Na rakietach wśród izerskich śniegów



Przyszła zima, śniegu napadało, czas więc wyciągnąć z szafy zakurzone rakiety i ruszyć na pierwsze w tym sezonie rakietowanie.

Piątek, 23 stycznia 2015
Szklarska Poręba Górna, , Rozdroże pod Wysokim Kamieniem

W tygodniu zdzwaniam się z menelem, gadamy o planach na weekend. Mówi coś o Masywie Śnieżnika, ja wspominam o Górach Izerskich i każdy „idzie w swoją stronę”. Następnego dnia mam informację, że odpuszcza Śnieżnik i zapodaje w Izery. Takim oto sposobem pojawiło mi się towarzystwo na wyjazd.

W piątek popołudniu jedziemy z Wrocławia autem do Szklarskiej Poręby Górnej, gdzie parkujemy pod dworcem PKP i ruszamy na szlak. Dużo do przejścia na dzisiaj nie mamy i po niecałej godzinie jesteśmy u celu wędrówki, czyli wiaty na Rozdrożu pod Wysokim Kamieniem. Ale dzisiaj coś jest tutaj inaczej. Pali się ognisko, wokoło kręci się sporo ludzi, jest kulig. Jednym słowem ferie w pełni. Pytamy o ich plany na wieczór, upewniamy się, że nie chcą tu nocować, i rozkładamy się w wiacie. Po chwili wychodzimy do ogniska pogadać i się ogrzać. Po krótkiej rozmowie, dostajemy propozycję kubka grzanego wina. Oczywiście nie odmawiam ;-) Kilka chwil później „feriowicze” wyposażają nas jeszcze w chleb, ketchup, musztardę i po 3 kiełbasy na głowę. Żyć nie umierać! Całość oczywiście ląduje nad ogniem, a następnie w naszych żołądkach. Najedzeni robimy pamiątkową fotę nad styczniowym ogniskiem i idziemy spać.

fot. menel

Sobota, 24 stycznia 2015
Rozdroże pod Wysokim Kamieniem, , Mokra Przełęcz, Zielona Droga, Biała Droga, Jarzębcza Polana, , Polana Izerska, , Stóg Izerski, , , Smrk

Budzę się rano, ale jeszcze nie wstaję. Leżę półprzytomny w ciepłym śpiworku, gdy nagle słyszę dźwięk podobny do spadającego worka kartofli. Siadam, rozglądam się dookoła i widzę siedzącego na ziemi menela. Okazało się, że próbował obrócić się w śpiworze, ale skończył mu się stół, na którym spał, więc zleciał ;-)

Tym oto miłym akcentem rozpoczęliśmy nasz nowy dzień. A później był czas na śniadanie:


Warto dodać kilka słów o wiacie. Jak widać, nie jest ona szczelna, ma spore szpary w ścianach, przez które wieje. Na mój śpiwór przez noc nawiało trochę śniegu. To samo można powiedzieć o dachu. O ile zimą to nie przeszkadza, bo śnieg nie moczy, to latem w trakcie deszczu, dyskwalifikuje tę wiatę do celów noclegowych.

No, ale trzeba iść. W lesie mgła, zero słońca, jednak czym bliżej szczytu, tym robi się jaśniej. Aż wychodzimy na teren, gdzie nie ma śladów po chmurach.


Przynajmniej powyżej, bo poniżej są jak najbardziej ;-) Gdzieś tam jest nasza wiata.


Ściągamy plecaki i czas na sesję foto.

fot. menel

Długo tu nie bawimy, trzeba ruszać dalej. Jak widać na razie idzie się szybko i sprawnie bez rakiet.


Trasa jest dość płaska, po drodze mijamy skałki na Zwalisku, ale dopiero po dojściu do nieczynnej kopalni kwarcu „Stanisław” zaczynają się ciekawsze widoki. Wyrobisko robi wrażenie. Szczególnie z tymi chmurami w dole.


Przy kopalni schodzimy ze szlaku i idziemy przez Izerskie Garby. Wg mnie jest to bardziej logiczny wariant, niż ten, którym prowadzi szlak. Do szlaku dochodzimy na wysokości wiaty, która jest widoczna na prawo od środka zdjęcia.


