Grań Kościelców (II)


Grań Kościelców to łatwa, popularna wśród wspinaczy grań nad Doliną Gąsienicową. Fakt, że jest niedługa, oferuje litą skałę oraz dobrą asekurację (w tym stałe stanowiska czy przeloty), sprawia że jest często przechodzona przez wspinaczy. Dodatkowo każdy, kto pojawi się w górnej części Doliny Gąsienicowej na pewno zwróci na nią uwagę, więc nic dziwnego, że pojawiła się i na mojej liście tatrzańskich celów.

Niedziela, 5 czerwca 2022

Odkąd jej przejście stało się dla mnie realne, minęło już ładnych parę lat, ale grań jak stała, tak stoi dalej ;) Co prawda trochę się na niej zmieniło, bo pojawiło się parę stałych punktów więcej, ale sama skała chyba nadal czeka bez zmian.

Późna wiosna to dobra pora na taką trasę. Nie powinno być już śniegu na podejściu na Mylną Przełęcz, więc można odchudzić ekwipunek o sprzęt zimowy, który jest jeszcze niezbędny w wyższych czy bardziej schowanych tatrzańskich zakamarkach.

W Zakopanem wraz z Kasią pojawiamy się około 6:30, wyciągamy plecaki z autobusu i idziemy w stronę parkingu busów. Co prawda do pierwszego kursu jeszcze trochę czasu jest, ale liczymy na pewien trik ułatwiający dostanie się do Kuźnic o poranku. I nie zawiodłem się, a my zdążamy załapać się na taksówkę. Kilka osób już w niej było, ale dwa miejsca jeszcze się znalazły i dzięki temu zaoszczędziliśmy trochę czasu. Kierowca chciał tak szybko pojechać, że ruszał gdy jeszcze stałem w drzwiach ;)

Murowaniec osiągamy standardową drogą przez Boczań. W schronisku śniadanie i idziemy nad Czarny Staw Gąsienicowy. W prognozach miała być lampa, a tu przed nami chmury jakoś mocno się kotłują... Jeżeli tak się utrzyma, to szkoda będzie widoków, ale najważniejsze by nie padało.

Na szczęście chmury się podnoszą, jednak nadal jest ich zdecydowanie więcej niż w prognozach. Nie możemy jednak narzekać i wchodzimy na Karb.

Po stronie Zielonej Doliny Gąsienicowej widać jeszcze sporo płatów śniegu.

A niektóre stawy dopiero zaczynają przechodzić w tryb letni.

Idziemy pod zachodnią ścianą Kościelców w stronę Mylnej Przełęczy, a powyżej nas biegnie stadko kozic. Gdy obserwowałem jak przebiegają po tym stromym, skalistym odcinku, to zastanawiałem się, kiedy jakaś spadnie... Oczywiście wszystkie bezpiecznie pojawiły się na trawie po drugiej stronie.

Końcowy etap podejścia to skalny prożek o długości ok. 20 m i trudności ok. I. Mamy do wyboru dwa pęknięcia. Wg mnie to z prawej strony daje więcej możliwości znalezienia chwytów, ale i to po lewej nie powinno być trudniejsze.

Jesteśmy na Mylnej Przełęczy (2096 m n.p.m.), a przed nami zaczyna się właściwa część grani. Widać charakterystyczną Uszatą Turnię, zwaną także Szafą. Jej ściana uchodzi za najtrudniejszy odcinek grani, jednak nadal jest to łatwe wspinanie z dobrą asekuracją.
Przed nami widzimy dwa zespoły, drugi dopiero ruszył w górę, więc mamy trochę czasu, zanim będziemy mogli iść. Spokojnie szpeimy się i ruszamy kawałek łatwym terenem.
Widok w stronę Zawratowej Turni.
Kieruję się w stronę wcięcia między "uszami" turni i tam wpinam się do stanowiska z repów. Obok jest też ring, jednak wykorzystuje go obecnie poprzedni zespół. Na pierwszej ściance można wpiąć się do kilku stałych punktów asekuracyjnych, więc to podnosi spokój prowadzącego. Zresztą taki stan rzeczy ma miejsce na całej grani, gdzie regularnie mija się jakieś stałe ringi czy inne gotowe punkty asekuracyjne.
Podejście pod kolejną ściankę jest krótkie i dobrze ubezpieczone. Kasia prowadzi swój pierwszy wyciąg w Tatrach ;) Trudności nieduże, ale stres pierwszego prowadzenia jest :P

Wyciąg był krótki, bo tylko doprowadził pod Mylną Kopę.
Uskok jest krótki i tak jak poprzedni z dobrą asekuracją. Spojrzenie na grań przed nami.

A tu rzut oka do tyłu. Kasia nawet załapała się na fotę z Kacprem Tekielim, który prowadzi granią jakąś dziewczynę.

Przed nami podejście na Zadni Kościelec (2162 m n.p.m.).
Jakaś pamiątkowa fotka i można ruszać ;)

Puszczamy tylko przodem Kacpra z klientką, których później i tak doganiam na wierzchołku.
Na Zadnim Kościelcu pusto, a tymczasem na turystycznym Kościelcu mały tłum.



Z Zadniego Kościelca robimy zjazd. Można z niego też łatwo zejść od drugiej strony, jednak my chcemy iść bardziej granią ;)
Grań Kościelca wygląda stromo i trudno, jednak jest przyjemna. Jaśniejszy pas skał pokazuje, jaka jest to popularna droga i często przechodzona.

Do Kościelcowej Przełęczy idziemy łatwym terenem z lotną asekuracją.



Grań z Kościelcowej Przełęczy na szczyt Kościelca robimy na dwa wyciągi. Na grani przed szczytem Kościelca robię stanowisko końcowe. Tu ściągamy sprzęt i chowamy do plecaków. Przed nami już tylko łatwe zejście szlakiem na Karb i dalej do Murowańca. Tym razem idziemy przez Zieloną Dolinę Gąsienicową.

Grań jest ciekawa i warta przejścia. Trudności nie są duże, a i sprzętu wiele nie potrzeba, więc nawet początkujące zespoły sobie poradzą. My mieliśmy linę pojedynczą 30 m, używaliśmy kilku pętli, ekspresy i friendy. Kości nie użyliśmy, bo nie było potrzeby. Zresztą spokojnie dałoby się przejść tą grań bez friendów, ew. z kościami na wszelki wypadek. Grań jest lita, więc odpada problem z kruszyzną i można cieszyć się przyjemna wspinaczką :)

Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/kes6Yh3jEhNGcRoF7

Komentarze

  1. Na temat wspinaczki się nie wypowiem, nigdy tego nie robiłem więc zwyczajnie się nie znam. Natomiast widoki są oszałamiające jak to w Tatrach przy pięknej pogodzie. Podziwiam Waszą pasję. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie dziwne że zamiast lampy były chmury, w końcu nazwa bloga zobowiązuje. Ale i tak piękne widoki, piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne to zdjęcie Gąsienicowej połatanej śniegiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przecież standardowa droga do Murowańca to jest przez Dolinę Jaworzynki, przez Boczań jest droga zejściowa!
    Może Kacper był z Justyną Kowalczyk? ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz