Majowe szukanie wiosny w Górach Izerskich



Weekend majowy potencjalnie mógł być długi w tym roku. Ja jednak do dyspozycji miałem sobotę-poniedziałek. W sobotę miało sporo padać, więc zdecydowaliśmy się jechać tylko na dwa dni. Taki krótki wyjazd majowy, który można by uskutecznić w normalny weekend. Postanowiliśmy odwiedzić rejon czeskich Gór Izerskich, którego jeszcze nie znaliśmy z wcześniejszych wyjazdów.


Niedziela, 30 kwietnia 2017

Oldřichov v Hájích, , Hřebenový buk, , Špičák, , Hřebenový buk, , Bílá kuchyně, Pod Ptačími kupami, , Holubník sedlo, , Čertův odpočinek

Do Oldřichova v Hájích dojeżdżamy pociągiem z przesiadkami w Szklarskiej Porębie i Libercu. Pierwszą pułapką jest odnalezienie trzeciego peronu w Szklarskiej. Parę minut przed odjazdem orientujemy się, że czekamy nie na tym peronie. Ostatecznie udaje się, w ostatniej chwili, dobiec na pociąg schowany na peronie trzecim. W Libercu wysiadamy grzecznie z pociągu, żeby za parę minut wrócić do niego z powrotem, bo okazuje się, że dalsza podróż odbywa się tym samym składem. Przed naszą stacją - Oldřichovem - musimy odnaleźć przycisk stop w pociągu, bo ta stacja jest na żądanie i inaczej się nie zatrzyma. Ale udaje nam się to i około 10:40 możemy szykować się do wędrówki.


Plecaki spakowane, kijki rozłożone, możemy zaczynać naszą wędrówkę. Początkowo idziemy asfaltem przez wioskę, by później odbić w prawo, w leśną drogę idącą wyraźnie w górę. Droga niczym specjalnym się nie wyróżnia. Jedynie trochę błota, aczkolwiek było go mniej niż przypuszczałem. Mając na uwadze pogodę z ostatnich dni, a zwłaszcza śnieg, który padał całkiem niedawno i w dużych ilościach, to żałowałem, że nie wziąłem stuptutów. Ale na początkowym odcinku okazały się niepotrzebne.

Hřebenový buk to rozdroże z wiatą i kilkoma ławkami. Miejsce fajnie wygląda i na pewno jest ciekawą opcją na zjedzenie drugiego śniadania.


Zanim jednak zrobimy przerwę w wiacie, skręcamy w lewo i idziemy na (Oldřichovský) Špičák mający 724 m i mający być punktem widokowym na okolicę. Mijamy dużo skał, a ostatni odcinek pokonujemy systemem metalowych drabinek.

Na szczycie jest miejsce by spokojnie usiąść, a nawet się położyć, ale widoki takie sobie. Głównie przez drzewa zasłaniające częściowo widok na okolicę. Widać ładnie Ještěd.


W drugą stronę już jest bardziej płasko.


Po krótkim postoju na płaskim szczycie Szpiczaka wracamy do wcześniej mijanej wiaty, gdzie na chwilę zasiadamy, by zorientować się w mapie. Najbliższą czekającą nas atrakcją jest Skalní hrad. Podobno kiedyś był tam zamek, obecnie można zobaczyć tu dość okazałe skały, na które można wejść po wykutych kamiennych stopniach. Widok ze szczytu "zamku" jest ładny, choć ograniczony przez okoliczne szczyty, w tym Szpiczaka, który jest najwyższy w okolicy.


Na wierzchołku skały jest duże wgłębienie zasypane ziemią. Formą i kształt przypomina wielki kociołek wietrzeniowy. Jest on na tyle duży, że na płaskim jego dnie są ławki do siedzenia.


Zanim dojdziemy na Oldřichovské sedlo przechodzimy obok różnych skał i dziwnych form sztuki współczesnej. Pewnie są efektem pracy jakichś lokalnych działaczy, ale jak to sztuka współczesna, są dziwne ;)

Skały za to są konkretnych rozmiarów. Do tego bardzo ładnie wyglądają wśród bukowego lasu.


