Zamek Stary Książ i wspinaczkowa Pełcznica



Tydzień po prawdziwym starcie sezonu wspinaczkowego, podczas którego zdobyliśmy m.in. Sokolik Mały, pojechaliśmy na Pełcznicę. Tym razem wyjazd jednodniowy, bo i skała niewielka, ale za to położona w interesującej okolicy Książańskiego Parku Krajobrazowego.

Niedziela, 19 kwietnia 2015

Pełcznica, , Zamek Stary Książ, PKP Wałbrzych Szczawienko

Z Wrocławia wyjeżdżamy o 7:44 pociągiem KD do Świebodzic. Późno, jak na wyjazd w góry, ale daleko nie jest. Tym bardziej, że zamierzamy skorzystać z komunikacji miejskiej, którą można podjechać niemal pod samą skałę. Przystanek nie jest pod samym dworcem, trzeba kawałek do niego podejść, a rozkład można znaleźć w Internecie. Bilet normalny na autobus kosztuje 1 zł.
Po opuszczeniu autobusu na pętli w Pełcznicy, pozostaje nam niecałe 5 minut spaceru i już jesteśmy pod skałą. Pogoda dzisiaj jest ładna, świeci słońce, ale mimo tego jest trochę chłodno. W końcu to jeszcze wiosna.

O przebytych drogach nie będę dużo pisał, bo co nieco wspominałem już w relacji sprzed roku. Powiem tylko, że jakoś wielkiego zacięcia do wspinaczki nie mieliśmy tego dnia i przeszliśmy jedynie: Szusza IV+ (8R+ST), Schody IV (7R+RZ), Zuzia III (3R+RZ).



By jednak nie kończyć tak szybko naszej przygody ze wspinaczką tego dnia, postanawiam wbić się na coś za trudnego jak dla mnie ;) Wybór pada na Rock Pol VI.1. Idę na wędkę, więc mogę do woli sobie ćwiczyć i odpadać, nic się nie stanie. Jest to droga o płytowym charakterze, z małymi chwytami-krawądkami. Generalnie, pomijając trudności, nie przypadła mi do gustu.

Później zwijamy sprzęt i przechodzimy do drugiej części naszego wyjazdu, czyli zwiedzanie Doliny Szczawnika i Książańskiego Parku Krajobrazowego. Najpierw przechodzimy przez strumień o tej samej nazwie co skała i po stromym zboczu wychodzimy na płaski i szeroki grzbiet, którym wiedzie szlak turystyczny.


Idąc szlakiem, przechodzimy przez gęsty brzozowy lasek. Teraz, wiosną, nie ma liści, ale później, przejście jest pewnie bardziej problematyczne.

Swoją drogą, myślę, że zima/wiosna to najlepszy czas na przejście tego szlaku. Dlaczego? Ano dlatego, bo nie ma liści na drzewach, dzięki czemu ładnie widać sam Zamek Książ. Później widoki będą zasłonięte.



Po niedługim czasie dochodzimy do naszego celu, czyli Zamku Stary Książ. Są to ruiny budowli wzniesionej w latach 1794-97 w miejscu piastowskiego zamku z końca XIII w.


Ruina jest dość malownicza, porośnięta bluszczem, który tylko dodaje jej urody. Biorąc pod uwagę ilość ludzi kręcących się po okolicy, jest to bardzo popularne miejsce. Pełno rodzin z dziećmi (i bez), małych ognisk oraz przenośnych grilli. I nie ma co się dziwić, nie jest daleko od parkingu, a jest ładnie.






Chodząc po ruinach i ich okolicach, widać że okolica jest odkrzaczona i odremontowana. Jednym słowem zadbana. Jest tutaj również punkt widokowy, skąd widać Zamek Książ i Góry Kamienne.

W okolicy można znaleźć kilka miejsc na ognisko, z czego korzystamy i robimy przerwę na drugie śniadanie.




Po dłuższej chwili zwijamy rzeczy i schodzimy na dół. Pewnie posiedzielibyśmy dłużej, jednak wieje zimny wiatr, co nie sprzyja długim posiedzeniom.

Schodzimy szlakiem do Wałbrzycha Szczawienko, skąd pociągiem o 17:12 wracamy do Wrocławia, gdzie jesteśmy o 18:25.

Jak widać był to krótki wyjazd, ale okolicę Starego Książa polecam wszystkim, którzy chcą wyrwać się gdzieś za miasto w fajną okolicę, a nie mają albo czasu, albo możliwości pojechać na dłuższą wycieczkę. Można jedynie pozwiedzać, ale również rozpalić ognisko, czy po prostu posiedzieć pod murami zamku. Oby tylko była ładna pogoda i nie wiało ;)

Komentarze

  1. Ha, moje podwórko! Budujące, że takie górołazy jak Wy nie dość, że z wielkiego świata czasami w ten mniejszy traficie, to jeszcze miłe słowo napiszecie. :)

    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten mniejszy świat gór też jest ładny, o ile nie jest to sam las ;-) I również wart odwiedzenia. Zresztą chyba częściej jednak bywam w tym "mniejszym świecie", chociaż chciałoby się więcej Tatr ;-)

      Usuń
  2. Widzę, że nie tylko ja mam zaległości w starych relacjach :)
    Ciekawe te skałki. My już od dawna mamy w planie odwiedzenie Sokolików i ogólnie tamtych rejonów pod kątem wspinaczkowym ale póki co mamy za daleko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, zaległości muszą być ;) Przynajmniej ma się wybór z czego napisać relację jak znajdzie się czas i natchnienie ;)

      Co prawda to nie są Sokoliki, ale wizytę w nich bardzo polecam. A z tym, że za daleko, to tylko wymówka :P Musicie kiedyś się zmobilizować i odwiedzić ten najlepszy w Polsce rejon wspinaczkowy ;)
      Też tak mówiłem, tylko o Jurze, że daleko, że nie po drodze, ale udało mi się wyrwać w tym roku na wspin na nią by poznać specyfikę rejonu :)

      Usuń

Publikowanie komentarza