Na rakietach po drugiej stronie Izery



W Górach Izerskich zima na całego, więc tydzień po moim poprzednim wyjeździe w Izery, znów obrałem je za cel. Tym razem jednak jadę z Kasią w ich czeską część. Kasia próbuje namówić mnie na wyjazd na biegówki, jednak ja się nie daję. Już raz byłem na nich i mówiąc delikatnie, nie przekonały mnie do siebie. Wolę rakiety :) Jako koronny argument używam faktu, że zakupiła rakiety na początku stycznia, chyba nie tylko po to, by leżały w szafie ;)

Sobota, 31 stycznia 2015
Kořenov, , Údolí Jizery, , Předěl

W sobotni poranek wsiadamy we Wro do pociągu. Po przesiadce w Szklarskiej Porębie (kilkanaście minut czekania) oraz w Harrachovie (przesiadka od razu, jak to w Czechach), wysiadamy na stacji w Kořenovie.


Na początku idziemy kawałek asfaltem, ale szybko z niego odbijamy w lewo i zaczynamy dłuższą wędrówkę ścieżką wzdłuż torów. Śniegu niby nie ma dużo, ale idzie się mało wygodnie. Toteż decydujemy się nałożyć rakiety, które będziemy mieć na nogach, z małymi przerwami, już do końca dnia.


Rakiety na nogach, lżej na plecach - idziemy. Wzdłuż przedeptanego wąskiego śladu, jest również wyraźny ślad biegówkowy. Jak wiadomo, nie powinno się zadeptywać tego śladu, więc grzecznie idziemy bokiem, w czym rakiety pomagają.

Chwilę odpoczynku robimy pod mostem na Izerze. Ładnie wygląda z tego miejsca. Jadąc po nim wcześniej pociągiem, mogliśmy zobaczyć naszą początkową trasę wędrówki.

Skręcamy w lewo, bo przed nami rzeka, a mostu brak. Trasa jest teraz wyratrakowana, więc idzie się bardzo wygodnie, śnieg jest ubity, nie ma żadnych problemów z zapadaniem się. W końcu zimą jest to trasa narciarska.

Widoków zero, bo przecież las, więc idzie się żmudnie przed siebie. W pewnym momencie czerwony szlak odbija w lewo z trasy narciarskiej, skracając duży łuk robiony przez trasę biegową – jest krócej, ale stromiej. No i słabo przedeptane. Duże ślady powstają dopiero za nami.

W takich chwilach człowiek cieszy się, że ma rakiety i nie musi brodzić po kolana w śniegu.

Ten odcinek jest krótki i ponownie lądujemy na wyratrakowanym odcinku, którym dochodzimy na skraj Izerki – czeskiej wsi, a konkretnie do parkingu Pod Bukovcem. Wg Kaśki Bukovec to ładna, kopulasta, granitowa górka, ale ja tam nic nie widziałem ;) Za to naszym oczom ukazuje się taki widok: Ktoś jeszcze powie, że tej zimy było mało śniegu?


Dla mnie zima była rewelacyjna pod tym względem, tylko temperatury były za wysokie ;)
Tu też ściągamy rakiety, bo teraz czeka nas dłuższy odcinek ubitej drogi przez Izerkę. Sytuacja zmienia się po dojściu do Lasičí cesty, gdzie skręcamy w prawo w las, w dalszym ciągu za czerwonymi znakami i ponownie zakładamy rakiety. Przydają się, jednak ich prawdziwą zaletę zobaczymy na podejściu na Střední jizerský hřeben.


Przy okazji warto zauważyć, że robi się już ciemno. Składa się na to kilka czynników: Późno godzina rozpoczęcia wycieczki, zimowa pora, a co za tym idzie wczesna godzina zachodu słońca oraz niskie chmury, które dodatkowo ograniczają dostęp promieni słonecznych. Nic to, ciemność nie zabija, więc idziemy dalej. Pierwsze ciekawe skały napotykamy już po wejściu na Jelení stráň. Jest to grota pod okapem kamienia – wygląda interesująco, będę musiał kiedyś odwiedzić te miejsce latem.


Kolejnym celem są Pytlácké kameny. Grupa granitowych skał, przez które wiedzie szlak. Dokładnie przez nie, bo jest jeden odcinek, w którym trzeba przeciskać się przez małe okno skalne. Małe było przynajmniej teraz, gdy było przysypane śniegiem, ale myślę, że latem też nie jest dużo większe.


A teraz zaczyna się długi i nudny odcinek. Dodatkowo jest już ciemno, zaczął padać śnieg, a droga się dłuży, gdyż wiedzie lasem i jest cały czas prosta- wytyczona od linijki. Chwilę postoju robimy na rozdrożu opisanym jako Zelený kámen. Jedno zdjęcie, łyk herbaty i ruszamy.

Po pewnym czasie dochodzimy do wiaty na Předělu i tu postanawiamy zostać na nocleg. Całą wiatę mamy tylko dla siebie, więc każdy rozkłada się gdzie chce ;)
Ja na ławce


Kasia pod, bo ma dobrą samopompę ;)

Po kolacji czas spać. W nocy przestał padać śnieg, pojawił się nawet księżyc pięknie oświetlając okolicę, jednak do rana pogoda wróciła do normy.

W nocy/nad ranem dwa razy budzi nas ratrak ubijający trasę narciarską. W końcu jest to główna droga narciarska w okolicy - Jizerská magistrála, więc musi być dobrze utrzymana.

