Beskidzkie wędrowanie z namiotem



Tydzień wolnego na początku grudnia wbrew pozorom może być dosyć ciekawym czasem na wędrówkę. Co prawda, trzeba trafić na dobre warunki, które nie są wcale takie oczywiste, ale czasami się zdarzają;) Jak początkowo planowałem ten jesienny wyjazd, to chciałem odwiedzić jakieś zagraniczne pasmo, jednak tegoroczna sytuacja z coronawirusem spowodowała, że musieliśmy z Kasią poszukać jakiegoś ciekawego celu w Polsce. Wybór padł na mało odwiedzany przeze mnie Beskid Sądecki, bo na jego najwyższym szczycie jeszcze nie byłem. Żeby jednak nie nudzić się w jednym paśmie, odwiedzimy również okoliczne góry :)
Czwartek, 3 grudnia 2020

Muszyna, , Kráľova studňa

Dojazd w Beskid Sądecki jest dla nas oczywisty. Z Wrocławia jeździ TLK Pogórze, czyli bezpośredni nocny pociąg do Krynicy. Przejeżdża również przez Muszynę i właśnie te dwie miejscowości są przez nas brane pod uwagę jako miejsce startu wycieczki. Po uwzględnieniu szlaków, które można znaleźć w okolicy, wybieramy Muszynę. Przekonał mnie do tego menel swoją relacją z października, gdy był w okolicy i odkrył bardzo fajne miejsce noclegowe.

Gdy wyjeżdżamy, w mediach straszą jakimś dużym, chwilowym mrozem. Niestety, nic z tych zapowiedzi nie wyszło, bo na miejscu jest lekko na plusie. Przechodzimy przez Muszynę i kierując się w stronę Wojkowej, zaczynamy żółtym szlakiem podejście na Malnik.

Jest ładnie, cała okolica jest przyprószona cienką warstwą świeżego śniegu. Większość dzisiejszej trasy prowadzi lasem, jedynie podczas przejścia przez przysiółek Muszyny - Stadło oraz dojście do granicy nad Wojkową prowadzą terenem odkrytym.

Powyżej Królewskiej Studni znajduje się wieża widokowa wybudowana przez stowarzyszenie OZ Kráľova studňa. Obok znajduje się tabliczka informacyjna i wiata. Po wieży widać, że ma już trochę lat za sobą, ale jeszcze stoi. Jednak za kilka lat pewnie potrzebowałaby remontu. Jest to jednak fajne miejsce widokowe.

Busov

Stebnická Magura

Grzbiet na południe od Królewskiej Studni.

Królewska Studnia (Kráľova studňa) to źródło na Słowacji, powyżej Wojkowej, na wysokości ok. 750 m. n.p.m. Wg historii, w tym miejscu, w roku 1471 spotkali się król Węgier Maciej Korwin, król Polski Kazimierz IV Jagiellończyk oraz jego syn Kazimierz królewicz.
Po spojrzeniu na okolicę schodzimy niżej do postawionej przez to samo stowarzyszenie chaty. Chata wygląda ładnie, ale ma też inną, bardzo fajną atrakcję, a mianowicie na piętrze działa Turistická útulňa a knižnica Jána Kavuliča.

Jest to pomieszczenie z materacami, gdzie można przenocować, a do tego można znaleźć dosyć bogatą biblioteczkę książek, głównie w języku słowackim. Jednak kilka polskich pozycji również się znajdzie.


W nocy zaczyna mocno wiać, a temperatura oscyluje koło zera stopni. Po kolacji zasypiamy.

Piątek, 4 grudnia 2020

Kráľova studňa, , Wojkowa, Powroźnik, , Krynica-Zdrój, , Runek, , Juchówki

Po śniadaniu idę po wodę, a przy okazji zachodzę na wieżę, by powitać nowy dzień.