Oldřichovské sedlo to przełęcz, przez którą wiedzie droga asfaltowa i znajduje się tam knajpa. Jest też parking i przystanek autobusowy. Patrząc po ilości ludzi, jaką tam spotkaliśmy, jest popularnym miejscem rozpoczynania i kończenia wycieczek. No, ale parking temu sprzyja. Była dużo rowerzystów, ale również rodziców z dziećmi, nawet z wózkami.
Dla informacji dla tych lubiących tego typu architekturę, jest tam również wiata. Całkiem całkiem, ale bliskość drogi i knajpy nie zachęca do noclegów. Ale jak wiadomo, w niektórych warunkach może być bardzo przydatna.


My na chwilę zachodzimy do knajpy. Zamawiamy kofolę i wbrew informacji, którą można przeczytać przed wejściem, nalewają ją z butelki, a nie z beczki. Cóż, też wypiliśmy, co było robić.

Po wypiciu kofoli i zjedzeniu przekąsek idziemy dalej. Jest przyjemnie, ani gorąco, ani zimno. Ziemia sucha, las jeszcze w większości bezlistny. Aż do drogi rowerowej szlak nie wyróżnia się niczym. Ale za to droga rowerowa, to pełen wypas. Asfalt nowy, widać, że go nie żałowali.


W okolicach rozdroża Bílá kuchyně pojawiają się pierwsze płaty śniegu. Robi się przez to zimniej. Zasiadamy jednak na ławkach ulokowanych na starych fundamentach jakiegoś budynku. Odpalamy kuchenkę i leci coś na ciepło.


Po obiedzie czeka nas jeszcze trochę wędrówki. Aż do rozdroża Pod Ptačími kupami idziemy asfaltem, by odbić w lewo w kierunku skał. Są tam łańcuchy, klamry, więc łatwo nie jest ;)


Widoki jednak cieszą oko po tych trudach wspinaczki ;)
Jezioro Bedřichov i Ještěd


Izerskie lasy i ośnieżone Karkonosze.


Śniegu jest coraz więcej, jednak jest twardy i spokojnie idziemy po jego powierzchni, bez zapadania się.


Holubník sedlo to miejsce z wiatą, gdzie cały szlak wiedzie po drewnianych podestach. Nawet po podwójnych, bo na starych zostały położone nowe. Jest dzięki temu trochę wyżej niż zazwyczaj na podestach. Prócz drewnianych ścieżek, jest również wiata. Fajna, z miejscem na ognisko i szczelnym dachem. Ogólnie ten rejon bardzo mi się spodobał na izerskie rakietowanie. Przecieranie w świeżym śniegu, przez te opuszczone torfowiska, zakończone noclegiem w wiacie czy gdzieś w namiocie. Zapowiada się świetnie :)


Po odpoczęciu w wiacie idziemy w prawo. Najpierw podestami, później podmokłą ścieżką, by ostatecznie zejść na asfalt. Na szczęście długo nim nie idziemy i skręcamy w lewo na podesty prowadzące na Cerną horę. Zanim jednak opuszczamy asfalt, uzupełniamy wodę w źródle strumienia Jizerské Kamenice.


Całe podejście jest pewnego rodzaju schodkami, bo podesty ciągną się aż do szczytu. Pewnie ma to jakieś uzasadnienie, bo w miejscach, gdzie nie było śniegu, widać było płynącą pod spodem wodę.

Śnieg wieczorną porą wygląda ładnie.


Sama Černá hora jest mało ciekawa widokowo, aczkolwiek jest przyjemnym miejscem pod względem torfowisk, które się tam pewnie znajdują.
Naszym celem jest jednak Čertův odpočinek, wychodnia skalna położona kawałek na południowy-wschód od szczytu. Nazwa ta na tyle mnie zaciekawiła, że została wytypowana na nocleg. Powiedzmy szczerze, szału tam nie ma. Są skałki z widokiem i kawałek bezśnieżnej polanki.


