Na zachodnim krańcu Sudetów z bonusem na wschodzie



Mój projekt zdobywania Korony Sudetów zbliżał się do końca. Większość szczytów już zdobyłem, pozostały jeszcze trzy, zupełnie mi nie znane, pasma sudeckie. Postanowiłem to zmienić.

Środa, 10 września 2014

Kurort Jonsdorf, , , , Nonnenfelsen, , Lauscheborn, , Luž, , Lauscheborn, , Dolní Světlá / Waltersdorf, , Krompach - Oybin-Hain, , Hvozd, , Sokol

Swoją trasę postanowiliśmy zacząć od Gór Łużyckich, po niemiecku noszących nazwę Zittauer Gebirge bądź Lausitzer Gebirge. Jest to najbardziej na zachód wysunięte sudeckie pasmo, leżące na granicy czesko-niemieckiej, a więc nie są to już polskie góry.
Wbrew pozorom, dojazd w te rejony nie jest trudny, ani bardzo długi. Z Wrocławia najłatwiej tam dojechać komunikacją kolejową, wiadomo, że nie licząc auta, ale o tym nie będę pisał.
My ruszyliśmy pociągiem do Görlitz. I tu uwaga, jadąc w góry Łużyckie, nie warto kupować zwykłego biletu, lecz bilet do Bolesławca oraz bilet całodzienny EURO-NYSA. Kosztuje on 25zł, a pozwala na jazdę w ciągu jednego dnia po terenie przygranicznym w Polsce, Czechach i Niemczech. Więcej informacji można znaleźć na stronie EURO-NYSA. W Görlitz przesiadamy się w pociąg do Zittau, tam zmieniamy środek transportu na autobus do miejscowości Kurort Jonsdorf. Na tej trasie jeździ również klimatyczna wąskotorówka. Okazuje się, że najbliższy jej kurs będzie za godzinę, więc wybieramy autobus po 15 minutach. Biletów nie musimy kupować, bo EURO-NYSA jest honorowany nie tylko na kolei. Na początku szlaku meldujemy się około 10:30, czyli po 4 godzinach od wyjazdu z Wrocławia. Nie jest źle.

Początkowo mamy problem z odnalezieniem naszego szlaku – oznaczenie nie jest idealne, ale udaje się i ruszamy w stronę gór. I już po chwili od wyjścia z miasta pojawia się widok na skalisty wierzchołek Nonnenfelsen.


W tym miejscu znajduje się również ferrata, my jednak w planach mamy tylko normalne chodzenie, więc schodami udajemy się na górę.

Na szczycie prócz platformy widokowej jest również restauracja, a może także schronisko. Co do widoków, to widać głównie okoliczne skały oraz Luž, najwyższy szczyt w okolicy.


Luž


Schodząc ze szczytu przechodzimy obok skałek piaskowcowych. Nie są one tak ciekawe i okazałe jak np. w Górach Stołowych, ale i tak warto je zobaczyć. Zresztą, podobnie jak tam, tutaj również wiele z nich posiada swoje nazwy, nawiązujące do ich wyglądu.


Dalszy szlak jest mało ciekawy, wiedzie szeroką drogą przez las, więc widoków brak. Jest za to wiata, idealnie nadająca się do celów noclegowych ;-)


Dopiero na rozdrożu szlaków pod Lużem, można dostrzec jak on wygląda z bliska. A prezentuje się konkretnie, jak na kopułę wulkaniczną przystało.


Na szczycie można znaleźć ruiny XIX-wiecznej gospody oraz słupek szczytowy.


A widoki są rewelacyjne. Nie ma tam co prawda strzelistych grani, czy też wysokich szczytów, ale rozsiane to tu, to tam, pojedyncze kopce. Taki to już urok dawnych terenów wulkanicznych.




Na górze jemy obiad, a następnie schodzimy tą samą drogą, którą weszliśmy na szczyt. Następnie trzymamy się cały czas czerwonego szlaku, który wyprowadza na widziane wcześniej skały. Sam szlak, jak to w Niemczech, ma swoją nazwę i nazywa się Orgelweg.
Wiedzie wśród przeróżnych skał, punktów widokowych, a także wiat.