Schodzimy do Wojkowej i zaczynamy iść drogą w kierunku Powroźnika. Tu mamy szczęście, bo niedługo zatrzymuje się gość, który nas podwozi. Dzięki temu zaoszczędzamy trochę marszu asfaltem. Za Powroźnikiem ponownie wchodzimy w las, którym przez górki Bradowiec i Szalone idziemy na Górę Parkową. Zanim jednak pojawimy się na Parkowej, zatrzymujemy się w altanie Janina, która znajduje się tuż powyżej źródełka Miłości. Jest to źródło wody mineralnej, określanej jako słaba szczawa wodorowęglanowo-magnezowo-sodowo-wapniowo-żelazista. Zalecana jest w leczeniu chorób układu krążenia, pokarmowego oraz w zaburzeniach centralnego układu nerwowego.
Uzupełniam puste butelki i zasiadamy na drugie śniadanie w wiacie.



Po posiłku przechodzimy przez Górę Parkową (741 m n.p.m.), jednak niebo jest mocno zachmurzone, widoków brak. W sumie nie zatrzymujemy się tam nawet i od razu schodzimy do Krynicy-Zdroju. Tu odwiedzamy sklep i ruszamy na drugi brzeg płynącej tam Kryniczanki.
Jako że zaczął się już sezon narciarski, odpuszczamy wejście na Jaworzynę Krynicką. Idziemy przez górną stację wyciągu Słotwiny. Tu co prawda ośrodek narciarski też działa, jednak jest możliwość ominięcia stoków. Zatrzymujemy się na dłużej pod wieżą z projektu Ścieżka w koronach drzew. Jest to pierwsza tego typu atrakcja, którą widzę z bliska. Robi na mnie naprawdę pozytywne wrażenie. Będę musiał w przyszłym roku odwiedzić jakąś wieżę tego typu, bo wydaje się być ciekawym uzupełnieniem wycieczki. Teraz jemy jedynie kiełbasę i oscypka z grilla i ruszamy dalej.

Powoli robi się ciemno, więc za Przysłopem zapalamy czołówki. Mijamy Runek i idziemy w stronę wiaty na byłej polanie Juchówki, powyżej Rezerwatu Uhryn. Niestety, wiata jest tak umiejscowiona, że nie zapewnia ochrony przed silnym wiatrem. W Tatrach teraz wieje halny, a i u nas czuć mocne porywy. Okolica wiaty jest dość podmokła, bo śnieg zrobił się mokry, więc namiot rozkładamy w wiacie, dla ochrony przed wiatrem.

Sobota, 5 grudnia 2020

Juchówki, , Niemcowa

Przez noc zniknął prawie cały śnieg z okolicy. Szkoda, ale cóż zrobić. Śniegu nie ma, za to pojawiło się dużo błota.

Ruszamy dalej w stronę Rytra. Po drodze mijamy już tylko smętne resztki śniegu. W połączeniu z zachmurzonym niebem robi to przygnębiające wrażenie. Taka nędzna późna jesień.

Zatrzymujemy się na chwilę w wiacie przy Schronisku na Hali Łabowskiej. Czytamy tablice edukacyjne, jemy po batonie i idziemy. Teraz towarzyszy nam rozjeżdżona przez samochody droga dojazdowa do schroniska. Słabo to wygląda. Na szczęście jest lekko zmrożona, więc nie toniemy w brązowej brei, ale po wiosennych roztopach czy jesiennych deszczach, ten odcinek musi być wciągający ;) Tu duch lasów się do mnie uśmiecha i na środku tej błotnistej ścieżki trafiam na zamkniętą butelkę pepsi. Żal było zostawić, więc zabrałem ze sobą ;)

Po przejściu przez Wierch nad Kamieniem przechodzimy przez długą Halę Średnią, zwaną też Barnowską. Ścieżką jest mocno zalodzona, do tego lekko pochyła, więc trzeba iść ostrożnie.

Później przechodzimy przez Halę Pisaną i Halę Jaworzyna pod Jaworzyną Kokuszczańską.

Na Hali Pisanej widać, że niedawno ktoś dłużej siedział, bo ognisko jeszcze płonie. Podziwiam, że komuś się chciało rozpalać ogień na tym wietrze.



Schodzimy do Suchej Strugi. Po drodze mijamy ruiny Zamku Rytro z przełomu XIII i XIV wieku. Szlak nie wiedzie jednak przez ruiny, do których trzeba by odbić i podejść na wyraźne wzgórze górujące nad Popradem. W Rytrze zachodzimy do sklepu i ruszamy dalej.

