Tatry w lekko zimowej odsłonie



Między Świętami a Nowym Rokiem mam kilka wolnych dni do wykorzystania. Rzut oka na prognozy, warunki i decyduję się na Tatry. Tym razem częściowo samotnie i bez Sylwestra na szlaku, ale przecież to nie przeszkoda - po prostu trzeba wybrać odpowiednie cele, a czas na pewno będzie spędzony przyjemnie. Kilka planów wycieczek w okolicy Hali Gąsienicowej (i nie tylko) czeka – zobaczymy, co tym razem uda się zrealizować.

Niedziela, 27 grudnia 2015

Zakopane, Kuźnice, , Giewont, , Przełęcz Kondracka, , Kondracka Kopa, , Małołączniak, , Przełęcz pod Kopą Kondracką, , Schronisko na Hali Kondratowej

W Zakopcu pojawiam się przed 6 rano. Rzut oka na godziny odjazdów busów do Kuźnic i zaczynam spacer z buta. Trasa trochę się dłuży, ale przynajmniej się nie zgubię i mogę iść na automacie. Odcinek znany mi już tak dobrze, że do Ronda Kuźnickiego dochodzę nie wiem kiedy, ale teraz nadchodzi spowolnienie czasoprzestrzeni. Nie wiem dlaczego, ale niemal zawsze tak mam na tej trasie.

W Kuźnicach pustki, ale i pora wczesna. Zerkam z ciekawości pod Yurta Bar i ruszam brukowaną drogą w górę. Specjalnie piszę brukowaną, bo śniegu zero i wszystkie kamienie dobrze widoczne. Zmienia się to dopiero sporo powyżej Kalatówek, ale nie znaczy to, że pojawia się śnieg. Początkowo to tylko lód, potem jest i trochę śniegu. Robi się ślisko i muszę uważać, chociaż lenistwo wygrywa, więc raki zakładam dopiero przy schronisko na Kondratowej.
A co do schroniska, to właśnie w nim mam zamiar dzisiaj spać, więc po śniadaniu zagaduję do pani z obsługi w tej sprawie. Na zajęcie pokoju jest jeszcze za wcześnie, ale mogę zostawić rzeczy, z czego chętnie korzystam, bo spacer z lekkim plecakiem jest dużo przyjemniejszy.

Jak wspominałem już wcześniej, po wyjściu ze schroniska zakładam raki i przechodzę po lodzie krótki odcinek, po którym lód i śnieg znika, a ja zastanawiam się, czy założyłem raki na darmo i zasuwam szlakiem dziabiąc ziemię zębami raków. Na szczęście po kilkudziesięciu metrach powraca bardziej zimowa sceneria i raki mogą schłodzić swoje rozgrzane kolce ;)

Podejście na Kondracka Przełęcz mija spokojnie i sprawnie. Śniegu trochę jest, ale w rakach idzie się spokojnie. Tutaj też robię przerwę na herbatę, poprawienie raków, kilka zdjęć i ruszam dalej. Ale zanim ruszę, przyglądam się mojemu dzisiejszemu celowi. Trochę mało śniegu, co?


Żeby nie było, raki nadal są miejscami przydatne, bo lodu na szlaku nie brakuje, chociaż było też sporo odcinków, gdzie miałem tylko suchą skałę lub ziemię. Ale wolę mieć raki na nogach niż ich nie mieć i gdzieś się ślizgnąć.


Odwracając się, dojrzałem Suche Czuby Kondrackie oraz Grań Hrubego, oraz wyraźną piramidę Krótkiej.


Kilka chwil później opalam się już pod najsłynniejszym w Polsce krzyżem. Co prawda wiatr trochę wieje, ale nie jest źle.


Ze szczytu widać również Tatry Bielskie, jednak to nie one przyciągają na dłużej mój wzrok, lecz wyłaniające się z mgieł szczyty niższych pasm. A dokładniej rzecz biorąc jest to:
Busov w Beskidzie Niskim, najwyższy kopiec po lewej nad chmurami.
Na prawo od niego Wysokie Bereście, Malnik. Najbardziej po prawej Zimne i Kraczonik.


Od prawej w tle: Lackowa, Ostry Wierch, Jaworzyna, Bukowa.


Mój wzrok przykuła również Świnica oraz jej towarzystwo po prawej: Rysy, Wysoka i Mięguszowiecki Szczyt Wielki wystające w tle niczym piramidy.


Tatry Zachodnie, czyli Rohacz, Wołowiec, Banówka, Pachoł, Spalona, Salatyn.


Osobita. W tle Veľký Rozsutec, Minčol, czyli Mała Fatra.


Fajnie się siedzi, ale czas schodzić. Czerwone Wierchy same się nie odwiedzą ;) Najpierw zejście na Kondracką Przełęcz, później długie podejście na Kondracką Kopę. A z niej kolejne piękne panoramy.
W stronę Świnicy.


Oraz otoczenie Doliny Cichej.


Niżnie Rysy, Gerlach, Rysy, Mięguszowiecki Szczyt Wielki, Cubryna, Kończysta, Koprowy Wierch.


Smreczyński Wierch, Bystra, Krzesanica, Małołączniak.


Po wejściu na Małołączniak chwila przerwy, drugie śniadanie, szybka fota i wracam na Kopę Kondracką.


Jak widać na zboczach Kopy Kondrackiej również śniegu nie ma zbyt dużo i widać duże plamy samej trawy.


Wchodzę na chwilę na Kopę, ale nawet się nie zatrzymuje i zaczynam zejście na Przełęcz pod Kopa Kondracką. Tutaj też od razu ruszam w dół. Zejście w dół jest bardzo szybkie, bo nie muszę zygzakować, tak jak szlak, tylko idę prosto w dół. Na dole, na już płaskim odcinku doliny, mijają mnie TOPR’owcy w samochodzie, wypytując czy schodząc nie widziałem dwóch facetów mających problem z nogą i z zejściem. Nikogo takiego nie spotkałem, więc ruszam dalej do schroniska, a oni jadą dalej.


W schronisku odbieram rzeczy, melduję się w pokoju i po wieczornych rozmowach z przyszłym uczestnikiem Zimowego Kursu Turystyki Wysokogórskiej idę spać


Poniedziałek, 28 grudnia 2015

Schronisko na Hali Kondratowej, , Kuźnice, , Zawrat, , Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich

Pobudka koło 4:30, szybkie ogarnięcie plecaka, herbata i ruszam na szlak. Na szczęście nie muszę iść do góry, tylko w dół, bo schodzę do Kuźnic. Tym razem od razu nakładam raki. Niebo jest niemal bezchmurne, lekki wiatr. Idzie się przyjemnie. Po wejściu w las zmieniam baterie w czołówce i już bez problemów schodzę do Kuźnic.
Tu nawet się nie zatrzymuje i od razu zaczynam podejście w stronę Boczania. Jakoś wolę ten wariant.
W Murowańcu zasiadam do śniadania, po którym dostaję smsa, że Aro wraz z Tomkiem się spóźnią trochę, więc przysypiam na stole. Rozbudzam się, gdy się pojawiają i informują, że na dworze pada… deszcz. No tak, przecież jest zima. I w tym momencie nasze plany padły, bo nie dość, że zmokniemy, to jeszcze skała się zalodzi, więc nie ma sensu pchać się wysoko na nic wymagającego.


Tak więc rozmawiamy, jemy i czekamy aż przestanie padać. W końcu decydujemy, że ruszamy nad Staw, a co potem, się zobaczy. Znaczy ja wiem co potem, bo muszę być w Piątce, ale Aro się jeszcze zastanawia.
Widoczność jest tak dobra, że nad Czarnym Stawem robimy sobie zdjęcie przy tabliczce, bo niemal nie widać nawet Stawu. Na szczęście chmury trochę się podnoszą i możemy już nawet zobaczyć lód ;)
Jak już pisałem na Facebooku, czasami dwa kijki to za mało :P


Aro przekonuje się do wejścia na Zawrat, bo jak już tu jest, to gdzieś wejdzie. A może chmury się rozwieją? – Taa, optymizm :P
Tak więc nasze pierwsze przejście stawu w tym sezonie staje się faktem. Jest ciekawie, zero śniegu, sam lód.
Idąc wyżej, mijamy grupę kursantów ćwiczącą chyba chodzenie na lotnej.


Kawałek wyżej, w okolicach Zmarzłego Stawu, kursanci na lodospadach.


Pogoda bez zmian, jedynie czym wyżej, tym mocniej wieje:

Wyjście ze żlebu na Przełęcz jest problematyczne, bo na górze jest dwu metrowy prożek, który jest pozbawiony śniegu, jedynie sam lód. Zresztą górna część żlebu to głównie zalodzony śnieg. Trzeba uważać,
Na Przełęczy chwilę stajemy i robimy foty przy tabliczce z rozległymi widokami za plecami ;)


Jako że chwilę chcemy tu jeszcze postać, zakładam puchówkę, co Aro od razu wykorzystuje jako pretekst do podpytania o nią. Mówiąc krótko, spodobała mu się na tyle, że nie minęły 3 tygodnie, a sam był w posiadaniu takiej kurteczki.

