Skrajny Granat 2225 m n.p.m. - Środkowe Żebro (V-)


fot. Wojtek

Jednym z planów tatrzańskich na ten rok było spróbowanie swoich sił na typowej drodze wspinaczkowej. Wiadomo, skałki skałkami, ale Tatry to zupełnie co innego. I skala większa, i pogoda bardziej zmienna i często mniej przyjazna. A do tego ta przestrzeń, której w skałach ciężko doświadczyć. Już raz w tym roku umawiałem się z Damianem na odwiedzenie rejonu Gąsienicowej wspinaczkowo, ale wtedy mieliśmy problemy transportowe i ostatecznie wylądowaliśmy w Rudawach Janowickich. Tym razem umówiłem się z Hemli i Wojtkiem na Grań Świnicy, ale znów nie obyło się bez komplikacji...

Czwartek, 1 października 2015

Kuźnice, , Czarny Staw Gąsienicowy, , Środkowe Żebro, , , Kuźnice

Dzień wcześniej, późnym wieczorem dostaję sms'a od Wojtka, że Hemli jednak nie jedzie i co w takim razie robimy. Odpisuję, że jedziemy i coś się rano ustali. Warto wspomnieć, że w środę w Tatrach popadał śnieg i wszystko wyżej jest białe.
Po godzinie 6. spotykam się z Wojtkiem pod Krzeptówkami, gdzie mam noclegi i jedziemy do Zakopca zaparkować auto i podchodzimy do Kuźnic. Tam jesteśmy kwadrans przed 8, kasa jeszcze zamknięta, więc wchodzimy za friko.

fot. Wojtek

Podchodzimy powoli, gdyż nie śpieszy się nam. Czekamy na słońce i ciepło, które ze sobą przyniesie. Na razie jest zimno, ale szlak jest suchy. Oszronione są jedynie belki ułożone wzdłuż szlaku na Boczaniu. Stamtąd mamy tradycyjne widoki na Gorce, ale zdecydowanie ładniej jest w stronę Czerwonych Wierchów i Giewontu.


Chwilę później tradycyjny już kadr na Halę Gąsienicową, tym razem w jesiennych barwach.


Zachodzimy do Murowańca na śniadanie. Podczas niego ustalamy nasz plan na dzisiaj. Grań Świnicy odpuszczamy ze względu na oblodzenie. Zastanawiamy się nad czymś na Kościelcach, Granatach i ostatecznie wybieramy Środkowe Żebro (V-) na Skrajnym Granacie. Jest to krótka droga, prowadząca, zgodnie z nazwą, krótkim żebrem. Na drodze są gotowe stanowiska, można również znaleźć kilka stałych ringów i jakieś haki.
Ponieważ nie mamy ze sobą żadnego topo, idziemy zgodnie z tym, co pamiętamy z wcześniejszego czytania topo i relacji w necie. Od stawu podchodzimy żółtym szlakiem, by zejść z niego w miejscu wyraźnej ścieżki idącej w stronę ścian Granatów. Niestety, pierwsza ścieżka prowadzi pod Prawe Żebro, więc to nie do końca nasze miejsce startowe. No, ale trudno. Nie chce nam się cofać, więc postanawiamy dojść do naszej drogi bezpośrednio stąd. Dokładny przebieg naszego wariantu można zobaczyć na wcześniej linkowanym topo.

Ale zanim doszliśmy na start, to przyglądnęliśmy się dokładnie Grani Kościelców:


Widoczny był również oblodzony szczyt Koziego Wierchu.


Od strony Zakopanego zaczęły napływać niskie chmury, ponad którymi widoczna była Babia Góra, a w dole można dostrzec Gubałówkę.


Ale czas ubrać sprzęt i ruszać w górę. Wojtek szykuje się do prowadzenia pierwszego wyciągu.

Samą drogę rozpoczynamy o 11:45 kruchym żlebikiem, który z dołu wygląda na bezproblemowy, jednak w połowie jest miejsce wymagające chwili skupienia. Nie znaczy to jednak, że jest trudne, po prostu trzeba uważać czego się chwyta.


Pierwsze stanowisko Wojtek zakłada na wielkim głazie, na prawo od żlebu.

fot. Wojtek

Na pierwszym wyciągu:

fot. Wojtek

Wojtek na pierwszym stanowisku:

Przekazujemy sobie sprzęt i teraz ja zaczynam prowadzić. Początkowo idę pochyłą ścianką, następnie odbijam w lewo i przekraczam górną część żlebiku, którym szliśmy wcześniej. Tutaj chcę założyć pętlę na dużym kamieniu. Wpierw jednak sprawdzam jego wytrzymałość konkretnie ciągnąc za blok, który okazuje się mało stabilny i chwilę później przytrzymuję kolanem ponad 5kg głaz. W międzyczasie sprawdzam czy na linii spadku żlebu znajduje się nasze stanowisko, jednak ono jest poza nim, więc kamień leci bezpiecznie w dół.

fot. Wojtek

Po przejściu na lewą stronę żlebu, idę dalej w kierunku żebra, podchodząc trochę w górę terenem bez trudności. Stanowisko zakładam na platformie z wielkim blokiem i sterczącą małą iglicą.

fot. Wojtek

Na drugim stanowisku:

fot. Wojtek

Ten wyciąg jest dosyć łatwy, prowadzi mniej więcej ostrzem żebra.


Trzecie stanowisko Wojtek zakłada na bloku, poniżej gotowego stanowiska z pętli. Bardzo dobrze widać stąd początek naszej dalszej drogi, czyli wyraźne zacięcie, z którego wychodzi się na prawo.
fot. Wojtek

Tutaj zastanawiamy się też, czy zmienić buty na wspinaczkowe, czy pozostać w trekach. Dochodzimy do wniosku, że jeszcze zostaniemy w tych i najwyżej zmienimy po tym wyciągu.

fot. Wojtek

Dochodzę do wyraźnej płyty z "ringiem goprowskim" i zaczynam szukać, którędy będzie najprościej pokonać tę ściankę. Wprost wygląda niezbyt zachęcająco, dlatego też idę w prawo w stronę kominka, którym pokonuję ten odcinek. Tu dodatkowym problemem staje się przesztywnienie liny, która w międzyczasie dwukrotnie skręcała o 90st. Dopiero w domu, na topo Maćka Tertelisa zobaczyłem, ten kominek wyceniony jest na V.


Kominek na czwartym wyciągu.


Czwarte stanowisko zakładam na wielkim bloku skalnym.

Dochodzi do mnie Wojtek, bierze sprzęt i idzie w górę. Po przejściu jakichś 5 metrów, mówi że tutaj jest gotowy stan, więc przenosimy się tam, ze względu na lepszą widoczność dalszej drogi. Tak więc powstaje nasze stanowsko 4a ;)

fot. Wojtek

Przed nami teoretycznie najtrudniejszy fragment drogi, czyli "zacięcie Kusiona" (V-). Prowadzi go Wojtek, bo teraz jego kolej. Butów oczywiście nie zmieniamy, bo droga nie wygląda tak źle.

To zacięcie nie sprawiło mi dużych problemów, gdy szedłem na drugiego. Kłopot miałem jedynie z wyciągnięciem kości, która się dziwnie zaklinowała. Z ciekawszych rzeczy, to na tym wyciągu fragment przeszliśmy częściowo na asekuracji lotnej. Bo Wojtek doszedł do balkoniku za "zacięciem Kusiona" i spytał się, czy starczy mu liny do wyjścia na górę. Oceniłem ile jej jest i stwierdziłem, że raczej nie. Podszedłem więc kawałek do ringa, gdzie założyłem stanowisko 4b ;) Stąd asekurowałem Wojtka już do końca trudności. Powyżej balkonika, czeka na mnie jeszcze czwórkowy, skośny, lekko odpychający kominek, który wyprowadza na łatwy teren, którym dochodzimy do stanowiska końcowego, tuż obok szlaku.


Spotykamy tutaj kilku schodzących turystów, którzy robią nam zdjęcie, a my im pokazujemy pokrótce, do czego służy sprzęt wspinaczkowy.


Zaczynamy zejście szlakiem do Murowańca, gdzie spotykamy Hemli, która przyjechała później w Tatry. Sama droga zajęła nam 3 godziny.

Skrajny i Pośredni Granat

fot. Wojtek

W Murowańcu jemy obiad i się żegnamy, bo ja schodzę do Zakopca. Dzień kończę prelekcją Wojciecha Szatkowskiego w Dworcu Tatrzańskim dotyczącą zdobywców Zamarłej Turni.

Podsumowując wspinaczkowy wypad w Tatry uważam, że jest to fajne doświadczenie. Środkowe Żebro Skrajnego Granatu to dłuższa, niż do tej pory pokonane przeze mnie, droga wspinaczkowa. Poćwiczyłem szybkie operacje linowe, zakładanie własnych przelotów i poznałem jak wygląda IV/V-tkowa tatrzańska droga. W przyszłym roku na pewno pojawię się na jakichś innych drogach w okolicy, bo jest tutaj co robić.
A Wojtkowi dziękuję oczywiście za towarzystwo, myślę, że jeszcze gdzieś się razem powspinamy ;)

Komentarze

  1. Nie byle co! Gratulacje za akcje, super zdjęcia z drogi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hala Gąsienicowa zachwyca jak zwykle:) No, to już kawał przygody i gratuluje tatrzańskiej drogi przy takiej pięknej pogodzie:) Nieustannie zadziwia mnie ile tego wszystkiego trzeba na siebie zarzucić żeby się mierzyć z takim wyzwaniem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda rzeczywiście udała się rewelacyjnie, a i oblodzenia nie było, którego się obawialiśmy.