Nocleg planujemy na Polanie Niemcowa. Czeka nas podejście przez Kordowiec (763 m n.p.m.), a potem kilka polan. Po drodze zastaje nas zachód słońca.

Namiot rozbijamy na krańcu polany, koło ruin dawnej szkoły. Dzięki bliskości drzew, jest to miejsce najbardziej osłonięte przed wiatrem.

Niedziela, 6 grudnia 2020

Niemcowa, , Krościenko nad Dunajcem

Do śniadania towarzyszy nam wschodzące słońce. Daje to nadzieję, że z wieży widokowej na Radziejowej coś zobaczymy. Zwijamy rzeczy i ruszamy.

Początkowo idziemy lasem, dopiero w rejonie Wielkiego Rogacza las się przerzedza, a miejscami całkowicie znika, dając widoki. Wylesione zbocze Radziejowej przed nami.

Niestety, jak pojawiamy się na szczycie, to pojawiają się również chmury ograniczając widoki. Szału nie ma, ale miejsce na pewno daje potencjalnie bardzo ciekawe panoramy.

Na Radziejowej (1266 m n.p.m.) dostępna dla turystów jest nowa wieża widokowa, która została oddana do użytku w 2020 roku.
Na szczycie spędzamy dłuższy czas gotując obiad. Tak tutaj siedząc, uświadamiam sobie, że został mi jeszcze tylko jeden szczyt z Korony Gór Polski do odwiedzenia. Mowa oczywiście o najniższej w zestawieniu Łysicy. Mam plan, by w nadchodzącym roku odwiedzić Góry Świętokrzyskie i zakończyć ten projekt.

Idziemy dalej. Rzut oka do tyłu na Radziejową z dobrze widoczną wieżą widokową.

Idziemy dalej lasem, mijamy Schronisko na Przehybie i dalej mamy las. Po jakimś czasie wychodzimy w rejon Rokity (898 m n.p.m.). Tu są polany, więc i widoki. Widać m.in. Koziarza z wieżą widokową.

Schodzimy do Krościenka i widzimy leżące po drugiej stronie Dunajca Pieniny.

Tu zastanawiamy się jak może wyglądać nasza dalsza trasa. Stwierdzamy, że fajnie by było zobaczyć jeszcze Pieniny Właściwe, bo przy ostatniej naszej wizycie pogoda była słaba. Może tym razem będzie coś widać. W tym celu najlepiej zatrzymać się w Krościenku. Tak też robimy na najbliższe dwie noce.

Poniedziałek, 7 grudnia 2020

Krościenko nad Dunajcem, , Czerteż, , Sokolica, , Trzy Korony, , Przełęcz Szopka, , Krościenko nad Dunajcem

Na początek mamy spacer wzdłuż Dunajca. Robi się ciepło, więc kurtka i polar lądują w plecaku.

Później podejście na Sokolicę. Na szczycie musimy ponownie ubrać kurtki, bo strasznie wieje, a w powietrzu unoszą się kryształki ni to śniegu, ni to lodu. Widoki obecnie są z kategorii średnich, bo chmur dużo. Jednak słynna sosnę widać :)

Trzy Korony widoczne powyżej Przełomu Dunajca.

Widoczne w dole zakole Dunajca.

Ze szczytu idziemy na Zamek Pieniński szlakiem niebieskim, który swoim charakterem może uchodzić za grań. Miejscami jest ciekawy :) Wiadomo, barierki zabezpieczają niektóre odcinki, ale i tak nie jest to jakiś beskidzki spacerek.
Wspomniane ruiny Zamku Pienińskiego zlokalizowane są poniżej szczytu Zamkowej Góry. Zamek zaczęto budować ok. 1280 roku. Został zburzony w pierwszej połowie XV w.

Później trafiamy na Polanę Kosarzyska. Jest to niewielka polana w środku lasu, więc widoków z niej nie ma. Na szczęście niedaleko już mamy do Trzech Koron, skąd widoki już są. I to zdecydowanie lepsze, niż niecałe trzy lata temu. Widać nawet słabo widoczne zarysy Tatr.

Pienińskie stożki.

Na platformie spędzamy trochę czasu, jednak gdy pojawia się więcej osób, postanawiamy schodzić. Wracamy do Krościenka i możemy szykować się do kolejnej wycieczki następnego dnia.