Jednak czas i wiatr goni. Żegnamy się i Aro z Tomkiem schodzą powrotem do Murowańca, a ja spokojnym szlakiem idę do Piątki. Cieszę się, że nie muszę schodzić przez ten zalodzony prożek.

Po pewnym czasie chmury trochę się podnoszą, ukazując otoczenie Doliny Pięciu Stawów.




Nie skracam sobie drogi przez Stawy, bo lód tutaj nie wygląda tak pewnie jak na Gąsienicowym i grzecznie idę szlakiem.

W schronisku obiad i długie siedzenie przy stole. Zapoznaję się z ekipą warszawską, z którą miło spędzam wieczór przy rozmowach górskich.

Dzisiaj miało być trochę inaczej, trochę ambitniej, trudniej, ciekawiej. Ale pogoda nie pozwoliła. No nic, może następnym razem, góry przecież nie uciekną, poczekają. W sumie ta góra czeka już drugi rok, jak widać nie ucieka. Może przyszłym się w końcu uda. A co to za szczyt? Dowiecie się, gdy już tam wejdę ;) A przede mną jeszcze jeden pełen górski dzień, więc kładę się spać na karimacie gdzieś na piętrze schroniska i zasypiam.

Komentarze

  1. A cóż to za puchówka, bo nie mogę znaczka odczytać. :P
    Tak z ciekawości, miałeś fefry idąc stawem, czy jednak był 100% spokój, że lód nie spęka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to kurtka puchowa Regatta Summitsphere Wmns. Zadowolony z niej jestem jak na razie, a kilka biwaków ma już za sobą.

      Idąc przez Gąsienicowy był pełen spokój, na stawy w Dolinie Pięciu Stawów Polskich już się nie zdecydowałem, bo wyglądały dużo gorzej - może i by wytrzymały, ale byłby strach. Wolałem nie ryzykować. A Morskie Oko następnego dnia to już w ogóle bym odpuścił, bo schodząc do niego od góry dobrze widziałem wielkie pęknięcie sięgające niemal środka stawu.

      Usuń
    2. Wygląda ciekawie. A powiesz w jakich mniej więcej temperaturach jest w niej komfortowo? Chodzi mi o postoje, o to czy czekając gdzieś i focąc zachód tudzież wschód słońca zimą nie zamarznę.

      Usuń
    3. Ja nie zamarzłem do tej pory ;) Stałem w cienkiej koszulce + puchówka przy -6C i było mi ciepło. Jedynie musiałem nałożyć kurtkę, bo wiało, a puchówka nie chroni przed wiatrem. Gdy nie ma wiatru, to spokojnie można tylko w niej stać przy lekkim mrozie - pisze lekkim, bo większych tej zimy nie spotkałem.

      Usuń
  2. Pogoda to Ci tak średnio dopisała, ale prawie cała zima tak wygląda. Spodziewałem się trochę więcej śniegu na tych zdjęciach :D Zawsze to jednak lepiej być na szlaku niż nie być :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, ta zima nie jest za dobra pogodowo. Ani długich okresów mrozu, ani większej ilości śniegu. Trochę lipa jak na razie, ale co zrobić. Ale lepiej wędrować niż nie, jak sam zauważyłeś :)

      Usuń
  3. Lodospad wygląda jak podkrakowskie skały ciepłym wiosennym weekendem. Niezbyt zachęcająco:)

    W tych warunkach drugiego dnia mijaliście na szlakach mniej przygotowanych turystów?

    Może się stać, że i ja się z Tobą na ten szczyt wybiorę.
    Aj, bo teraz ciągle przypominam sobie tą ominiętą skałę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu to bardzo popularne miejsce, wśród wspinaczy, jak i kursantów, któzy niemal zawsze mają tam szkolenia na kursach.

      W sumie tego dnia za wielu ludzi nie minęliśmy, ale Ci, których widziałem powyżej Czarnego Stawu Gąsienicowego, mieli zimowy sprzęt - raki + czekan. A także kilku ćwiczyło techniki zimowe na własną rękę - hamowanie czekanem oraz szukanie detektorem lawinowym.