      No, trochę tego jest. Ale mnie bardziej zadziwia ile to wszystko waży. O ile gdy idzie się na wspinaczkę tylko ze sprzętem, to aż tak nie dokucza, lecz gdy prócz tego ma się jeszcze jakieś rzeczy biwakowe, to waga już jest odczuwalna. Można powiedzieć, że sama moja lina pojedyncza waży 4kg, a gdybym miał typowo górską linę połówkową, to waga kompletu to jest ok. 5-5,5kg. A do tego jeszcze reszta sprzętu. No, ale są dwie osoby do jego noszenia ;)

      Usuń
  3. Wskazówki odnośnie skalnych bloków i stanowisk bezcenne. Powiedz, jak wyglądały przeloty (co wykorzystałeś, czy sporo ich pomiędzy stanowiskami) ? Wycena IV, -V - jak być to odniósł do sportowych dróg w Jurze czy Sokolikach ? P.S. Granaty podobnie jak Kościelec planuje na sezon letni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie podstawową zasadą przy używaniu bloków jako punkt do pętli, jest sprawdzenie, czy dobrze się trzyma. Jeśli przy próbie poruszenia chociaż delikatnie się rusza, czy też sprawia wrażenie niepewnego, lepiej go nie używać.

      Ze sprzętu mieliśmy ze sobą zestaw kości i heksów - kości były chyba kompletne, hexy tylko wybrane.Do tego pętle różnej długości: 80, 100, 120, 240 na stanowiska i przeloty z bloków. A odległości między przelotami, to zależy jak akurat był teren. Bo jak łatwiej, to przelotów zakłada się mniej, jak jest trudniej, to więcej. Ilość zależy od osobistych odczuć w danej chwili i tego, czy w danym miejscu można coś spokojnie założyć - a nie w każdym miejscu się tak da. Ale asekuracja na tej drodze jest komfortowa.

      Raczej ciężko to odnieść do dróg sportowych(obitych), bo jednak założenie punktu trwa zazwyczaj dłużej niż tylko wpięcie ekspresu do ringa. I trzeba mieć świadomość, że gdy w skałach odpadniesz, to po kilku (2-3?) metrach będziesz bezpiecznie wisieć. Tutaj sam lot będzie dużo dłuższy, a i skutki mogą być poważniejsze, bo to nie jest jednak sam pion.
      Co do porównania samych trudności, to ciężko mi coś konkretniejszego napisać, bo nie mam doświadczenia w tej materii jeśli chodzi o Tatry, to była moja pierwsza droga w tych trudnościach dopiero.

      Na pewno polecam powspinać się w Sokołach na własnej asekuracji przed przyjazdem w Tatry, bo trzeba mieć zaufanie do przelotów, które samemu się zakłada. A początkowo o to jest ciężko ;)

      Usuń
    2. Właśnie w tym cały problem - nie wspinam się na własnej. A niestety w Tatry bliżej niż w Sokoły.
      Pytając o przeloty miałem na myśli ich rodzaj, o ile pętla na bloku to dość komfortowe rozwiązanie o tyle kości zależą od doświadczenia w ich osadzaniu - niestety często bywa, że tylko na nich się polega. Przydałoby się kilka drug kursowych w Tarach wymagających mieszanej asekuracji, w oczywistych miejscach pętla na blok w newralgiczny choć jeden spit.

      Usuń
    3. Hmm, skoro nie masz jeszcze żadnego doświadczenia z własną asekuracją, to bym nie proponował iść na trudniejszą wspinaczkę w Tatrach. Bo z samymi pętlami ciężko będzie przejść tego typu drogę z komfortową asekuracją. Same pętle mogą starczyć przy przechodzeniu łatwiejszych grani, ale nie bardziej pionowych dróg. Ale nawet na takiej grani trzeba wiedzieć co nieco o zakładaniu własnej asekuracji, by robić to bezpiecznie.

      Ja bym nie radził w każdym razie zaczynać swojej przygody ze wspinaczką na własnej od Tatr, dużo lepiej poćwiczyć to w skałach, gdzie można na różne sposoby uczyć się zakładania kości. Np. wspinając się na wędkę wkładać kości, potem obciążać te punkty i sprawdzać w bezpiecznych warunkach czy zostały założone poprawnie. Takie ćwiczenie bardzo zwiększa wiarę w kości. Oczywiście są też kursy, na których również uczą wspinaczki z własną asekuracją.