Tu też śnieg robi się coraz bardziej „zapadający” w chodzeniu, więc zakładamy rakiety. Po coś je nosimy ;-) Obowiązkowa fota rakietowa:


Przy wiacie spotyka mnie niespodzianka. Okazuje się, że od mojej ostatniej bytności w tym miejscu, wiata uległa konkretnej przebudowie i obecnie jest to wysokiej klasy budowla w stylu skandynawskim. Aż chce się w niej kiedyś zanocować :-)


Krótka przerwa na łyk herbaty i odbijamy ze szlaku, by wejść na Wysoką Kopę, najwyższy szczyt Gór Izerskich. W rakietach idzie się dobrze i po chwili możemy cieszyć się pamiątkową fotą.

Co do widoków, to z nimi lipa. Wierzchołek jest płaski i zalesiony, więc Karkonosze widać tylko między drzewami.


Po chwili wracamy tą samą drogą na szlak i ruszamy dalej.


Idziemy, idziemy. Trasa wiedzie łagodnym terenem, myślę, że na biegówki byłby odpowiedni, bo towarzyszą nam ślady po narciarzach.
Na Mokrej Przełęczy odbijamy w lewo w Zieloną, a następnie Białą Drogę i nią omijamy kolejny fragment czerwonego szlaku. To co napotkaliśmy na Białej Drodze skutecznie pokazało nam, że bez rakiet ta impreza byłaby dużo trudniejsza. Świeży śnieg, bez żadnych śladów. Szło się ciężko, nawet w rakietach, a co dopiero byłoby bez nich.

Po dojściu na Polanę Izerską, wchodzimy do wiaty i robimy obowiązkowy odpoczynek. Oczywiście nie zabrakło również czekolady popitej herbatą.
Zebrawszy siły na konkretniejsze podejście ruszamy w dalszą drogę. Wysokość zdobywa się dość szybko, a na końcowym etapie wędrówki, pojawiają się też widoki na Karkonosze. One oczywiście na drugim planie, bo z przodu widać maszt znajdujący się na Świeradowcu.


Zachodzimy do schroniska na Stogu Izerskim. Rozkładamy rzeczy i menel idzie po obiad. Ja go w tym miejscu opuszczam i sam udaję na metę naszej dzisiejszej wędrówki, czyli wieżę widokową na Smrku. Cel jest oczywisty – zbliża się zachód słońca, więc aż żal przesiedzieć go w schronisku.
Na nogach mam oczywiście rakiety, trasa niby przedeptana, ale w rakietach i tak idę dużo sprawniej i szybciej niż kilka mijanych osób bez.
Pierwszy przedsmak tego, co czeka mnie z wieży, mam już teraz, w trakcie przejścia ze schroniska.


Do wieży dochodzę przed zachodem, wchodzę na ośnieżoną platformę widokową i zaczynam fotografować. A widoki niczego sobie.
Są Karkonosze.


A także widok na to, jak płaskie są Góry Izerskie. Jest tam też trochę podejść, jednak długie odcinki są dość równe. Wieża telekomunikacyjna widoczny po lewej stronie, to Stóg Izerski.


W stronę zachodzącego słońca.


Widok w stronę Izery oraz chmury w dole.


Zbliżenie na Izerę wyłaniającą się z chmur.


Po zachodzie słońca idę na dół i zajmuję miejsce do spania w wieży. Gdy gotuję obiad, zjawia się menel. On już zjadł, ja jem teraz, później chwila rozmowy i idziemy spać.

Koło godziny 20. wbija większa ekipa Czechów i zaczynają głośną imprezę. Jest głośno, zabawnie z ich strony, więc ze spaniem na razie lipa, ale zachowują się kulturalnie. Tak więc nie ma problemu. Koło północy kładą się spać na podłodze. My byliśmy wcześniej i zajęliśmy ławki ;-)

Niedziela, 25 stycznia 2015
Smrk, , , Stóg Izerski, , Polana Izerska, , Rozdroże pod Cichą Równią, Dolny Dukt Końskiej Jamy, Jakuszyce

Rano pobudka i dowiaduję się, że w nocy na dworze było ponoć -9C. W środku temp. spadła tylko do -1C. Jest ciepło ;-)


Pakujemy rzeczy i idziemy do schroniska na śniadanie. Na zewnątrz pogoda taka, jaką zapowiadali, czyli mleko totalne. Do tego wieje. Ogólnie nieprzyjemnie. Nawet wieżę z trudem widać.

