Mnich 2068 m n.p.m. - Zacięcie Robakiewicza (III)


Mnich był moim marzeniem odkąd pierwszy raz stanąłem nad taflą Morskiego Oka. Bo czy jest ktoś, kto tam był i nie zwrócił uwagi na ten pięknie sterczący kawał skały? Początkowo myślałem, że pozostanie tylko marzeniami, bo pewnie jest za trudny, bym mógł na niego wejść. Jak widać rzeczywistość się zmieniła ;-)

Czwartek, 18 września 2014

Schronisko w Dolinie Roztoki, , Wodogrzmoty Mickiewicza, , Morskie Oko, , Dolina za Mnichem, Mnich, Dolina za Mnichem, , Dolina Pięciu Stawów Polskich

Pierwotnie plan zakładał wczesną pobudkę i wyruszenie do góry jak najwcześniej. Chcieliśmy, by prócz wejścia na Mnicha, zrobić coś jeszcze. Jednak jak to z noclegami w schroniskach bywa, długo nam zajęło wstawanie.
Ostatecznie, nad Morskiem Okiem pojawiamy się równo o godzinie 9.
A tam witają nas takie klasyczne widoki:


Nie zatrzymujemy się jednak, a od razu ruszamy do góry. Tak wygląda nasz dzisiejszy cel.

Prawda, że poważnie? My jednak nie idziemy od tej strony. Początkowo zamierzaliśmy wejść na górę popularną drogą Przez płytę II, ale zasłyszane opinie o niej, spowodowały, że chcieliśmy zrobić coś ciekawszego i dłuższego, lecz nadal w miarę łatwego. Dlatego też decydujemy się na wejście Drogą Robakiewicza III.

Dokładnie o drodze napiszę później, na razie skupię się na widokach z Ceprostrady, czyli kamiennej drogi, wiodącej od Moka na Szpiglasową Przełęcz. I pojawia się słońce:


A pod nogami okazy miejscowej fauny.


Z innej „miejscowej fauny”, wyminęliśmy również dwóch TPNowców opisujących florę(?) oraz przewodnika z wolno podchodzącą grupą.
A czym wyżej, tym Mnich bliżej.


Widać już, że od drugiej strony nie jest taki stromy i wysoki, jednak w dalszym ciągu nie widać naszej drogi.
Po dojściu do odbicia szlaku na Wrota Chałubińskiego, spotykamy parę wspinaczy kończących właśnie swój odpoczynek i udających się w stronę Mnicha. Mam nadzieję, że nie planują wchodzić tą samą drogą co my i udajemy się za nimi do podnóża skały/góry.
Ścieżka oczywiście wyraźna, więc nie ma problemów nawigacyjnych. Skoro rok temu dało się podejść tu w chmurach i deszczu, więc nie może być trudno ;-) Na szczęście tym razem jest czyste niebo i dobra widoczność.
Widok na Niżnie Rysy.


Po dojściu pod ścianę oraz krótkiej rozmowie z zespołem podchodzącym przed nami, okazuje się, że wybrali ten sam wariant wejścia co my. Postanawiamy poczekać i wspinać się za nimi. Okazuje się to średnim pomysłem, bo długi czas musimy spędzić w cieniu Mnicha i marznąć. O ile prowadzący chłopak radzi sobie dobrze, to idąca na drugiego dziewczyna ma wyraźne problemy. Pierwsze schody dla niej zaczynają się już 2-3 metry ponad startem, gdy zaczęła coś motać z liną, która w efekcie zaklinowała jej się za kamieniem. Stoję na dole, obserwuję co ona tam robi, słyszę wołanie do jej partnera o pomoc. Niestety, ona wisi w miejscu tuż nad startem, a czas leci. By trochę jej pomóc (i nam jednocześnie), podchodzę do niej, odblokowuje linę i schodzę ponownie na dół. A ona rusza w górę.
I wyciąg.


