Spacerem przez Tatry ze wschodem i zachodem



Pomysł na wyjazd tatrzański miałem już od pewnego czasu, a w trakcie ostatniej wizyty w Tatrach, w czasie rozmowy z Kasjopeą wspomniałem jej na temat moich marzeń w okolicach Morskiego Oka, więc temat był świeży. Teraz trzeba było tylko ładnej pogody i mogłem ruszać na szlak by zacząć realizować swoje pomysły.


Sobota, 20 lipca 2013

Kuźnica, , Hala Gąsienicowa, , Liptowski Koszar, , Gładka Przełęcz, Gładki Wierch

Dzień przed wyjazdem dostałem sms’a od kolegi z pozdrowieniami z Kasprowego Wierchu, więc telefonicznie umawiamy się na jakieś wspólne spotkanie na szlaku. Niestety po przyjeździe do Zakopanego porannym pociągiem w sobotę odczytuję wiadomość, że u nich mocno pada deszcz, więc nie wychodzą na szlak. Cóż, trudno, może później jeszcze się jakoś uda zgadać. Więc tylko z Kasią jadę busem do Kuźnic, bo pogoda nie dopisuje, więc w rejonie MOKa nie ma, na razie, czego szukać. Na szczęście nie pada, a ICM twierdzi, że deszczu nie zobaczymy, a ja mu wierzę :-)
Z Kuźnic idziemy przez Boczań, bo alternatywnego szlaku przez Dolinę Jaworzynki nie lubię. Na Hali mroczno i ponuro, więc śniadanie wypada pod schroniskiem, wyszło nawet na krótką chwilę słońce, które niestety bardzo szybko zostało ponownie zasłonięte przez chmury. W tym samym czasie zastanawiamy się też nad naszą dzisiejszą trasą i ostatecznie zgadzam się na propozycję Kasi, która bardzo chce zobaczyć Zawory. W drodze na Kasprowy Wierch na chwile zza chmur wyłania się piękny kształt Kościelca.


I to by było na tyle widoków, bo wchodzimy w chmury, które cały szczyt skrywają w swoich objęciach. Po wyjściu na Suchą Przełęcz chowam się przed wiatrem za załomem skalnym i czekam na Kasię, z którą podchodzę do budynku stacji kolejki linowej. Ze środka bije taki ukrop, że nie podejmuję się wchodzenia, nie chcę się przeziębić i wolę postać na dworze w oczekiwaniu na pieczątkę :)
Później schodzimy na słowacką stronę, a po drodze grupa Polaków pyta się nas wskazując w stronę Beskidu „Czy gdzieś dojdziemy tym szlakiem?”. I na tak postawione pytanie nie pozostaje odpowiedzieć nic innego jak tylko „Gdzieś dojdziecie”.
Zejście w dół pokazuje zupełnie inny charakter słowackiej części Tatr Zachodnich, po naszej stronie szeroka ścieżka powoduje, że nie można się zgubić, a tu szlak ma szerokość jednej osoby i wiedzie między wysoką trawą. Jednak w połowie wysokości zbocza mijamy grupę robotników z podkaszarkami poszerzającą ścieżkę. Pewnie gdyby nie ich praca za kilka lat szlak zarósł by niemal całkowicie.
Po dojściu na Liptowski Koszar, rówień w Dolinie Cichej, rozkładam się na chwilę w wiacie, w końcu już po 15, a całonocna jazda pociągiem dała się trochę we znaki.


O 16 ruszamy dalej Doliną Cichą, nadal mając nad sobą ciemne chmury, które na szczęście czasami się rozdzielają ukazując słońce i oświetlając okoliczne szczyty.


Niestety przez większość czasu wszystko skrywa się w cieniu, co odbiera piękno okolicznym szczytom, jednak nie pozostaje nic innego jak iść dalej w stronę Zaworów. Na przełęcz wchodzimy o godzinie 17:45 i możemy spojrzeć na Tatry Wysokie w szerszej perspektywie, niestety częściowo zasłoniętej przez chmury. Widać Mięguszowiecki Szczyt Wielki, widoczny jako jedyny w grani głównej, Dolinę Ciemnosmreczyńską i Koprową, a także tuż poniżej podstawy chmur Hlińską Turnię, Szczyrbski Szczyt i Grań Hrubego.


Również ciekawie prezentuje się stąd Cichy Wierch, należący do Liptowskich Kop.


Ale trzeba powoli iść dalej na Gładką Przełęcz, na którą kiedyś wiódł również znakowany szlak od strony polskiej, jednak obecnie jest on zamknięty. Na przełęczy nie spędzamy za dużo czasu i idziemy na Gładki Wierch. Tam dłuższą chwilę zwiedzam rozległy wierzchołek i jego zapadlisko na środku.


Przy okazji znajduję odpowiednie miejsce chroniące przed wiatrem, w którym możemy się rozłożyć i zjeść obiadokolację, co też chętnie czynimy. W trakcie posiłku na szczycie pojawia się nieoczekiwany gość, który na chwilę staje, patrzy na nas i jak gdyby nigdy nic idzie na drugą stronę grani. Na szczęście aparat mam pod ręką i udaje mi się zrobić jedno zdjęcia.


Ponieważ jest jeszcze jasno zastanawiamy się gdzie iść dalej, patrzymy nawet na prognozę pogody, która mówi, że pomimo ciemnych i niskich chmur nie będzie padać, decydujemy się więc poczekać na zachód na szczycie, może się uda coś zobaczyć :)
W międzyczasie możemy obserwować akcję śmigłowca nad Czarnym Stawem w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, która jak się później dowiemy, dotyczyła transportu zwłok samobójcy.

A sam zachód był średni, ze względu na niskie chmury na niebie.


W trakcie obserwowania zachodzącego słońca udało mi się dostrzec ciekawe zjawisko optyczne jakim jest iryzacja chmur. Polega na powstaniu tęczowych barw na chmurach, może trochę przypominać tęczę, jednak różnica jest łatwo dostrzegalna, bo nie jest łukiem :-P


W tym roku to już drugi raz gdy udało mi się ją dostrzec, wcześniej, dużo lepiej iryzację chmur widziałem w styczniu w Karkonoszach.
Po zachodzie słońca wypiliśmy jeszcze po kubku herbaty i schowaliśmy się szybko do śpiworów, bo chmury obniżyły swój pułap i skryły cały wierzchołek wraz z nami w swoim wnętrzu.

Niedziela, 21 lipca 2013

Gładki Wierch, Gładka Przełęcz, , Zawory, , Ciemne Smreczyny, , Wyżnia Koprowa Przełęcz, , Koprowy Wierch, , Wyżnia Koprowa Przełęcz, , , Wodogrzmoty Mickiewicza, , Schronisko w Dolinie Roztoki

Rano pobudka dość wczesna, bo trzeba zobaczyć budzący się do życia nowy dzień. Widoki na stronę Doliny Pięciu Stawów Polskich, pomimo niskich chmur były rewelacyjne, a może to właśnie dzięki tym niskim chmurom?






Stoimy i obserwujemy ten piękny spektakl światła, który trwa. W pewnym momencie dostrzegamy również czołówki idące od polskiej strony na Przełęcz. Pakujemy plecaki i schodzimy w dół, bo brak wody nie pozwala na zrobienie śniadania.


Po drodze zatrzymuję się na dłużej podziwiając Czerwone Wierchy, które wyglądają zupełnie inaczej niż jestem do tego przyzwyczajony. Mam nawet problem by je poznać w pierwszej chwili.


A na Gładkiej Przełęczy spotykamy w sumie dwie grupy, które przyszły tutaj z różnych stron i razem schodzimy szlakiem w stronę Zaworów, by już samemu skręcić w lewo i zejść do Kobylej Dolinki. Zrobiła ona na mnie bardzo dobre wrażenie, po prostu mi się spodobała i na pewno tu kiedyś wrócę przy lepszej pogodzie, by dokładnie pooglądać otaczające ją szczyty :) Na progu tej doliny znajdujemy ławeczkę i strumyk, więc nie pozostaje nic innego jak zrobić przerwę śniadaniową. A podczas niej towarzyszą nam piękne widoki na Grań Hrubego i Krywań.


Idąc dalej lasem mijamy dwie piękne wiaty, w jednej z nich dwie osoby właśnie się zwijają po noclegu. Może kiedyś i mnie będzie dane w jednej z nich przenocować. Ale to przyszłość, a na razie idziemy Hlińską Doliną mijając potężne ściany Grani Hrubego po prawej stronie. W pewnym momencie szlak robi się mało wyraźny i idąc ścieżką mylimy drogę idąc po niewłaściwej stronie potoku, który później musimy przejść, by wrócić na szlak – ścieżkę słabo wydeptaną w trawie. Nie sądziłem, że w Tatrach można znaleźć takie miejsca.


Na podejściu na Wyżnią Koprową Przełęcz widzimy kozicę, a na samej przełęczy spotykamy więcej ludzi, którzy podchodzą od Doliny Mięguszowieckiej. Tu też Kasia postanawia poczekaj, a ja idę na Koprowy Szczyt. Ze szczytu widoki mam mocno ograniczone jedynie na Grań Hrubego i Baszt oraz okolicę, bo od polskiej strony w dalszym ciągu nadciągają chmury, które skutecznie zasłaniają cały widok na północną stronę. Jednak panorama z przełęczy na południe jest i tak bardzo ładna i pozwala dłuższą chwilę oglądać okoliczne szczyty.


Schodząc w dół nad Wielki Staw Hińczowy cały czas jest piękny widok na Mięguszowieckie Szczyty, moją uwagę jednak bardziej przykuwa Grań Baszt, która wygląda stąd super. Zresztą nie tylko stąd, bo będzie widoczna cały czas na podejściu do Chaty pod Rysami.


Chociaż na podejściu na Rysy nie będzie to jedyny ładny widok, bo pięknie również prezentuje się Ciężki Szczyt i Wysoka.


Po drodze mijamy również Żabie Stawy, nad którymi góruje Wołowa Turnia, Żabia Turnia Mięguszowiecka i Żabi Koń.


Jak widać po porannych ciemnych i niskich chmurach nie pozostało już nic i na większości nieba jest tylko piękny błękit. Daje to nadzieję na ładny kolejny dzień, podczas którego chcę zrealizować swój główny cel wyjazdu.
Dochodzę pierwszy do schroniska gdzie czekam na Kasię i razem idziemy na Wagę, skąd podchodzimy na Rysy. Już na podejściu są rozległe widoki na drugą stronę grani:
Jagnięcy Szczyt, Kołowy Szczyt, Lodowy Szczyt, Durny Szczyt, Łomnica, Pośrednia Grań


Ganek i Gerlach także prezentują się bardzo ładnie.


Dzika Turnia, Mała Wysoka, Baniasta Turnia, Staroleśny Szczyt


Na samym szczycie spędzamy dłuższą chwile, a fakt, że jesteśmy tam przed godziną 16 powoduje, że nie ma dużej ilości ludzi. Schodząc w dół dokładnie obserwuję Niżnie Rysy. Chociaż zaśnieżona Rysa też przyciąga uwagę.


W popołudniowym słońcu bardzo ładnie wyglądał Czarny Staw po Rysami.


A także oświetlona ściana Niżnich Rysów znad Morskiego Oka.


Później jeszcze spacer asfaltem i około 20.30 meldujemy się w schronisku w Roztoce, gdzie dostajemy pokój, jemy kolację i wypijamy po wieczornym piwie. Jakoś wolę to schronisko niż dużo bardziej znane i modne Morskie Oko.


Poniedziałek, 22 lipca 2013

Schronisko PTTK w Dolinie Roztoki, , , Bula pod Rysami, Niżnie Rysy, , Palenica Białczańska, , Rusinowa Polana, , Gęsia Szyja

Relacja ze zdobycia Niżnich Rysów.

Wtorek, 23 lipca 2013

Gęsia Szyja, , Rówień Waksmundzka, , Olczyska Polana, , Nosalowa Przełęcz, , Kuźnice, , Schronisko na Hali Kondratowej, , Przełęcz pod Kopą Kondracką , Małołączniak, , Dolina Małej Łąki

Budzimy się jeszcze w nocy, bo musimy zwinąć rzeczy i podejść ponownie z lasu na szczyt Gęsiej Szyi na wschód słońca. Początkowo plan był, by spać pod szczytem za skałkami, jednak silny wiatr skutecznie zmusił nas do poszukania miejsca noclegowego gdzieś niżej, osłoniętego przez drzewa i ostatecznie rozłożyliśmy się w lesie pomiędzy choinkami.


A dzisiejszy wschód słońca był interesujący i inny niż większość. Głównym powodem takiego stanu rzeczy był księżyc w pełni, a fakt, że słońce skrywało się za chmurami powodował ,ze więcej fotografowałem właśnie go niż sam wschód.


Bo to, że słońce wstaje gdzieś tam za horyzontem mogłem obserwować po rozświetlanych chmurach, bo góry ciągle kryły się w cieniu, aż w końcu zrezygnowałem z czekania i zaczęliśmy iść dalej ku dzisiejszemu celowi.


A w planie było spotkanie się z Darkiem i Patrycją, z którymi umówiłem się w Kuźnicach o godzinie 9.
Po drodze mijaliśmy szałasy pasterskie na Polanie pod Kopieńcem z widokami na szczyty otaczające Dolinę Gąsienicową.


Schodząc z Nosalowej Przełęczy zagaduje mnie para pytając się jak długo jeszcze mają iść. Pytam się ale gdzie? I tu nastaje konsternacja, bo nie wiedzą nawet, że szlak się rozdziela. Cóż, można i tak, więc pokazuję im mapę i schodzę dalej, by po chwili ponownie podchodzić, tym razem do punktu kasowego na szlaku na Kalatowki, gdzie czekają na nas znajomi. Tam robimy krótką przerwę i już w większym gronie ruszamy dalej na Przełęcz pod Kopą Kondracką, skąd podziwiamy widoki i jemy drugie śniadanie.




Później wchodzimy na Kopę Kondracką i Małołączniak, skąd odbijamy na Czerwony Grzbiet by przez Kobylarzowy Żleb zejść w dół. Po drodze nie mogło oczywiście zabraknąć widoków na Giewont.


I po raz kolejny na tej wycieczce widzimy latający śmigłowiec, tym razem w okolicach Doliny Małej Łąki. Poszkodowanym był mieszkaniec Poznania, który doznał kontuzji stawu skokowego w Głazistym Żlebie.
Na zejściu Czerwonym Grzbietem miałem też okazję zrobić zdjęcie towarzyszom mojej dzisiejszej wędrówki.


A sam Kobylarzowy Żleb jest wyposażony w łańcuchy, które pomagają w pokonaniu kilkumetrowej płyty. W tym miejscu musimy dłużej poczekać, bo akurat wchodzi duża grupa z przewodnikiem.


Później to już tylko szybkie zejście do Doliny Małej Łąki i busem do Zakopanego, gdzie zachodzimy na ciastka do Podwórka i wracamy do Wro pociągiem.
Sam wyjazd uważam za udany, zarówno pogodowo jak i pod względem pokonanych tras. Zobaczyłem wiele nowych dla mnie miejsc, zdobyłem nowe doświadczenia i już wiem, że muszę w Tatry wrócić jeszcze w te wakacje, by zrealizować kilka moich marzeń, które jeszcze w zeszłym roku wydawały się takie nierealne na tą chwilę. Jednak ten wyjazd pokazał mi, że to wcale nie musi być takie trudne :-)

Więcej zdjęć: https://picasaweb.google.com/100322683368167953190/TatryWysokieIZachodnie202123072013?noredirect=1

Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Dzięki, mieliśmy szczęście do warunków :-)

      Usuń
  2. To nie jest piękne. Tego się nie da opisać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście nie trzeba opisywać, wystarczy oglądać :-P

      Usuń
  3. Ech, same ochy i achy...
    Z mojej strony napiszę krótko: ładnie tam...:-)
    Tylko nie rozumiem, dlaczego w opisie została ledwie wspomniana Cicha Dolina Liptowska, która, wg mnie, jest najcudowniejszą i naj, naj, naj doliną w Tatrach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że duży wpływ miały na to warunki pogodowe, a mianowicie dużo chmur, które nie przepuszczały słońca, przez co piękno tej doliny nie chciało się objawić w pełni. ale może następnym razem będzie lepiej :)

      Usuń
  4. Wspaniały, wręcz "magiczny" wschód słońca. Poza tym jeleń też ciekawie się prezentuje. Dobrze, że miałeś aparat pod ręką. :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się z tego cieszę, szczególnie, że on stał tam tylko chwilę. Udało mi się zrobić jedynie jedno zdjęcie, a gdy chciałem poprawić kadr i ustawienia aparatu jeleń już znikł za granią. Ale i tak jestem z niego zadowolony :)

      Usuń
  5. Hmm nawet nie wiem od czego zacząć... tyle pięknych zdjęć i tatrzańskich krajobrazów! Zazdroszczę wschodu słońca i spotkania z rogatym gościem :)) Czytając relację przypomniało mi się kiedy my byliśmy rok temu na Beskidzie zimą i też słyszeliśmy pytania niektórych ludzi idących od Kasprowego w stylu "a chodźmy tam dalej jeszcze, zobaczymy gdzie dojdziemy", więc to chyba w tym rejonie normalka :) Gratuluję wyprawy i tyyyylu dni łazęgowania, super! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :-) Wschód był piękny, chociaż we wrześniu również trafił mi się rewelacyjny warun do obserwowania tego zjawiska w Tatrach, ale to już zupełnie inna historia ;-)

      Usuń
  6. Wschód słońca fantastyczny, zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdjęcie z jeleniem naprawdę udane!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejjj, zazdroszczę wyprawy - bo chyba inaczej tego nazwać nie można.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, jaka tam wyprawa, po prostu zwykły wyjazd :-)

      Usuń

Prześlij komentarz