Gdzie Diablak Tatry o wschodzie ogląda



Wyjazd w Beskidy, na wschód od Beskidu Małego, jest dla mnie problematyczny. Nie chodzi nawet o komunikację, bo z tym nie jest tak źle. Tylko jak sobie pomyślę, że w podobnym czasie mogę być w Tatrach, to wybór jest oczywisty ;) Większość z Was to pewnie zrozumie, bo gdy mam kilka godzin jechać gdzieś w góry, to zazwyczaj chciałbym coś zobaczyć, a nie tylko pochodzić. Pochodzić lasem to mogę po swoich bliskich Sudetach, chociaż tam też da się znaleźć ładne widoki ;)
A dlaczego tym razem pojechałem na Babią Górę w Beskidzie Żywieckim, a nie w Tatry? Powodem była pogoda, a mianowicie jej załamanie, które miało nadejść w niedzielę. Zatem planujemy krótką wycieczkę na Babią. W planach: zima, błękitne niebo, widok na Tatry i oczywiście chmury w dole...

Piątek, 6 lutego 2015

Zawoja-Markowa, , Markowe Szczawiny

W piątek po południu wsiadamy w pociąg IC z Wrocławia do Krakowa, by następnie do Zawoi dojechać busem. Tu się mocno zdziwiłem, bo myślałem, że dojazd z Krakowa do Zawoi w piątek wieczorem będzie problematyczny, a okazało się, że tych busów jeździ cała masa – nawet co pół godziny! Ten, do którego my wsiedliśmy jechał na Policzne, ale gdy zostaliśmy w nim sami, kierowca bez problemu zmienił trasę i podrzucił nas na Markowe.

Po wyjściu z busa jemy późną kolację, przebieramy się w cieplejsze ciuchy i ruszamy na szlak. Niebo początkowo jest zachmurzone, ale tak miało być. Droga w miarę przedeptana, więc idzie się sprawnie. Po pewnym czasie uświadamiamy sobie, że nie idziemy szlakiem, ale kierunek marszu ogólnie jest dobry. Później okazało się, że do schroniska doszliśmy drogą dojazdową.

Samo schronisko wielkie, robi trochę wrażenie hotelu. O tej godzinie nie ma nikogo w recepcji, co specjalnie nie dziwi, bo przecież jest prawie pierwsza w nocy. Ponieważ jesteśmy w nim pierwszy raz, chwilę zajmuje nam ogarnięcie „co, jak i gdzie”. W końcu schodzimy do kuchni turystycznej. A tam luksus pierwsza klasa! Jest stół, krzesła, czajnik. A obok suszarnia. Nic więcej nam dzisiaj nie trzeba. Jemy kolację i po drugiej idziemy na chwilę spać.

Sobota, 7 lutego 2015

Markowe Szczawiny, , Babia Góra, , Przełęcz Brona, , Mała Babia Góra, , Vonžovec, , Pod Palkošom

Na dużo snu nie było czasu, bo już o 4 wstaliśmy. Ogarnięcie rzeczy, kanapki z herbatą, i o 4:30 wychodzimy w zimna noc. Niebo nadal niewidoczne, zgodnie z prognozą przelatują niskie chmury, co daje szansę na ładny wschód.
Początkowo szlak jest przedeptany, jednak gdy drzewa trochę się przerzedzają, wszystko jest zawiane. W tym miejscu zakładamy rakiety i wchodzimy na Przełęcz Brona. Stąd już grzbietem na Babią Górę. Na podejściach zbiera się trochę śniegu i rakiety się przydają, za to na wypłaszczeniach jest przewiane.
Na szczycie jesteśmy po 6, czyli podejście od schroniska zajęło nam 1,5h spokojnym tempem. Na wschód pojawiło się już kilka osób, kilka przyszło po nas (wszyscy szli od Krowiarek), więc czekamy. Do pierwszego blasku wschodzącego słońca mamy jakieś 30 minut, bo wschód dopiero o 7.
Ale warto czekać i marznąć, bo już sama poranna łuna ładnie podświetla dobrze widoczne Tatry.


A w drugą stronę świat trochę mniej widoczny, ale to się na pewno zmieni ;)


Po pewnym czasie pojawiło się również słońce.


Na Pilsku również. A okolica dalej tonie w mroku.


Ale nie mogło zabraknąć tego znanego połączenia wschodzącego słońca i Tatr.


Kudłoń, Gorc, Turbacz, czyli gorczańskie szczyty, czyli wyspy Beskidu Wyspowego na wzburzonym morzu chmur. Prezentują się godnie.


Panorama na Tatry Zachodnie, Wysokie i kawałek Zachodnich.


Trochę zbliżenia na Tatry:
Gerlach, Ganek, Rysy, Wysoka, MSC, Koprowy Wierch


Jagnięcy Szczyt, Kieżmarski Szczyt, Łomnica, Baranie Rogi, Lodowy Szczyt, Jaworowy Szczyt


Hawrań, w jak dla mnie w rewelacyjnym ujęciu.


Szatan, Hruby Wierch, Krywań


Rysy, Wysoka, MSC, Koprowy Wierch, Szatan, Hruby Wierch. Z przodu Giewont.


Chociaż w drugą stronę też było ciekawie. A to za sprawą gry światła i mgły:






Jak łatwo się domyślić, czym słońce było wyżej, tym chmury niżej. Cóż, taka już specyfika mgieł i niskich chmur, że nie lubią słonecznego ciepła i najlepiej je obserwować o poranku. Ale tego dnia utrzymały się dość długo, chociaż oczywiście powoli zaczęły się rozwiewać.

Mała Fatra


Pilsko, Rysianka, Romanka


Nie mogło oczywiście zabraknąć fotki szczytowej. Warunki rewelacyjne.


Słońce wyżej, ale widoki nadal bardzo dobre.




Cóż, czas mija, robi się coraz jaśniej, to czas się ruszać. Wpadamy na pomysł zjedzenia śniadania w wiacie po słowackiej stronie. Dojście do wiaty również zapewnia ładne widoki. Tak to można wędrować:


Cóż, wiata nas nieco rozczarowuje. Stoi i wygląda dobrze, lecz jest całkowicie zasypana śniegiem. Nie ma nawet, jak do niej wejść.


Nic to, idziemy dalej. Początkowo chcieliśmy dojść do kolejnej wiaty, lecz nie znając terenu gubimy szlak. W takim razie idziemy wzdłuż granicy lasu, bez szlaku w stronę Przełęczy Brona. Nie chce nam się niepotrzebnie wchodzić ponownie na Babią Górę. Jak wiadomo człowiek jest leniwy i to lenistwo zwycięża. Za to widoki podczas przejścia są rewelacyjne, a rakiety przydatne.


Może i pozaszlakowo, ale widok pierwsza klasa.


Jak już wspominałem rakiety były przydatne. Właśnie dla takich momentów warto je mieć ze sobą. Gdyby nie one, ten odcinek upłynąłby na brnięciu w śniegu zamiast na podziwianiu widoków.


Beskid Śląski


Po pewnym czasie trawersowania zbocza wróciliśmy na grzbiet, skąd mieliśmy możliwość zobaczenia Małej Babiej Góry, czyli naszego kolejnego celu dzisiejszego dnia.


Lubogoszcz, Strzebel, Śnieżnica, Ćwilin, Luboń Wielki.


Idąc w stronę Małej Babiej Góry mamy okazję cały czas oglądać Małą Fatrę. Czasami ponad ośnieżonym lasem.


A w tle ciągle przebłyskuje Beskid Wyspowy. Gdzieś tam siedział w tym czasie menel, Michun, Hoffi i Ronc. Ja jednak wybrałem wschód z Babiej i nie żałuję ;)


Na Małej Babiej długo nie siedzimy i schodzimy w stronę Słowacji. Początkowo szlak dobrze przedeptany, a nawet wyjeżdżony skuterami, jednak po pewnym czasie znaki odbijają w prawo i w tym też miejscu zaczynamy iść w nienaruszonym śniegu. Miejscami mamy problemy z odnalezieniem właściwej drogi, ale jest ciekawie.



Planowaliśmy zatrzymać się w wiacie na obiad, jednak po dojściu na polanę, naszym oczom ukazuje się taki oto widok:


Jak widać, ta miejscówka ma swoje najlepsze lata już za sobą. A my nadal głodni, więc rozsiadamy się w słoneczku na śniegu i zaczynamy gotować. Najpierw topimy śnieg, a potem czas na makaron.


Po jakiejś godzinie zwijamy się i schodzimy w dół. W międzyczasie mija nas grupa trzech osób podchodzących na Małą Babią Górę. Idą bez rakiet, czy nart, pewnie ucieszyli się z częściowo przedeptanego szlaku. My również, bo idąc w dół za ich śladami, nie mieliśmy problemu z odnalezieniem przebiegu szlaku.
A niżej napotykamy kolejną chatę. To w niej mieliśmy jeść, ale wcześniej zobaczyliśmy ruiny tej wyżej i pomyśleliśmy, że nasza miejscówa się już rozpadła. Jak widać pomyliliśmy miejsca ;)

Dalej to już tylko monotonne schodzenie lasem, z coraz mniejszą ilością śniegu, ale rakiety ściągnęliśmy dopiero po dojściu na drogę z trasą narciarską. Po pewnym czasie zatrzymaliśmy się również na chwilkę w wiacie na rozdrożu Vonžovec. Jak widać nadaje się tylko do odpoczynku, bo nie ma ścian.


Z niej został jeszcze kawałek do przejścia, gdyż chcieliśmy tego dnia dojść na Krowiarki. Jednak na parkingu Pod Palkošom spotykamy Polaka pakującego narty do auta. Krótka rozmowa i zgadza się podrzucić nas do Polski. Tym oto sposobem dojeżdżamy do Pszczyny, skąd pociągiem wracamy do Wrocławia. A kierowcą okazał się Wojmił, którego kojarzę z forum NPM’u. Jaki ten świat mały ;)

Jak dla mnie warto było tyle odkładać spotkanie z Królową Beskidów. Warunki na jakie trafiliśmy na szlaku były rewelacyjne. Jeden z lepszych wschodów jakie miałem okazję oglądać i to z widokiem na Tatry ponad chmurami :) Jeżeli kiedyś ktoś będzie miał okazję na taki spektakl, gorąco polecam :)

Więcej zdjęć: https://picasaweb.google.com/100322683368167953190/BabiaGora0607022015?noredirect=1

Komentarze

  1. Co to za waletowanie na Markowych Szczawinach? :D

    "warto czekać i marznąć"
    Proponuję, żebyś zgłosił to jako hasło reklamowe wrocławskiego MPK - niedawno ogłosili konkurs na takowe (zawierające do 25 znaków), zachęcające do jeżdżenia komunikacją miejską po stolicy Dolnego Śląska. Twoje jest idealne do rozklejenia na przystankach zimą :P

    "Jeżeli kiedyś ktoś będzie miał okazję na taki spektakl, gorąco polecam"
    Powiem jak rasowy student o wykładzie: "jeszcze ani razu nie byłem - i się nie wybieram" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikogo z obsługi nie znalazłem, to co było robić :P

      To hasło raczej nie przejdzie z przyczyn "politycznych" ;)

      Może Cię namówię na jakiś wschodzik i Ci się spodoba ;)

      Usuń
    2. Bo normalnie ludzie - obsługa schronisk też - o takiej porze, jak się tam zjawiliście, śpią :-)))

      Jak nie chcesz zgłaszać hasła do MPK o staniu i marznięciu, ja chętnie zrobię to za Ciebie - musisz tylko scedować na mnie pisemnie prawo autorskie. Zapewne nie przejdzie, ale przecież nie o to chodzi w tej zabawie :P

      Co do namawiania, to ja się od dawna upraszam o wspólną wyprawę w góry (nie w Tatry), i co? Ostatnio stanęło na tym, że ja wyciągam Cię na wspinaczkę :D

      Usuń
    3. Śpią i niech śpią smacznie. Nie zamierzam im przeszkadzać :P

      To poszukam i zgłoszę ;)

      Co do wspólnych wypraw, to tak już jest, jak ma się zaplanowane wyjazdy z miesięcznym wyprzedzeniem. Ja planuję z trzydniowym ;) Ale nie tracę wiary, że kiedyś się uda ;)

      Usuń
  2. Bajka:)
    Rozumiem, że pogoda była przewidziana, więc pytanie - z której prognozy korzystasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda oczywiście przewidziana, jak zresztą niemal na każdej mojej wycieczce ;) Szkoda jechać w brzydką pogodę.
      Bo nawet wysokość chmur jest przewidywana w dobrych prognozach. Wbrew temu, co słyszałem od wielu ludzi, że ja to mam szczęście do niskich chmur, bo one jeszcze nie miały okazji takich widzieć. A to po prostu sprawdzanie pogody i wybieranie odpowiednich miejsc.

      A co do prognoz z jakich korzystam: http://www.meteo.pl/ - rewelacyjna prognoza numeryczna, widać dużo informacji, m. in. o chmurach. Do tego zerkam też na http://www.yr.no/ oraz http://www.mountain-forecast.com/.

      Każda z nich ma swoje plusy i minusy, ale gdy pozna się specyfikę każdego z tych portali, można przewidzieć pogodę dość pewnie.

      Usuń
    2. Meteo znam, jasne, ale zmartwię Cię, nie jest niezawodne, sprawdzę pozostałe; domyślam się, że w sumie dają właściwy obraz sytuacji:)

      Usuń
    3. Nic nie jest nieomylne, ale meteo i tak ma bardzo dobrą sprawdzalność. A gdy połączy się prognozy dwóch/trzech portali, to prognozy można być bardzo pewnym.

      Tylko trzeba wiedzieć, który portal ma jakie słabe strony ;)

      Usuń
    4. Na meteo trzeba rozróżniać jaki rodzaj opadu jest prognozowany: wielkoskalowy czy konwekcyjny. Różnią się kolorem w prognozie i mają inny charakter w terenie - jeden będzie padać niemal zawsze, drugi może nie, gdyż może nas minąć, lub się rozmyślić ;) Poziom chmur jest dość dobrze prognozowany, ale ta prognoza nie radzi sobie z przewidywaniem chmur związanych z wiatrami fenowymi - np. z halnym.

      YR - kłamie co do temperatur, zaniża je, a w rzeczywistości jest cieplej. Dobry jest również do patrzenia na prognozę na dłuższy czas. Wiadomo, że może się zmienić, ale daje ogólny pogląd na to, jak się będzie kształtować pogoda.

      mountain-forecast używam najkrócej, jeszcze nie powiem nic o nim konkretnego. Prócz tego, że fajnie widać poziomicę 0st C oraz prognozę dla różnych wysokości góry.

      Usuń
  3. Klasyka klasyk ten wschodzik - rewelacja :D Do kompletu zabrakło Ci chyba tylko widma brockenu, chociaż masz już ich kilka na swoim koncie ;D Chciałem tej zimy wybrać się na Babią, ale zawsze jak miałem czas to pogoda nie dopisywała :/ A z Babią - masz rację - warto wyczekać swoje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A niby Babia taka oklepana z tymi wschodami, a jednak. Jak się trafi na dobre warunki, to i tak jest niepowtarzalnie :)

      Hehe, chmury były jednak trochę za nisko jak na potrzeby widma. Z tego co pamiętam, to mam ich już 6 na swoim koncie. Ale kolejnymi nie pogardzę ;)

      No niestety, to połączenie czasu i pogody jest najtrudniejsze. Ale kiedyś się uda. Czego Ci życzę :)

      Usuń
  4. To schronisko na Markowych Szczawinach to faktycznie troche takim hotelem zapodaje. Miałam okazję w nim spać. Ucelowane warunki pogodowe = super zdjęcia :) No i przy okazji chyba wpadł kamyk do KGP?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie trochę wrażenie robiło. Ale kuchnia turystyczna jest, więc na mnie zrobili pozytywne wrażenie. Chociaż nigdy tam nie byłem w dzień, więc nie wiem jak to tam wygląda.

      Tak, kolejny szczyt z KGP do kolekcji doszedł. Tym oto sposobem zostało mi jeszcze 8 do odwiedzenia z tej listy.

      Usuń
  5. Co tu dużo pisać... Rewelacja! Piękne warunki i widoki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzeczywiście warunki wyśmienite. Nigdy nie byłem na Babiej o wschodzie słońca, ale kiedyś jesienią trafiłem na podobne warunki za dnia. Jeszcze w starym schronisku siedzieliśmy czekając na poprawę pogody, bo cały czas była mżawka. A tu schodzą z Babiej turyści i mówią że na szczycie słońce. No i było, do tego niebo w granatach a w oddali Tatry. Jeszcze do tego szron na trawie, takie grube igły.
    Piękne zdjęcia, świetna relacja. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak czasem można się zdziwić jak nie zna się prognoz. Bo czasami wcale dużo nie trzeba by znaleźć się ponad chmurami. Czasem jest to wręcz kilkadziesiąt metrów, o czym oczywiście nie wiemy ;)

      Usuń
  7. Babia zawsze spoko! :) Warun rewelacja, tylko jak Wy chodzicie tacy niewyspani? ;)
    BTW, jaki kierunek na majówkę się szykuje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Góry wymagają poświęceń :P Początkowo jest ciężko, ale gdy już się człowiek rozbudzi, to jakoś się idzie. Najważniejsze jest nastawienie, bo wszystko jest w głowie :)
      Zresztą, na takiej zwykłej wycieczce, to nawet tego niewyspania tak się nie czuje, bo idzie się tylko częściowo po nocy (najczęściej tuż przed świtem). Zupełnie inaczej jest na całonocnych trasach, gdzie idzie się po całym wcześniejszym dniu chodzenia, a często przed kolejnym dniem. Zerknij, jak chcesz: Długodystansowe

      Co do majówki, to konkretów jeszcze nie mamy. Wstępnie myślimy nad Pieninami, ale wszystko jeszcze się może zmienić ;)

      Usuń
  8. No warunki tego dnia była rzeczywiście świetne, aczkolwiek mój zjazd z Diablaka na biegówkach był niezbyt mądrym pomysłem ;) zwłaszcza że na normalnych nartach nie jeździłem nigdy nawet na wyciągu... Fajnie, że po takim czasie znalazłem tą relację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie jest poczytać relację z tego samego dnia, kiedy samemu się było w górach :)
      Rozumiem, że to Ty nas podwiozłeś na stację? :)

      Usuń

Prześlij komentarz