Odwiedzone wcześniej Nonnenfelsen.


Widać także Luž.


Słupy bazaltowe w wersji małych kominów.

Są i wielbłądy.


Oraz kolejna wiata.


Później idziemy, idziemy i dochodzimy na dwuwierzchołkowy Hvozd. Na południowym wierzchołku znajduje się schronisko i restauracja, a na północnym wieża widokowa i restauracja. O ile schronisko jest otwarte i można odbić pieczątkę w zeszycie, o tyle wieża jest zamknięta. Na szczęście spod schroniska można podziwiać widoki na okolicę. Niestety chmury zbierają się na niebie, a za tym idzie brak słońca, co daje bardzo słabe warunki do robienia zdjęć.
Reszta dzisiejszej trasy mija nam na wędrówce lasem. Jest za to kolejne miejsce noclegowe.


My jednak idziemy dalej, uzupełniamy wodę w Kočičí studánce i rozbijamy namiot przy jednej ze ścieżek na Sokol.

Czwartek, 11 września 2014

Sokol, , Pod Vraními skalami, , Horní Sedlo, , Pod Velkým Vápenným

Rano wstajemy, jemy śniadanie i wchodzimy na Sokol, na którego szczycie znajdują się ruiny średniowiecznego zamku obronnego Starý Falkenburk. Nie jest to okazała budowla, wręcz mogę powiedzieć, że gdyby nie informacja na mapie, to bym nie wiedział, że tam są jakieś ruiny.

Następnie przechodzimy przez Petrovice i okoliczne pola, po czym ponownie zagłębiamy się w las. Jak widać, dzisiaj już się przejaśniło i prócz chmur jest też słońce, przynajmniej w tej chwili ;-)


Teraz podchodzimy do wiaty znajdującej się Pod Loupežnickým vrchem, gdzie ja zostaję, a Kasia idzie na szczyt.


Jak się okazało, szczyt mnie nie zaskoczył i widoków z niego żadnych nie było, tylko las i tabliczka.

No, ale czego się spodziewać po szczycie o wysokości 539 m n.p.m.? Wiadomo, że jeśli nie ma wieży, to utknie się w lesie.

Po ruszeniu w dalszą drogę trafiamy na ciekawy fragment szlaku noszącego nazwę Mezinárodní naučná stezka Lužické a Žitavské hory. Szlak poprowadzony jest wśród porozrzucanych kamieni i skał. Część z nich jest mała, ale są też kilku, czy też kilkunasto metrowe.


W pewnym momencie wychodzimy też na podcięty grzbiet, który przypomina urwiska Gór Stołowych.

Przez pewien czas idzie się wzdłuż urwiska, co jest ciekawym urozmaiceniem dzisiejszego etapu trasy.
Niedługo potem opuszczamy ścieżkę edukacyjną i na rozdrożu Pod Vysokou opuszczamy znakowany szlak i starym szlakiem dochodzimy do asfaltu. Co prawda pomijamy w ten sposób Sloní kameny, ale zaoszczędzamy kilka kilometrów marszu, zejście do Jítravy oraz wędrówkę wzdłuż głównej drogi. W starym wariancie wychodzimy na łąkę ze schronem z czasów II Wojny Światowej, przechodzimy przez drogę i ponownie jesteśmy w lesie na szlaku.


Kolejny etap wędrówki to marsz do studánki Pod Velkým Vápenným, gdzie bierzemy wodę i pod wiatą gotujemy obiad.
Gdy już mamy ruszać dalej zaczyna padać deszcz. Ponieważ bez sensu jest iść dalej i moknąć, podchodzimy jedynie do starego kamieniołomu, w którym znajduje się chatka czeskiego klubu jaskiniowego. Chatka jest zamykana, więc rozkładamy namiot na płaskim miejscu obok niego. W tym momencie znajduję zgubioną przez kogoś szpilkę do namiotu, będę miał zapasową ;-)


Rozłożenie namiotu okazało się dobrą decyzją, bo deszcz pada niemal bez przerwy aż do następnego dnia. Nie zawsze jest to wielka ulewa, ale wystarczyłoby, by zmoknąć całkowicie. A tak mamy własny dach nad głową, a także osłonięty przedsionek chatki, by spokojnie ugotować kolację.