Ale jedno trzeba przyznać, w taką pogodę, zimowy las ma swój niepowtarzalny urok. Nie szkoda mi zimą jechać w góry w taką pogodę, bo jest ciekawie. A nawet gdy pada, to mi nie przeszkadza – śnieg jest fajny :-P
Czyż ośnieżony las nie wygląda ładnie? - odezwałą się wrażliwa dusza artysty :]







Ponownie zachodzimy na Polanę Izerską, by wejść na chwilę do odwiedzanej już wczoraj wiaty.


Tu ściągamy rakiety, bo teraz będziemy iść wzdłuż wyratrakowanej trasy narciarskiej, więc się nie zapadamy.
Na Łące Izerskiej mijamy tak malowniczo oszronione drzewo. - znowu ten wrażliwiec:)


A kawałek dalej odbijamy z wyratrakowanej trasy w lewo i po kilku krokach zakładamy rakiety. Szkoda się męczyć.
Ciekawszym fragmentem na tym etapie jest przejście przez Kobyłkę, mały strumień i dolinkę, którą tworzy. Ciekawie się prezentowało.


Niedługo później ponownie wchodzimy na trasę biegową, a menel nagrywa swój pierwszy filmik z serii: Trenuj z menelem :-P

Do stacji kolejowej w Jakuszycach idziemy po ubitej drodze, rakiety idą na plecakach. Na stacji jesteśmy minutę po odjeździe pociągu, przez co dwie godziny czekamy na kolejny. W końcu przyjechał i jedziemy do Szklarskiej Poręby Górnej, gdzie wsiadamy do auta i wracamy do Wro.

Tym oto sposobem rozpocząłem sezon rakietowy. Myślę, że był to godny start sezonu i jednocześnie debiut dla moich rakiet, które kupiłem w grudniu 2013, ale aż do stycznia 2015 przeleżały w szafie, z powodu słabego poprzedniego sezonu. Przynajmniej się nie zniszczyły :-P

Od tej relacji zacząłem umieszczać zdjęcia w większej rozdzielczości. Myślę, że to dobry pomysł. Większe zdjęcia pojawią się oczywiście po kliknięciu na fotę, bo miniaturki są identyczne, więc czas wczytywania się nie zmieni :-)

Komentarze

  1. Widzę że wyjazd się udał :D Super zdjęcia, a te z ostatniego dnia z "mlekiem" bardzo klimatyczne ;)
    I jeszcze pytanko z innej beki: w jakiej rozdzielczości wrzucasz teraz zdjęcia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Totalne "mleko" zimą ma swój urok :-)

      Obecnie zacząłem umieszczać w rozdzielczości 1000×667px, wcześniej było to 800×533px. Ale ta wielkość widoczna jest dopiero po kliknięciu w zdjęcie widoczne we wpisie. Bo te widoczne mają po 700x466px - ze względu na to, żeby mi się szablon nie rozjeżdżał.
      Panoramy, które wstawiam, mają różną szerokość, ale łączy je wspólna wysokość: 500px.
      Mam nadzieję, że zrozumiale napisałem :)

      Usuń
    2. Nie, wszystko zrozumiale, luz ;) Właśnie sam z tym eksperymentuję, bo wcześniej wrzucałem w rozdzielczości 1600x1060, ale ostatnio zmniejszyłem do 1024x768, dlatego że uznałem je za zbyt obszerne pamięciowo i obawiałem się, że może komuś ze słabszym pecetem i wolniejszym netem, mogą się nie wgrywać ;) Tym bardziej że ja ich czasem dużo wrzucam :D Dzięki za odpowiedź ;)

      Usuń
  2. Nawet nie wiesz, jak Ci zazdroszczę! Tej zimy nie byłam w górach w ogóle, no prawie, były plany wiosenne, nic z nich nie wyszło, po prostu napatrzeć się na te zdjęcia nie mogę!

    Napisałbyś kilka słów na temat spiwora?
    A Wielkanocnie pozdrawiam z Krakowa;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, i cos o rakietach - czy rozmiar ma znaczenie?
      :)

      Usuń
    2. A to dopiero początek :- Mam jeszcze 6 prawdziwie zimowych relacji do napisania, więc będzie co oglądać ;)

      Co do śpiwora, to ja obecnie zimą używam połączenia dwóch śpiworów: Cumulus LiteLine 300 oraz Volven Polaris. Kilka słów o tym napisałem tutaj: Kilka słów o ekwipunku . Jeśli chciałabyś widzieć coś więcej, pytaj śmiało w tamtym wpisie.