Niedziela, 1 lutego 2015
Předěl, , Nebeský žebřík, , Smrk, , Łącznik, szlak rowerowy, , Świeradów Zdrój

Rano pogoda na zewnątrz podobna jak wieczorem, z tą różnicą, że przestał padać śnieg. Niebo nadal zasnute niskimi, szarymi chmurami. Ale czas na śniadanie i się zwijamy.
Oto sztuka współczesna, jak to powiedziała Kasia. Ciekawe co autor miał na myśli ;)

Okolica wiaty prezentuje się bardzo ładnie. Zima w pełni :)


Pojawili się pierwsi narciarze, czas ruszać dalej.


Początkowo idziemy trasa biegową. Trzeba pamiętać, by nie deptać rowków na narty. W tym celu wystarczy iść środkiem ścieżki, a miniemy się nawet z dwoma narciarzami jednocześnie.


Podejście na Smrka od tej strony jest konkretne. Jest gdzie się zmęczyć, ale widoki na wypłaszczeniu szczytowym wynagradzają trud. Jest klimat!




A uważny obserwator dostrzeże nawet wieżę widokową.

My na nią nie wchodzimy, nie ma sensu. Za to do wstępujemy do środka na czekoladę i herbatę. I do tego nie wieje :) W środku duża ekipa Czechów powoli ogarnia się po noclegu. Dobrze, że spaliśmy w wiacie, a nie w tej wieży. Przynajmniej nie było tłoku.
A po wyjściu ponownie piękne, zimowe widoki.


Stara chatka pograniczników w białej scenerii. Kiedyś było tu przejście graniczne, obecnie „granicy nie ma”.


Biało wszędzie.


Z Łącznika odbijamy w lewo w ścieżkę rowerową i nią omijamy Stóg Izerski. Ponownie dochodzimy do zielonego szlaku i po przejściu przez stok narciarski, szlakiem czerwonym schodzimy do Świeradowa Zdroju. W Świeradowie oczywiście nic nie jeździ (do najbliższego autobusu mamy 3h), więc idziemy wzdłuż drogi i łapiemy stopa. Udaje się, dzięki czemu na stacji kolejowej w Szklarskiej Porębie meldujemy się dwie minuty przed odjazdem pociągu.

Jak widać zima w pełni. Widoków co prawda brak, ale klimat jest. Lubię taką zimę :)

Komentarze

  1. Piękną trasę zrobiliście! Spacer z Kořenova do Izerki robiłam wczesną wiosną, a na Smrku byłam i latem, i zimą, ale z Czerniawy i Świeradowa.
    A szedłeś może do Izerki od drugiej strony, od Smedavy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smrk jest interesujący o każdej porze roku :)

      Nie, od Smedavy nie miałem okazji iść do Izery. Stamtąd wchodziłem jedynie na Smrk latem.

      Usuń
  2. Zaczynam poważnie myśleć o rakietach na przyszłą zimę :D A tak btw, to ta chata na Predelu ile osób może pomieścić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta wiata jest dość spora. Myślę, że spokojnie wejdzie tam z 6 osób, ale jakby było więcej, to też by dali radę ;) Bo ta część wiaty, którą widać na zdjęciu, to tylko jej połowa.

      Usuń
  3. Rakiety to rakiety! Mi biegówki równie średnio się przyjęły, a trochę w życiu się na nich powałęsałem. Jakie macie modele śpiworów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do śpiwora, to ja obecnie zimą używam połączenia dwóch śpiworów: Cumulus LiteLine 300 oraz Volven Polaris. Kilka słów o tym napisałem tutaj: Kilka słów o ekwipunku . Jeśli chciałbyś wiedzieć coś więcej, pytaj śmiało w tamtym wpisie.

      Kasia natomiast używa śpiwora zimowego: Cumulus Mysterious Traveller 650. Niedługo pojawi się krótka "recenzja" o nim na blogu.

      Usuń
  4. Mimo że widoków praktycznie nie było, to liczy się aktywnie spędzony czas i przyjemność wędrowania. podziwiam was za te zimowe spanie gdzie popadnie. Wcześniej planowałeś je właśnie w tych miejscach, czy idziesz w ciemno ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy jadę na wyjazd bez namiotu, wtedy wcześniej szukam jakiejś miejscówki na nocleg. Bo o ile przy ładnej pogodzie można przespać się wszędzie, to przy opadzie już się tak nie da i wtedy jakaś wiata jest potrzebna jako schronienie. A gdy nie znam rejonu i nie mam pojęcia jak prezentują się tam miejscówki do spania, wtedy zabieram ze sobą namiot - wtedy mogę spać w wiacie gdy jakąś znajdę, ale mogę również w namiocie - nic mnie nie ogranicza.
      W planowaniu trasy przydatna jest strona http://boudy.info/

      Usuń
  5. Ta chatka pograniczników - bajka i to w takiej scenerii :) Ogólnie fajna trasa, mam nadzieję, że śpiąc w wiacie, nie zmarzliście. Oglądając Wasze zdjęcia zrobiło mi się zimo :) Ale są piękne... Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej scenerii wygląda na prawdę magicznie :)

      Nie, nie zmarzliśmy. Nie było tak zimno, jakieś -6C nocą. A kolejne zimowe relacje już się szykują ;)

      Usuń
  6. Bardzo mi się podobało po drugiej strony Izery jak wracałam na nartach biegowych z tego szlaku cietrzewia. Robiłam sobie przerwę na herbatę w tej wiacie na Predelu, w któej spaliście. Ja bym pewnie nie zmrużyła oka z zimna brrr... ciekawi mnie ta relacja śpiwora Kasi. Mam nadzieję, że niedługo się ukaże, bo przyznam szczerze będę chyba musiała w niedalekiej przyszłości zainwestować w jakąś puchową kołderkę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoli przekonujesz się do myśli o zimowym biwaku? :P To jest dobry kierunek rozwoju ;]

      A opis śpiworka kończy się powoli tworzyć ;)

      Usuń

Publikowanie komentarza