Wschód słońca z Kalenicy i dwa ogniska



Była szansa na wyjazd w góry, pogoda miała dopisać, przynajmniej w niektórych rejonach. Jedyną kwestią do przemyślenia były chmury, a raczej ich pułap. Miały być nisko, jednaknieaż tak, bym mógł spokojnie zaryzykować wyjazd na swoją pierwotnie planowaną górę, czyli Ruprechtický Špičák w Górach Kamiennych. Tak więc wybrałem cel zapasowy, czyli wyższą o te 84m Kalenicę w Górach Sowich. Jak się później okazało, była to bardzo dobra decyzja.


Piątek, 25 października 2013

Bielawa, , , Trzy Buki, , Kalenica

Wyjazd z Wrocławia o 19:40 PKS’em do Bielawy, gdzie wysiadamy o 21:15 i ruszamy przed siebie. Jednak idzie się nam za łatwo, więc zmieniamy kierunek marszu (w góry idzie się pod górę :-P) i już o 21:30 zmierzamy w stronę Gór Sowich. Długo idziemy przez Bielawę, następnie dalej asfaltem przez Nową Bielawę by koło hotelu Leśny Dworek zejść na niebieski szlak. Nim nadal podchodzimy w górę na przełęcz Trzy Buki, skąd szlak żółty zaczyna ostrzej podchodzić w górę. Tuż przed wejściem na Zimną Polanę robi się dużo zimniej, co jest skutkiem wejścia w pułap chmur. Jednak nadal można spokojnie iść przed siebie. To się jednak zmienia po wejściu w warstwę gęstszych chmur, które w połączeniu z nocą i światłem czołówek powodują, że nie widać drzew oddalonych o 3 metry. Podobnie jest ze szlakiem, którego przebieg również nie zawsze jest tak oczywisty w tych warunkach.
Będąc już niedaleko szczytu mija nas miejscowa grupa młodzieży, która wraca na dół po imprezie pozostawiając palące się ognisko.
Tak więc, gdy po północy weszliśmy na szczyt, pierwsze co zrobiliśmy było ubranie się w coś chroniącego przed wiatrem oraz przygotowanie kiełbasek, bo szkoda zmarnować taka okazję na giętą z ognia. Szczególnie, że drewna nie trzeba szukać, bo już jest ;-)
Tak więc gdy Kasia siedziała w „kuchni”, ja zająłem się rozbijaniem namiotu. Podział zajęć musi być ;-)
Po kolacji na zegarku było już prawie druga, tak więc trzeba było iść spać, bo pomimo że wschód dopiero o 7:30, to snu nie aż tak dużo.

Sobota, 26 października 2013

Kalenica, , Wielka Sowa, , Walim, , Głuszyca Górna

Korzystając z uroków jesieni, budzik nastawiony jest na kwadrans po siódmej. Wstaję i idę na wieżę widokową, a tam warunki jak w prognozie. Więc jest świetnie :-) Było co fotografować.
Już pierwszy rzut oka na północny-zachód utwierdza mnie w przekonaniu, że cel awaryjny był dobrym wyborem, gdyż Góry Kamienne kryją się w chmurach. Za to, w oddali ponad nimi widać Karkonosze ze Śnieżką.


Samo budzące się do życia słońce wyglądało tak.


Jak widać, Kalenica jest niezbyt ciekawą górą na wschód słońca w trakcie lampy na niebie, gdyż wschodzi z dala od gór, nad płaskim terenem. Tym razem nie jest jednak nudno, właśnie ze względu na te zachmurzenie.

Srebrna Kopa, Biskupia Kopa (Góry Opawskie), Příčný vrch, Medvědí vrch, Jelení loučky (Hrubý Jeseník), Brzeźnica (Obniżenie Otmuchowskie), Szeroka w chmurach (Góry Sowie)


Szersza panorama o wschodzie słońca.


Szeroka i Malinowa w chmurach, a w tle Góry Opawskie i Hrubý Jeseník.


Na tym powyższym zdjęciu widać również wieżę Praděda wystającą za Keprníkiem lub Šerákiem (oba na siebie nachodzą, więc trudno mi powiedzieć który to dokładnie jest).

Widoczne były również Góry Sowie.


Czy Masyw Ślęży górujący ponad Dzierżoniowem.


W czasie gdy tak stałem i fotografowałem na wieżę weszła para z Wrocławia, która spóźniła się na sam moment wschodu, jednak ładne widoki i tak mieli. Jak to sami powiedzieli, trochę za późno wyjechali z Wrocławia i na końcu musieli biec by zdążyć na szczyt. Chwilę jeszcze ze sobą porozmawialiśmy i gdy chmury podniosły swój pułap tworząc typowy, jesienny klimat, zszedłem do zamglonego namiotu na śniadanie.


Gdy po śniadaniu z niego wyszliśmy, świat wyglądał zupełnie inaczej. Po bliskich chmurach nie było już żadnego śladu, na niebie było tylko słońce i błękitne niebo. Jedynie mokre ławki i liście przypominały, że jeszcze niedawno przewalały się tędy chmury pełne wilgoci.


A z wieży Karkonosze nadal widoczne, dodatkowo wyłonił się szczyt Waligóry, jako reprezentanta Gór Kamiennych.


No nic, nie można przecież spędzić tutaj całego dnia, tak więc zwijamy rzeczy i idziemy spokojnie w stronę Wielkiej Sowy. Po drodze ukazują się nam widoki głównie na Góry Stołowe. Do Zygmuntówki nie zachodzimy, bo tam i tak zamknięte, trwa remont. Ciekawe co przygotują na zimę. Dłuższy postój robimy na najwyższym szczycie Gór Sowich, bo w plecaku kiełbasa jeszcze czeka, więc trzeba coś z nią zrobić.
Jak każdemu wiadomo, sam szczyt pozbawiony jest opału, ale i na to ludzie znaleźli sposób. Niektórzy przynoszą drewno z dołu w plecaku, inni kupują za 10zł w sklepiku. Widzę próby rozpalenia ognia przez jednego z takich zapobiegliwych turystów z drewnem w plecaku, daję mu gazetę i cierpliwie czekam na ogień. W międzyczasie doszedł pan z drewnem ze sklepu oraz ktoś jeszcze i wspólnymi siłami rozpalali ogień. Cóż, drewno mieli, brakowało im jednak umiejętności rozpalania ogniska. Bo trudno jest je zrobić gdy najpierw odpala się gazetę i w momencie gdy ona już się pali okłada się ją grubymi patykami. Dopiero gdy dostali ode mnie trochę małych patyczków powstało ognisko :-)
Tak więc tu też spędziliśmy trochę czasu, najpierw z kiełbasą, potem przy herbacie, a na końcu przy pieczonym chlebie.


Nie może oczywiście również zabraknąć obowiązkowej foty szczytu :-P


Zejście w dół to już spokojny spacer wśród jesiennych drzew w pełnym słońcu. Momentami było naprawdę gorąco, czego się nie spodziewałem.


Powrót do Wrocławia to standard, najpierw KD do Wałbrzycha, skąd już Regio do Wrocławia.

Podsumowując, była to bardzo przyjemna, krótka wycieczka po górach Sowich. Głównym celem był wschód słońca oraz poranne ognisko na Kalenicy. Co prawda same poranne ognisko nie wypaliło, jednak ciepła kiełbasa na kolację oraz obiad na Wielkiej Sowie były świetną sprawą.

Więcej zdjęć: https://picasaweb.google.com/100322683368167953190/GorySowie2526102013?noredirect=1

Komentarze

  1. Bardzo fajna wycieczka, a i wschodzik piękny :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mocno wilgotno musiało być nad ranem :) bardzo udany wypad :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, rano było mokro przez te nocne i poranne chmury, któe przewalały się przez szczyty. Ale mimo tego wyjazd bardzo udany :-)

      Usuń
  3. Bardzo ładny wschód Słońca. Aż przyjemnie się obudzić w takich okolicznościach:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Klimacik był, szczególnie z tym ogniskiem :) Czasami wystarczy kilkadziesiąt metrów wyżej, żeby "wschód" w chmurach zamienić na wschód nad chmurami - chyba najpiękniejszy, jaki jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, taki wschód ponad chmurami to jest dopiero coś :-)
      Ale również wielokrotnie brakowało mi tych kilku(nastu) metrów wysokości by mieć wschód czy zachód zamiast chmur. Ale dzięki takim zdarzeniom, bardziej docenia się te chwile z pięknymi wschodami :-)

      Usuń
  5. Pięknie rozświetlone chmury, aż jest po co wstawać, mimo że pewnie chłodno i wilgotno :) My może w końcu dotrzemy na wschód na Babią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, było trochę chłodno rano. A wschód na Diablaku też mam w planach, ale to jakoś zimą, najlepiej podczas wyżu, ale jak na razie nie było okazji.

      Usuń
  6. Jak zwykle "z jajem" ;-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ach... Nie ma jak jesień w Sudetach :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też przeżyłam piękny wschód nad chmurami. W samolocie.... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też musiało być ładne zjawisko, ja nie miałem jeszcze okazji polatać samolotem, może kiedyś ;-)

      Usuń
  9. Świt pieknie widać z Ostrzycy i ze Skalnika, byłeś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Ostrzycy jeszcze nie byłem, a ze Skalnika (w Rudawach Janowickich), to chyba wschodu nie widać, bo na wschód jest las z tego co pamiętam. Czy źle kojarzę? Ale zachód z niego widać nawet ;-)

      Usuń

Prześlij komentarz