcześnie, ale śpi mi się tak dobrze, że budzi mnie dopiero druga ekipa, która zbiera się do wyjścia koło 4. Nie wiem nawet, kiedy przyszli. No, ale nocleg w autobusie do najwygodniejszych nie należy. Teraz miałem okazję sobie to odbić :)

Trasa była krótka, łatwa i przyjemna. Jest to fajna propozycja na łatwe rozpoczęcie swojej przygody z Tatrami Wysokimi. A gdyby ktoś chciał wejść jednak na jakiś szczyt, to do Kościelca nie jest wcale jakoś daleko, chociaż na podejściu trzeba uważać ;)

Więcej zdjęć: https://goo.gl/photos/WyYiURiVMuRAauho7

Komentarze

  1. Wspaniałe zdjęcia. Trasa faktycznie wygląda na łatwą i jeszcze do tego widokową. Czyli jak piszesz dobra na tatrzański rozruch. Piękna była tego dnia pogoda.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od tej strony trasa faktycznie łatwa. Wchodząc na Karb od strony Czarnego Stawu już tak prosto nie jest.

      Pogoda była rewelacyjna! Aż szkoda, że zima była taka kiepska pogodowo.

      Usuń
  2. Ciekawa jestem dalszej części Waszej wyprawy. :) pogoda w ten weekend faktycznie dopisala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoli się tworzy, więc już niedługo. Powiem tylko, że było ciekawie ;)

      Usuń
  3. Byliśmy w sobotę, 2 kwietnia w Chochołowskiej. Co prawda jeszcze się nie rozdeptywaliśmy (to miało miejsce w niedzielę), ale faktycznie było tłoczno. Zazdroszczę więc trochę kameralnej atmosfery, bo pogoda był faktycznie wiosenna:) Chcieliśmy jednak zobaczyć o co tyle hałasu z tymi krokusami, no i zobaczyliśmy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tłumy nie narzekałem. Co prawda popołudniu było trochę ludzi, ale to głównie w rejonie schroniska. Na szlaku nie było odczuwalne, żeby ludzi było dużo. Ale i krokusów nie stwierdziłem ;)

      Ja osobiście tych naszych, chochołowskich nie widziałem, ale miałem okazję oglądać te rosnące na szczytach Małej i Wielkiej Fatry. Dla mnie widok ładny. Ale nie na tyle, żeby iśc do Chochołowskiej asfaltem wśród tylu ludzi, bo to na pewno psuje odbiór wycieczki.

      Usuń
  4. Trzeba przyznać, że pogoda wypaliła tego weekendu :)
    Musieliśmy się minąć, bo my tego samego dnia byliśmy na Gąsienicowej kilka minut po ósmej :)
    Czekam na relację z niedzieli ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda była jak marzenie. To na pewno gdzieś się minęliśmy. No cóż zrobić, może kiedyś się rozpoznamy ;) Co robiliście w rejonie Hali?

      Relacja z niedzieli zaczyna się pisać, więc już niedługo.

      Usuń
    2. Szliśmy tego dnia przez Zawrat do Piątki :) Relację też planuję z tego wyjazdu na blogu jakoś w tym miesiącu :)

      Usuń
  5. Super zdjęcia. Widzę, że pogoda dopisała :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozwaliłeś mnie tym nocnikiem na koniec :D A wycieczka fajna, byłam na tej trasie ale latem. Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele nie brakowało, a przez nocnik spóźniłbym się na busa :P To dopiero byłaby historia ;)

      Usuń
  7. Nocnik, poważna sprawa ;) To będzie pamiętny weekend w tatrzańskim kalendarzu. Mam tu na myśli ten nalot w Chochołowskiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ludzi w Chochołowskiej było więcej niż w długie weekendy nad Mokiem, które do tej pory było przedstawiane, jako najtłumniej odwiedzane miejsce. Widać krokusy wygrywają z jakimś tam stawem :P Ale trzeba jednak uczciwie przyznać, że przyczyna takiego tłumu była również pogoda, która była rewelacyjna. Co w połączeniu z wszędobylskimi informacjami krokusowymi i zachętami, by zobaczyć je w Chochołowskiej spowodowało swoje.

      Usuń

Publikowanie komentarza