Wspin z widokiem na Śnieżkę


O skałach w Karpaczu słyszałem już pewien czas temu, ale do tej pory nie wiedziałem nawet gdzie one dokładnie się znajdują. Jadąc w Karkonosze szkoda mi było czasu, by iść jeszcze na nie, a jako główny cel wydawały mi się mało ciekawe. Teraz jednak postanowiłem zmienić podejście i obrać je jako cel wspinaczkowy.

Piątek, 4 lipca 2014

Do Karpacza jedziemy pociągiem o 14:55 z Wrocławia przez Jelenią Górą, gdzie mamy przesiadkę na InterREGIOBus. W ten sposób w mieście pod Karkonoszami jesteśmy o 18:10. Dojście w skały to jakieś 15 minut spaceru.

Krucze Skały to kilka wychodni skalnych zbudowanych z granitognejsów, o wysokości sięgającej 25m.
W ich rejonie w średniowieczu drążono sztolnie w poszukiwaniu złota i kamieni szlachetnych, a później glinki kaolinowej. Obecnie pozostałością po tych pracach jest sztolnia, obecnie jednak zabudowana i bez możliwości wejścia – przynajmniej tak było, gdy my tam byliśmy.

My najpierw oglądamy okoliczne skały, wychodzimy na szczyt skały, skąd widać Karkonosze, po czym wybieramy coś łatwego na start.
Tą drogą jest Tylko dla orłów III (5R+ST) na Ścianie Głównej. Droga łatwa, a nazwą można się dowartościować :P

Następnie po sąsiedzku przechodzę Emeryten fire V (4R+ST) i Czysty power V (5R+ST). Trudniejsze, ale nadal przyjemne. Na tym też kończymy wspinaczkę tego dnia. Jemy kolację i szukamy odpowiedniego miejsca na nocleg. Nie jest z tym za łatwo, bo to teren blisko miasta, a dodatkowo pochyły. Ale udaje się coś znaleźć ;)


Sobota, 5 lipca 2014

Wstajemy dość późno, bo dopiero po 8, jemy śniadanie i koło 9 jesteśmy w skałach. U nas lampa, a nad Śnieżką chmury i wieje:


No, ale trzeba iść. Z góry na pewno będą ładniejsze widoki, a poza tym kusi mnie polecana przez Mrotschnego Filar IV (7R+ST). Droga świetna, o ciekawym charakterze jak na tę wycenę. Wiedzie przez kilka przewieszek, z czego dwie są nawet duże.
Na górze zakładam stanowisko do górnej, chowam się w cieniu i wypatruję menela na grzbiecie Karków.


Z tym wypatrywaniem to dzisiaj kiepska sprawa, bo wszystko skrywa się w chmurach przewalających się nad grzbietem.


Po mnie wchodzi Kasia. Mówi, że gdy cieszyła się po pokonaniu pierwszej przewieszki, zobaczyła następną, co przygasiło jej radość :-P Jednak udało jej się uporać z całą drogą :)


Następnie idziemy na drogę Żwirek i Muchomorek V (6R+ST). Na drodze pokonujemy łatwy rajbung.
Teraz przenosimy się na Małą Ścianę. Będziemy na niej działać już do końca dnia, bo tylko tu nam zostały łatwiejsze drogi. Ale i tak jest co robić przez cały dzień.

Na początek pada Nauka Kanta V (4R+ST). Droga wiedzie oczywiście kantem. A, że nauka w nazwie, to powinno być łatwo :-P No i tu się pomyliłem, namęczyłem się na niej, ale udało się przejść.
Idąc za ciosem wbijam się w Filozofię Kanta V+ (4R+ST). I tu niespodzianka. Mimo wyższej wyceny, droga bardziej mi podpasowuje i w mojej ocenie jest łatwiejsza od Nauki.
A jak już jesteśmy na stanowisku, to zakładam wędkę, by przejść pobliską Karkonoską ryse III+. Bardzo łatwa droga, biegnąca rysą i zacięciem przez pochyłą ściankę.

Pierwotnie chciałem iść bardziej na prawą stronę ściany, ale akurat był tam zespół kursowy. Swoją drogą, z moich obserwacji wynika, że na kursach wspinaczkowych jest więcej dziewczyn niż facetów. Nie mówię o poszczególnych grupach, ale o ogóle kursów jakie widziałem. Ciekawe czy tak jest faktycznie, czy tylko miałem okazję widzieć bardziej żeńskie turnusy?

No, ale wracając do wspinania, to poszliśmy na drogę Karkonoska boska V (4R+ST). Drogę można podzielić na dwie części. Da dole to krótka, łatwiejsza ścianka wyprowadzająca na małą półkę. Dopiero powyżej niej są główne trudności drogi.


