Słoneczne cuda w Karkonoszach



Dwa dni wolnego, więc zaczynam rozglądać się za celem na wyjazd. Najważniejsze dla mnie jest, by był śnieg, bo w końcu zima w pełni. Sudecki wybór ogranicza się do Izerów, Karkonoszy i Masywu Śnieżnika. W Izerach dopiero co byłem, na Śnieżnik nie mam weny, zatem wybór pada na Karki. W razie czego biorę ze sobą rakiety, bo kto wie, jakie warunki zastanę na miejscu.

Poniedziałek, 19 lutego 2018

Karpacz, , , Słonecznik, , Czarna Przełęcz

Z Wrocławia BlaBlaCarem jadę do Karpacza. Dzięki temu mogę się wyspać i bez przesiadek zameldować się u podnóża Śnieżki ;) Najpierw krótki spacer z ronda przy Obrońców Pokoju na Rozdroże Łomnickie, gdzie wchodzę w las i zaczynam powolne zdobywanie wysokości.
Szlak jest wyślizgany, więc zakładam raczki i spokojnie mogę spacerować autostradą.


Pierwszy postój robię na Polanie, przy ruinach schroniska Bronka Czecha. Czas na zorientowanie się, co ja właściwie chcę ze sobą dzisiaj zrobić. Na Śnieżkę wchodzić mi się nie chce, więc idę w prawo przez Pielgrzymy do Słonecznika. Zerkam jeszcze na słońce i widzę coś niecodziennego, ale fotę zapodam później, z lepszym ujęciem ;)


Spojrzenie na Śnieżkę i mogę ponownie wejść w las.


Po wyjściu z lasu zaczynam odczuwać silne podmuchy wiatru. Wiatr jak wiatr, zimno się przez niego robi, a ja robię się głodny. Chowam się za Słonecznikiem, ubieram puchówkę, wyciągam kuchenkę i zaczynam gotowanie. Zjadłbym jakieś kanapki, ale ich zimą nie noszę, a czekolady zapomniałem ;)


Po jakiś 40 minutach ruszam dalej. Widoki ładne, słońce świeci, tylko wiatr trochę przeszkadza. Ale nie jest źle.


A słońce dzisiaj postanowiło pokazać swoją trochę inną twarz, a dokładniej widać było również słońca poboczne i fragmenty halo 22°. Do tej pory takie coś widziałem tylko na zdjęciach, a dzisiaj udało mi się zaobserwować to zjawisko osobiście.


Śnieżna kraina.


Na Przełęczy Karkonoskiej czuję się jak w centrum jakiegoś kurortu, a nie w środku Karkonoszy. Aut tutaj niczym pod jakąś Biedronką, a droga ładnie utrzymana. Nie zatrzymuję się jednak, a od razu idę dalej.


Liczyłem na ładny zachód słońca z Czeskich Kamieni, ale chyba nic z tego nie wyjdzie, bo od zachodu coraz więcej chmur się pojawia.


Kilka ujęć zachodzącego między chmurami słońca.






Nie czekam jednak aż słońce schowa się za horyzontem, tylko idę do wiaty na Czarnej Przełęczy.

W wiacie obiad, herbata, jakaś gorąca czekolada wpada i wchodzę na pięterko, by rozgościć się na salonach. Jak widać luksus jest, tylko termometr wskazuje -5°C ;)


Wtorek, 20 lutego 2018

Czarna Przełęcz, , Nadajnik na Śnieżnych Kotłach, , Labská bouda, , Pramen Labe, , Česká budka, , Szklarska Poręba

Budzik dzwoni przed świtem, ale na dworze na widowiskowy wschód słońca się nie zapowiada. Chmury dalej są, choć chyba słabiej wieje. Termometr w wiacie wskazuje -8°C. Nie jest źle.


Nie spieszę się, jem śniadanie i ruszam, gdy słońce świeci już wysoko.


Dzisiejsze miejsce noclegowe.


Rakiety cały czas dociążają plecak, bo śnieg jest zmrożony i wywiany, nawet na Wielki Szyszak wchodzę bez problemów, z raczkami.


Śnieżka wystaje ponad grzbietem.


Długo nie siedzę na szczycie, zaraz kieruję się ku Śnieżnym Kotłom. Stacja Przekaźnikowa jak stała, tak stoi nadal.


Kilka zdjęć kotłów i idę zobaczyć czy Kamenná studánka będzie widoczna. Widoczna jest, ale zapchana śniegiem.




Przez Źródło Łaby wracam na grzbiet i na czerwony szlak, którym schodzę do Szklarskiej Poręby. W rejonie Szrenicy tłum tak wielki, że dosłownie tylko śmigam dalej. Porównując do wcześniejszej pustki na szlaku, to nie są klimaty, których szukam w górach.

Do Wrocławia wracam już tradycyjnie pociągiem.

W Karkonoszach śniegu trochę jest, bo wszelkie zimowe warianty są spokojnie do przejścia. Śnieg ładnie zmrożony i wywiany, szlaki przedeptane, więc dopóki nie dosypie większych ilości świeżego śniegu, to rakiety można spokojnie zostawić w domu. Jeśli tylko nie planuje się spacerów przez środek leśnych ostępów, bo tam to jednak może być różnie ;)
O wycieczce można powiedzieć: typowy zimowy karkonoski klasyk ;)

Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/QCPtziUuBhUCqlse2

Komentarze

  1. I bardzo fajny klasyk :) Efekt halo też widziałam jedynie na zdjęciach. Fajnie byłoby go zobaczyć tak samemu. Zimowa aura w Karkonoszach jest piękna... Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam taką zimowa wycieczkę, nawet jeśli bez noclegu w wiacie, to też będzie fajnie ;)

      Usuń
  2. Piękny waruneczek. W wiatuni nie zmarzłeś? ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy -8 to się jeszcze rozpinam, by się nie przegrzać :P

      Usuń
  3. Z tymi leśnymi ostępami raczej też nie powinno bez rakiet być tragicznie. Dwa tygodnie przed twoją eskapadą z kolegą szliśmy do Chatki AKT. Ostatni odcinek przez gęsty las i nie było problemu. Żadnego zapadania, całość na luzie i po twardym śniegu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, czyli rakiety nie są takie niezbędne w tym roku. Trochę szkoda, bo lubię sobie pochodzić w świeżym śniegu, gdzie widzę sens rakiet.

      Usuń
  4. Zima, którą każdy chciałby zobaczyć, ale nie każdy ma tyle zaparcia co Ty. Może to i klasyk, ale bardzo ładny. Świetne zdjęcia.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. wow! Tobie też pogoda udała się bardzo - wyprawy super :) my koncentrowalismy sie teraz na Koronie Gór Polski, ale planujemy niedługo wybrać się gdzieś w okolice Szklarskiej, zdobyć coś nowego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja KGP robię tak "przy okazji", jak gdzieś jestem lub szukam pomysłu, ale bez ciśnienia.
      Polecam, bo jest tam kilka ciekawych miejsc do odwiedzenia :)

      Usuń

Publikowanie komentarza