Wtorek, 8 grudnia 2020

Krościenko nad Dunajcem, , Lubań, , Ochotnica Dolna, , , Gorc

Dzisiaj wkraczamy w Gorce. Jak na przygotowanych turystów przystało, nasza mapa kończy się przed szczytem Lubania. Obecnie to jednak nie problem, bo na telefonach też można znaleźć mapy, jednak są mniej wygodne w użyciu niż te papierowe.

Na początek czeka nas długie podejście na Lubań (1211 m n.p.m.). Po drodze mijamy kilka polan, z których pojawiają się widoki na Tatry. Co prawda nadal wisi dużo chmur, jednak powoli się przewiewają. Daje to nadzieję na widoki z Lubania, bo przy poprzedniej wizycie mieliśmy tylko chmury.



Mijamy również kilka małych zadaszonych ławek w formie parasola/grzybka, oraz jedną większą o bardziej standardowej formie. Te grzybkowe mają nawiązywać do przedwojennego pomysłu na małe schronienia dla turystów przed deszczem, jednak wg mnie są mało praktyczne.
W rejonie Średniego Gronia wiem już, że z widoków lipa, bo naszły chmury, za to drzewa i krzewy pokryły się ładną warstwą szronu.



Na drugie śniadanie zatrzymujemy się w wiacie w bazie namiotowej. Schodzę po wodę do źródła przy niebieskim szlaku, bo wcześniej miałem ze sobą tylko puste butelki. Przechodząc przez szczyt nawet nie wchodzimy na wieżę, nie ma sensu. Nic nie widać. Może trzecia wizyta będzie bardziej szczęśliwa?

Do Ochotnicy Dolnej schodzimy niebieskim szlakiem. Wystarczyło zejść dosłownie kilkanaście minut od szczytu, by ukazało nam się całe czyste, błękitne niebo. Widać doskonale wieżę na Gorcu, na którą obecnie idziemy. Pozostaje mieć nadzieję, że chmury nie pójdą za nami i pozwolą coś jutro zobaczyć.

W Ochotnicy Dolnej odwiedzamy sklep w celu uzupełnienia zapasów i ruszamy w górę. Po drodze obserwujemy zachodzące słońce.

Niebo się prawie całkiem oczyściło ukazując całe pasmo Tatr :) Oby się to utrzymało do rana.

Na szczyt Gorca zachodzimy przy świetle czołówek i rozkładamy namiot, bo mocno wieje, a po jakimś czasie przyszła też chmura oszraniając tropik. W nocy lekki minus.

Środa, 9 grudnia 2020

Gorc, , Rzeki, Trusiówka, Polana Podskały, , Gorc Troszacki, , Jasień, , Polana Skalne

Przed wschodem pojawia się na szczycie ekipa studentów z Krakowa. Oni już marzną na górze, a my jeszcze możemy leżeć w ciepłych śpiworach :)
Jednak w końcu i my się wynurzamy z namiotu, by zobaczyć jak wygląda świat z góry. A wygląda bardzo zachęcająco. Pojawiło się trochę chmur, jednak są one nisko, więc tylko dodają uroku.

Tatry Zachodnie i grzbiet w stronę Turbacza.

Wieża na Lubaniu jakoś bardziej otoczona chmurami.

Widok w stronę Mogielicy, na pierwszym planie Gorc Kamienicki.

Pojawia się i słońce :)

Lubań ładnie się prezentuje o poranku.

Coraz więcej światła się pojawia.



Taterki

Żeby nie było, że mnie nie było ;)

Ten rejon najbardziej przykuwał moją uwagę podczas wschodu.



Słońce jednak nieubłaganie podnosi swoją pozycję, więc trzeba się pakować.

Na śniadanie idziemy do chatki na Gorcu Kamienickim. Wita nas jeden z właścicieli, który akurat przyjechał wczoraj na kilka dni. Dzięki temu trafiamy na rozpalony piec, więc na śniadanie leci m.in. kiełbaska na ciepło.