Mniej-więcej do połowy zacięcia szło jej dobrze, ale jednym miejscu utyka na kolejne długie minuty, tym razem bez szansy pomocy ze strony innych. Później dowiedziałem się, że przyczyną tego była kość, której nie mogła wyciągnąć ze ściany, i którą ostatecznie zostawiła.

Po dłuższym oczekiwaniu i my możemy w końcu ruszyć do góry.
Pierwszy wyciąg prowadzi połogim zacięciem, zapoczątkowanym niskim prożkiem. Początkowo łatwo, trudniejszy fragment znajduje się w jego górnej płycie, mniej więcej w miejscu, gdzie zaczyna się ewidentna rysa. To też jest teoretycznie najtrudniejsze miejsce na tej drodze. Następnie wychodzi się na wygodną, trawiastą półkę, gdzie można założyć stanowisko. Czy to z haków, czy też pętlą o blok.
Gdy chcę zakomunikować Kasi, że może iść, nad Zadniego Mnicha przylatuje policyjny śmigłowiec z trenującymi TOPRowcami, co powoduje ogromne problemy komunikacyjne. Musimy trochę poczekać aż odleci, by usłyszeć siebie wzajemnie.

Końcowa rysa w zacięciu.




Ja na stanowisku.

W tym miejscu znajduję również taśmę 60cm i biorę ją ze sobą myśląc, że to zespół przed nami ją zgubił. Później okazało się, że to nie ich taśma, więc powiększyłem swój zestaw o jedną sztukę. Co prawda nie na długo, bo już miesiąc później zgubiłem ją w Rudawach ;-) Życie bywa przewrotne.
Na stanie, krótka rozmowa z Kasią na temat śmigła i ruszam dalej na drugi wyciąg.

Tu jest już łatwiej niż w zacięciu, idzie się bez problemu w wysokich trekach ;-) Właśnie, nie wspomniałem, że nie mieliśmy ze sobą butów wspinaczkowych, jak niemal wszyscy tam, tylko szliśmy w zwykłych trekach. Dało się spokojnie iść. W zacięciu tylko trzeba było mocniej pracować nogami na docisk.
Z ciekawostek na drugim etapie drogi, wspomnę o śmigle, które znów przyleciało, tym razem do Dolinki za Mnichem. Ponownie komunikacji z Kasią zero, za to porozmawiałem sobie ze starszym wspinaczem zjeżdżającym z Mnicha.


Kasia na drugim wyciągu.

Ten wyciąg kończy się dokładnie w tym samym miejscu, w którym zaczyna się droga Przez płytę.
Stanowisko numer dwa, z Zadnim Mnichem w tle.

No i kolejny przelot śmigła ;-)


Droga Przez płytę wygląda tak:

Można znaleźć na niej stałe punkty asekuracyjne, a jej główne trudności to początkowy, lekko przewieszony próg (dla Kasi) oraz końcowe wyjście na podszczytowa platformę (dla mnie). Jednak generalnie nie jest jakoś trudno.




Tuż pod platformą podszczytową.

A czemu tak pisze o tej platformie podszczytowej? Bo od niej odbija się lekko w lewo i wchodzi już na szczyt. W tym miejscu dochodzi również jakaś inna droga i dosłownie chwilę przede mną wychodzi tędy jakiś inny zespół. No nic, zakładam tu stan i ściągam Kasię. Pech chce, że prócz tego jednego zespołu, który szedł przed nami (2 osoby) na szczycie jest też inny (5 osób), oraz jeszcze dwie zjeżdżające właśnie osoby. Więc razem mamy na górze tłok siedmioosobowy (dwójka szybko zjechała), dlatego też dłuższą chwilę czekamy na możliwość wejścia. Oczywiście w tym czasie nieźle marzniemy, bo stoimy w cieniu, a do tego wieje.