Piątek, 12 września 2014

Pod Velkým Vápenným, , Tr ávnik, , Dánské kameny

Rano budzimy się późno, bo budzika nie nastawialiśmy, wyglądam z namiotu, a tam widać pewną zmianę. No, mówiąc dokładnie to nie widać nic, bo pojawiła się mgła ;-)


Zatem jemy śniadanie, wracamy do namiotu i przeczekujemy kolejne opady deszczu. W międzyczasie zwiedzamy okolicę kamieniołomu, podchodzimy również do zamkniętego wlotu jaskini, ale nie da się wejść do środka.
Siedzimy, siedzimy, czekamy na polepszenie pogody, aż o 14:30 ruszamy w dalszą drogę. Pierwotnie chciałem przejść przez szczyt Vápenný, ale niskie chmury odwiodły mnie od tego pomysłu i poszliśmy żółtym szlakiem omijającym wierzchołek.
Dzisiejsza trasa nie jest długa, bo już o 17 weszliśmy na Dánské kameny, pod którymi zaplanowałem nocleg. Czemu tak blisko, skoro do końca dnia zostało jeszcze trochę czasu? Wyjaśnieniem jest prognoza pogody na następny dzień dająca szansę na wschód słońca z Ještědu. A stąd już blisko, więc na rano da się podejść;-)
Ale wracając do dzisiejszego odcinka, to co prawda wiedzie on głównie lasem, ale ładne widoki też są.




Ještěd.


Suszenie namiotu po wędrówce, a przed kolejnym noclegiem.


Na tych skałach jest również punkt widokowy, lecz widok jest bardzo ograniczony przez drzewa. Jednakże zachodzące słońce ładnie oświetliło chmury na niebie.


Sobota, 13 września 2014

Dánské kameny, , Ještěd, , Nad Výpřeží, , Liberec
Dětřichov nad Bystřicí, , Slunečná

Wstajemy wcześnie, bo wschód jest po 6, a do przejścia wg mapy.cz jest odcinek określany na 1:25h. Ostatecznie zeszło nam poniżej godziny i z piorunami za plecami wchodzimy na szczyt. Jednak nie ma co się obawiać burzy, bo jest ona bardzo daleko i widać jedynie rozbłyskujące chmury na horyzoncie, gdzieś nad Niemcami chyba.

Początkowo niebo jest tylko lekko pomarańczowe nad Karkonoszami, jednak systematycznie się to zmienia,


Pojawia się też słońce na lewo od Śnieżki a na prawo od Wielkiego Szyszaka.


A co w dole? Chmury. Początkowo zakrywały cały obszar między nami, a Karkonoszami, później jednak rozmyły się i zostały tylko w bliższej odległości od Jesztedu.


W porannym słońcu mgły prezentują się rewelacyjnie.


W okolicy są też jakieś skałki.


Chwilę po wschodzie chmury się podniosły, zakrywając część widoków, a także sam szczyt. Zdjęcie szczytowe już nie prezentuje się tak ładnie.


Na szczycie, obok parkingu, znajduje się rzeźba podpisana jako „Dítě z Marsu”, czyli „Dziecko z Marsa”. Ciekawe, czy to nawiązanie do tej wieży w kształcie rakiety na szczycie? :-P

A później schodzimy w dół. Pogoda coraz gorsza, chmury, ale nie pada.


Uważne oko dojrzy jeszcze Karkonosze.


Na asfalcie ostatnia fota i już bez widoków schodzimy do Liberca.


Po zejściu na dół, wsiadamy do tramwaju i, po przygodach z zakupieniem biletów, jedziemy do centrum. Zwiedzając miasto robimy zakupy, zachodzimy do pizzerii na obiad, po czym jedziemy na dworzec kolejowy. Stąd Kasia wraca do Wrocławia, a ja jadę w Nízký Jeseník, w celu wejścia na jego najwyższy szczyt.
Podróż trwa 6 godzin, z dwoma przesiadkami: w Pardubicach oraz w Olomoucu.