      Hehe, kto to wie ;)

      Usuń
  4. W ten deszczowy dzień mieliśmy się spotkać, ale zaliczyliśmy wycof spod Wodogrzmotów. ;) W kolejne dni pogoda już bardziej sprzyjała, szkoda, że nie mogłeś zostać dłużej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może przy następnej okazji uda się wypić piwko w schronisku :) O Waszym wycofie czytałem, ale nie był to taki zmarnowany dzień, bo odwiedziliście Roztokę, najlepsze tatrzańskie schronisko :P

      Niestety tym razem nie mogłem dłużej zostać w Tatrach, ale pogodę jednak trafiłem, bo następnego dnia oglądałem chmury z góry ;) I to z całkiem niedaleka do Waszego szczytu, chociaż o wcześniejszej porze :P Ale Waszą relację muszę jeszcze przeczytać, bo nie miałem okazji jeszcze zapoznać się z Waszym Granatem.

      Usuń
  5. "Robi się ślisko i muszę uważać, chociaż lenistwo wygrywa, więc raki zakładam dopiero przy schronisko na Kondratowej." Lenistwo mam równie posunięte. I to cały czas... Niestety kiedyś zaowocowało złamaniem strzałkowej. Na 2-3 km odcinku było w sumie może z 50 m lodowych łat...

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I takie odcinki są właśnie najgorsze. Teraz też tak było. Bo niby nie ma lodu, przez większość czasu idzie się spokojnie bez raków, ale zdarzają się krótkie odcinki zalodzone - tu by już raki się przydały, ale właśnie, w perspektywie mamy znów czysty szlak za 30-50 metrów i nam się nie chce zatrzymywać i zakładać raków. Chyba każdy to zna ;) Ale jest to zdradliwe, zwłaszcza wiosną, kiedy często słyszy się o poślizgnięciach na płatach starego śniegu.

      Usuń
  6. Aż się zdziwiłem, że i w Tatrach nie ma za wiele śniegu w grudniu. Cóż taka zima, już drugi rok z rzędu. W pierwszy dzień pogoda Ci dopisała i pięknych widoków nie zabrakło. Piękne zdjęcia.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zeszłym roku w grudniu było zdecydowanie więcej śniegu. Ogólnie na śnieg poprzedniej zimy w górach, to ja nie narzekałem - było go pod dostatkiem wg mnie. W tym roku już jest dużo gorzej. Widoki rzeczywiście były bardzo fajne w pierwszy dzień, chociaż najlepsze będzie dopiero w następnej części relacji, z ostatniego dnia pobytu w Tatrach. Ale zanim je wrzucę, to trochę minie :)

      Usuń
  7. Mało tego śniegu wszędzie :( Ale jak dla mnie to ta wyprawa była ambitna (wiem, wiem, chciałbyś więcej, wyżej :P ) Podziwiam za wejście na lód, ja bym spękała wcześniej od niego :) :) :) Za to dzień wcześniej miałeś Giewoncik dla siebie, co w lato jest mało realne. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nom, też byłem tym trochę zawiedziony, bo śniegu mało, lodu dużo i do tego wystające kamienie. Lód na Gąsienicowym nie był taki zły, jak by się mogło wydawać.
      Fakt, Na Giewoncie nie było dużo ludzi, jakaś korzyść z tej prawie zimy ;) Ale masz rację, chciałem wyżej, trudniej, ale się nie dało. Chociaż następny dzień był najlepszy :)

      Usuń
  8. Faktycznie warun nieciekawy jak aż o czterech kijkach trzeba było łazić :P Ja to już przestałam liczyć na prawdziwą zimę w tym roku :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już powoli też, bo skoro teraz nie ma za dużo śniegu na rakiety, to pewnie już nie będzie, przecież to już luty, wiosna coraz bliżej. Teraz właśnie powinien byc środek sezonu rakietowego, a tu nie zapowiada się na to...
      Bo raki to za mało, a czekan za krótki :P

      Usuń
  9. Przeczytałem tytuł "... w zimowej odsłonie" i pomyślałem, że chyba coś mnie minęło :). Ale jak widzę, jednak nie. Fajnie, że udało się zrealizować cokolwiek - zawsze mogło być gorzej, szczególnie przy tegorocznej zimie.
    Ja mam Tatry w planach w przyszłym tygodniu, ale marzyło mi się prawdziwe zimowe wyjście. Jak śniegu będzie mało, to sam nie wiem, gdzie się wybiorę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śniegu będzie wystarczająco, może nawet zbyt dużo:-)

      Usuń
    2. I jak wyjazd w Tatry? Bo myślę, że śniegu nie brakowało w tym okresie ;)

      Usuń
  10. podziwiam, nie dałabym rady.. piekne widoki i swietna wycieczka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki,k ale ta trasa w tych warunkach nie była taka trudna - prócz końcówki wejścia na Zawrat. Więc pewnie byś sobie poradziła na trasie z pierwszego dnia :)

      Usuń

Publikowanie komentarza