Ten kawałek polanki jest o tyle istotny, że naszą kolację musimy jakoś podgrzać ;)


Zachód był widoczny spod namiotu.


Długo nie siedzimy i gdy jeszcze jest jasnawo chowamy się w naszym domku. Rozkładamy rzeczy, chowamy się w śpiworach i gotujemy herbatę. Rzut oka na termometr przed snem mówi nam, że na zewnątrz są 2°C.

Poniedziałek, 1 maja 2017

Čertův odpočinek, , , Na kneipě, , Smědava, , Jizerka, Bukovec, , Orle, , Jakuszyce

Rano budzę się na wschód, jednak chmury i drzewa zasłaniają słońce. Wracam więc jeszcze na chwilę do śpiwora.


Jemy śniadanie i po zwinięciu namiotów wracamy na żółty szlak.


Widać, że tutaj są podesty?


A w nocy na poziomie gruntu był przymrozek, bo kałuże, które wczoraj mijaliśmy, dzisiaj są zamarznięte. Dzisiejsza trasa wiedzie głównie po utwardzonych drogach, bo gdy tylko wychodzimy na drogę rowerową, natrafiamy na betonową drogę.


Głównym pitstopem na dzisiaj jest restauracja Smědava. Jesteśmy tam kilka minut po otwarciu, więc nie odmawiamy sobie rosołu popitego kofolą. Tym razem była już "z kija", tak jak głosił napis na drzwiach.


Stąd aż do Jizerki idziemy asfaltem. W większości czarnym, jednak było kilka odcinków jeszcze pokrytych śniegiem w ilości znacznej. Ten wyraźny stożek, to właśnie Bukovec, na który chcemy wejść.


W Jizerce symbole wiosny mają się dobrze.
Żółte żonkile:


Fioletowe krokusy:




Bukovec mający 1005 m, to jedno z najwyższych bazaltowych wzniesień w Europie. Na szczycie znaleźć można skrzynkę z zeszytem pamiątkowym, do którego nie omieszkaliśmy się wpisać.


Widoki są ograniczone, ale Karkonosze widać :)


Schodzimy ze szczytu, ale zanim udamy się do Polski, zachodzimy na parking Pod Bukovcem, gdzie zaopatrujemy się w pół litra kofoli na głowę i ruszamy dalej dopiero po spokojnej konsumpcji.

Do kraju wracamy drewnianym mostem, zbudowanym w 2005 roku na miejscu wcześniejszej konstrukcji, która została wysadzona w okolicach roku 1980 przez WOP.


Tuż obok znajduje się wiata w stylu skandynawskim:


Teraz do Orla już jest niedaleko, skąd czerwonym szlakiem, przez Samolot, idziemy na pociąg do Jakuszyc.

Tym oto sposobem zakończyliśmy tegoroczny krótki wyjazd majówkowy. Pogoda była bardziej niż dobra, bo słońca nie brakowało, a chmury nie zasłaniały nieba przez cały czas. Dość powiedzieć, że prognozy były gorsze ;) Co mogę powiedzieć o samej trasie? Bardzo fajna, warto się przejść, nawet w krótszych, jednodniowych wariantach. Oczywiście trzeba być świadomym, że asfaltu nie zabraknie, w końcu to czeskie góry, ale można pokombinować i starać się omijać szlaki rowerowe. Przez torfowiska na szczęście wiodą kładki :) Dodatkowo na wycieczce zainteresowały mnie dwie rzeczy. O rakietowaniu pisałem w tekście, a o drugiej opowiem, jak już ją zrealizuję... ;)

Więcej zdjęć: https://goo.gl/photos/urN1gR7X6Bvyw749A

Komentarze

  1. Ciekawa jest ta czeska strona Izerów, zupełnie inna niż po naszej polskiej stronie. Widzę, że łańcuchy dalej są i sieją grozę :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz