Prawdziwie zimowe zakończenie zimy w Beskidzie Małym



Pomimo tego, że był to już ostatni weekend kalendarzowej zimy, warunki były niczym w jej środku, a to za sprawą obfitego opadu śniegu z poprzedniego dnia. Drzewa całe oblepione świeżą warstwą śniegu, na ziemi głęboka warstwa świeżego puchu. A błękitne niebo z drugiej połowy wycieczki gwarantowało przepiękne widoki.


Piątek, 15 marca 2013

Wilkowice, , Magurka Wilkowicka, , Czupel

Zapowiadali niezłą pogodę na weekend, więc żal było nie skorzystać. Ponieważ ile można jeździć w Sudety, postanowiłem wyrwać się na weekendzik w nieznany mi do tej pory Beskid Mały. Dojazd tradycyjnie dla mnie koleją, najpierw IR do Katowic, gdzie miałem przesiadkę na KŚ do stacji Wilkowice Bystra. Na stacji docelowej wysiadam jakoś koło 15 i ruszam na szlak, początkowo asfaltem przez miasto, by w pewnym momencie po przejściu kilku bocznych uliczek zejść w nieprzetartą leśną drogę. Podejście w górę początkowo jest dobre, jednak szybko okazuje się, że nie będzie tak dobrze, ponieważ śnieg jest świeży, głęboki i nie daje żadnego oparcia dla butów. Można powiedzieć, że przy każdym kroku zapadam się aż do samych kamieni/korzeni, co jest szczególnie zdradliwe na podejściu, bo buty bardzo się ślizgają na tych oblodzonych(?) kamieniach. Tym oto sposobem idę prawie po kolana w świeżym śniegu.
Na szczęście widoki na drzewa pokryte świeżą warstwą śniegu wynagradzają trud


Po pewnym czasie powolnego przecierania w górę wyszedłem na odśnieżoną drogę dojazdową do schroniska, z czego skrzętnie korzystam, by przyśpieszyć swoją trasę. Po wyjściu na szczyt Magurki Wilkowickiej robię szybkie zdjęcie i ruszam w stronę Czupla nieprzetartym szlakiem, który tylko miejscami, głównie między drzewami, ukazuje oznaki przedeptania przez jakiegoś rakieciarza i zwykłego turystę. Chociaż generalnie nie ułatwia to za bardzo wędrówki. Na podejściu na Czupel zastaje mnie zachód słońca


Na szczycie, tak samo jak wcześniej, strasznie wieje, że rozbijanie namiotu w tym miejscu mija się z celem, więc schodzę kawałek południowym zboczem, gdzie znajduję całkowicie bezwietrzne miejsce na namiot.

Sobota, 16 marca 2013

Czupel, , Gaiki, , Hrobacza Łąka

Budzę się przed wschodem słońca, jednak szybki rzut oka na zewnątrz uświadamia mi, że „wschodu dzisiaj nie będzie”, dzięki czemu mogę jeszcze chwilę pospać.


Po śniadaniu i ogarnięciu się ponownie wchodzę na szczyt, gdzie nie mogło zabraknąć pamiątkowej foty ze szczytu zaliczanego do KGP :-P


Widoczki jakieś są, ale nie ma rewelacyjnej widoczności. Nie ma jednak co narzekać.
Początkowo plan na sobotę zakładał zejście do Tresnej i podejście na Przeł. Przysłop Cisowy, jednak mając w pamięci stan szlaku z dnia wcześniejszego rezygnuję, bo nie chcę na tym odcinku spędzić całego dnia łażąc po lesie (czas letni 5:45) ;-) Wybieram wariant powrotu na Magurkę Wilkowicką, a następnie udać się na Hrobaczą Łąkę. Na odcinkach leśnych idzie się lepiej niż wczoraj, jednak na odkrytych, nocny wiatr nawiał śniegu, przez co były fragmenty, w których szedłem po uda w śniegu.
Za to dynamiczna sytuacja na niebie gwarantowała piękne warunki