      Usuń
    4. Niestety na pewnym etapie nie ma już wyjścia i trzeba zacząć się wspinać na własnej. To chyba jak z drogami wielowyciągowymi - ile można się wspinać do 30m. Polecisz jakieś materiały dydaktyczne odnośnie wspinania na własnej asekuracji (książka/poradnik) ?
      P.S.
      Dzięki na radę odnośnie wędki i kości :)

      Usuń
    5. Niestety nie polecę żadnej konkretnej książki, w różnych ta tematyka jest poruszana. Warto przejrzeć kilka tytułów, by poznać teorię. Ale ćwiczenia to podstawa. Powodzenia :)

      Usuń
  4. Robi wrażenie. Fajnie, że pogoda dopisała.

    Już od jakiegoś czasu planuję postawić pierwsze kroki we wspinaczce, gdyż jak widzę doznania są skrajnie różne od zwykłej turystyki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To życzę, by udało się to jak najszybciej, bo rzeczywiście wtedy ma się większe możliwości. Teraz jest jesień, idzie zima, więc możesz pójść na jakąś ściankę, nauczysz się tam podstawowej obsługi sprzętu. Potem wiosną,latem pojedz w skały i gdy nabierzesz wprawy, poradzisz sobie i w Tatrach spokojnie :) Powodzenia :)

      Usuń
    2. Taki mam właśnie plan, aby obecny okres przeznaczyć na ścianki i zobaczyć, z czym to się je :).

      Usuń
  5. Pogoda dopisała nam w tym miejscu.
    Nie wiem jak Tobie, ale mi największą atrakcją wydała się ta dolna część, nie należąca do tej drogi. Nie do końca wiedzieliśmy jak iść, latające głazy i takie tam...
    Tam mi się podobało:-)

    Do następnego więc!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dolna część była ciekawa, bo nie taka znana jak ta górna ;) Ale gdyby nie było tego latającego kamienia, to nie miałbym nic przeciwko.
      To do następnego, ale tym razem z jakimś topo przy sobie :P

      Usuń
    2. Haha, no tak, ale jak byśmy wiedzieli gdzie się to zaczyna, nie byłoby części atrakcji.
      Śmiać chciało, jak stanęliśmy pod jedną z najpopularniejszych dróg w najpopularniejszym rejonie i nie wiedzieliśmy gdzie zacząć:)
      Jaki byłby problem, gdyby to było w mało uczęszczanym rejonie?
      Orientacja to dla mnie bardzo trudna sprawa, nawet przy świetnej aurze - ot taki mój wniosek po tej wycieczce.

      Usuń
    3. Ja bym raczej powiedział, że z orientacją nie jest tak źle, tylko że o tej drodze wiedzieliśmy jedynie z przeczytanych wcześniej w necie informacji - i to nawet nie konkretnie pod kątem tej wycieczki, tylko kiedyś tam, przy okazji. No i nie mieliśmy żadnego topo ze sobą i szliśmy "to jakoś tu było". A idąc szlakiem skręciliśmy w pierwszą wydeptaną ścieżkę prowadzącą w stronę żebra, a powinniśmy w drugą ;) Idąc w mniej popularny rejon, na pewno wcześniej przeczytasz konkretnie o danym miejscu ;)

      Usuń
  6. Fajnie to wygląda, jak siedzę przed monitorem i oglądam zdjęcia. Gratuluje udanego wejścia. Takie trasy procentują doświadczeniem w przyszłości. Świetne zdjęcia, rzadko podobne kadry udaje się zrobić na typowym szlaku turystycznym.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kolejna dawka doświadczenia na pewno przyda się przy kolejnym wyjeździe tego typu. A plany oczywiście są i to w bliskiej okolicy tej drogi nawet ;)

      Usuń
  7. No to od tego żeberka, ruszy u Ciebie wspinaczkowa lawina w Tatrach, już to czuję w kościach ;) Musiała Ci się bardzo podobać ta droga, bo na zdjęciu dostrzegam praktycznie niespotykany u Ciebie uśmiech na szczycie/ końcu drogi :D Gratulację dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do tej lawiny wspinaczkowej, to się zobaczy co przyniesie następny sezon letni ;)

      No, uśmiech na końcu jest, bo akurat w chwili robienia zdjęcia, dwaj towarzyszący nam turyści z czegoś się śmiali, a my wraz z nimi ;) Ale żeby nie było, radość ze zrobienia Środkowego Żebra też była.

      Usuń
  8. Bardzo fajnie się poczytało i pooglądało Waszą zabawę na tym tatrzańskim żeberku :) Mi to by chyba zabrakło odwagi, aby tam poleźć :D
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi :) Wszystko jest dla ludzi, więc może kiedyś? ;)

      Usuń
  9. Póki co to możemy sobie tylko popatrzeć i pozazdrościć ;) Przy okazji gratulacje dla Wojtka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to z jakiej okazji?:)

      Usuń
    2. Oczywiście z okazji wspólnej zdobyczy z Arturem ;)

      Usuń

Prześlij komentarz