      Co do rakiet, to największe znaczenie ma nośność. Np. TSL ma takie kategorie wagowe: 20 > 50 kg, 50 > 120 kg, 70 > 140 kg. Do danego modelu dopasowuje się swoją wagę, ale trzeba uwzględnić też plecak, bo przecież go też nosimy ;-) Wiadomo, że czym większa nośność, tym większą powierzchnię ma rakieta - jest większa. Dlatego nie warto brać za dużych, bo trudniej będzie w nich chodzić - będą większe i mniejsza osoba może haczyć o nie wzajemnie przy chodzeniu. A jak weźmie się za małe, to zapadanie nie będzie wystarczająco ograniczone i znów ciężko się będzie chodzić.
      Ale trzeba być świadomym, że są takie rodzaje śniegu, gdzie nawet rakiety nie pomogą i będziemy się zapadać po pas - tak jest gdy śniegu będzie bardzo dużo i cały będzie puszysty.
      Różne modele mają też inne systemy zapięć, inny profil, inne zastosowanie (np. ilość zębów), więc temat jest bardzo szeroki. Zachęcam do poszukania większej ilości informacji w Internecie :) Jak coś, to służę pomocą z rakietami ;)

      Usuń
  3. Znajomy zachód słońca! :) Z lokalnej wypożyczali filmów nie skorzystaliście? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajomy ze względu na to, że w lutym oglądałaś go z tego samego miejsca? ;)

      Co do tej wypożyczalni, to nie rozumiem o co chodzi.

      Usuń
    2. Jak byłam w tym pomieszczeniu w wieży gdzie spaliście, to leżały opakowania z filmami i na kartce po czesku było coś napisane w stylu że to wypożyczalnia (?)

      Usuń
    3. A, jak my byliście nie było żadnych filmów. Najwyraźniej wszystkie zostały wypożyczone :P

      Usuń
  4. Fajny wypad :) Pochmurne dni zimą rzeczywiście bywają bardziej znośne na szlakach, lasy wyglądają niesamowicie, zwłaszcza, jak drzewa są grubo pokryte śniegiem. Utwierdzam się tylko, że na przyszłą zimę rakiety to absolutny "must have". Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rakiety dają szansę na pokonanie takich tras, które inaczej w warunkach śniegowych są niedostępne. Bardzo to ułatwia wędrowanie :)

      Usuń
  5. Fantastyczny wypad. Miałeś wszystkie możliwe wersje pogodowe. Świetne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super wypad !!! Śliczne zdjęcia :)
    Pogodowe mleko i zimno, potrafią rzeczywiście stworzyć fajny klimacik :)
    Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Latem pochmurny las nie jest już tak malowniczy jak zimą. Trzeba korzystać, póki jest ;)

      Usuń
  7. Ale musieliście wyglądać na wygłodniałych... Po 3 kiełbasy na łebka... i jeden kubek grzańca na dwóch? :-P Chyba wzięli Was za jakiś buszmenów... albo bezdomnych :D

    Podobną trasą zdobywałam daaaawano temu Wysoką Kopę :-) Z tym, że ja zahaczyłam o Chatkę Górzystów a na Polanie Izerskiej odbiłam na Świeradów. Z wiadomych względów :-)

    Izera piękna o każdej porze roku :-P Ale w zimowych szatkach nabiera dostojeństwa :-)

    Menel- trener rakietowanka... coś cudnego :-) Mogłabym oglądać i oglądać... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyraźniej musieliśmy czymś ująć ich wrażliwe serca :P A jeden kubek, bo menel nie był zainteresowany. Bo tak, to by każdy dostał swój ;)

      Tu nie ma co oglądać, tylko brać rakiety i przetestować tą wiedzę w praktyce ;) Obecnie są jeszcze miejsca ze śniegiem, chociaż rakiety do przyszłego sezonu już poczekają w szafie pewnie.

      Usuń
    2. KomentarzePisze13.04.2015, 15:10

      Izerka: "Izera piękna o każdej porze roku :-P Ale w zimowych szatkach nabiera dostojeństwa :-) "
      Daga, masz na myśli siebie czy góry ;-) ?

      Artur, świetna konkluzja, trzeba jechać :)

      Usuń

Prześlij komentarz