Gdy wychodzimy na dalszą trasę, naszym oczom ukazuje się zachmurzony grzbiet Gorców. Chmury się podnoszą i powoli skrywają okoliczne góry. Na szczęście o wschodzie było bardzo ładnie. Mogę nawet powiedzieć, że była to najładniejsza widokowo część wycieczki.

Ja chcę dzisiaj zajść na Jasień (1062 m n.p.m.), a Kasia odwiedzić Gorc Troszacki (1235 m n.p.m.). W ten sposób pojawił się plan na dzisiejszy dzień. Najpierw schodzimy do Rzek. Stamtąd drogą wzdłuż rzeki Kamienicy idziemy na Polanę Trusiówka. Stąd ścieżką przyrodniczą Dolina Gorcowego Potoku udajemy się na Polanę Podskały.



Stąd jeszcze kawałek podejścia i możemy zobaczyć Gorc z podszczytowej polany.

Ale dużo lepiej prezentują się Tatry Wysokie.

Widać też Beskid Wyspowy.

Chwilę siedzimy na górze i zaczynamy zejście. Na kilkudziesięciometrowym odcinku przydały się raczki, bo szlak był mocno oblodzony na zacienionym zboczu. Polana Podskały z kilkoma szałasami.

Po jakimś czasie ukazuje nam się Jasień. Jeszcze kawałek, ale widać już nasz cel dosyć wyraźnie.

Charakterystyczny podłużny Lubogoszcz.

Czeka nas ostatnie podejście tego dnia. Po drodze, za Myszycą, uzupełniamy wodę w mijanym źródle. Później, podchodząc już na Miznówkę, trochę gubimy szlak i przechodzimy przez Polanę Pustki. Później już bez problemów trafiamy na Jasień. Na nocleg idziemy jednak na Polanę Skalne, bo liczę na ładny wschód kolejnego dnia.

Czwartek, 10 grudnia 2020

Polana Skalne, , Jasień, , Mszana Górna

Niestety, w nocy przychodzą chmury i zaczyna padać śnieg. Ze wschodu nici, ale chociaż świat się trochę zabielił.

W początkowym planie mieliśmy pobyć jeszcze jeden dzień na szlaku, jednak prognozy były nieprzychylne wędrówce z namiotem, ciągły opad, temperatura koło zera stopni, a do tego chmury. Więc nawet nie było szansy na widoki. Dlatego też, bez żalu skracamy wycieczkę i schodzimy do Mszany Górnej. Stąd już autobusem jedziemy do Krakowa, a potem pociągiem do Wrocławia.


Tak oto minął nam późnojesienny urlop w Beskidach. Mimo, że warunki były średnie, wyjazd zaliczę do udanych. Wschód słońca z Gorca wystarczył, by móc powiedzieć, że było widokowo :) Co prawda spore odcinki Beskidu Sądeckiego pozbawione są widoków, a te potencjalnie widokowe zasłaniały nam chmury, ale wędrówka była przyjemna. Z pozytywów na pewno trzeba odnotować fakt, że praktycznie podczas całego naszego wyjazdu nie padało. Dopiero ostatniej nocy spadł śnieg. Deszczu właśnie się trochę obawiałem, bo temperatura przez większość czasu była lekko na plusie, co nie byłoby najlepszym połączeniem do wędrówki.
Cieszę się, że udało mi się zobaczyć utulnię przy Królewskiej Studni, bo bardzo mnie to miejsce ciekawiło. Do tego odwiedziłem Radziejową. W skrócie, wyjazd oceniam bardzo pozytywnie :)

Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/ReNZWZ8KobgGWHUZ7

Komentarze

  1. Bardzo wiele wspomnień wiąże się z miejscami , które opisujesz. W czasach studenckich spędziłem trochę czasu w Beskidzie Sądeckim i w Gorcach. Byłem tam latem, więc warunki były zupełnie inne. Miło było wrócić do tamtych miejsc i czasów. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak na grudzień trafiliście bardzo dobrze w pogodę, mogło być gorzej :) Trasa w większości jest mi znana, Królewską Studnią przywołałeś wspomnienia, jakbym wczoraj tam był, dzięki :) Beskid Sądecki leży mnie na sercu, może maj okaże się dobrym miesiącem na szlajanie z namiotem pod pachą. Red, chatę pod Jasieniem pominęliście?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chata pod Jasieniem od kilku lat jest zamknięta, więc wizyta w niej nic do wycieczki by nie wniosła ;) Ale odwiedziliśmy ją, by się upewnić, czy nadal jest na pewno zamknięta. No i nic się nie zmieniło w tym temacie.