Gdy kolejny zespół zaczął zjeżdżać, wchodzę na górę, zakładam auto z łańcucha i, gdy robi się luźniej, po (dłuższej) chwili dołącza do mnie Kasia.
Tym oto sposobem zdobyliśmy wymarzonego Mnicha :-)


Prócz nas wciąż jest jeszcze ta duża grupa. Wygląda na ogarniętą, w końcu robili trudniejszą niż my drogę, więc mam nadzieję, że szybko zjadą, jednak rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Na pięć osób dwie dobrze wiedzą co trzeba robić ze sprzętem, a dwie dopiero uczą się zjazdu. Trwa to oczywiście długo, jak to na początku ;-) No nic, „dowiedziałem” się jak zjeżdżać i jak wiązać blokera oraz tego jak ma wyglądać auto :-P Ta grupa była uczestnikami jakiejś „akcji”, bo na swoich kurtkach mieli poprzyklejane loga sponsorów oraz nazwę tej akcji, ale już nie pamiętam co to było. Może to i dobrze.
Na pocieszenie i jako odwrócenie uwagi od zimna i wychładzającego wiatru były ładne widoki.
Lodowy i okolica.


Niżnie Rysy, Rysy i Ciężki Szczyt


Nasz cień na Morskim Oku


Ale w końcu doczekaliśmy się wolnego stanowiska i zjeżdżamy na dół.


Później już łatwo schodzimy do podstawy ściany na obiad.
Pokażę również drugi, niższy wierzchołek Mnicha, bo nie wszyscy wiedzą, że ten szczyt ma ich dwa.


A sam Mnich od tej strony wygląda tak:


Nasza droga startuje tym ewidentnym zacięcie na pierwszym planie, by później, idąc ukośnie w lewo, wyjść na szczyt.

Korzystając z okazji, myślicie, że warto zrobić na blogu jakiś dział topo, na którym będę umieszczał zaznaczone przebyte drogi? Czy to co można znaleźć w necie jest wystarczające?

Ale wracając do wyjazdu, to słońce chyli się coraz niżej, a co za tym idzie, pojawiają się ładne kolory.


Zbliżenie na Tatry Bielskie.


Później to już tylko zejście do szlaku, podejście na Szpiglasową Przełęcz i zejście do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Z wejścia na Szpiglas rezygnujemy, z powodu zakrywających szczyt chmur.
Poniżej przełęczy znajdujemy odpowiednie miejsce, rozkładamy nasz przenośny dom i idziemy spać.


Piątek, 19 września 2014

Dolina Pięciu Stawów Polskich, , , Wodogrzmoty Mickiewicza, , Palenica Białczańska

Rano pobudka przed wschodem i zejście na śniadanie do schroniska.
A po drodze rzut oka na oświetlone porannym słońcem szczyty.






A w schronisku istna masakra. Nie ma jak przejść, ludzie śpią nawet w przejściu. Tzn. już nie śpią, ale rzeczy jeszcze leżą. Koło godziny 7 przychodzi ktoś z obsługi i zarządza przywrócenie stołów na swoje miejsca. Cóż, tłum jak to w Piątce. Dlatego lubię Roztokę :-) W takiej Roztoce chwilę po godzinie szóstej jadalnia jest uprzątnięta i gotowa. Gdy ogarnięto w mirę salę, jemy śniadanie, a ludzie dookoła szukają różnych swoich rzeczy: „Czy leży tam niebieski polar?”, „Gdzieś tu były moje buty….”, „Czyja to karimata?”. Lepiej było spać na zewnątrz.

Następnie monotonne zejście na Palenicę Białczańską i długi powrót do Wrocławia, najpierw InterRegioBusem do Katowic. Autobus przyjechał do Katowic oczywiście spóźniony, ale nie ma się co gniewać, gdyż nie zapłaciliśmy za niego :-P Konduktor przechodził kilka razy, ale chyba widząc, ze nie mamy biletów, nie próbował nam ich sprzedać. Zdaje się, że nie miał żadnych drobnych do wydawania reszty...:D
Natomiast podróż z Katowic do Wrocławia odbyła się bez większych przygód.