Dětřichov nad Bystřicí to mała miejscowość, albo wioska. Stacja kolejowa znajduje się poza terenem zabudowanym i trzeba do niej sporo iść. Reszta trasy na najwyższy szczyt pasma jest prosta, monotonna i mało ciekawa. Ale za to podejście „na krechę” jest konkretne. Zresztą szlak wygląda na poprowadzony „od linijki”.
Pokażę, jak wyglądała moja profesjonalna mapa tego terenu :-D Uprzedzam, że błędnie umiejscowiony jest na niej szczyt, bo w terenie znajduje się dokładnie w miejscu skrzyżowania szlaków.


Ja doszedłem do tabliczki, skręciłem w lewo i poszedłem jeszcze dalej by zobaczyć czy nie ma tam czegoś wyższego. Nie było, była za to przełęcz, albo i dwie :-P W każdym razie po pewnym czasie zawróciłem i zatrzymałem się pod tabliczką na fotę szczytową i pamiątkowy wpis w zeszycie.

Ciekawe jest to, że większość wpisów, to Polacy zdobywający Koronę Sudetów. I w sumie się nie dziwię, bo szczyt jest na tyle nudny, że gdyby nie to, nie pojawiłbym się na nim. Bo czas dojazdu w te tereny jest zbyt długi w porównaniu do atrakcyjności okolicy.
Później schodzę trochę w stronę Dětřichova, rozbijam namiot, otwieram czeskie piwo w celu świętowania zdobycia ostatniego szczytu z Korony Sudetów i idę spać :-)

Niedziela, 14 września 2014

Slunečná, , Dětřichov nad Bystřicí

Rano wczesna pobudka, zwinięcie mokrego namiotu po nocnym deszczu i idę na dworzec na poranny pociąg. Ostatnie kilkaset metrów pokonuję już w deszczu, ale na dworcu chowam się pod dachem i czekam na pociąg do Pragi. Tym razem tylko z jedną przesiadką Olomoucu, i w czasie 4h40min jestem na miejscu. Tym sposobem mam 12h na zwiedzanie miasta. Niestety, jestem tam drugi raz i drugi raz pada. Może za trzecim razem się uda pozwiedzać w słońcu?

W każdym razie, to nie historia na ten wpis, więc nawiążę tylko do kolejnej części opowieści.
Z Pragi mam pociąg międzynarodowy do słowackiej Štrby o godzinie 22:26. Podróż urozmaica mi cygańska impreza dwa przedziały obok oraz dwugodzinne opóźnienie spowodowane awarią innego pociągu. Planowo miałem być na miejscu o 6:20, ale opóźnienie powoduje, że nie zdążam na elektriczkę na Štrbské Pleso i musze czekać, co zwiększa opóźnienie względem planu. W Štrbie spotykam się z Kasią, po czym zmieniamy początkowe plany i jedziemy do Starego Smokowca.
A co tam robiliśmy, opisałem już w innym miejscu :-)

Podsumowując, widoki na kopce w Łużyckich, to dla mnie temat rewelacyjny. Zresztą, podobnie jest na Średniogórzu Czeskim, które chcę powtórzyć kiedyś. Generalnie przez większość czasu idzie się lasem, ale te chwile z widokami, przy dobrej pogodzie, wynagradzają wszystko.

Więcej zdjęć: https://picasaweb.google.com/100322683368167953190/LuzickeHoryJestedskoKozakovskyHrbetNizkyJesenik1014092014

Komentarze

  1. No to Luz Panie! Na mnie również przyjdzie pora, choć to wypraaawa Paaanie jest...

    Za to jutro na najmniej oryginalny karkonoski standard się udaję. Prognozy dają szansę na zabicie rutyny. Czego człek nie zrobi w poszukiwaniu zimy... W STYCZNIU !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, kawałek drogi do przejechania jest.

      Ja jutro czeskie Izery w opcji wiata full wypas ;-)
      Ja tam na zimę nie narzekam aż tak bardzo. Tydzień temu już porakietowałem w Izerach, w grudniu spałem przy -20 na termometrze, 2600m przekroczyłem. Zima jak dla mnie udana :-)

      Usuń
    2. -20? Jesteś hardkorem! ;)

      Usuń
    3. -20 było jak wychodziłem rano z namiotu ;-) Druga zime polowałem na taką temperaturę i w końcu się udało. To teraz czekam na rosyjski wyż i -25. Na pewno będę polował ;-)

      Usuń
  2. Fajna sudecka wycieczka.
    Zaskakujące, że uważasz za rewelacyjne coś poza Tatrami i mające poniżej 1000m :D Ale to pozytywne zaskoczenie;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to nie chodzi o wysokość, a atrakcyjność ;-) Zresztą, popatrz na jedną z moich ulubionych gór - Ruprechtický Špičák. Ma tylko 880m, a jak jest ciekawy i często przeze mnie odwiedzany :-D

      A Tatry to inna kategoria... One są wyjątkowe :-)

      Usuń
  3. Gratki, za zdobycie wszystkich szczytów korony :D Bardzo ciekawa relacja, sam w Góry Łużyckie chętnie bym się wybrał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-) Powoli przymierzam się do notki podsumowującej temat Korony Sudetów, zobaczę kiedy zdążę ją napisać...
      A Góry Łużyckie rzeczywiście są godne odwiedzenia, szczególnie w połączeniu z czymś ciekawym, niekoniecznie sudeckim, z okolicy.

      Usuń
  4. Oglądając zdjęcia wyobraziłem sobie, jak ileś tam milionów lat temu rzeczywiście okoliczne szczyty były wulkanami i dymiły chmurami pyłów. To pomarańczowe zdjęcie skalistego wierzchołka pasuje mi do erupcji wulkanu.
    No, to się przeniosłem w czasie, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, sam się nieraz zastanawiałem patrząc na takie stożki, jak to musiało wyglądać kiedyś. Teraz się na to spogląda i aż trudno uwierzyć, że kiedyś tu były tak niegościnne tereny do życia.
      Zwłaszcza, że obecnie, ten obszar jest zupełnie nieaktywny wulkanicznie.

      Usuń
  5. Oficjalne gratulacje za ukończenie Korony Sudetów :-) Przede mną jeszcze trochę szczytów do zdobycia więc jak coś wiem gdzie mam szukać wskazówek ;-)

    A bilety EURO- NYSA to genialny wynalazek :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-) A jeśli będziesz potrzebować informacji o jakichkolwiek szczytach, chętnie pomogę ;-P Jak coś, we wpisach też trochę informacji się znajdzie.

      Usuń
  6. No to jeszcze raz szczere gratulacje za zdobycie całej Korony Sudetów. Który ze szczytów wg Ciebie najciekawszy z listy? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-)

      To pytanie jest bardzo trudne. Nie sposób na nie tak jednoznacznie odpowiedzieć. Bo fakt, sporo zależy od atrakcyjności samego szczytu, ale również warunki jakie na nim miałem miały duży wpływ na to, jak spostrzegam dane miejsce. W każdym razie mam w planie napisać podsumowanie mojej Korony Sudetów i tam napiszę co nieco :-)

      Usuń
  7. I ja podłączam się do gratulacji :) A fotorelacja z wyprawy super, sama bym chętnie wzięła namiot i powędrowała tak przez kilka dni. Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-)

      No to trzymam kciuki, by Ci się udało znaleźć kilka dni i namiot i byś wyruszyła na szlak :-)

      Usuń
  8. Prezentacja porannych mgieł w słońcu z różowym odcieniem nieba, uwielbiam .
    Zastanawiająca rzeźba dlaczego tam, omijjając co autor miał na myśli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś czytałem ,że ten marsjanin wyszedł z tej kosmicznej rakiety, co jest na szczycie ;-) Chociaż nie wiem na ile można wierzyć w taką interpretację wydarzeń ;-P

      Usuń

Publikowanie komentarza