W kluczowym miejscu są małe krawądki, i brak dużych stopni czy chwytów. Trzeba uwierzyć, że się da. I się daje. ;-) Ja w międzyczasie poopalałem się na górze, po czym Kasia mnie opuściła i wspiąłem się jeszcze raz na górę.

Czas się przenieść gdzieś indziej. Wybór pada na Piątkę dla zuchwałych V+ (4R+ST). Przy okazji przyglądam się sporemu okapowi na lewo, którym biegnie Okapik V (4R+ST). Droga o bardzo ciekawym charakterze, a okap całkiem spory. Polecam :)



Teraz po sąsiedzku idzie Kur i Sowa IV (4R+ST). Jeśli dobrze pamiętam, to najtrudniej było pod koniec. Po niej przechodzę Wariant kursowy V (4R+ST) i w ten sposób przechodzę wariant omijający okap.
Następna droga to Ryski V (4R+ST). Wiedzie, jak łatwo się domyślić, rysami. Ale droga mi się zbytnio nie spodobała. Jakoś mało ciekawa.
Dla odmiany Szczytowanie 2 V (7R+T) mi się spodobało. Jest długa, prowadzi diagonalnie przez ścianę oraz wyprowadza na wyróżniającą się część szczytową skałki.
Ponieważ kurs już zniknął, prawa część ściany też była wolna, więc postanowiliśmy zrobić dwie drogi będące w tamtej części skały. Na początek wbijam się w Na kaca V (4R+ST) i… odpadam przed pierwszą wpinką. Można powiedzieć, że trudności są na starcie. Przy trzecim podejściu mi wychodzi i droga pada w ciągu. Na poprawę humoru mogę powiedzieć, że kursantki też spadały na starcie, teraz już wiem dlaczego :-D
A na koniec idę w Na zdrowie IV (4R+ST). Łatwe i przyjemne wspinanie na zakończenie dnia.

Godzina jeszcze wczesna, ale w planach mamy przenieść się na następny dzień w Sokoliki, więc musimy się już zwijać na autobus, by po przesiadce w Jeleniej Górze, pociągiem dojechać do Trzcińska. Spakowaliśmy plecaki, schodzimy ze skał i nagle słyszę „Cześć Artur. Chyba się nie umawialiśmy na wspinanie?” :-P A autorką tych słów była Skadi. Chwilę rozmawiamy, mówimy o swoich planach i dostajemy propozycje podwiezienia później w Rudawy.
Dzięki temu nie musimy się śpieszyć, a Skadi z Damianem mają kilka zdjęć ze wspinaczki.


W międzyczasie od Kasi dowiaduję się, że nie przeszedłem jeszcze Kursowej IV (4R+ST) z łatwych dróg na skale. Oczywiście muszę to zmienić i sprawnie pokonuję tę drogę.
fot. Skadi

fot. Skadi


fot. Skadi

Później czekamy na Skadi i Damiana, którzy trochę się wspinają i jedziemy na Przełęcz Karpnicką, gdzie nad wysadzają. W ten sposób kończymy swoją przygodę ze wspinaczką z Kruczych Skałach.

Rejon oczywiście polecam, gdyż jest dużo ciekawych dróg. W tym łatwych i obitych, o co w Sokołach trudno. Jednocześnie dziękuję Skadi za podwiezienie w Sokoły :-)

Więcej zdjęć: https://picasaweb.google.com/100322683368167953190/KruczeSkaY0405072014?noredirect=1

Komentarze

  1. To się Wam udało spotkanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsze, ze całkowicie przypadkowo :)

      Usuń
  2. Ciekawy rejon, parę kroków od centrum miasta.
    I świetny punkt widokowy na Karki ze Śnieżką. Ale Karki zawsze dobrze wychodzą na zdjęciach ;)
    A i Krucze nie najgorzej się na fotach prezentują :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie się z tym zgadzam :)
      Najlepsza jest ta bliskość od miasta, idealne nawet na krótką wycieczkę z małymi dziećmi. A i widoki są ładne, więc zainteresowanie trasą jest ;)

      Usuń
  3. No w końcu jakieś nowości do poczytania. Ile można czekać? :) Świat to jednak mały jest. Czekam na relację z piachów. Pozdrowienia dla Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie wiem, ile można czekać :-P Sam się zastanawiam ile zajmie mi napisanie jeszcze 10 relacji z tych wakacji, a jutro znów wyjeżdżam... Ehh, nie mam czasu :-P

      Świat jest mały, szczególnie w tym środowisku górskim. Nie raz można kogoś niespodziewanie spotkać na szlaku.

      Piachy... Miały być na drugi dzień, ale jak do tej pory sa w lesie ;-)

      Usuń

Prześlij komentarz