      Usuń
    2. Co?! Świat na psy schodzi :))

      Usuń
    3. Z tego co czytałem, to obiekt jest własnością prywatną i właściciel miał dość imprez, które się tam odbywały, a i śmieci same nie chciały się wynosić. Generalnie rozumiem powody, dla których zamknął chatkę.

      Usuń
    4. Ostatnio kimałem tam na początku kwietnia 2016 roku. Przyznać muszę, że wpadła jakaś "grupa dnia pierwszego" około 4 nad ranem i zaczęli zachowywać się tak jakby byli sami. Mam też miłe wcześniejsze wspomnienia z noclegu tamże gdy cała chata była "moja", to był luxus! Rozumiem właściciela, że zamknął przybytek.

      Usuń
  3. Jak napisał Wkraj - bardzo wiele wspomnień wiąże sie z tymi miejscami;) z czasów licealnych i studenckich, łezka sie w oku kręci...Tylko brakuje mi na tej liście jeszcze Turbacza i Przechyby:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło budzić wspomnienia :)

      Turbacz to przy kolejnej okazji ;)

      Usuń
  4. Malnik to jest fajny, mało popularny szczyt:)
    Znowu inspirująca trasa, o wieży nie słyszałem. Jak z noclegiem w utulni? Trzeba wcześniej rezerwować?
    Sosna na Sokolicy nie ma lekkiego życia ostatnio.
    Większość z tych terenów już schodziłem i mile wspominam. Wschód na Gorcu trafił Wam się pierwszorzędny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To utulnia bezobsługowa, więc kto pierwszy, ten lepszy. Działa jak te utulnie w innych rejonach Słowacji.

      O sośnie czytałem niedawno, że znów się jakaś gałęź od niej odłamała. Nie ma lekko.

      Usuń
  5. Piękna wyprawa. Ale znowu widzę to miejsce - Kráľova studňa. Kurde, zdecydowanie muszę je odwiedzić, nawet przy zamkniętych granicach raczej żaden słowacki pogranicznik nie powinien się tam przypałętać, a nocleg byłby :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z takiego samego założenia wyszedłem, że nikomu tam przeszkadzać nie będziemy ;) Ja jak zobaczyłem tę utulnię, to od razu wpadła na moją listę do odwiedzenia. Nawet dosyć szybko się udało zrealizować plan.

      Usuń
  6. Kralovą studnię myśmy "odkryli" z menelem w grudniu 2012, tzn wiedziałem wcześniej z mapy, że coś tam jest, ale przechodziliśmy właśnie wtedy. Potem, kilka lat temu, została przebudowana i powiększona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzę z Waszej tamtej wycieczki to miejsce, jednak przypomniałem sobie o nim z relacji menela z zeszłego roku. I właśnie wtedy bardzo mnie zaciekawiło do odwiedzenia.

      Usuń
  7. Rewelacyjna wycieczka. Fajnie, że wieża na Radziejowej jest już czynna, ostatnio się od niej odbiłem. Chata na Jasieniu zamknięta, bo ludzie ponoć palili ogniska w środku i właściciel się wkurzył, nie dziwię mu się zresztą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę z wieży na Radziejowej, bo już się obawiałem, że się spóźniłem i widoków z tego szczytu nie zobaczę. A tu miła niespodzianka. Trzeba przyznać, że szybko ogarnęli odbudowę wieży, bo dużo czasu nie minęło od zamknięcia poprzedniej.

      Usuń
  8. rejony mi znane z ostatnich dwóch lat. Tak jesienią jak i narciarsko zimą. W ten drugi sposób to głównie Beskid sądecki. Natomiast Gorce jeśli chodzi o narty BC cały czas wzywają.
    Fajna eskapada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym chciał kiedyś po Gorcach pokręcić się na rakietach. Wydaje mi się, że kilka miejsc może być do tego całkiem ciekawych.

      Usuń

Publikowanie komentarza