W schronisku biorę tylko pieczątkę, jem kawałek czekolady i wychodzę, bo stuptuty zaczynają mi się odmrażać :-P Swoja drogą, na drzwiach schroniska jest informacja o Wi-Fi, jednak nie udało mi się do niego podłączyć…
Idąc w dół początkowo muszę przecierać szlak, jednak po pewnym czasie dochodzi do szlaku przedeptana ścieżka, dzięki temu schodzi się bardzo przyjemnie. Czym bliżej jestem parkingu na Przełęczy Przegibek, tym więcej ludzi podchodzi w górę. Widać, że jest to bardzo popularny wariant podejściowy. Po drodze widoki są prawdziwie zimowe, brakuje tylko trochę więcej słońca


Na Gaiki idę już wolniej, bo przecieram szlak, a za mną wszedł koleś z rakietami przy plecaku. Za to po drodze mam widok na Beskid Śląski. Gdzieś w połowie drogi na Przełęcz U Panienki mijam idącą z przeciwnej strony grupę kilku osób, dzięki czemu szlak został w miarę przetarty.


Na przełęczy jest kapliczka poświęcona Maryi, a na mapie w okolicy jest również źródło, do którego dojścia nie udało mi się znaleźć w śniegu. Stąd idę do schroniska na Hrobaczej Łące, które jest prywatnym ośrodkiem. W środku zamawiam żurek – nie polecam – i chwilę siedzę w jadalni czytają różne informacje z mojej mapy. Cóż, bez rękawiczek nie dało się wytrzymać, tak było tam zimno. Po pewnym czasie idę ponownie na szczyt, a następnie udaję się dalej grzbietem szukając polany widokowej, bo spod krzyżowej platformy bezwidokowej widać tylko drzewa. Całkiem niedaleko od szczytu znajduję odpowiednie miejsca widokowe, inne na zachód jak i wschód słońca.




Po obejrzeniu zachodu słońca rozbijam namiot na zboczu z widokiem na Babią górę, co prawda, była trochę zamglona, przez co słabo widoczna, jednak liczę, że rano widoczność się poprawi.

Niedziela, 17 marca 2013

Hrobacza Łąka, , Przełęcz U Panienki, , Kozy

Tradycyjna pobudka przed wschodem słońca, rzut oka na zewnątrz i już wiem, że trza się ubierać. Cóż, nic się na to nie poradzi. Ale takie widoki zobowiązują ;-)






Po długiej sesji zdjęciowej wracam do namiotu i odkrywam, że w nocy, jakaś sarna przeszła pół metra od mojego namiotu. Ciekawe czy się zdziwiła obecnością tej dziwnej rzeczy w tym miejscu :-P


Po śniadaniu zwijam namiot i ruszam na drugą stronę góry zobaczyć poranny widoczek z miejsca, w którym wczoraj oglądałem zachód słońca. Mogę powiedzieć tylko tyle, że Hrobacza Łąka to dużo lepsze miejsca na wschód niż zachód


Później to już tylko zejście do Kóz, skąd miałem pociąg KŚ najpierw do Bielska-Białej, a następnie do Katowic, skąd już IR dojechałem do Wrocławia.
Na pocieszenie tak szybkiego powrotu do domu, pozostały mi tylko typowo zimowe widoki towarzyszące mi aż do asfaltu w mieście


W czasie oczekiwania na pociąg dostaję telefon od mamy z pytaniem, czy nie zamarzłem, bo w TV straszyli dwudziestostopniowymi mrozami, szybko dementuję te pogłoski o wielkich mrozach, informując, że o 6 u mnie było tylko -13 ;-)

Był to fajny weekendowy wyjazd, podczas którego niestety nie zrealizowałem pierwotnych planów, jednak i tak jestem zadowolony. Teraz wiem, że mogłem jednak spróbować wędrówki grzbietem w początkowo zaplanowanym kierunku, jednak niedzielny poranek z Hrobaczej Łąki jest wystarczającym zdarzeniem, dla którego mogę zaliczyć wyjazd do udanych :-)

Więcej zdjęć: https://picasaweb.google.com/100322683368167953190/BeskidMaY1517032013

Komentarze

  1. Ojj Czupel zimą piękny. Szkoda, że my ostatnio będąc tutaj trafiliśmy na mgłę i nic nie widzieliśmy. Trzeba odwiedzić Beskid Mały zimą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, okolica ładna, chociaż ja z Czupla też nie miałem widoków rano, tylko chmury na okolicznych górach. Na szczęście później się poprawiło i wieczór był piękny :)

      Usuń
  2. Cudna pasja :) Góry i fotografia :)))))))))))
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz