Trawers Sudetów Wschodnich



Pomysł na wyjazd był już od dawna, trzeba było tylko znaleźć kilka dni i ładną pogodę. A czemu ten kierunek? Bo wschodnia część Sudetów to dla mnie ich najmniej znany fragment, a poza tym, Korona Sudetów i Korona Gór Polski, same się nie zdobędą :-P

Poniedziałek, 14 lipca 2014

Prudnik, , Dębowiec, , Wiesczyna, , , , Biskupia Kopa, , Heegerova vyhlídka

Dojazd do Prudnika z Wrocławia jest dość dobry, acz zajmuje chwilę. My jechaliśmy pociągiem, z przesiadką w Brzegu. Na miejscu jesteśmy przed godziną 11.
Ponieważ już byłem w tym mieście, nie szukamy długo właściwej drogi, tylko od razu idziemy w stronę Parku Miejskiego. Tam robimy przerwę obiadową. Wyciągam kuchenkę i w tym momencie uświadamiam sobie, że nie mam zapalniczki. Odpalam gaz zapałkami, zostawiam Kasię przy kuchni, a sam idę do sklepu po zapalniczkę. Daleko nie jest, więc misja kończy się sukcesem (chociaż w Biedronce zapalniczek nie mają). Gdy wracam do parku, obiad już jest ;-)
Po obiedzie idziemy… do wiaty, bo zaczęła się burza, która trwa dłuższą chwilę. A szkoda moknąć na samym początku wycieczki.
Ale burza się kończy, a my ruszamy w stronę ruin klasztoru Kapucynów. Z samego klasztoru niewiele już zostało, trudno to miejsce uznać za miejscową atrakcję turystyczną. Dodatkowo jest zarośnięte roślinnością. Idąc dalej dochodzimy do krzyża, koło którego niebieski szlak skręca o 90 stopni. Teren w okolicy jest mocno wydeptany, z czego można wnioskować, że często mają tu miejsce procesje/pielgrzymki.
Idąc dalej spotyka nas kolejny deszcz, tym razem bez burzy. Aby nie moknąć, rozkładamy namiot.


Jak się później okazało, był to bardzo dobry pomysł. Deszcz był mocny i trwał długo. By nie tracić czasu, postanowiłem wykorzystać go na… sen ;-) Ogólnie przerwa trwała ok. 1,5 godziny.
Następnie wchodzimy na Okopową (388 m n.p.m.). Tak, tak, wysokość oszałamia. Na jej szczycie znajdują się pozostałości grodziska zwanego "Szwedzkim Szańcem", które obecnie jest jedynie ziemnymi wałami.
Następnie idziemy wzdłuż kamieniołomu, mijamy bokiem Kobylicę, czyli górę z granitowym pomnikiem Josepha von Eichendorffa, który miałem okazję widzieć przy poprzedniej wizycie w tym rejonie. Chwilę przerwy robimy dopiero w Wiesczynie, pod wieżą widokową.

Widoki z niej są mało ciekawe, bo rejon praktycznie płaski, ale dojrzeć można m.in. grupę Biskupiej Kopy.


Następny odcinek niebieskiego szlaku jest nudny. Idzie się asfaltem bez widoków, Jest za to polana z wiatą, miejscem na ognisko, a także parkingiem dla samochodów.


Początkowo miałem pomysł na zrobienie ogniska w tym miejscu, ale ostatecznie poszliśmy dalej, bo chcieliśmy jeszcze tego dnia wejść na Biskupia Kopę.

A na sam szczyt Biskupiej Kopy wchodzimy późno. Wieża zamknięta, ludzi nie ma. Wierzchołek robi negatywne wrażenie. Jest na nim wieża, obok plac budowy, trochę wydeptanego terenu w okolicy oraz drzewa/krzaki. Po prostu brzydko. Dlatego też robimy jedynie pamiątkowe zdjęcie i idziemy do Czech.

Schodząc z wierzchołka szukam odpowiedniego miejsca na namiot. Odnajduję zadaszony stolik, a obok tabliczkę z informacją o Heegerovej vyhlídce. Tym samym zostawiam plecak i idę zobaczyć zachód słońca, który już trwa.




Jak widać, w oddali pada deszcz.


Obawiając się tego deszczu, rozkładamy jedynie namiot i idziemy spać. Planowane wcześniej ognisko przekładamy na następny dzień.
Jak się później okaże, niepotrzebnie, bo do nas deszcz nie przyszedł.

Wtorek, 15 lipca 2014

Heegerova vyhlídka, , Petrovy boudy, , Hraniční cesta, , Heřmanovice, , Hřeben, , Starý Rejvíz, , Lurdská jeskyně na Rejvíze, , Starý Rejvíz, , Rejvíz, , Bleskovec, , U Vysoké Jedle, , Pramen

Ponieważ widoków na wschód nie ma, toteż wstajemy dopiero po 7:30 :-)


Ale na punkt widokowy i tak zachodzimy, bo widok na Zlaté Hory jest bardzo ładny.


Znajduje się tu również tabliczka upamiętniająca Viktora Heegera. Był on piszącym po niemiecku poetą, urodzonym w Zlatych Horach w roku 1858.


Później idziemy na szczyt Větrná, gdzie znajdują się ładne, niewysokie skałki.


Widoki na tej części trasy nie ma prawie w ogóle, bo trasa wiedzie lasem. Jedynie na kilku polanach otwierają się ograniczone widoki. Po dojściu do „drugiego” asfaltu, rozkładamy się na chwilę, by zjeść śniadanie i umyć się w obudowanym źródle. Obok są nawet zadaszone ławki.
Po zejściu poniżej lasu widać także Biskupią Kopę od czeskiej strony:


Kolejnym ciekawszym miejscem są Hornické skály. Punkt widokowy, jednak jest dość ograniczony ze względu na to, że okoliczne drzewa przerastają skały.


Ładnie za to widać Příčný vrch.


Z samego szczytu widoków brak. Obok jest jedynie ogrodzony szyb/dziura w ziemi + opis co to jest. Ale zdjęcie szczytowe z najwyższego wierzchołka w paśmie musi być ;-)

Schodząc ze szczytu mijamy ciekawy pomnik-grobowiec.

Znajdują się na nim takie tabliczki. Może ktoś będzie wiedział czy to grobowiec rodzinny, czy jakiś inny.




Idąc dalej mijamy Kaple Sv. Anny, a dokładniej jej ruiny. Kaplica była duża, co widać po wielkości murów.

Powyżej miejscowości Horní Údolí, zatrzymujemy się przy źródle, by zaczerpnąć wody i idziemy dalej. Zachęceni nazwą, odbijamy na Lurdská jeskyně na Rejvíze. „Jaskinia” okazuje się po prostu kapliczką przy skale z roku 1908, ale odnowioną w 2006.


W kurorcie Rejvíz, bo takie określenie mi pasuje do tego miasteczka, jemy obiad. Przy okazji przeczekujemy mocną i długą ulewę. A skąd wrażenie kurortu? Wszystko zadbane, czyste, trawniki równo skoszone, budynki czyste i ładnie pomalowane. Aż miło było popatrzeć. Dodatkowo jest to idealne miejsce wyjściowe na Zlatý Chlum oraz pobliskie Mechové jezírko.
My jednak dochodzimy jedynie do rozdroża o nazwie Bleskovec – útulna, po czym odbijamy szlakiem w dół w stronę wody. Źródło jest bardzo wydajne i ładnie obudowane.


Nie zabrakło również kiełbasy z ogniska i grzybów z patelni ;-)




Później rozkładamy namiot i idziemy spać.

Środa, 16 lipca 2014

Pramen, , Jeseník- aut. nádraží, , Jeseník – lázně, , Smrk hraničník, , Smrk, , Smrk hraničník

Rano pobudka po 7, bo Kasia musi zdążyć na pociąg do Głuchołaz, a kawałek do przejścia jednak jest.


Dojście do Dětřichova to asfaltowa droga, idzie się dobrze, ale musimy uważać na mokre, śliskie liście. Dochodzimy do drogi w stronę Jeseníka, a tam widzę przystanek autobusowy i czekającą grupę ludzi. A jak wiadomo, ludzie na przystanku w małej miejscowości oznaczają, że zaraz coś będzie jechać ;-) Szybki rzut oka na rozkład, zaciągnięcie informacji, gdzie zatrzymuje się autobus i po 5 minutach jedziemy już w stronę miasta.

Wysiadamy na pętli/dworcu pod supermarketem, ale nie zachodzimy do środka. Przejście przez miasto na dworzec nie sprawia problemów i dość szybko siedzimy już w poczekalni kolejowej przy kubku zimnej kofoli i z piwem w plecaku ;-)
Nadszedł jednak czas odjazdu pociągu, więc zostawiam Kasię wraz z niepotrzebnym mi już namiotem, a sam udaję się dalej, w stronę miejscowości Lázně Jeseník. Znajduje się tam słynne uzdrowisko (łaźnie), założone przez Vincenza Priessnitza w 1830r. (w tym roku dostał oficjalne pozwolenie).


Kolejny etap wędrówki to marsz asfaltem, a później leśnymi ścieżkami w okolicach kamieniołomów. Trzeba przyznać, że widoki na okolicę są stamtąd ładne.


W pewnym momencie widzę przed sobą taką górę.


Pierwszą myślą jaka przyszła mi do głowy, było jak ja tam wejdę, przecież to podejście jest zabójcze (tu nie widać jak głęboka jest ta dolina w dole, a jest naprawdę konkretna). Na szczęście okazuje się, że jest to Šerák, a ja na niego nie wchodzę :-)
Ja za to wchodzę na szczyt o nazwie Lví hora. Co prawda na górze widoków brak, ale podejście jest tak konkretne, że aż musiałem sobie strzelić fotę szczytową, było gdzie wchodzić.


Po dojściu na Tři studánky schodzę w dół z grzbietu, w stronę zaznaczonych na mapie źródeł. Chwilę chodzę, szukam i zrezygnowany wchodzę ponownie na grzbiet. Nadal bez wody.
Po niedługim czasie zachodzę na sekundę do wiaty Mates, po czym idę dalej aż na Smrk hraničník. Spędzam tam dosłownie sekundę i udaję się na sam szczyt Smrka. Widoków brak, słupek niemal leży, ale zdjęcie musi być.

Następnie schodzę niebieskim szlakiem do strumienia po wodę oraz by się umyć. Zimna woda po kolejnym dniu wędrówki w słońcu dobrze robi.

Reszta dnia upływa na siedzeniu przy ognisku i nicnierobieniu. Taki dzień odpoczynkowy ;-P


Czwartek, 17 lipca 2014

Smrk hraničník, , Kovadlina, , Bielice, , Goszów, , Stronie Śląskie

Budzę się przed budzikiem, wstaję, chwilę czekam i mogę podziwiać wschodzące słońce.


Jem szybkie śniadanie i ruszam granicą w stronę należącego do Korony Gór Polski Kowadła. Początkowo mogę podziwiać widoki na okolicę, szybko jednak wchodzę w las.


Na szczycie pamiątkowa fota i idę na skałki, z których widać moją dzisiejszą trasę.

Jak widać jest to niemal w całości zarośnięte pasmo górskie, jednak ma w sobie coś interesującego. Kusi, by pojawić się w tym rejonie kiedyś zimą na rakietach.


Jak wyglądało moje dalsze zejście do Stronia Śląskiego nie będę pisał. Wystarczy powiedzieć, że nie zawsze szedłem szlakiem, ale tutaj ilość ścieżek i dróg jest dość spora, więc zawsze można sobie coś wybrać.




W Stroniu odszukuję przystanek, skąd chwilę po 12 jadę do Kłodzka InterRegio Busem, skąd mam Regio do Wrocławia.

Wyjazd mi się podobał, pogoda ogólnie dopisała, a przy okazji zdobyłem 4 szczyty do różnych koron. Co prawda Biskupia Kopa mnie zawiodła, ale rejony Smrka czy Příčnego vrchu mi się podobały.

Komentarze

  1. Klasa relacja. Wschód Sudetów chodzi mi po głowie od wieeeelu lat. Jakoś nie było okazji a może i właściwego ciśnienia. Może kiedyś... :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, może nie koniecznie Opawskie, ale te Rychleby, to obowiązkowo :-)

      Usuń
  2. Ciekawa wycieczka :D Poza Biskupią, rejony zupełnie dla mnie nieznane. Chociaż w Rychleby miałem już jechać nieraz... :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, jak ja dobrze znam to "miałem już jechać nieraz", bo sam mam kilka takich miejsc, a jak na razie dalej są tylko w planach.

      Usuń
  3. Letnia relacja na jesienne wieczory :-p
    Mnie Biskupia również rozczarowała, ale trzeba przyznać, iż generalnie okolica miła do wędrówki.
    Porządna trasa i na dodatek jaka efektywna - gratuluję kolejnych koronnych szczytów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-)

      A letnich relacji na jesienne wieczory jeszcze kilka będzie. Tylko nie wiem jak szybko ;-)

      Usuń
  4. Ale fajnie się włóczycie ;) Sudety to w dalszym ciągu dla mnie biała kartka, toteż dziękuję za przybliżenie tych rejonów. Ale tych grzybów to Wam zazdroszczę! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam się z nimi zapoznać, bo warto :-)
      Grzyby były bardzo fajnym urozmaiceniem obiadu, ciągle je wspominam ;-)

      Usuń
  5. Zawsze lubię poczytać o moich rodzinnych stronach. Ja bardzo lubię Góry Opawskie. Kilka razy w roku bywam w Prudniku i zawsze muszę chociaż na chwilę wyskoczyć w okolice Pokrzywnej lub Jarnołtówka. Jest tam wiele ładnych widokowo miejsc.
    Fajną trasę zaliczyliście, Jeseniki to bardzo ładne pasmo górskie o nieskażonej przyrodzie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodatkowo trzeba przyznać, że miejscowy oddział PTTK dba o rozwój regionu tworząc nowe szlaki i stawiając jakieś tablice informacyjne.
      Pojawiły się również w tamtej okolicy nowe wieże widokowe, więc rejon staje się coraz ciekawszy :)

      Usuń
  6. Ja podobnie jak Bartłomiej - poza Biskupia Kopą to tereny kompletnie nieznane.
    A wyprawa świetna!
    Gratuluje kolejnych szczytów do koron :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak zwykle super relacja. Na Szerak wchodzi się całkiem sympatycznie od Lipowej Łaźnie lub Ramzovej przez bardzo malownicze Obrze Skały.
    A grzybów jest w Rychlebach sporo, bo Czesi coś nie zbierają (i dobrze).

    Pozdrawiam (nie wiem czemu ale komentarz nie chce mi wejść przez wordpress)
    ---------
    sudeckiedrogi.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dróg na Szerak nie znam jeszcze, ale mam w planach poznać jego okolicę, to może i te wymienione przez Ciebie miejsca odwiedzę.
      Myślę, że bym znalazł więcej, ale chodziłem jedynie po szlakach.

      Nie wiem, nie słyszałem by były problemy z komentarzami z Wordpressa. Może to tylko chwilowy problem był?

      Usuń
  8. https://lh5.googleusercontent.com/-zAlRUJWObg4/VCxwUgD6oWI/AAAAAAAA-Pg/FqE981LzGjA/s700/P1270077.JPG Bombowe zdjęcie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Rzeczywiście udało mi się trafić na ten punkt widokowy w dobrym czasie :)

      Usuń
  9. Na Kopie i Kowadle byłam, ale od naszej strony i jednodniowo, pełne uznanie;)
    Miałeś mapy polskie czy czeskie?
    Wolę nasze, ale one bywają nieaktualne, o czym juz sie przekonałam kilka razy:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w tamte rejony na pewno jeszcze wrócę, szczególnie zimą, bo rejony wyglądają ciekawie na zimowe szlajanko z rakietami i namiotem.

      Jeśli dobrze pamiętam, to na tej wycieczce miałem i polskie mapy comfort! map Sudetów Wschodnich oraz galileos/PLAN Gór Opawskich oraz czeską Shocart 457 Jeseníky, Rychlebske Hory. Co prawda wystaczyłoby mieć tylko PLAN+Shocart, ale lepiej mieć nić nie mieć więcej ;-)

      Ja lubię te czeskie, ale trzeba się do nich przyzwyczaić na początku, bo trochę inaczej oznaczają szlaki niż u nas i czasem może to być mylące.
      A nieaktualne potrafią być i czeskie, wszystko zależy od roku wydania i czasu aktualizacji.

      Usuń

Prześlij komentarz