W ten oto sposób zakończyła się nasza wrześniowa wizyta w Tatrach, podczas której zdobyliśmy dwa szczyty do Wielkiej Korony Tatr oraz Mnicha, który od dawna kołatał się w naszych głowach.
I o ile wejścia na Lodowy Szczyt czy Baranie Rogi zostawiły tylko pozytywne wrażenia, to droga na Mnicha już niekoniecznie. Chodzi oczywiście o ilość ludzi i czas, jaki spędziliśmy jedynie na czekaniu i marznięciu. Bo z samego zdobycia szczytu jestem oczywiście zadowolony. Myślę, że gdybym szedł tylko Przez płytę, mógłbym być zawiedziony, bo ta droga jest krótsza niż niektóre drogi skałkowe ;-)

Komentarze

  1. Gratulacje za zdobycie next szczytu do WKT...
    Zdjęcie z Tatrami Bielskimi -> rewelacja dla mnie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat Mnich nie zalicza się do WKT, za niski jest :-) Ale i tak jest ciekawy :)
      A Bielskie łądnie się prezentują z różnych miejsc, szkoda, że nie można po nich oficjalnie pochodzić

      Usuń
  2. Świetna relacja, w cieple domowym fajnie mi się ogląda Wasze wyczyny, ale mogę sobie wyobrazić te stracone chwile i przestępowanie z nogi na nogę. Gratuluję wejścia !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) To czekanie było wkurzające, ale bywa, takie uroki popularnych dróg. Mam nadzieję, że moje następne cele nie będą tak oblegane :-)

      Usuń
  3. Chcę tam wleźć w przyszłym roku! Mnich zawsze mi się wydawał taki niedostępny, a tu się okazało, że wspinaczkowo powinnam dać radę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie dacie z Damianem radę wejść na tą turnię :-) Ale nie idźcie najłatwiejszą drogą, tylko wybierzcie co najmniej Robakiewicza, może nawet coś trudniejszego? ;-)

      Usuń
  4. Gratuluję udanego wejścia :-)
    Pierwsze zdjęcie - po prostu miodzio...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-)
      Mnich od tej strony robi wrażenie :-)

      Usuń
  5. Mieliśmy to szczęście, że byliśmy sami, ale zapamiętałem w sumie tylko silny wiatr nie pozwalający się usłyszeć. Mnich jakiś taki jest, że ani wysoki, ani widokowy, ale wejście przyciąga.
    Najbardziej mi się podoba, że śpicie w namiocie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to rzeczywiście mieliście szczęście, bo Mnich bardzo często oblegany jest przez bardzo duże rzesze wspinaczy.
      I rzeczywiście przyciąga, właśnie przez ten swój wygląd i położenie nad Mokiem, skąd wygląda na bardzo niedostępny.

      Usuń
  6. To teraz, spróbujcie Klasyczną bądź Orłowskiego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orłowskiego na razie w planach nie mam, ale Klasyczna na tapecie jest, chociaż na innej górze ;-)

      Usuń
  7. Ostatnio i mi wlazł w głowę pan Mnich ;). Zawsze się upierałam, że mnie zupełnie nie rusza, ale widać przyszedł czas i na mnie. Na razie trenuję. Do lata sporo czasu.

    Gratulacje. Fajna relacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa, skądś to znam. O ile zawsze chciałem na niego wejść, to po tej wizycie upierałem się, że na niego już nie wrócę, bo mało ciekawy, bo byłem, bo... Ale nadszedł styczeń, śnieg i zima i ja powróciłem na ścianę Mnicha :-P

      Trenuj, ale spokojnie dasz radę, bo sam szczyt nie jest trudno osiągalny :-)

      Usuń
  8. "warto zrobić na blogu jakiś dział topo, na którym będę umieszczał zaznaczone przebyte drogi?" ja jestem za :)
    Gratuluję wejścia! Super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś tam już wrzuciłem w tematyce topo. Dodałem też odpowiedni dział do menu górnego - link bezpośredni: http://www.goryponadchmurami.pl/2000/01/topo-tatry.html

      Usuń

Prześlij komentarz