Świnica 2301 m n.p.m. - Północno-wschodni żleb


fot. Aro

Świnica to jeden z najtłumniej odwiedzanych tatrzańskich szczytów. Zimą najczęściej odwiedzany jest tylko jej północno-zachodni, tzw. taternicki wierzchołek, od Świnickiej Przełęczy. Na nim byłem też zimą kilka lat temu. A tym razem przyszedł czas na coś nowego i tak padło na północno-wschodni żleb Świnicy. Charakter drogi mocno zależy od warunków śniegowych, jakie się zastanie na miejscu. Czasem może być to w całości popylanie po śniegu, czasem mikstowe zabawy, albo dziabanie w lodzie. A na co my trafiliśmy?

Sobota, 25 marca 2017

Z Aro, Tomkiem i ich znajomą spotykam się kilka minut po 6. na zakopiańskim dworcu, gdzie wysiadam z Polskiego Busa. Zapakowanie do auta i jedziemy do Brzezin skąd podchodzimy do Murowańca. Marsz drogą dojazdową do schroniska mija raczej szybko, chociaż w końcowym jego etapie ten las trochę mi się dłuży. Całe szczęście przez większość drogi śnieg zakrywa kamienie i idzie się przyjemnie.
Po drodze spotykamy liska. Niestety trochę się wstydzi i do obiektywu staje tyłem.


W pewnym momencie ukazuje nam się Ona. Świnica, z widocznym północno-wschodnim żlebem, którym mamy zamiar wejść na jej wierzchołek. Jest to te wyraźne wcięcie ciągnące się od przełączki między wierzchołkami i ciągnące się w lewą stronę.


W schronisku śniadanie, herbata, pogaduchy, wpis do książki wyjść i ruszamy. Aro niepokoi się trochę chmurami, które zasłoniły całą okolicę Świnicy. Ja jednak jestem przekonany, że znikną i będziemy mieli lampę na drodze. Tak też się dzieje, bo już koło dolnej stacji kolejki chmur praktycznie już nie ma.


Idziemy szlakiem na Kościelec, aż do miejsca, gdzie pojawia się odbicie na Świnicką Przełęcz. Nie udajemy się w tym kierunku, tylko przechodzimy wzdłuż ściany do miejsca, gdzie zaczniemy wspinaczkę, mogąc dobrze przyjrzeć się Kościelcom.


Najpierw posilamy się jakimiś batonami, szykujemy sprzęt i ruszamy na pierwszy odcinek naszej drogi. Jest to stromy, zasypany śniegiem próg żlebu, powyżej którego mamy pierwsze stanowisko. Na tym odcinku mijamy parę wspinaczy, których widzieliśmy jak szli w tym kierunku przed nami. Zamieniamy kilka słów i dowiadujemy się, że planują chyba zrobienie tej samej drogi co my, jednak nie są zbytnio pewni tego jak iść. No i przekonania co do obranego celu raczej również u nich brak.

Idąc w poszukiwaniu jakiejś skały do asekuracji (według topo ten fragment ma nachylenie 45°) zachodzimy za wysoko, zakładamy stanowisko i Aro schodzi jakieś 20 metrów w dół by wejść w nasz żleb.

Aro zatrzymuje się na krawędzi skał ograniczających żleb od lewej strony. Tam też do niego dołączamy, robiąc tym samym miejsce zespołowi idącemu za nami, w miejscu naszego poprzedniego stanowiska.


Ruszamy w górę. Od początku jest stromo, a potem będzie tylko ciekawiej ;)

Mniej więcej jakoś wtedy spostrzegam w dole dwie osoby, które idą w stronę doliny, od strony zboczy Świnicy. Jak przypuszczamy, byli to mijani przez nas wcześniej wspinacze, bo już ich nie spotkaliśmy więcej tego dnia.

Po drodze mamy pierwszy krótki wylany lód.

fot. Aro

Stanowisko zrobione ze śrub, bo innych możliwości nie było. Skały pod lodem, te co wystawały nie nadawały się na pętle, a i pewności co do ich zwartości z podłożem brak.
fot. Aro

Najciekawsze jednak przed nami. Próg powyżej nas jest całkowicie wylany. Z powodu braku śniegu nie ma szans na spokojne przejście, a skały po prawej stronie wcale nie są takie łatwe, jak się początkowo wydają.


Stan tuż poniżej lodospadu z zastanej pętli, częściowo wtopionej w lód.

Próbujemy kolejno swoich sił z lodem. Ciekawe doświadczenie. Jest to moja pierwsza styczność z lodospadem. Pierwsze wbicia czekanów w pionowy lód (dziaba jednak sprawuje się dużo lepiej w tym zastosowaniu niż CT Alpin Tour ;) ), pierwsza wkręcona śruba. Super wrażenia, ale muszę poćwiczyć w bardziej komfortowych warunkach kolejnej zimy, niekoniecznie na prowadzeniu w Tatrach ;) Wędka też mnie zadowoli :P

Aro walczy z lodem.

fot. Tomek

Po przejściu tego dużego lodospadu mijamy jeszcze kilka mniejszych pól lodowych, stromą ściankę i ponownie stajemy na śnieżnym dnie żlebu, którym już bez komplikacji dojdziemy na grań.

fot. Aro


fot. Aro

Ale słońce daje po oczach na stanowiskach na tej północnej ścianie :P
fot. Aro

Jak widać biel kasku schowałem pod błękitem kaptura kurtki, a to przez coraz silniejszy wiatr, który wzmagał się wraz z nabieraniem wysokości, dając nam przedsmak tego, co czeka nas na grani.
Do końca pozostała nam już tylko śnieżna część żlebu, zwężająca się, ale bez trudności technicznych. Jedynie coraz bardziej stroma, osiągając pod koniec ponad 40° nachylenia.



fot. Aro

Ostatnie metry pod Świnicką Szczerbiną Niżnią, oddzielającą oba wierzchołki Świnicy.


I wychodzimy na grań.


Do wierzchołka taternickiego leżącego po prawej jest rzut beretem, my jednak chcemy wejść na główny wierzchołek, leżący po naszej lewej stronie. By się na nim znaleźć musimy przejść grań, częściowo jeszcze pokrytą śniegiem.


Towarzyszy nam mocny, zimny wiatr, przed którym chowamy się na szczycie za większym głazem. Długo tutaj nie przesiadujemy, jedynie łyk herbaty, trochę słodyczy, zdjęć i zaczynamy schodzić granią w dół.

fot. Aro


fot. Aro

Widok na Gładką Przełęcz, Mur Hrubego, Krywań.


Kasprowy, Czerwone Wiechy, Giewont


Zamarznięty Staw i otaczającego go szczyty.


Gładka Przełęcz, Mur Hrubego, Krywań.


Jak już wspominałem, na szczycie nie spędzamy dużo czasu i zaczynamy zejście w promieniach zachodzącego słońca.


Trawers taternickiego wierzchołka Świnicy.


Z okolic Świnickiej Przełęczy oglądamy zachód słońca, chowamy sprzęt i schodzimy do Doliny Gąsienicowej.


Zejście mija bez większych przygód. Śnieg jest twardy, nie zapadamy się przez większość czasu. Jednak jedno niespodziewane zapadnięcie się w śniegu wystarczyło, bym rozwalił spodnie rakiem. Schodziłem dosyć szybko po stabilnym śniegu, jednak niespodziewanie jedna noga wpadła po kolano w śnieg. Siłą rozpędu druga noga poszła dalej do przodu zahaczając o nogawkę na wysokości kolana. Cóż, czas poszukać nowych spodni na zimę ;)

W schronisku wypis z książki wyjść i siadamy do stołu by coś zjeść. Ja zamawiam kwaśnicę, przynoszę do stolika i wywiązuje się taka ciekawa rozmowa:
Aro: "Skąd to masz?"
Ja: "Yyy... kupiłem?"
Aro: "Ale jak?"
Ja: "W recepcji."
Aro: "A co to jest?"
Ja: "Kwaśnica"
Aro: "A, to tak. Bo po 18 to tylko zupy mają"

I wtedy zrozumiałem o co mu chodziło, bo oni chcieli jakieś standardowe drugie danie i odeszli z kwitkiem od lady, a ja nauczony doświadczeniem, zamówiłem kwaśnicę z żeberkiem, która swoją konsystencją może przypominać drugie danie ;) Tamtejsze porcje zadowolą wielu głodnych turystów. Polecam, jeżeli ktoś by chciał coś jeść w Murowańcu.

Później nocne zejście do samochodu, które już się strasznie dłuży, nie jak to poranne podejście. Do tego kamienie, rano wydające się niemal przez całą drogę zakryte śniegiem, okazują się całkiem wyraźnie wystająca, a spory odcinek jest całkowicie pozbawiony śniegu, więc nogi się męczą. Ale udaje się bezpiecznie zejść na dół, ogarnąć sprzęt i wrócić do cywilizacji.

Wycieczka była świetna. Warunki w żlebie w pełni zimowe, pogoda dopisała, nowe lodowe doświadczenie zdobyte. Mam więcej motywacji, by następnej zimy pojechać na jakieś lodospady, bo to zupełnie coś innego niż śnieg, a brakuje mi jeszcze pewności przy prowadzeniu w lodzie. A kto wie kiedy może się to przydać. Podziękowania dla Aro i Tomka za towarzystwo. Do następnego :)

I na koniec jeszcze obrazek ze schematem jak szliśmy:


Więcej zdjęć: https://goo.gl/photos/wiJCgH8sjutM3m6QA

Komentarze

  1. Dla mnie na razie to abstrakcja, ale poczytać lubię :) Fajnie to wszystko wygląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie kilka lat temu też była to abstrakcja, a teraz okazuje się, że to nie takie straszne jak wygląda ;) Tak więc wszystko przed Tobą :)

      Usuń
  2. No, pierwszy lodowy wspin! Super! Teraz koniecznie musisz upolować zimą dobre warunki w naszej Głuszycy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś do naszej Głuszycy mi nie po drodze. Już dwie czy 3 zimy chciałem się tam pojawić, ale albo nie było warunków, albo czasu. Może w przyszłym roku coś się zmieni.

      Usuń
  3. Pełen szacunek. Gratuluję wejścia.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratulacje. Mieliście bardzo fajne warunki w ścianie. No i cieszę się, że zaglądasz na bloga. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki.
      Zaglądam, można wiele inspiracji na nim znaleźć. Na pewno jeszcze nie jedną rzecz z niego sobie użyję w trakcie własnego wyjazdu :)

      Usuń
  5. Jakoś tak (nie wiem czemu) ta relacja wpisuje się w klimat książki, którą teraz czytam. Michał Jagiełło co prawda skupia się w niej na wypadkach górskich, ale dość często podkreśla, że góry zdobywają młodzi, zapaleni ludzie. Bo zawsze ktoś musi być pierwszy i zrobić to pierwszy raz :) Jak Wy tutaj, inni siedzieliby w tym czasie jedynie w schronisku grzejąc doopki, a Wy i śnieg i nachylenie i wiatr i lodospad po drodze. O porwanych rajtkach nie wspomnę. Wielki szacunek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście nasza wycieczka nie wpisała się w tematykę tej książki ;)

      Ale coś w tym jest, że wielu by się nie chciało nigdzie ruszać, bo schroniskowe ławki są takie fajne. Można sobie posiedzieć, napić się piwka, poopalać się, a nie trzeba się męczyć. Wiele razy się nie chce nawet gdzieś iść, ale jak już się zmusi do ruszenia, to potem satysfakcja jest :) Najtrudniej się ruszyć, co wie chyba każdy górołaz :P

      Usuń
    2. No na całe szczęście :) I prawda, że jak już się zlezie z górki, to się człek cieszy i nie pamięta jak złożeczył sam sobie idąc i sapiąc :)

      Usuń
  6. Imponujace. Ale niestety dla mnie to juz nieosiagalne. Nie tyle ze wzgledow technicznych. ale kondycyjnych. ALe raduje mnie, ze jednak sa ludzie, ktorym sie chce. Tylko jedno pytanie: Po co ten pospiech? No, ale ja juz nie pracuje. Co rpawda moj szef jeszcze o tym nie wie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)

      Co do pośpiechu, to nie wiem gdzie o nim wyczytałeś, bo czas nas nie gonił, a i jakoś na trasie się nie śpieszyliśmy. Nie kojarzę, żebym gdzieś pisał z takiej perspektywy.

      Usuń
  7. Do wygodnego poćwiczenia zimą ;)
    http://www.lodospady.pl/index.php/topo-lodospadow/sudety-karkonosze/61-lodospad-w-guszycy-gornej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za linka :) Rejon znam, nawet próbuję się tam wybrać już 2 lata, ale zawsze nie wychodziło. Ale tej zimy chcę tam być obowiązkowo!

      Usuń

Prześlij komentarz